Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 146
Перейти на страницу:

Ich rozmowę przerwało pojawienie się Georgiany i Kitty w towarzystwie Henry’ego Clervala.

— Tutaj jesteś! — zawołała Kitty. — Mówiłam panu, panie Clerval, że znajdziemy Marię kontemplującą jakąś kupkę starych kości!

— Nie dziwi mnie jakoś, że jest tu również mój przyjaciel — rzekł Clerval.

Maria poczuła przygnębienie. Całe towarzystwo opuściło ratusz i w urokliwych promieniach słońca ruszyło wzdłuż Placu Północnego. Kitty zaproponowała spacer Ścieżką Zakochanych nad rzeką, a reszta wyraziła zgodę. Pomaszerowali wąwozem, między potężnymi szańcami z wapienia, osłonięci cisami, wiązami i lipami, które rosły po obu stronach rzeki. William pobiegł przodem, a Kitty, Georgiana i Clerval podążyli za nim, zostawiając w tyle Frankensteina i Marię. W końcu wyłonił się High Tor, prawdziwy klif na wschodnim brzegu rzeki Derwent. U podnóża był pokryty małymi drzewami i krzewami. Wielkie głazy, które odpadły od klifu, podzieliły nurt rzeczny na spienione bystrzyce. Szum wody sprawił, że Maria i Frankenstein poczuli się oddzieleni od pozostałych, jakby znajdowali się w innym pomieszczeniu. Frankenstein podziwiał krajobraz przez dłuższą chwilę. Maria rozmyślała gorączkowo, zastanawiając się, jak przywrócić nastrój rozmowy prowadzonej w ratuszu.

— Jakże przypomina mi to ojczyste strony — rzekł w końcu pan Frankenstein. — Henry i ja wspinaliśmy się na takie granie, goniliśmy kozy po łąkach i bawiliśmy się w piratów. Ojciec spacerował ze mną po lesie, ucząc mnie nazw wszystkich drzew i roślin. A raz zobaczyłem, jak piorun rozłupał stary dąb w drzazgi.

— Gdy ja tu przyjeżdżam — wyrwało się Marii — mam wrażenie, że jestem tak mała, a czas tak potężny. Jesteśmy tu zaledwie przez parę sekund, a potem nas nie będzie, zaś te skały, ta rzeka, pozostaną.

Frankenstein zwrócił się w jej stronę.

— Przecież wcale nie jest pani samotna. Ma pani rodzinę, siostry. Matkę i ojca.

— Można być samotnym w pokoju pełnym ludzi. Kitty wyśmiewa moje upodobania do „kupki kości”.

— Przecież może pani wyjść za mąż.

— Drogi panie, mam dwadzieścia osiem lat. Jestem daleka od czyjegokolwiek ideału kochanki czy żony.

Co ją opętało, że powiedziała coś takiego na głos, po raz pierwszy w życiu? Tylko czy to, co mówiła temu cudzoziemcowi, miało jakiekolwiek znaczenie? Liczenie na współczucie nie miało sensu, a jeszcze mniejszy — liczenie na coś więcej. Przetańczyli ze sobą jeden taniec w Londynie, a teraz spędzili razem jedno popołudnie; on niedługo opuści Anglię, poślubi kuzynkę i Maria już nigdy w życiu go nie zobaczy. Zasłużyła na kpiny ze strony Kitty.

Frankenstein długo nie odpowiadał, a Maria wsłuchiwała się w szum wody i patrzyła na Georgianę, Williama i Clervala, bawiących się na trawie na brzegu rzeki, i Kitty, która stała zadumana w pewnej odległości.

— Panno Bennet, bardzo mi przykro, że tak beztrosko skomentowałem pani sytuację. Jednak pani zalety powinny być widoczne dla każdego, kto zada sobie trud poznania pani bliżej. Pani znajomość nauki tylko pogłębia mój zachwyt.

— Proszę mi nie schlebiać — żachnęła się Maria. — Nie jestem do tego przyzwyczajona.

— Nie schlebiam pani. To szczere słowa z głębi serca.

— Ciociu Mario! — podbiegł William. — To świetne miejsce na łowienie ryb! Powinniśmy przyjść tu z panem ojcem!

— To dobry pomysł, Will.

Frankenstein odwrócił się w stronę pozostałych.

— Musimy wracać do hotelu, Henry — przemówił do Clervala. — Muszę dopilnować, by starannie zapakowali szkło przed wysłaniem.

— Doskonale.

— Szkło? — zdziwiła się Georgiana.

Clerval zachichotał.

— Victor na każdym popasie kupuje wyposażenie — szkło, butle chemikaliów i miedziane tarcze. Woźnica grozi, że nas zostawi, jeśli nie wyślemy tych rzeczy oddzielnie.

Kitty próbowała protestować, lecz na próżno, towarzystwo ruszyło w stronę Matlock. Kobiety i William dotarły do powozu, który miał zawieźć je do Pemberley.

— Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy, panno Bennet — rzekł Frankenstein. Gdyby Maria była bardziej wprawna w odczytywaniu ludzkich emocji, pewnie dostrzegłaby w jego oczach zainteresowanie — a może nawet tęsknotę.

Po drodze do Pemberley William przekomarzał się z Georgianą. Kitty, jakaś przygaszona, rozsiadła się wygodnie z zamkniętymi oczami, zaś Maria roztrząsała każdą chwilę minionego popołudnia. Ogromna sympatia, jaką żywiła do Frankensteina, uległa jeszcze pogłębieniu. Jego nagłe popadanie w przygnębienie albo milczenie zdradzało, że nosi jakieś brzemię. Maria była też nieomal przekonana, że jej matka miała rację: Frankenstein nie kochał swojej kuzynki, a pobyt w Anglii był ucieczką od niej. Czyż to drugie spotkanie było tylko przypadkiem? Los zetknął ich ze sobą.

Wieczorem, przy obiedzie, Kitty opowiedziała Darcy’emu i Elżbiecie o spotkaniu z przystojnymi turystami ze Szwajcarii. Później Maria wzięła Lizzy na stronę i poprosiła ją o zaproszenie Clervala i Frankensteina na obiad.

— To coś nowego! — zdziwiła się Lizzy. — Spodziewałam się tego po Kitty, nie po tobie. Nigdy dotąd nie proponowałaś zaproszenia żadnego młodego człowieka do Pemberley.

— Nigdy dotąd nie spotkałam nikogo takiego, jak pan Frankenstein — odparła Maria.

* * *

— Próbował pan wody z Matlock? — zwróciła się Maria do Clervala, który siedział naprzeciwko niej przy obiedzie. — Ludzie w parafii mówią, że łyk gorącej źródlanej wody potrafi wskrzeszać z martwych.

— Muszę przyznać, że nie — odparł Clerval. — Victor nie wierzy w ich właściwości zdrowotne.

Maria zwróciła się do Frankensteina, z nadzieją na wciągnięcie go do dyskusji na ten temat, ale zamilkła na widok dziwnego wyrazu jego twarzy.

Stół nakryto oślepiająco białym obrusem z adamaszku; błyszczał też od sreber i kryształów. Na środku dominowała wielka patera, ozdobiona zapalonymi woskowymi świecami. Poza członkami rodziny, w celu wyrównania liczby gości i zrównania liczby kobiet z liczbą mężczyzn, Darcy i Elżbieta zaprosili też pastora, wielebnego Chatswortha. Listę gości uzupełniali Bingley i Jane, Georgiana i Kitty.

Służba wniosła zupę, a po niej wino z Bordeaux, turbota z homarem w sosie holenderskim, pasztet z ostryg, kotlety jagnięce ze szparagami, groszek, ragout cielęce, sarninę, duszoną wołowinę z warzywami, do tego różne sałatki, buraczki, francuską i angielską musztardę. Na deser podano sorbet wiśniowy i lody ananasowe oraz krem czekoladowy z truskawkami. Do potraw serwowano szampana, a potem podano maderę.

Darcy wypytywał pana Clervala, jaki jest cel jego pobytu w Anglii, a Clerval opowiadał o spotkaniach z ludźmi interesu w Londynie i zainteresowaniu Indiami. Zaczął nawet uczyć się języka i dla rozrywki wypowiedział kilka zdań w hindi. Darcy zrewanżował się opowieścią o wizycie w Genewie przed dziesięciu laty. Clerval ciekawie rozwodził się nad różnicami w zwyczajach Anglików i Szwajcarów, wyrażając swoje upodobanie do tych angielskich, z wyjątkiem podawania gotowanych mięs. Georgiana spytała, jak ubierają się kobiety na kontynencie. Elżbieta upewniała się, czy wysłanie Williama do szkół w Europie będzie bezpieczne. Kitty, która zwykle dużo mówiła przy stole, tego wieczoru była dziwnie milcząca. Pastor zabawnie opowiadał o swoich podróżach po Włoszech.

Przez cały wieczór pan Frankenstein odpowiadał zdawkowo i rzadko odzywał się z własnej inicjatywy. Maria pokładała wielkie nadzieje w tym obiedzie, a teraz zaczęła się obawiać, iż musiała źle odczytać jego intencje. W jego głosie raz pojawiła się cieplejsza nuta, gdy mówił o swoim ojcu, radcy i zarządcy, słynącym z uczciwości. O swoich latach w Ingolstadt mówił tylko wtedy, gdy ktoś o to zapytał.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)