Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #1
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187080
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:
A niekiedy nie.
Ale po trzech dość spektakularnych pojedynkach liczba zaczepek raptownie spadła.
No i była jeszcze trzecia reakcja, ze strony kobiet. Po początkowym przestrachu część z nich, zwłaszcza znudzonych mężatek, usiłowała go uwieść. To akurat mu nie przeszkadzało, chociaż Aerin zawsze uprzedzał go, zaloty których dam powinien zdecydowanie odrzucić. Ich mężowie mieli zbyt wielkie wpływy, by narażać się na odwet. Najczęściej jednak zostawiał mu wolną rękę.
Flirt przebiegał zawsze w ten sam sposób. Najpierw powolne podchody, najczęściej w towarzystwie głupawo wyszczerzonej przyjaciółki. Potem, na ogół, niby przypadkowe potrącenie go. Udany przestrach, gorące przeprosiny, pytanie o imię (chociaż był jedynym Issaram na przyjęciu), kilka zwyczajowych uwag o jego obowiązkach. Czy to prawda, że zabił dwudziestu bandytów gołymi rękami? Czy pokonał dziesięciostopowego demona? Ile ludzi już zabił? I tak dalej. Chyba wszystkie uważały, że dzieli swój czas między walkę i ostrzenie broni.
Potem następowało przejście do nieco bardziej frywolnych pytań. Czy Issarowie nigdy nie zdejmują zawoju? Nawet w nocy? Czy to prawda, że jego miecz jest dłuższy niż meekhańskie? (tu zazwyczaj następował kokieteryjny chichot). Czy nie uważa, że jest tu bardzo duszno? Czy mógłby ją oprowadzić po ogrodzie? Czułaby się bezpieczniej...
W tym momencie przyjaciółka dyskretnie się oddalała, a on miał już zajęcie na całą noc.
Średnio co trzecia kochanka usiłowała namówić go, żeby zabił jej męża, ojca, bogatego stryja, kłopotliwego „przyjaciela”. Reszta chciała po prostu pochwalić się egzotyczną przygodą.
Z tego powodu musiał stoczyć jeszcze kilka pojedynków.
Lecz dzisiejsze przyjęcie było pod tym względem wyjątkowo nieudane. Stał się obiektem ataku ze strony żony jednego z arystokratów, baronowej Jakiejśtam. Ta czterdziestoparoletnia niewiasta o dość sporej tuszy była najwyraźniej święcie przekonana, że gruba warstwa makijażu i drogich kosmetyków uczyni z niej ponętną dwudziestolatkę. Po trwającym pół nocy szturmie Yatech był gotów zamordować ją gołymi rękami. Aerin zaś najwyraźniej świetnie się bawił, obserwując jego zmagania.
Wszedł do swojego pokoju, zamknął drzwi. Jednym ruchem ściągnął chaffdę i rzucił ją w kąt. Podchodząc do okna, rozpiął krzyżujące się na piersi pasy i starannie odłożył broń. Zerknął na zewnątrz, jego pokój znajdował się na piętrze, a okno wychodziło na najbardziej zarośnięty zakątek ogrodu. Niemal mógł dotknąć gałęzi starego, powykręcanego dębu, będącego ozdobą tego miejsca.
Zamknął okiennice i odwrócił się, szukając po omacku lichtarza. Psiakrew, powinien zapalić świecę od lampy w kuchni.
Szelest. Zza kotary oddzielającej część pokoju. Płynnym ruchem przemknął do łóżka i sięgnął po odłożoną broń, przesadził mebel, wyciągając oba miecze. Złowrogi dźwięk spłoszył intruza, kotara odchyliła się i wyskoczyła zza niej drobna postać.
– Yatech, to ja...
Wpadli na siebie w połowie drogi, ledwo zdążył skręcić miecz.
– Auu!
Puścił broń, upadli na łóżko i po trwającym sekundę balansowaniu na krawędzi rąbnęli o podłogę.
– Auć!
Schwycił dziewczynę za ramiona, potrząsnął.
– Isanell! Co ty tu robisz?! Przecież mogłem cię... Mogłem ci...
Przypomniał sobie jej pierwszy okrzyk.
– Nic ci nie jest? Zraniłem cię? – Potrząsnął nią jeszcze mocniej.
– Nnnie... Ale zaraz odleci mi głowa.
– Przepraszam... – Podniósł się. – Co ty tu właściwie robisz? Czy ojciec wie...
Przerwał, uderzony niedorzecznością pytania.
– Ależ tak. Powiedziałam mu, że w środku nocy przyjdę prawie naga do twojego pokoju. Nawet się ucieszył.
Prawie naga?
– I co? Mam tu siedzieć do samego rana?
Pomógł jej wstać. Rzeczywiście, miała na sobie tylko króciutką koszulkę. I coś jeszcze, na twarzy.
– Przezorna jesteś.
– To normalne w mojej rodzinie. Pocałujesz mnie wreszcie?
Mimo że czegoś takiego się spodziewał, zatkało go.
– Jesteś też odważna – wychrypiał.
– Mam dość zalotów ospowatych maminsynków. Nie chcę też dłużej patrzeć, jak próbuje cię uwieść jakaś gruba krowa.
– I tak nie miała szans.
– Matka mówiła mi, że mężczyznom nie można ufać...
– Twoja matka to mądra kobieta, ale nie zawsze ma rację.
Przez chwilę milczeli. Wreszcie zdjął oba zawoje.
– Chcesz dotknąć mojej twarzy?
– Tak – szepnęła. – Bardzo.
Poprowadził jej dłoń.
– Mmm... masz cienkie brwi, głęboko osadzone oczy. Jakiego koloru?
– Szare. – Przyjemnie było czuć jej palce na skórze.
– Ooo, a co się stało z twoim nosem?
– Był złamany, trzy razy.
– Trzy razy?
– Mam brata, siostrę i zgraję kuzynów. Wszystkich starszych. Musiałem staczać ciężkie walki o dopchanie się do wspólnej miski.
– Żartujesz sobie.
– Ależ skąd. Życie w górach jest ciężkie.
– Akurat. To pewnie dlatego wszyscy tam wracacie.
– Po prostu przyzwyczajenie.
– Aha. A to co?
– Blizna po karchońskim jataganie. Stara sprawa.
– Ile miałeś wtedy lat?
– Trzynaście.
– A ten wojownik?
– Koło trzydziestki. I uprzedzając następne pytanie, tak, zabiłem go. Jej palce zamarły. Potem cofnęła dłoń. – Pocałuj mnie – poprosiła. Smakowała migdałami i ciastem orzechowym. Przewrócili się na łóżko.
– Kocham cię – wyszeptała. – Od chwili, gdy zeskoczyłeś z wozu ojca.
Milczał. Nie wiedział, czy może złożyć podobną deklarację. Nie wiedział, jak to zrobić.
– Będziesz dla mnie dobry? – zapytała miękko.
– Tak – obiecał. – Będę.
—— • ——
– To było pół roku temu.
– Co?
– Nie pamiętasz?
Uśmiechnął się w mrok.
– Nasz pierwszy raz.
– Więc jednak pamiętasz – wyszeptała mu wprost do ucha. – Wtedy też była pełnia.
– Wiem, kończyła się zima.
– Tak.
Ześlizgnęła się z niego i podeszła do okna.
– Powiedz mi... – Stała tyłem do łóżka, naga, piękna. – Powiedz mi proszę, jak bardzo mnie kochasz?
– Już mówiłem...
– Nieprawda, wymigałeś się od odpowiedzi – jej głos drżał. – I znów się wymigujesz.
Usiadł. Żarty się skończyły.
– Bardziej niż życie, seyqui allafan. Bardziej niż śmierć, bardziej niż pierwszy i ostatni oddech. Jesteś najcenniejszą rzeczą, jaką znalazłem na równinach, najlepszą, jaka przytrafiła mi się w życiu. Oddałbym za ciebie oba moje miecze.
Nie pochodziła z gór, nie znała smaku pustyni ani praw jego ludu, ale potrafiła docenić to, co powiedział.
– Czy... – odchrząknęła. – Czy to prawda, że możecie sprowadzać sobie żony spoza Issarów?
Och, Wielka i Miłosierna Pani, czy to, co nieuniknione, zawsze musi przychodzić w ten sposób? Bez ostrzeżenia, bez dania cienia szansy?
Milczał. Ona też.
Cisza zaczęła się wydłużać w nieskończoność.
– Tak, to się czasem zdarza.
Nie chciał tego powiedzieć. Nie powinien tego mówić.
– Mimo waszych praw?
– Nasze prawa zezwalają na to. Rzadko, bo warunki są trudne, ale zdarza się, że kobieta spoza Issaram wchodzi do plemienia.
Przemknęła mu przed oczami twarz starej kobiety.
– Jakie to warunki?
Znowu nie wiedział, co odpowiedzieć.
– Proszę... – szepnęła.
Zamknął oczy, czując suchość w ustach.
– Trudne, okrutne, twarde. Pierwsze prawo Harudiego nie może zostać złamane. A góry nie są dla delikatnych panienek.