Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 146
Перейти на страницу:

— Czy słyszał pan o tym, co się stało?

— Słyszałem smutne wieści o śmierci pani siostry. Zamierzałem do pani napisać i złożyć jej najszczersze kondolencje przy pierwszej okazji. Proszę przyjąć wyrazy współczucia.

— Pański potwór! Potwór, którego pan stworzył…

— Prosiłem panią o zachowanie tego w tajemnicy.

— I dotrzymałam słowa. Przynajmniej jak dotąd. Ale on skradł ciało Kitty.

Stał z rękami założonymi na plecach, patrząc jej prosto w oczy.

— Zdumiewa mnie pani. Cóż doprowadziło ją do tak niezwykłego wniosku?

Poczuła się dotknięta jego reakcją. Czyż był to ten sam człowiek, który szlochał w jej sypialni?

— A któż inny mógłby zrobić coś takiego?

— Ale dlaczego? Wrogość potwora jest skierowana wyłącznie na mnie. Inni mogą ściągnąć na siebie jego gniew tylko wtedy, gdy są mi drodzy.

— Tej nocy przyszedł pan błagać mnie o zrozumienie, bo bał się pan, że wiem, iż to potwór był winien zbezczeszczenia grobu tej panny z miasta. Dlaczego śledził Kitty i mnie w lesie? To nie może być przypadek.

— Jeśli nawet istotnie potwór skradł ciało pani siostry, nie jestem w stanie wymyślić żadnego powodu, dla którego miałby to zrobić, czy w ogóle żadnego, dla którego zrobiłaby to osoba znająca bojaźń bożą. Wie pani, że moim celem jest wyeliminowanie potwora ze świata ludzi i zapewniam panią, iż nie spocznę, póki tego nie dokonam. Najlepiej byłoby, gdyby pani i pani rodzina zwróciła teraz myśli ku innym sprawom.

Dotknął pędu bluszczu, wspinającego się po murze ogrodu, zerwał zielony liść i obracał go w palcach. Nie rozumiała go. Przedtem sądziła, że jest człowiekiem wrażliwym, którego serce jest w stanie przejawiać jakieś uczucia. Jego zaprzeczenia podsunęły jej możliwość, o której bała się nawet myśleć.

— Drogi panie, to mnie nie satysfakcjonuje. Odnoszę wrażenie, że próbuje pan coś przede mną ukryć. Powiedział pan o wielkiej rozpaczy, jakiej pan doznał, gdy zmarła pańska matka, o tym, jak to pchnęło pana do badań naukowych. Jeśli, jak sam pan twierdzi, odkrył pan tajemnicę życia, czy mógłby pan — czy nie spróbowałby pan przywrócić nam Kitty? Może strach przed porażką, czy też bojaźń przed sprzeniewierzeniem się woli bożej skłoniły pana do działania w tajemnicy? Jeśli tak, proszę nie ukrywać przede mną prawdy. Nie jestem małą dziewczynką.

Wypuścił liść z palców. Ujął ją za ramiona i spojrzał jej prosto w oczy.

— Przykro mi, Mario. Przywrócenie do życia pani siostry nie leży w moich możliwościach. Bezduszny stwór, którego przywróciłem do życia, nie ma nic wspólnego z człowiekiem, którego ciała użyłem. Pani siostra odeszła po swoją nagrodę w niebie. Nic — naprawdę nic jej nam nie wróci.

— Więc nie wiedział pan o kradzieży ciała?

— W tej sprawie nie jestem w stanie zaoferować pani ani pani rodzinie żadnej pociechy.

— Mojej matki i mojego ojca nic nie pocieszy.

— W takim razie muszą szukać ukojenia w pamięci o tym, jaka pani siostra była za życia. Jak ja musiałem czynić po śmierci mojego ukochanego brata Williama oraz zniesławionego i znieważonego Justine’a. Proszę, wracajmy do gospody.

Maria wybuchła płaczem. Przytulił ją i szlochała wsparta o jego pierś. W końcu opanowała się, pozwoliła, by ujął ją pod ramię i ruszyli wolno główną ulicą Matlock w stronę gospody. Wiedziała, że kiedy tam dotrą, pan Frankenstein odjedzie. Ciepły dotyk jego dłoni sprawiał, że była bliska błagania go, by został, a jeszcze lepiej — by zabrał ją ze sobą.

Weszli na ruchliwy dziedziniec. Wóz stał z boku, a Maria dostrzegła wozaków w barze. Pan Frankenstein, poruszony, zganił ich:

— Chyba wam mówiłem, że te kufry należy trzymać w cieniu.

Starszy z dwóch mężczyzn odstawił kufel i wstał.

— Wybaczcie, panie, zaraz tego dopilnuję.

— Zróbcie to natychmiast.

Gdy pan Frankenstein mówił, wieczorny dyliżans zajechał pod gospodę i rozpoczęły się przygotowania do odjazdu.

— A więc pan i pan Clerval odjeżdżacie dziś? — spytała Maria.

— Tak. Gdy tylko Henry przybędzie z „Old Bath”, jedziemy dyliżansem do Krainy Jezior. A stamtąd do Szkocji.

— Podobno jest tam pięknie.

— Obawiam się, że niewiele z tego piękna zobaczę. Noszę brzemię wielkiego występku i nie spocznę, dopóki nie przywrócę właściwego porządku rzeczy.

Poczuła, że zaraz wybuchnie, jeśli nie przemówi do niego z głębi serca.

— Victorze, czy jeszcze kiedyś pana zobaczę?

Unikał jej spojrzenia.

— Obawiam się, panno Bennet, że to mało prawdopodobne. Mój podstawowy cel to usunięcie zbrodniczego potwora ze świata ludzi. Dopiero gdy tego dokonam, mam nadzieję powrócić do domu i poślubić moją narzeczoną, Elżbietę.

Maria odwróciła wzrok. Młoda matka poprawiała synkowi kołnierzyk przed wsadzeniem go do dyliżansu.

— Ach, tak. Jest pan zaręczony. Byłabym zapomniała.

Frankenstein uścisnął jej dłoń.

— Panno Bennet, proszę mi wybaczyć swobodę, jakiej się przy pani dopuszczam. Ofiarowała mi pani więcej przyjaźni, niż na to zasługuję. Życzę, by znalazła pani towarzysza, którego pani poszukuje, i żyła dalej w szczęściu. Teraz jednak muszę już iść.

— Z Bogiem, drogi panie.

Zwinęła odzianą w rękawiczkę dłoń w pięść.

Ukłonił się głęboko i pospieszył, by zamienić kilka słów z wozakami. Henry Clerval przybył akurat w chwili, gdy mężczyźni wspięli się na wóz i ruszyli. Clerval, zaskoczony widokiem Marii, przywitał ją serdecznie. Wyraził smutek z powodu śmierci jej siostry i prosił o przekazanie kondolencji całej rodzinie. Dziesięć minut później dwaj mężczyźni wsiedli do dyliżansu, który opuścił dziedziniec gospody i znikł gdzieś daleko na głównej ulicy Matlock.

Maria stała na dziedzińcu gospody. Czuła, że nie jest w stanie wrócić do Pemberley i stanąć twarzą w twarz z rodziną i matczyną histerią. Wróciła do gospody, poprosiła oberżystę o zaprowadzenie do salonu dla pań i zamówiła butelkę porto.

* * *

Słońce wisiało nisko i na dziedzińcu gospody kładły się cienie. Z Nottingham przywieziono wieczorne gazety. Chłopiec na posyłki zapalił latarnie. Maria jednak nie odchodziła. Na zewnętrz, na bruku, pucybut siedział w gęstniejącym mroku, obejmując ramionami kolana i przyciskając je do piersi. Wsłuchiwała się w stukot końskich kopyt o bruk. Oberżysta był zatroskany. Gdy poprosiła o drugą butelkę, zaproponował, że może pośle po kogoś z jej rodziny, kto zabrałby ją do domu.

— Nie znacie mojej rodziny, człowieku — odparła.

— Tak, panienko. Myślałem tylko…

— Jeszcze jedną butelkę porto poproszę. A potem proszę zostawić mnie w spokoju.

— Tak, panienko.

Odszedł. A ona tkwiła w postanowieniu, by się upić. Ileż to razy roztropnie ostrzegała przed takim zachowaniem u młodych panien? Cnota jest nagrodę sama w sobie. Miała dictum na każdą okazję i do znudzenia powtarzała je, zamiast myśleć. Pokażcie mi kłamcę, a pokażę wam złodzieja. Pobieraj się w pośpiechu, żałuj w spokoju. Ludzie powinni być tym, czym się wydają.

Nie miała złudzeń i nie sądziła, że jej obecne niewłaściwe zachowanie cokolwiek zmieni. Może Bingley albo Darcy wyruszyli, by szukać jej w Lambton. Pewnie za godzinę czy dwie wyruszy do Pemberley, gdzie dostanie burę od matki za zafundowanie rodzinie niespokojnego wieczora, a Lizzy będzie ją ostrzegać przed zagrożeniami dla jej reputacji. Lidia może nawet spyta, choć nie będzie ani trochę w to wierzyć, czy miała schadzkę z jakimś mężczyzną. Strata Kitty sprawi, że wszyscy szybko zapomną o nierozważnym postępowaniu Marii, tak żałosnym. I wkrótce wszystko będzie tak, jak dawniej, z wyjątkiem tego, że Kitty nie żyje, a Maria — tak. Ale nawet to stopniowo zblednie. Cień śmierci Kitty będzie się unosił nad rodziną przez jakiś czas, wątpiła jednak, czy zmieni się coś istotnego.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)