Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 104
Перейти на страницу:

- Mam straszną migrenę, a wy tak krzyczycie i łomoczecie - powiedziała głosem zdradzającym niezadowolenie. - Łapcie waszego przestępcę, a mnie więcej nie przeszkadzajcie!

- Wasza wysokość, w takim razie choć zamknijcie drzwi na klucz.

- Dobrze.

Usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza i wyszedłem na środek pokoju.

- Ja wiem - przemówiła Ksenia Gieorgijewna gorączkowym szeptem, otulając się ramionami tak, jakby było jej zimno. - To wszystko nieprawda. On nie mógł ukraść. I ty, Afanasij, także nie jesteś do tego zdolny. Domyśliłam się od razu. Chcecie uratować Mikę. Nie proszę, abyś mi opowiadał, co sobie zaplanowaliście. Powiedz tylko - czy dobrze się domyśliłam?

- Tak.

I rzeczywiście o nic więcej mnie nie pytała. Padła na kolana przed ikoną i zaczęła bić pokłony do ziemi. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby jej wysokość okazywała taką nabożność, nawet w dzieciństwie. Wydało mi się, że coś jeszcze szeptała - pewnie modlitwę, ale słów nie mogłem zrozumieć.

Ksenia Gieorgijewna modliła się nieznośnie długo. Przypuszczam, że nie krócej niż z pół godziny. A ja stałem i czekałem. Spakowałem tylko butelkę do sakwojażu. Przecież nie mogłem pozostać w pokoju wielkiej księżnej.

Dopiero kiedy w domu wszystko ucichło i z parku, głośno rozmawiając, wrócili prześladowcy, jej wysokość podniosła się z kolan. Podeszła do sekretery, zabrzęczała tam czymś, a potem mnie wezwała.

- Trzymaj, Afanasij. Wam będą potrzebne pieniądze. Ja ich nie mam, sam wiesz. Ale to są opalowe kolczyki i brylantowa brosza. Moje własne, nie rodzinne. Te rzeczy można sprzedać. Pewnie są drogie.

Próbowałem się sprzeciwić, ale nie chciała nawet słuchać. Aby nie wdawać się w długi spór, który teraz byłby zupełnie nie na miejscu, wziąłem biżuterię, stanowczo sobie obiecując, że zwrócę ją jej wysokości nienaruszoną.

Potem Ksenia Gieorgijewna wyjęła z szafy długi jedwabny sznur od chińskiego szlafroka.

- Przywiąż go do baskwila i uciekaj przez okno. Do ziemi nie dosięgnie, będziesz musiał skakać. Ale ty przecież jesteś odważny, nie będziesz się bał. Niech Bóg cię chroni.

Przeżegnała mnie i nagle pocałowała w policzek. Straciłem głowę. I pewnie dlatego spytałem:

- Czy przekazać coś panu Fandorinowi?

- Że go kocham - odpowiedziała krótko jej wysokość i popchnęła mnie ku oknu.

Na ziemię dotarłem bez obrażeń ciała. Park przeszedłem też bez przygód. Przy ogrodzeniu, za którym ciągnęła się Wielka Kałuska, prawie pusta o tak późnej godzinie, zatrzymałem się. Odczekałem, aż w pobliżu nie będzie żadnych przechodniów, i bardzo sprawnie przeprawiłem się na drugą stronę - w sztuce łażenia przez płoty rzeczywiście udało mi się odnieść niemałe sukcesy.

Jednak co mam czynić dalej, nie wiedziałem. Pieniędzy i tak nie miałem, nie mogłem nawet wziąć fiakra. A zresztą, dokąd właściwie miałbym jechać?

Stałem niezdecydowany.

Ulicą szedł gazeciarz. Zupełnie mały, miał z dziewięć lat. Krzyczał, ile sił w piersi, choć tutaj nie było właściwie nikogo, kto mógłby kupić jego gazetę.

- Świeży „Grosik”! Gazeta „Grosik”! Gazeta z ogłoszeniami! Komu kawalera, a komu narzeczoooooną! Komu kwaterę, a komu pracę wymarzooooną!

Przypomniałem sobie o zakładzie z Fandorinem. Pogrzebałem w kieszeniach w nadziei odnalezienia jakiegoś zapomnianego miedziaka czy kopiejki. Za podszewką wyczułem coś okrągłego, płaskiego. Starodawna srebrna moneta.

No nic, może w ciemności nie zauważy.

Wezwałem gazeciarza, wyciągnąłem z jego torby złożony arkusik, rzuciłem do kubeczka srebrnika - zadźwięczał nie gorzej niż miedź. A chłopak, jakby nigdy nic, poszedł dalej, wykrzykując swoje niezgrabne wiersze.

Podszedłem do latarni, rozwinąłem szary papier.

I zobaczyłem - pośrodku pierwszej szpalty, literami werszkowej wysokości:

Mój orle! Diamencie mój korundowy! Wybaczam. Kocham. Czekam na wieść.

Twoja Linda.

Pisz na Pocztę Główną, dla okaziciela banknotu nr 137078859

To, to! Żadnych wątpliwości! A przecież jak chytrze skomponowane - ktoś postronny, kto nie wie ani o diamencie, ani o wymianie, nic nie skojarzy!

Ale czy Fandorin zobaczy tę gazetę? Jak go zawiadomić? Gdzie go teraz szukać? To pech!

- No, jak? - rozległ się z ciemności znajomy głos. - Oto co znaczy p-prawdziwa miłość. To namiętne ogłoszenie wydrukowano we wszystkich wieczornych gazetach.

Odwróciłem się, wstrząśnięty tak szczęśliwym spotkaniem.

- No, Ziukin, co się tak dziwicie? Przecież było jasne, że jeśli uda się wam wyrwać z pałacu, to wyjdziecie przez płot. Nie wiedziałem tylko, w k-którym dokładnie miejscu. Musiałem nająć czterech gazeciarzy, żeby spacerowali wzdłuż płotu i jak najgłośniej krzyczeli o prywatnych anonsach. Musieliście się na to złapać. Koniec, Ziukin, zakład przegraliście. Możecie się pożegnać z waszymi wytwornymi podwąsikami i bakenbardami.

17 maja

Z lustra patrzyła na mnie opuchnięta, pełnousta fizjonomia, z zaznaczającym się podwójnym podbródkiem i nienaturalnie białymi policzkami. Pozbawiona wąsów, rozczesanych bakenbardów i bujnych podwąsików, moja twarz jakby wynurzyła się zza obłoków czy mgły i pojawiła się przede mną naga i bezbronna. Byłem wstrząśnięty tym widokiem - wydawało mi się, że oglądam siebie po raz pierwszy. Czytałem w jakiejś powieści, że człowiek w miarę przeżytych lat stopniowo rysuje autoportret, nanosząc na gładkie płótno otrzymanego w chwili narodzin oblicza wzór ze zmarszczek, fałd, wgnieceń i wypukłości. Jak wiadomo, zmarszczki mogą być mądre i głupie, dobre i złe, wesołe i smutne. I pod wpływem tego rysunku, tworzonego przez życie, jedni z latami pięknieją, a drudzy stają się brzydsi. Kiedy minął pierwszy szok i przyjrzałem się autoportretowi dokładniej, zrozumiałem, że nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czy podoba mi się ten obraz. Fałda przy ustach, owszem: była świadectwem życiowego doświadczenia i bezwarunkowej siły charakteru. Ale w szerokiej dolnej szczęce odgadywało się ponurość, a obwisłe policzki budziły domysły o skłonności do pecha. Najbardziej wstrząsające było jednak to, że pozbycie się zarostu zmieniło mój wygląd znacznie bardziej, niż to uczyniła wcześniej ruda broda. Nagle przestałem być sługą wielkoksiążęcego dworu i stałem się jakimś kawałkiem gliny, z którego można zacząć lepić człowieka dowolnego pochodzenia i rangi.

1 ... 75 76 77 78 79 80 81 82 83 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)