Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 102
Перейти на страницу:

– Wiem. Ale chciałem. Żeby przeprosić, że niezaproszony wpadłem na twoją wycieczkę. Naprawdę nie wiedziałem, że tu będziesz, Bette. Przepraszam.

– Przepraszasz, za co? Nie bądź śmieszny, nie masz za co przepraszać.

– Napijesz się ze mną kawy? Jestem tu już całe godziny, a jeszcze nie piłem kawy po turecku. Cieszę się na myśl, że nie będzie z chudym mlekiem ani dodatkowo podgrzana, bez bitej śmietany i bez cukru czy syropu. Co powiesz?

– Pewnie. W mojej książce piszą, że najlepsze miejsce jest zaledwie kilka korytarzy stąd.

– W twojej książce?

– Przewodnik Lonely Planet. Jak można jechać dokądkolwiek bez Lonely Planet?

– Ale z ciebie ciamajda – westchnął i pociągnął za koniec mojego szala. – Mieszkamy w Four Seasons, wożą nas szoferzy, mamy nieograniczony limit wydatków, a ty chodzisz w miejsca, które poleca Lonely Planet? Niesamowite.

– A dlaczego to miałoby być takie niesamowite? Może chcę zobaczyć parę rzeczy, które nie są ujęte w programie spa – bulwar – kolacja tylko dla członków klubu.

Pokręcił głową, rozpiął swój plecak i pogrzebał w środku.

– Dlatego – stwierdził, wyciągając własny egzemplarz przewodnika Lonely Planet. – Chodź, znajdźmy tę małą kawiarenkę.

Zajęliśmy dwa miniaturowe taborety przy maleńkim stoliku i gestem zamówiliśmy dwie filiżanki kawy, które podano z małym talerzem posypanych cukrem ciastek.

– Mogę cię o coś zapytać? – odezwałam się, siorbiąc gęsty napar z małej filiżanki.

– Pewnie, strzelaj.

– Co cię łączy z Isabelle? – zapytałam, starając się, żeby zabrzmiało to możliwie najbardziej nonszalancko.

Jego twarz stężała. Nie powiedział nic, tylko wpatrywał się w blat stolika i zgrzytał zębami.

– Nieważne, to nie moja sprawa – dodałam szybko, nie chcąc, by cokolwiek zepsuło tę chwilę.

– To skomplikowane…

– Domyśliłam się. – Patrzyłam, jak malutki kotek skacze z ziemi na wielką stertę dywanów, gdzie nastoletnia dziewczyna doglądająca straganu natychmiast podała mu spodek mleka. – Dobrze – powiedziałam w końcu – to twoja rzecz. Po prostu pijmy sobie spokojnie, z przyjemnością kawę, dobrze?

– Płaci mi za to, że spędzam z nią czas. – powiedział cicho, podniósł wzrok, tak że nasze oczy się spotkały. Upił łyk kawy.

Nie do końca wiedziałam, co zrobić z tą informacją. Biorąc pod uwagę podejrzenia Elisy, nie był to całkowity szok, ale stwierdził to w tak typowy dla siebie – jak zaczynałam odkrywać – spokojny, rzeczowy sposób, że po prostu zabrzmiało to dziwnie.

– Nie jestem pewna, czy zrozumiałam. Ma to coś wspólnego z jedną z tych agencji, które wynajmują seksownych facetów do pracy za barem i tym podobnych?

Zaśmiał się.

– Nie, nigdy nie wybrałem tej drogi, ale pochlebia mi, że twoim zdaniem mógłbym spełnić ich wysokie wymagania dotyczące wyglądu.

– Więc naprawdę nie rozumiem.

– Bardzo często ludzie spotykają nas w Bungalowie, a potem wynajmują do obsługi swoich prywatnych imprez i tego typu rzeczy. Pracowałem za barem w Bungalowie zeszłego lata, kiedy Isabelle spędzała tam dużo czasu. Najwyraźniej mnie polubiła. Zaczęło się od tego, że płaciła mi parę tysięcy za pracę za barem na jej proszonych kolacjach, a także za odbieranie i witanie gości na urządzanych przez nią imprezach dobroczynnych. Kiedy została współprzewodniczącą dorocznej imprezy Nowojorskiego Ogrodu Botanicznego, zdecydowała, że potrzebuje kogoś w rodzaju asystenta. Myślę, że jej wybór był naturalny, ponieważ mogłem załatwiać też, hm, inne rzeczy.

– Inne rzeczy? Płaci ci, żebyś z nią sypiał? – wypaliłam, zanim zdążyłam pomyśleć, co mówię.

– Nie! – powiedział ostro, wbijając we mnie stalowe spojrzenie. – Przepraszam, to wcale nie takie dziwne, że się nad tym zastanawiasz. Też jestem nieco wyczulony na tym punkcie. Krótka odpowiedź brzmi – nie, nie sypiam z nią, ale bliższe prawdy jest przyznanie, że nie wiem, jak długo uda mi się utrzymać ten stan rzeczy. Na pewno na początku nie myślałem, że coś takiego może wchodzić w grę, ale zaczyna być coraz bardziej jasne, że tego się ode mnie oczekuje.

– A co z jej mężem?

– A co ma być?

– Nie obchodzi go, że żona wynajęła pięknego młodego faceta, żeby bywał u niej w domu, pomagał w różnorakich działaniach charytatywnych, towarzyszył podczas romantycznych weekendowych wypraw do Stambułu? Można by pomyśleć, że nie byłby zachwycony. – Poczułam lekkie mrowienie, kiedy pośrednio nazwałam go „pięknym”.

– A dlaczego nie miałby być zachwycony? Dopóki ona zachowuje dyskrecję i go nie ośmiesza oraz jest dostępna, kiedy potrzebuje jej obecności w celach zawodowych, wyobrażam sobie, że jak ognia będzie unikał chodzenia z nią na te wszystkie towarzyskie gówna, mówienia jej, jaka jest ładna i szczegółowego dyskutowania, czy woli ją w ubraniach od Stelli McCartney czy od Alexandra McQueena. Właściwie to on podpisuje moje czeki. To porządny facet.

Nie za bardzo wiedziałam, jak na to zareagować, więc siedziałam, starając się wymyślić coś choćby odrobinę nieobraźliwego, co mogłabym dodać.

– To po prostu praca, która, tak się składa, jest naprawdę bardzo, bardzo dobrze płatna. Jeżeli kiedyś mam otworzyć własną knajpę, nie mogę odrzucać sześciocyfrowego wynagrodzenia za dotrzymywanie towarzystwa ładnej kobiecie przez kilka godzin w tygodniu.

– Sześciocyfrowego? Chyba żartujesz!

– Ani trochę. A niby z jakiego innego powodu miałbym to robić? To bardziej niż upokarzające, ale koncentruję się na nagrodzie, która, nawiasem mówiąc, może być bliższa, niż myślałem.

– Naprawdę? Jak to?

– Wiesz, to jeszcze nic pewnego, ale kilku facetów z Amerykańskiego Instytutu Kulinarnego zaproponowało mi w zeszłym tygodniu otwarcie restauracji na spółkę.

– Naprawdę? – przysunęłam się bliżej. – Opowiedz mi o tym.

– Cóż, to bardziej rodzaj franszyzy niż zupełnie nowe miejsce. Ci ludzie są właścicielami restauracji Houston's, mają ich już kilka na Zachodnim Wybrzeżu. Twierdzą, że dobrze im idzie. Dość podstawowe amerykańskie menu, więc tak naprawdę nie ma okazji do kreatywnego działania, bo ogólna koncepcja i menu nie podlegają negocjacjom, ale byłaby całkiem moja. W każdym razie moja i ich. – Wyglądał na równie zachwyconego jak ktoś, kto właśnie się dowiedział, że złapał chorobę przenoszoną drogą płciową.

– Tak, to brzmi świetnie – przyznałam, starając się nadać głosowi entuzjastyczny ton. – Cieszysz się na to?

Wyglądał, jakby zastanawiał się nad tym przez kilka sekund, po czym westchnął.

– Nie jestem pewien, czy „cieszysz” to właściwe słowo, ale uważam, że to dobra okazja. Niedokładnie to, o co mi chodzi, ale krok we właściwym kierunku. Byłbym szalony, myśląc, że na tym etapie kariery uda mi się zrealizować własną wizję, to po prostu nierealne. Tak więc, by odpowiedzieć na twoje pytanie, czy gorąco pragnę posiadać jedną trzecią restauracji Houston's na Upper East Side? Raczej nie. Ale jeśli dzięki temu będę mógł rzucić pracę w Bungalowie i potraktować to jako przyzwoity punkt wyjścia, to tak, uważam, że warto.

– Rozumiem. Wygląda na doskonałą okazję.

– Na teraz. – Wstał, kupił jeszcze dwie kawy i postawił jedną przede mną. – Dobrze, twoja kolej.

– Moja kolej na co? – zapytałam, chociaż doskonale wiedziałam, dokąd zmierzamy.

– Co to za układ z panem Westonem?

– To skomplikowane.

Znowu się roześmiał i dramatycznie przewrócił oczami.

– Aha, a to urocze. Daj spokój, po prostu opowiedz mi całą tę paskudną historię. W jaki sposób mogłaś stać się jego dziewczyną?

– Co przez to rozumiesz?

– Nic, poza tym, że wy dwoje wydajecie się… cóż, naprawdę odmienni.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)