Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 146
Перейти на страницу:

— Ale nie interweniował pan podczas procesu Justinea?

— Nikt by mi nie uwierzył.

— A ja mam panu uwierzyć?

Pan Frankenstein mówił z trudem.

— Widziała pani tego potwora. Wie pani, że takie rzeczy są możliwe. Na szali jest życie ludzkie. Przyszedłem do pani, by się ukorzyć i błagać o przebaczenie, prosząc tylko o zachowanie wszystkiego w tajemnicy.

Upadł na kolana, ukrył głowę w fałdach jej szlafroka, kurczowo go się trzymając.

Frankenstein całkowicie się mylił co do jej przypuszczeń; najwyraźniej nie był w stanie widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Jeśli jego historia była prawdziwa, nic dziwnego, że jego osąd uległ pewnemu zaburzeniu. I oto leżał na podłodze, dygocząc, jak chłopiec błagający o wybaczenie. Nikt nigdy nie prosił jej o coś takiego.

Próbowała zachować zdrowy rozsądek.

— Na pewno człowiek, którego widziałam w lesie, był odrażający, ale wyglądał raczej na nieszczęśnika niż na kogoś groźnego.

Pan Frankenstein uniósł głowę.

— Muszę więc panią ostrzec — jego wygląd nieszczęśnika to zwykła maskarada. Proszę nie dopuścić do tego, by współczucie do niego kiedykolwiek spowodowało, że zaufa pani jego naturze. To najbardziej nikczemna istota, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi. On nie ma duszy.

— Dlaczego więc nie zwróci się pan do władz, by go schwytały i postawiły przed obliczem sprawiedliwości?

— Jego nie można łatwo schwytać. Jest nieludzko silny, wytrzymały i inteligentny. Gdyby kiedyś zdarzyło się tak nieszczęśliwie, że musiałaby pani z nim rozmawiać, proszę, by nie słuchała pani tego, co mówi, gdyż jest niezwykle wymowny i szatańsko przekonujący.

— To kolejny powód, by postarać się o jego pojmanie!

— Jestem przekonany, że jedynie ja potrafię tego dokonać.

W jego oczach kryło się błaganie.

— Panno Bennet… Mario… Musi pani to zrozumieć. W pewnym sensie on jest moim synem. To ja dałem mu życie. Jego umysł jest zakotwiczony na moim.

— I wygląda na to, że pański na nim.

Zrobił zaskoczoną minę.

— Czy panią to dziwi?

— Dlaczego on za panem podąża? Czy chce pana skrzywdzić?

— Jeśli nie dam mu szczęścia, poprzysiągł wrzucić w otchłań śmierci wszystkich, których kocham.

Znów położył głowę na jej kolanach. Maria była poruszona, zgorszona, w jakiś dziwny sposób zaintrygowana. Czuła jego drżące ciało, pulsujące życiem. Odruchowo położyła dłoń na jego głowie i pogładziła go po włosach. Szlochał. Uświadomiła sobie, że on jest fizyczną istotą, żywym zwierzęciem, które niedługo — tak niedługo — także umrze. I wszystko to, co tyczyło się jego, tyczyło się i jej. Jakie to dziwne, przerażające i smutne. A mimo to w tej chwili czuła, jak cudownie jest żyć.

— Dotrzymam tajemnicy — rzekła.

Chwycił mocniej poły jej szlafroka. W świetle świecy dostrzegła, jak jego grube, ciemne włosy zwijają się w loki z dala od czoła.

— Nie jestem w stanie wręcz wypowiedzieć — rzekł cicho — jaką ulgę przyniosło mi podzielenie się brzemieniem z przyjazną duszą, która mi wybaczyła. Byłem taki samotny. Nie wiem, jak pani dziękować.

Wstał, ucałował ją w czoło i odszedł.

Maria zaczęła przechadzać się po sypialni, próbując ogarnąć to, co się stało. Człowiek, który pokonał śmierć? Potwór stworzony z martwych ciał? Takie rzeczy się nie zdarzają, ani w jej świecie, ani nawet w świecie czytanych przez nią powieści. Wróciła do łóżka i usiłowała zasnąć, ale nie zdołała. Potwór poprzysiągł zabić wszystkich, których pan Frankenstein kochał. Maria przypomniała sobie ciężar jego głowy na swoich kolanach.

Odniosła wrażenie, że w pokoju jest nieznośnie gorąco. Wstała, zdjęła koszulę i wsunęła się do łóżka i leżała, naga, słuchając deszczu dzwoniącego o okno.

* * *

Gorączka Kitty wzrosła w nocy i przed świtem Darcy posłał do Lambton po doktora. Lizzy wysłała pilny list do państwa Bennetów i siostry czuwały przy Kitty przez cały ranek, zmieniając chłodne kompresy, kładzione na czoło chorej, która oddychała z wysiłkiem.

Gdy Maria opuściła pokój chorej, pan Frankenstein zbliżył się do niej. Desperacja z poprzedniej nocy gdzieś się ulotniła.

— Jak się miewa pani siostra?

— Obawiam się, że jest poważnie chora.

— Czy istnieje jakieś niebezpieczeństwo?

Maria tylko zdołała skinąć głową.

Dotknął jej ramienia i ściszył głos.

— Będę się za nią modlił, panno Bennet. Nie wiem, jak mam dziękować za współczucie, jakie mi pani okazała zeszłej nocy. Nigdy dotąd nikomu nie mówiłem…

Clerval podszedł do nich, przywitał się z Marią, zapytał o stan Kitty i zaproponował, by wrócili do hotelu w Matlock, a nie obciążali dłużej swą obecnością domostwa i rodziny. Zanim Maria zdołała zamienić z nim choć parę słów na osobności, goście odjechali.

Doktor Philips przybył wkrótce po odjeździe Clervala i Frankensteina. Zmierzył puls Kitty, dotknął jej czoła i zbadał mocz. Podał jakieś leki i wyszedł z pokoju, potrząsając głową. Jeśli gorączka nie ustąpi, powiedział, trzeba będzie upuścić krwi.

Marię trapiły wyrzuty sumienia, gdy przypomniała sobie, ile czasu poświęciła w nocy panu Frankensteinowi, a jak niewiele poświęciła go Kitty. Spędziła więc całą noc w pokoju siostry. Tej nocy, gdy Jane udała się na spoczynek, a Lizzy zasnęła w fotelu, Maria nadal tkwiła na posterunku, dzierżąc rozpaloną dłoń siostry. Nad tyloma sprawami powinna się zastanowić. Jeśli Kitty była rzeczywiście przy nadziei, czy należało powiedzieć o tym doktorowi? Jednak nawet czuwając przy łożu Kitty powracała myślami do dotyku ust pana Frankensteina na czole.

W środku nocy Kitty ocknęła się, budząc Marię z drzemki. Próbowała podnieść głowę z poduszki, ale była za słaba.

— Mario — szepnęła. — Musisz posłać po Roberta. Musimy się pobrać. Natychmiast.

Maria spojrzała na drugą stronę pokoju, na Lizzy. Nadal spała.

— Obiecaj mi — rzekła Kitty. Miała tak wielkie i ciemne oczy.

— Obiecuję — odparła Maria.

— Naszykuj mi suknię ślubną — szeptała Kitty. — Ale nie mów nic Lizzy.

Lizzy obudziła się, podeszła do łóżka Kitty i dotknęła jej czoła.

— Jest cała rozpalona. Sprowadź doktora Philipsa.

Maria przyprowadziła doktora, a gdy wszedł do pokoju chorej, zaczęła się zastanawiać, jak powinna postąpić. Kitty niewątpliwie nie była przy zdrowych zmysłach. Jej prośba była sprzeczna zarówno ze zdrowym rozsądkiem, jak i przyzwoitością. Jeśli Maria pośle umyślnego po Roberta, jeśli nawet każe mu poprzysiąc milczenie, wkrótce będzie gadać o tym cała służba, a potem całe miasto.

Takie dylematy nie zwykły zaprzątać Marii głowy, ku podbudowie moralnej wszystkich, od chwili, gdy ukończyła szesnaście lat. Pobiegła do swego pokoju i wyjęła papier i pióro:

Piszę ten list by poinformować Pana, że ktoś, kogo Pan kocha, zamieszkały w Pemberley House, jest poważnie chory i prosi, by pan przybył. Zwykła ludzka życzliwość, której, jak sadzę z opisu, Panu nie brak, oraz obowiązek, jaki nałożyło na Pana jego postępowanie, upewniają mnie, że możemy się Pana spodziewać przed świtem.

Panna Maria Bennet

Zapieczętowała list i posłała natychmiast umyślnego z poleceniem, by wręczył list do rąk własnych panu Robertowi Piggotowi, synowi rzeźnika z Matlock.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)