Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 104
Перейти на страницу:

- Ja... nie być... znać... że wy... lubić... moja whisky... tak... licznie.

Wtedy się zmieszałem i kompletnie straciłem głowę. Stuknąć człowieka, który rozpoczął z tobą rozmowę - tego w żadnym razie nie mógłbym uczynić.

Spojrzawszy na moją skonfundowaną twarz, Anglik chrząknął dobrodusznie, poklepał mnie po ramieniu i wskazał na butelkę.

- A present. Podarek.

Butler zauważył, że w drugiej ręce trzymam sakwojaż.

- Going on travel? Tuuuu-tu-tv? - udał gwizd parowozu i w końcu do mnie dotarło: Freyby pomyślał, że wyruszam w podróż i postanowiłem wziąć ze sobą butelkę trunku, który mi zasmakował.

- Tak - wymamrotałem. - Wojaż. Tenk ju.

I szybko wypadłem za drzwi. Serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Bóg wie, co Freyby sobie pomyślał o rosyjskich służących. Ale teraz daleki byłem od troski o honor narodu.

W sąsiednim pokoju, u mister Carra, zabrzęczał dzwonek wzywający służbę.

Ledwo zdążyłem schować się za portierę - korytarzem biegł rysią młodszy lokaj Lipps. Ech, jaki z niego zuch! Oto co znaczy porządek w domu. Mnie nie ma, a wszystko idzie jak w zegarku.

- Czym mogę służyć? - spytał Lipps, otwierając drzwi.

Mister Carr wyrzekł coś leniwym głosem - zrozumiałem tylko słowo „atrament”, wymówione z okropnym akcentem - i lokaj oddalił się tą samą, godną pochwały rysią. Ja zaś skręciłem w boczny korytarz wiodący do mojego pokoju - zdecydowałem, że na razie tam posiedzę. Zrobiłem kilka drobnych kroczków, przyciskając do piersi sakwojaż i butelkę, i nagle dotknąłem plecami czegoś miękkiego. Odwróciłem się - o Boże, Somow!

- Witajcie, Afanasiju Stiepanowiczu - wyszeptał mój pomocnik. - Dobry wieczór. Przenieśli mnie do waszego pokoju...

Przełknąłem ślinę, zachowując milczenie.

- Powiedzieli, że wy jakoby zbiegliście... Że was i pana Fandorina szybko odnajdą i aresztują. A Japończyka już zabrali. Mówią, że jesteście przestępcami - dokończył szeptem.

- Wiem - odparłem szybko. - Tylko że to nieprawda. Kornieju Sielifanowiczu, mieliście mało czasu, by mnie poznać, ale przysięgam, że cokolwiek robię, to tylko dla dobra Michała Gieorgijewicza.

Somow patrzył na mnie bez słowa i z wyrazu jego twarzy nie mogłem wywnioskować, o czym teraz myśli. Krzyknie czy też nie - jedynie to interesowało mnie w tej chwili. Na wszelki przypadek mocniej uchwyciłem szyjkę butelki.

- Tak, rzeczywiście miałem zbyt mało czasu, aby poznać was bliżej, ale wielkiego sługę potrafię od razu docenić - rzekł cicho Somow. - Pozwolę sobie na śmiałość i powiem, że podziwiam was, Afanasiju Stiepanowiczu, i pragnąłbym wam dorównać. I... i jeśli potrzebujecie mojej pomocy, to tylko dajcie znać. Uczynię wszystko, co należy.

Zaschło mi w gardle i pomyślałem ze strachem, że zaraz się rozpłaczę.

- Dziękuję - wydukałem w końcu. - Jestem wdzięczny, że mnie nie wydaliście.

- Jak mógłbym wydać kogoś, kogo nie widziałem? - Wzruszył ramionami, ukłonił się i wyszedł.

Przez tę pokrzepiającą rozmowę zupełnie zapomniałem o ostrożności i skręciłem za róg, nie wyjrzawszy wpierw, by sprawdzić, czy nie ma czasem kogoś w korytarzu. A tam, jak się okazało, obracała się przed lustrem pokojówka jej wysokości, Liza Pietriszczewa.

- Aj! - pisnęła Liza, dziewczyna głupia, lekkomyślna, a w dodatku przyłapana in flagranti z kamerdynerem Fandorina.

- Tsss! - syknąłem. - Cicho, Pietriszczewa, tylko nie krzycz.

Z wrażenia zachwiała się na nogach i nagle zaczęła uciekać z przeraźliwym wrzaskiem:

- Straż! Zabije! On jest tuuuuuuu!!!

Rzuciłem się w przeciwnym kierunku, do wyjścia, ale dobiegły mnie stamtąd wzburzone męskie głosy. Gdzie się schować?

Na bel etage, innej drogi nie ma.

Błyskawicznie wbiegłem po schodach. W zaciemnionym przejściu ujrzałem białą postać. Ksenia Gieorgijewna!

Zastygłem w miejscu.

- Gdzie on jest? - szybko spytała jej wysokość. - Gdzie Erast Piotrowicz?

Na dole słychać było tupot licznych nóg.

- Tu jest Ziukin! Szukać go! - usłyszałem bas kierującego pościgiem.

Wielka księżna chwyciła mnie za rękę.

- Do mnie!

Zatrzasnęliśmy drzwi, a po półminucie korytarzem przebiegło kilku ludzi.

- Przeszukać pokoje! - rozkazał ten sam bas.

Nagle na dole rozległy się krzyki. Ktoś wrzasnął:

- Stój! Stój, łajdaku!

Huknął wystrzał, potem jeszcze jeden.

Ksenia Gieorgijewna jęknęła, zachwiała się. Musiałem złapać ją za ręce. Jej twarz zrobiła się biała jak prześcieradło, a oczy poczerniały od rozszerzonych źrenic.

Na parterze zadźwięczało rozbite szkło.

Jej wysokość mocno mnie odepchnęła i rzuciła się do okna. Ja za nią. Zobaczyliśmy na dole ciemną postać, która najwidoczniej właśnie zeskoczyła na dziedziniec.

To był Fandorin - poznałem kamizelkę.

W następnej chwili przez to samo okno wyskoczyły jeszcze dwie osoby - po cywilnemu - i schwyciły Erasta Piotrowicza za ręce. Ksenia Gieorgijewna przenikliwie krzyknęła.

Jednak Fandorin wykazał się nadzwyczajną gibkością. Nie wyswobadzając rąk, pochylił się sprężyście i uderzył jednego przeciwnika kolanem w pachwinę, a potem dokładnie tak samo potraktował drugiego. Obaj agenci zgięli się wpół, a Erast Piotrowicz lotem błyskawicy pokonał łąkę i zniknął w krzewach.

- Bogu dzięki! - wyszeptała jej wysokość. - Uratowany!

Wokół pałacu zbiegli się ludzie - niektórzy w mundurach, inni po cywilnemu. Ktoś popędził aleją ku bramie, inni rzucili się w pościg za uciekinierem. Ale prześladowców nie było już wielu - może z dziesięciu. Gdzie im się ścigać w ciemnym, rozległym parku ze sprytnym panem Fandorinem?

O Erasta Piotrowicza już nie trzeba się niepokoić. Ale co będzie ze mną?

Do drzwi głośno zastukano.

- Wasza cesarska wysokość! W pałacu jest przestępca! Czy u was wszystko w porządku?

Ksenia Gieorgijewna gestem poleciła mi schować się za szafą, sama zaś otworzyła drzwi.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)