Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 102
Перейти на страницу:

Sammy zerwał ze zrujnowanego przez nas łóżka prześcieradło i owinął się nim w talii, gdy szliśmy do drzwi.

– Bette, dziękuję za tę niesamowitą noc – powiedział, ujmując moją twarz w obie dłonie, tak że czułam się mała, delikatna i absolutnie cudowna.

Stanęłam na palcach, żeby po raz ostatni zarzucić mu ramiona na szyję.

– Było perfekcyjnie – stwierdziłam.

I było perfekcyjnie, dokładnie tak, jak miałam nadzieję, dopóki nie otworzyłam drzwi i nie zostałam powitana najjaśniejszym, najbardziej agresywnym fleszem, jaki w życiu widziałam. Wciąż na nowo wybuchał mi przed oczami przez prawie trzydzieści sekund, gdy stałam jak skamieniała, zbyt zszokowana, żeby się ruszyć.

– Och, hej, przepraszam. Pomyliłem pokój – mruknął John, jeden z fotografów, których ze sobą ciągaliśmy.

– Co się tu dzieje, do cholery? – spytał Sammy.

– Pozwól, że to załatwię – powiedziałam. – Zostań tam.

Wyszłam na korytarz i pociągając do siebie drzwi, zamknęłam je.

– Co to było, do cholery? Co ty tu robisz? – prawie wrzasnęłam.

– Hej, kotku, przepraszam. Bez obaw, serio, nic nie widziałem – zapewnił nieprzekonująco. To był najbardziej oślizgły z fotografów i od samego początku przyprawiał mnie o nerwowe drżenie. Na jego dorobek w większości składały się zdjęcia w stylu paparazzich, które sprzedawał najohydniejszym kolorowym pismom za ciężkie pieniądze. Kelly twierdziła, że dobrze będzie mieć go pod ręką, bo fotoedytorzy uwielbiali wszystko, co im proponował.

– Dlaczego obserwujesz mój pokój? Eee, to znaczy jego pokój. Cały ranek spędziłam, odwiedzając wszystkie pokoje, żeby przedyskutować plan na dzisiejszy wieczór, więc jak widzisz, nie ma tu niczego interesującego.

– Słuchaj, nie obchodzi mnie, kogo pieprzysz. – Zachichotał głośno i z wyraźnym upodobaniem. – Oczywiście wyobrażam sobie, że mógłbym znaleźć kogoś, kogo zainteresowałoby, że dziewczyna Philipa nie spędziła tej nocy z nim, ale byłaś dla nas naprawdę miła podczas podróży, więc po prostu zapomnijmy, że to się wydarzyło.

Drań. Otwarcie gapił się na mój strój i twarz z, jak sądziłam, zupełnie rozmazanym makijażem, wyraźnie zdradzającą całonocny seks.

– A poza tym – ciągnął, zdejmując flesz z aparatu i wkładając go do czarnej torby na ramię – to, co sądziłem, że się tam odbywa, byłoby znacznie bardziej podniecające niż fakt, że bzykasz faceta Isabelle.

– Przepraszam? – Chciałam go udusić za sugestię, że mogło istnieć cokolwiek lepszego niż ta noc, za to, że nie uwierzył w moją absurdalną historyjkę o umawianiu się na wieczór i za to, że miał czelność stwierdzić, że Sammy należy do Isabelle. Oczywiście nie byłam w stanie powiedzieć nic choć z lekka obraźliwego czy inteligentnego.

– Cóż, powiedzmy, że pewne źródła zasygnalizowały możliwość prywatnego przyjątka z twoim chłopakiem i niektórymi z jego najbliższych przyjaciół. – Uniósł krzaczaste, zrośnięte nad nosem brwi i napiął wargi w czymś podobnym do uśmiechu. – Przez „twojego chłopaka” rozumiem Philipa Westona – dodał z obraźliwą satysfakcją.

Przełknęłam gniew.

– Mmm, wszystko to brzmi naprawdę fascynująco, ale muszę wracać na górę, żeby kontynuować obchód, więc jeśli mi wybaczysz… – Przepchnęłam się obok niego boso, z sandałami w jednej ręce, a torebką w drugiej, i poszłam prosto do windy, na którą czekałam przez całą wieczność. Im więcej o tym myślałam, tym mniej koszmarne się to wydawało, biorąc pod uwagę fakt, że nie sprawiał wrażenia szczególnie zafascynowanego skandalem – czy brakiem tegoż – z udziałem Sammy'ego i moim. No bo czemu miałby się tym interesować, rozważyłam. Facet spędza życie na śledzeniu absurdalnie sławnych ludzi i dokumentowaniu wszystkich skandali, które zdołają wywołać, więc czemu miałby się w najmniejszym choć stopniu interesować jakąś nic nieznaczącą osobą z reklamy, która najwyraźniej zalicza trochę seksu na boku? I w dodatku z nikim sławnym! Oczywiście pozostawała kwestia Philipa. I gdyby Kelly się dowiedziała, że przyłapano mnie w towarzystwie „przyjaciela do wynajęcia” Isabelle, nie byłaby zachwycona. Isabelle mogłaby nalegać, żeby mnie zwolniono. W każdym razie niepotrzebnie wybiegałam w przód; wydawało się mało prawdopodobne, że John coś puści dalej. Tylko Abby wydawała się zainteresowana moim losem, ale nawet ona z pewnością nie miała macek na tyle długich, by sięgały do Stambułu. Zdałam sobie sprawę, że częściowo dlatego tak się zdenerwowałam na widok tego fotografa, że przez błogie dwadzieścia cztery godziny zapomniałam, jakie to uczucie być śledzoną, szpiegowaną i narażoną na przykrości. Ponieważ Abby znajdowała się solidnych pięć tysięcy mil stąd, nie miałam tego ciągłego upiornego uczucia, że ktoś stara się upublicznić moje życie prywatne. Wzięłam głęboki oddech, przypomniałam sobie, że mogłoby być znacznie gorzej, i złożyłam sobie gratulacje, że Abby pozostała w zupełnie innym kraju.

Kiedy dotarłam do drzwi apartamentu Philipa i mojego, zobaczyłam, że są lekko uchylone – dało się to zauważyć tylko stojąc obok i patrząc uważnie – i usłyszałam dobiegające ze środka stłumione hałasy. Było chwilę po ósmej rano, praktycznie środek nocy, biorąc pod uwagę, że nie dotarłam do hotelu przed trzecią, a kiedy wychodziłam, Philip siedział jeszcze w Belli – i od razu zrozumiałam, że ten rzekomy trójkąt najprawdopodobniej jeszcze trwa, tyle że w moim pokoju. Przemknęło mi przez myśl, żeby zapukać, ale zamiast tego pchnęłam drzwi.

Skręciłam do salonu i przeszłam przez przeszklone drzwi do sypialni tylko po to, by zobaczyć Leo, który leżał na łóżku wyciągnięty na plecach i nagi. Zaledwie kolejną sekundę czy dwie zajęło mi rozpoznanie, że czupryna, która aktualnie unosiła się i opadała na wysokości odsłoniętych okolic miednicy Leo – w moją stronę wystawił goły tyłek – należała do Philipa Westona. Zanim zdążyłam zareagować, Leo mnie zauważył.

– Hej, Bette, co jest? – zapytał nonszalancko, nie wykonując najmniejszego ruchu, by przykryć siebie albo Philipa.

Na dźwięk mojego imienia Philip podniósł głowę, odsłaniając tych kilka centymetrów nagiego ciała Leo, których jeszcze nie widziałam.

– Och, hej, kotku, jak się masz? – zapytał, delikatnie ocierając usta o poduszkę. – Gdzie byłaś całą noc?

– Gdzie byłam całą noc? – Jak zwykle potrafiłam tylko powtarzać to, co już zostało powiedziane.

– Czekałem całe wieki, kochanie – zamarudził, zrywając się z łóżka jak mały chłopiec w gwiazdkowy poranek i narzucając szlafrok.

– Wieki, tak? – odparłam błyskotliwie.

– Cóż, gdybyś wróciła do domu, kiedy powinnaś, nie sądzę, żeby Leo wylądował w moim łóżku. Nie uważasz, kochanie?

Głośno roześmiałam się z absurdalności tego stwierdzenia.

– Och, Philipie, proszę. Nie chciałeś ze mną spać od…

– Odpręż się, laleczko, uspokój się trochę. Mój kolega pojawił się tu kilka minut temu i natychmiast padł. Ja też musiałem się zdrzemnąć. Odbiło nam, że tyle piliśmy, ale przynajmniej to odespaliśmy.

Cała się trzęsłam.

– Mówisz poważnie? Chcesz powiedzieć, że nie widziałam tego, co właśnie widziałam? – Gdyby któryś z nich miał dość taktu, by okazać przynajmniej ślad zakłopotania z powodu tego, co właśnie zaszło, mogłabym – może – spróbować jakoś się z tym pogodzić.

1 ... 80 81 82 83 84 85 86 87 88 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)