Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 146
Перейти на страницу:

— A co pan studiował na uniwersytecie? — spytał Bingley.

— Nic ważnego — odburknął pan Frankenstein.

Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał Clerval, wyjaśniając:

— Mój przyjaciel tak bardzo poświęcił się zgłębianiu filozofii przyrody, że zaniedbał własne zdrowie. Na szczęście udało mi się go uratować, ale niewiele brakowało.

— I za to zawsze będę ci wdzięczny — mruknął przyjaciel.

Lizzy spróbowała zmienić temat.

— Wielebny pastorze, jakieś wieści z parafii?

Pastor, nieprzyzwyczajony do takich ilości napitku, miał już nieźle w czubie; twarz mu płonęła, a głos wznosił się na wyżyny stosowniejsze raczej dla kazań.

— Cóż, mam nadzieję, że damy nie wezmą mi tego za złe — zahuczał — jeśli opowiem o dziwnym zdarzeniu, jakie miało miejsce zeszłej nocy!

— Ależ prosimy!

— A zatem, zeszłej nocy, trapiony bezsennością — chyba pstrąg zjedzony na kolację mi zaszkodził, wyglądał jakoś nieświeżo; pani Croft zaklina się, że kupiła go po południu, ale musiał pochodzić z wcześniejszego połowu. To jednak nieistotne. Leżałem, nie śpiąc, w mojej sypialni. Było już po północy, kiedy usłyszałem jakieś skrobanie pod oknem; sypiam przy otwartym oknie, bo pogoda ostatnio piękna. Moim zdaniem, panie Clerval, nic tak nie robi dobrze płucom, jak świeże powietrze, i przypuszczam, że filozofowie z kontynentu podzielają moje zdanie, nieprawdaż? Słyszałem, że powietrze na alpejskich łąkach jest niewypowiedzianie świeże.

— Tylko na tych, na których nie pasą się krowy.

— Krowy? Ach, tak, krowy, ha, ha! A to dobre! Krowy, istotnie. O czym ja to mówiłem? Ach, tak. Wstałem z łóżka i wyjrzałem przez okno. Dostrzegłem jakieś światło na cmentarzu. Narzuciłem szlafrok i pantofle i pobiegłem, by zobaczyć, co się dzieje.

— Zbliżając się do cmentarza dostrzegłem jakąś mroczną postać z łopatą. Stał odwrócony do mnie tyłem, obrysowany światłem lampy, która stała przy grobie Nancy Brown. Biedna Nancy, zmarła niecały tydzień temu, taka młoda, miała ledwie siedemnaście lat.

— To był mężczyzna? — spytała Kitty.

Pastor spoważniał.

— Wyobrażają sobie państwo moje przerażenie. „Halo!”, krzyknąłem, a mężczyzna rzucił łopatę, chwycił lampę i uciekł na tyły kościoła. Kiedy dotarłem do rogu, nie było go już widać. Wróciłem do grobu i zobaczyłem, że niewiele mu brakowało do wykopania trumny biednej Nancy!

— Mój Boże! — jęknęła Jane.

— Profanacja grobu? — wtrącił Bingley. — Niesamowite.

Darcy milczał, ale widać było, że nie jest zachwycony poruszaniem przez pastora takich spraw przy stole. Pan Frankenstein, który siedział obok Marii, odłożył widelec i pociągnął długi łyk madery.

Pastor zniżył głos. Najwyraźniej świetnie się bawił.

— Mogę się tylko domyślać motywów, jakie mogły kierować tym człowiekiem. Może to jej ukochany, oszalały z bólu?

— Mężczyźni nie bywają aż tak wierni — mruknęła Kitty.

— Nasz drogi wielebny pewnie naczytał się powieści pani Radcliffe — wtrąciła Lizzy.

Darcy oparł się na krześle.

— W lesie niedaleko kamieniołomu widziano Cyganów. To na pewno ich sprawka. Szukali klejnotów.

— Klejnotów? Brownowie są tak ubodzy, że ledwo było ich stać na przyzwoity pogrzeb.

— Co znów dowodzi, że nie był to nikt miejscowy.

— W naszym kraju świeże groby są czasem profanowane przez rabusiów dostarczających trupy doktorom. Czyż taka fala kradzieży nie przetoczyła się przez Ingolstadt, Victorze?

Pan Frankenstein odstawił kieliszek.

— Istotnie — odparł. — Niektórzy adepci anatomii, w pogoni za wiedzą, wyzbywają się wszelkich ludzkich skrupułów.

— Nie przypuszczam, by taka była przyczyna w tym przypadku — zauważył Darcy. — Nie ma tu w pobliżu żadnego uniwersytetu ani szkoły medycznej. A doktor Philips, który ordynuje w Lambton, nie wykracza poza zasady, jakimi rządzi się cywilizacja.

— On rzadko wykracza poza progi własnego domostwa — wtrąciła Lizzy. — Muszę posyłać po niego dzień wcześniej, żeby go zmusić do wizyty.

— Zapewniam państwa jednak, że istnieją tacy ludzie — rzekł pan Frankenstein. — Znałem ich. Moja choroba, o której wspominał Henry, była w pewnym sensie buntem mej duszy przeciwko pogoni za wiedzą, która wiedzie niektórych ludzi na moralne manowce.

W tym momencie Maria pojęła, że ma szansę wywrzeć wrażenie na panu Frankensteinie.

— Bez wątpienia jest coś szlachetnego w ryzykowaniu życiem, by wzbogacić wiedzę ludzkiej rasy. Ile rzeczy jeszcze poznamy, jeśli tylko tchórzostwo czy niedbałość nie będą ograniczać naszych poszukiwań?

— W takim razie dziękuję Bogu za tchórzostwo i niedbałość, panno Bennet — odparł pan Frankenstein. — Być może warto ryzykować życiem, ale nigdy — duszą.

— To prawda. Sądzę jednak, że nauka może od nas wymagać rozluźnienia więzów, jakie krępują ogół społeczeństwa.

— Nigdy nie słyszeliśmy u ciebie tego tonu, Mario — rzekła Jane.

— Stajesz się jakaś nowoczesna, szwagierko — wtrącił Darcy. — Jakież więzy mamy na twój rozkaz zrzucić dziś wieczorem?

Przemawiał z lekką wyższością, z jaką zawsze zwracał się do Marii. Jak bardzo chciała ich czymś zaskoczyć! Jak bardzo pragnęła pokazać Darcy’emu i Lizzy, z ich idealnym małżeństwem i idealnym życiem, że nie była tylko prostolinijną starą panną, za jaką ją uważali.

— Anatomowie w Londynie otrzymali zgodę sądu na sekcję ciał skazańców po egzekucji. Czyż jest rzeczą niewłaściwą rozcinanie ciał zbrodniarzy, którzy wszak i tak już zmarnowali swoje życie, by uratować życie niewinnym?

— Mój wuj, który jest sędzią, opowiadał o takich przypadkach — rzekł Bingley.

— Są też inne — dodała Maria. — Słyszeli państwo o eksperymentach włoskiego naukowca Aldiniego? W zeszłym roku w lecie pokazał w Londynie w Królewskim Kolegium Chirurgów, że za pomocą potężnej baterii można poruszać członkami wisielca. W „The Times” wspomniano, że widzowie naprawdę uwierzyli w to, iż to ciało może ożyć!

— Mario, proszę! — jęknęła Lizzy.

— Powinnaś spędzać mniej czasu nad tak okropnymi książkami, Mario — zaśmiała się Kitty. — Przecież żaden zalotnik nie będzie miał ochoty rozmawiać o zwłokach!

A więc i Kitty była po ich stronie. Jej kpina tylko utwierdziła Marię w przekonaniu, że należy zmusić Frankensteina, by przemówił.

— A jakie jest pana zdanie, sir? Czy stanie pan w mojej obronie?

Pan Frankenstein starannie poskładał serwetkę i odłożył ją obok talerza.

— Siłą, która pcha ludzi do takich eksperymentów, nie jest odwaga ani nawet ciekawość, lecz ambicja. Dążenie do wiedzy może być występkiem równie śmiertelnym, co bardziej pospolite grzechy. A co gorsza, nawet ludzie najbardziej szlachetni z natury ulegają takim pokusom. I tylko ktoś, kto ich doświadczył, ma pojęcie o pokusach, jakie stawia przed nami nauka.

Pastor uniósł kieliszek.

— Panie Frankenstein, zaprawdę trudno o prawdziwsze słowa! Człowiek, który zbezcześcił grób biednej Nancy, nie zasługuje na boskie miłosierdzie.

Maria poczuła, jak miotają nią sprzeczne uczucia.

— Doświadczył pan takich pokus, panie Frankenstein?

— Ze smutkiem muszę przyznać, że tak.

— Wszak nie ma takiego grzechu, którego Bóg nie mógłby wybaczyć. „Bycie wszechwiedzącym oznacza nieskończone miłosierdzie”.

1 ... 72 73 74 75 76 77 78 79 80 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)