Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– W jaki sposób odmienni? – Wiedziałam dokładnie, co chciał powiedzieć, ale zabawnie było patrzeć, jak się wije.
– No, daj już spokój, Bette, przestań wstawiać głodne kawałki. Wiem, co to znaczy pochodzić z Poughkeepsie i zadawać się z modnym towarzystwem w Nowym Jorku. To rozumiem. Czego nie rozumiem, to jak mogłaś go w ogóle polubić? Może jesteś w stanie przebywać z tą ekipą, ale to nie czyni cię jedną z nich. I, nawiasem mówiąc, bardzo dobrze.
– Tak naprawdę to z nim nie chodzę.
– Każda plotkarska rubryka na Manhattanie relacjonuje, że wszędzie widuje się was razem. Do diabła, sam ciągle widzę cię z nim w Bungalowie. Możesz nie nazywać tego chodzeniem, ale nie sądzę, żeby on był tego świadom.
– Naprawdę nie wiem, jak to właściwie wyjaśnić, bo nie jestem pewna, czy sama rozumiem. Jest zupełnie tak, jakbyśmy mieli z Philipem niepisane porozumienie, że udajemy parę, chociaż nigdy się tak naprawdę nie związaliśmy.
– Co? Niemożliwe.
– Możliwe. Skłamałabym mówiąc, że nie zastanawiałam się, dlaczego on nie wydaje się specjalnie zainteresowany, ale zapewniam cię, że nigdy nie poszliśmy w tę stronę…
Sammy dokończył filiżaneczkę kawy i popadł w zadumę.
– Więc mówisz, że nigdy nie uprawialiście seksu? – zapytał w końcu.
Spojrzałam na niego i zrobiło mi się przyjemnie, że go to obchodzi.
– Nigdy nawet się na to nie zanosiło. A skoro już zdradzamy sobie tajemnice, to parę razy naprawdę próbowałam go uwieść. Zawsze była jakaś wymówka – za dużo alkoholu, randka późno w nocy z inną dziewczyną. Jest to bardziej niż upokarzające, ale co mogę zrobić? Ilość czasu, który z nim spędzam ma bezpośrednie przełożenie na moje obowiązki w pracy. Kelly jest zachwycona uwagą prasy, jaką ściągam na firmę, a ja tylko muszę uśmiechać się do zdjęć. Nigdy nie myślałam, że będę coś takiego robiła, ale mamy tę dosyć dziwaczną cichą umowę: ja zachowuję się jak jego dziewczyna, a on winduje mnie do góry w pracy. Trochę przerażający, ale na swój sposób całkowicie równoważny układ. Oboje zyskujemy coś, na czym nam zależy. – Wypowiedzenie na głos tego, czego jeszcze nikomu nie powiedziałam, przyniosło mi ulgę.
– Nie słyszałem ani słowa z tego, co mówiłaś.
– Świetnie. Dziękuję za uwagę. Wiesz, to ty zadałeś pytanie.
– Trochę się wyłączyłem, kiedy powiedziałaś, że nigdy z nim nie spałaś. Ty naprawdę z nim nie chodzisz? – zapytał, kciukiem wprowadzając pustą filiżankę w ruch wirowy.
– Sammy, widziałeś, jaki jest Philip. On nie potrafi z nikim chodzić. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego wybrał właśnie mnie, ale szczerze mówiąc, to podbudowuje moje ego. Ale nigdy nie mogłabym być z kimś takim. Nawet jeśli ma fantastyczne mięśnie brzucha.
– Fantastyczne mięśnie brzucha, co? Lepsze niż te? – I zanim się zorientowałam, co się dzieje, podciągnął koszulę i odsłonił doskonale napięty brzuch.
– Do diabła – westchnęłam, wyciągając rękę, żeby poklepać „kaloryfer”. – Tu być może musiałabym przyznać punkt tobie.
– Być może? – oburzył się, obciągnął koszulę, wziął mnie za rękę i przyciągnął bliżej. – Chodź no tu.
Pocałowaliśmy się, tym razem naprawdę, przysuwając się tak blisko, jak tylko pozwalały miniaturowe taboreciki, dotykając swoich rąk, twarzy, włosów, staraliśmy się przysunąć jeszcze bliżej.
– Tego się tu nie robi – powiedział niski mężczyzna, stukając dwa razy w blat stolika. – To nie jest właściwe.
Odsunęliśmy się, zawstydzeni, że zwrócono nam uwagę, i usiedliśmy prosto. Sammy przeprosił mężczyznę, który tylko kiwnął głową i poszedł dalej.
– Czy to był nasz pierwszy publiczny pocałunek? – zapytał Sammy.
– Z całą pewnością. – Zaśmiałam się zachwycona. – A ja myślę, że to coś więcej niż tylko pocałunek. Można by to nawet zaliczyć jako macankę. I to na Wielkim Bazarze w Stambule.
– A czy istnieje lepsze miejsce? – powiedział Sammy, pociągając mnie do góry tak, że wstałam z taboretu. Zaczęłam wychodzić za nim z kawiarni, ale zatrzymał mnie i odwrócił twarzą do siebie. – Ja nie żartuję, Bette. To nie jest zabawa.
– Ja też nie, Sammy. – Myślałam, że udławię się tymi słowami, ale jego uśmiech pozwolił mi zaczerpnąć tchu.
– Chciałbym cię teraz objąć, ale nie chcę zostać wychłostany za obrazę moralności publicznej. – Zamiast tego położył rękę na moim ramieniu. – Przebrnijmy przez resztę tej wycieczki, dobrze? Będziemy się wymykali, kiedy tylko się da, ale nie powinniśmy dać się przyłapać.
Kiwnęłam głową, chociaż jedyne, na co miałam ochotę, to dosypać tygodniową porcję valium do napojów Isabelle i Philipa, a potem patrzeć, jak najpierw młócą powietrze, a potem zapadają w miły, spokojny, niekończący się odpoczynek. Ale nie! To nie było całkiem w porządku. Żadne z nich nie zasługiwało na śmierć. Po cichu zgodziłam się darować im życie, pod warunkiem że wybiorą lot w jedną stronę do dowolnej wioski w czarnej Afryce. To było do przyjęcia.
Droga zakosami przez pięć przecznic do hotelu zajęła nam godzinę. Obściskiwaliśmy się, chwytaliśmy, dotykaliśmy i obmacywaliśmy w każdej bramie, jaką udało nam się znaleźć, wykorzystując każdy odosobniony albo pusty zaułek, przejście, drzewo czy ławkę, która dawała nam na kilka minut schronienie przed karcącymi spojrzeniami. Kiedy już widać było złotą fasadę hotelu Four Seasons, zdołałam ustalić ponad wszelką wątpliwość, że Sammy nosi bokserki od Calvina Kleina.
– Ty idź pierwsza. Rób, co musisz robić, żeby przetrwać następne parę dni, tylko nie dotykaj Philipa Westona w żaden sposób i w żadnej formie. Nienawidzę świadomości, że macie wspólny pokój. – Opuścił kąciki ust w dół, aby okazać obrzydzenie, i lekko zadrżał.
– Ach tak, a ja jestem zachwycona myślą, że gramolisz się do łóżka obok Isabelle, cały czas powtarzając jej, jak cudownie wygląda w nowej bieliźnie La Perli. – Na samą myśl mnie zemdliło.
– Idź – szepnął, przyciskając swoje usta do moich. – Zobaczymy się dziś na kolacji, dobrze?
– Dobrze – mruknęłam, oddając mu szybki pocałunek. A potem, wbrew sobie, wyjąkałam: – Będę za tobą tęskniła. – Uśmiechnęłam się do portiera szeroko jak upalona crackiem narkomanka i dosłownie w podskokach wbiegłam do windy, a potem z windy do pokoju. Ledwie zauważyłam Philipa rozwalonego na łóżku, odzianego tylko w ręcznik i jedwabną opaskę na oczy.
– Gdzie byłaś, kochanie? Jestem kompletnie wykończony. Ten kac mnie zabije, a ty zostawiłaś mnie tu samego – jęczał. – Może przygotowałabyś mi zimny kompres? Byłoby genialnie.
– Może sam sobie zrobisz zimny kompres, Philipie? – zaproponowałam wesoło. – Wpadłam tylko zostawić te rzeczy po drodze do spa. Weź advil albo dwa i bądź ubrany i gotowy w holu o siódmej czterdzieści pięć, dobrze? – Trzasnęłam mocno drzwiami, żeby jak najgłośniej pohałasować, i podskakiwałam przez całą drogę do szykownej marmurowej tureckiej łaźni. Poprosiłam recepcjonistkę, żeby dodała mi do peelingu masaż, pedikiur i wysoką szklankę miętowej herbaty i powoli rozluźniłam się w pachnącej eukaliptusem saunie parowej, myśląc o Sammym.
25
Zbieranina kilkunastu osób, które nie mają do roboty nic poza piciem i marnowaniem razem czasu, siedziała przy obiedzie pierwszego wieczoru i grała w zagadki z zakresu popkultury. Oczywiście nie nazwaliśmy tego w ten sposób, nie było też mowy o żadnej grze, a już szczególnie w zagadki, ponieważ to zdecydowanie niemodne, ale sposób, w jaki strzelaliśmy pytaniami na wszystkie strony wskazywał niewątpliwie, że chodzi o grę. Przypomniało mi to, jak Michael i Penelope zarzucali się nawzajem pytaniami dotyczącymi Beverly Hills 90210.