Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 102
Перейти на страницу:

– Hej, kolego, ile by kosztowało, żebyś zagrał coś z cholernymi słowami? – rzucił, a dziewczyna zachichotała i solidnie pociągnęła drinka.-Już nie mogę słuchać tego tureckiego gówna.

Didżej złapał gotówkę, która zniknęła pod jedną z maszyn stojących na stole. Skinął na chłopaka siedzącego z nim w kabinie i powiedział mu kilka słów. Chłopak odwrócił się do Philipa i zapytał:

– Co chcecie usłyszeć? Zagra dla was wszystko.

– Powiedz, że chcemy Bon Joviego i Guns n'Roses. Pomocnik przetłumaczył, didżej skinął głową z wyrazem zaskoczenia na twarzy. Po kilku sekundach z głośników ryczało Paradise City, a Philip rytmicznie wymachiwał głową. Kiedy mnie zobaczył, pochylił się i szepnął coś do dziewczyny, ta kiwnęła głową i odeszła lekkim krokiem.

– Hej, kochanie, o ile lepsze są te kawałki? – Przyjrzał się swojemu odbiciu w przeszkleniach kabiny didżeja.

– Czy to była Lizzie Grubman? – zapytałam, bo w końcu zrozumiałam, dlaczego wyglądała znajomo.

Philip wrócił do walenia głową w nieistniejącą ścianę.

– Najwyraźniej ona i Tara Reid usłyszały o naszej eleganckiej imprezie w weekend i chciały rzucić okiem.

– Jest… eeee… jest ładna – powiedziałam niezdarnie, wiedząc, że powinnam być szczęśliwa, z zawodowego punktu widzenia, że Lizzie Grubman i Tara Reid pojechały za naszą grupą do Stambułu.

– Twarz jak torebka z krokodyla – stwierdził, ciągnąc mnie na parkiet. – Chodź, kochanie, rozluźnij się trochę. Zatańczmy.

Wymknęłam się po paru minutach i wróciłam do Elisy, która już się trochę uspokoiła. Siedziała na kolanach Davide'a, mówiąc coś cichutko, a on na przemian masował jej ramiona i zaciągał się jointem.

– Hej, myślisz, że dasz tu sobie ze wszystkim radę? Sporo osób wróciło już do hotelu i powinnam chyba sprawdzić, czy tam wszystko w porządku.

– Jasne, nie ma sprawy. Za bardzo się przejmujesz, Bette. Wszyscy się świetnie bawią. Gdzie Leo? Powiedz mu po prostu, że wracasz, i zobaczymy się w hotelu, okej? – zachichotała, bo Davide dmuchnął jej w twarz dymem z marihuany.

– Doskonale. Tak zrobię. Do zobaczenia jutro.

– Jasne, nie ma sprawy. Nie zamierzam oglądać jutro dziennego światła, ale znajdę cię, kiedy wstaniemy. Och, a gdzie Philip? – Bardzo starała się mówić obojętnie.

– Philip? Ostatnio widziałam, jak tańczył z Lizzie Grubman i Tarą Reid.

– Co? One tu są? – Elisa zeskoczyła z kolan Davide'a i przykleiła do twarzy wielki uśmiech. – Stanowczo idę powiedzieć „cześć”. Widzimy się później.

Rozejrzałam się, szukając Leo, ale nie mogłam go nigdzie znaleźć i stwierdziłam, że pewnie znalazł sobie faceta i wrócił do pokoju na igraszki. Nedim zaoferował, że podwiezie mnie do hotelu swoim porsche i brzmiało to kusząco do chwili, kiedy jego ręka otarła się o mój tyłek, a on uśmiechnął się sugestywnie i stwierdził, że zabierze mnie na wycieczkę po najgorętszych miejscach w Stambule. Uprzejmie odmówiłam i skorzystałam z Town Car. Kobieta w recepcji przywitała mnie, wymieniając moje nazwisko, i poinformowała, kto już wrócił i o której.

– Och, proszę zaczekać, jest dla pani wiadomość. – Wręczyła mi złożoną kartkę, którą natychmiast rozłożyłam, oczekując jakiejś katastrofy. Było na niej napisane: SPOTKAJ SIĘ ZE MNĄ W POKOJU 18 KIEDY WRÓCISZ, wielkimi drukowanymi literami. Bez podpisu, ale dołączono plastikowy klucz do pokoju.

Krótko rozważyłam opcje. Liścik musi być od Sammy'ego. Jakimś sposobem załatwił pokój z dala od Isabelle, żebyśmy mogli spędzić trochę czasu tylko we dwoje. Był to, jeśli miałabym się odważyć na porównania, najbardziej podniecający i romantyczny gest, z jakim miałam w życiu do czynienia. Byłam wypucowana i wypolerowana po wizycie w spa tego ranka i teraz wzywał mnie mój tajemniczy chłopak. Poczułam oszołomienie.

Jazda windą zdawała się trwać wieki. Moją znakomitą prezencję uzupełniły teraz spocone ręce i suche usta, które stawały się coraz suchsze, gdy podążałam wijącymi się korytarzami. Kiedy zapukałam do drzwi, czułam w ustach papier ścierny.

Trwało prawie minutę, zanim drzwi się otworzyły, minutę, która ciągnęła się jak miesiąc, i miałam przelotną potworną myśl, że to wcale nie Sammy, albo może liścik był przeznaczony dla kogoś innego. Podczas sześćdziesięciu sekund, gdy stałam wrośnięta w dywan, przez głowę przemknęło mi kilkanaście wersji możliwych nieporozumień. Bezgłośnie ulegając atakowi paniki, zastanawiałam się, jak miałabym dalej funkcjonować, gdyby to nie był on, gdyby nie czekał w środku, szykując się, żeby zedrzeć ze mnie ubranie i rzucić mnie na łóżko, z pewnością królewskich rozmiarów, stojące w chwale ekskluzywnej włoskiej lnianej pościeli. Och, proszę, modliłam się do jakiejś nieznanej siły, proszę, niech to będzie on i niech mnie pragnie tak strasznie, jak ja pragnę jego i niech też ma…

Drzwi gwałtownie się otworzyły i Sammy wciągnął mnie do środka, przyciskając usta do moich, zanim jeszcze zamknął drzwi kopniakiem.

– Tak strasznie cię pragnę – jęknął, przesuwając ustami po mojej twarzy, szyi, ramionach, odsuwając ramiączka i w końcu, sfrustrowany, że się nie poddają, ściągając mi sukienkę przez głowę.

Nie zawracaliśmy sobie głowy słowami. Padliśmy na łóżko, dokładnie tak cudowne, jak to sobie wyobraziłam, i przypuściliśmy na siebie atak, którego siła z pewnością napełniłaby mnie lękiem, gdyby nie sprawiała mi takiej rozkoszy. Nie potrafiłam rozpoznać, które członki należały do mnie, a które do niego, i zatraciłam zupełnie świadomość czasu, miejsca czy tego, gdzie dokładnie byłam dotykana. Przeżyłam przeciążenie zmysłów – ciężar jego ciała, zapach jego dezodorantu, sposób, w jaki włoski na ramionach i z tyłu szyi reagowały na jego palce przesuwające się wzdłuż moich pleców. Była to, muszę przyznać, scena miłosna wprost z harlequina. A może nawet lepsza. Dopóki nie rozległo się pukanie do drzwi, nie zauważyłam nawet porozstawianych gdzieniegdzie świec ani dwóch kieliszków czerwonego wina, które czekało nietknięte, ani wspaniałej muzyki z płyty Buddha Bar, nastawionej w stojącym przy łóżku kompakcie.

– Kto wie, że tu jesteś? – wyszeptałam, jednym ruchem zsuwając się z niego i padając bezwładnie.

– Nikt oprócz recepcji. Zapłaciłem prywatną kartą kredytową.

– Czy Isabelle mogła cię słyszeć?

– Nie ma mowy. Wzięła garść ambienu, żeby przespać różnicę czasu. Nie obudzi się przez najbliższe dwa dni.

Rozważaliśmy to przez kilka kolejnych minut, aż zdałam sobie sprawę, że noc ustąpiła miejsca porankowi i jeśli chciałam uniknąć całej masy pytań, powinnam wracać do swojego pokoju.

Pociągnął mnie na siebie i zaczął ssać płatek mojego ucha razem z kolczykiem.

– Nie idź. Jeszcze nie teraz.

– Muszę, przepraszam. Nie chcesz, żeby to wyszło na jaw, prawda? Nie w taki sposób.

– Wiem, wiem, masz rację. Nie w taki sposób. Będziemy mieli dla siebie cały czas świata, kiedy wrócimy do Nowego Jorku.

– Nie zdołasz się mnie pozbyć, kiedy wrócimy do domu – wyszeptałam. Moja krótka, wyszywana paciorkami sukienka leżała zwinięta w ciasną kulę na blacie biurka, ale zdołałam wyprostować ją na tyle, by stanowiła mniej więcej przyzwoite okrycie na czas, zanim ponownie padnę na łóżko. Myśl o założeniu jakiejkolwiek bielizny była nieznośna. Wyplątałam stanik z zagłówka, na którym spoczywał, i razem z brzydkimi bawełnianymi majtkami wepchnęłam go do torebki.

1 ... 79 80 81 82 83 84 85 86 87 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)