Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 104
Перейти на страницу:

Dopiero teraz do mnie dotarło, że on wcale nie żartuje.

- Naprawdę chcecie dokończyć wymiany z doktorem Lindem? - upewniłem się na wszelki wypadek.

- Tak, a jak można inaczej?

Zamilkliśmy obaj, patrząc na siebie z taką samą niepewnością. Z mojej radości i podniosłego nastroju nie pozostał nawet cień. W gardle mi wyschło od okropnych przeczuć.

Fandorin obrzucił mnie wzrokiem od stóp do głów i spytał, jak mi się wydawało, z zaciekawieniem:

- Z-zaraz, Ziukin, czyż nie kochacie malutkiego Mikiego?

- Bardzo kocham - odparłem ze zdziwieniem.

- A... Emilia także nie jest wam obojętna?

Czułem się bardzo zmęczony, obaj byliśmy umazani błotem, gliną i kurzem, wokół pachniało trawą i rzeką - to wszystko tworzyło nierealny klimat, w którym zwykłe konwenanse tracą sens. I tylko dlatego odpowiedziałem na to rażąco nietaktowne pytanie.

- Nie jest mi obojętny los mademoiselle Declique.

- A zatem, na tę kartę postawiono życie d-dwojga ludzi. Ludzi, których wy... no, powiedzmy, „których los nie jest wam obojętny”. I gotowi jesteście poświęcić ich życie dla kawałka oszlifowanego węgla?

- Są rzeczy, które więcej znaczą niż miłość - powiedziałem cicho i nagle przypomniałem sobie, że to samo Fandorin nie tak dawno mówił Kseni Gieorgijewnie.

To wspomnienie było dla mnie bardzo nieprzyjemne i uznałem za konieczne uściślić:

- Na przykład honor. Wierność. Prestiż cesarstwa. Narodowe świętości.

Wyjaśniając takie oczywiste sprawy, czułem się dosyć głupio, ale co innego mogłem zrobić?

Po chwili milczenia Fandorin rzekł:

- Macie, Ziukin, wybór. Widzicie łańcuch policjantów przy kapliczce? Albo pójdziecie tam i powiecie, że Fandorin się ukrył, z-zabierając „Orłowa”, albo razem spróbujemy uratować Emilię i chłopczyka. Decydujcie.

Mówiąc te słowa, wyjął z kieszeni czarną brodę i kosmatą perukę - okazuje się, że je zachował - i przymocował sobie do głowy, przekształcając się w prostackiego i trochę zdziczałego człowieka, jednego z tych, co przyjeżdżają do wielkich miast w poszukiwaniu zarobku.

Nie wiem, czemu z nim pozostałem. Słowo honoru, nie wiem. Nie powiedziałem ani słowa, lecz nie ruszyłem się z miejsca.

- To co, idziemy na k-katorgę w jednych k-kajdanach? - spytał Fandorin z całkiem niestosowną wesołością i wyciągnął do mnie rękę.

Jego uścisk był silny - mój wątły.

- Posiedźcie tu i lepiej się nie pokazujcie. Idę na zwiad.

Poszedł w stronę monastyru, a ja przykląkłem nad wodą. Była czysta, krystaliczna; najpierw się jej napiłem, a potem, kiedy toń się uspokoiła, przyjrzałem się odbiciu swojej twarzy. Wydawało się, że nic się w niej nie zmieniło: wąsy, bakenbardy, wypukłe czoło z zakolami. Nie była to już jednak twarz hoffirera Ziukina, sługi Zielonego Domu i wiernego poddanego tronu, tylko oblicze zbrodniarza stanu.

* * *

Powrót Erasta Piotrowicza wyrwał mnie ze smętnego otępienia, lecz mój nastrój się nie poprawił.

Okazuje się, że policjanci i żołnierze otoczyli nie tylko kapliczkę, ale i cały monaster. Pod ziemią, w labiryncie, już od wielu godzin trwały poszukiwania. Policjant miejski, z którym rozmawiał Fandorin, powiedział, że do wszystkich posterunków policji rozesłano portret opisowy dwóch niebezpiecznych przestępców, którzy popełnili jakieś nieznane, ale wedle wszystkich oznak bardzo ciężkie przestępstwo. Moskwa była zamknięta, wyjazdy ściśle kontrolowane i złapanie złodziei wydawało się kwestią czasu. Jeden z nich to szczupły, młodo wyglądający brunet z cienkim wąsikiem; cechy szczególne - siwizna na skroniach i charakterystyczne jąkanie. Drugi... i tu Fandorin opisał moją skromną osobę, w dodatku znacznie dokładniej. Dowiedziałem się, że nos mam typu chrząstkowo-rozdwojonego, moja brodawka nie znajduje się po prostu na policzku, tylko w dolnej jednej trzeciej lewego policzka, a oczy są koloru brązowożółtego o migdałowym wykroju.

- Jak wam się udało porozmawiać z policjantem? - zdziwiłem się. - I czy nie zwrócił uwagi, że się jąkacie?

- Żeby nieznany człowiek wszystko wam powiedział, potrzebna jest znajomość psychologii i fizjonomiki - wyjaśnił z ważną miną Erast Piotrowicz. - A co do jąkania, to przeobrażając się w jakąś inną osobę, zmieniam i głos, i sposób rozmawiania, i wszystkie charakterystyczne cechy wymowy. To już zupełnie nie ja, albo nie całkiem ja. Jąkanie to rezultat d-dawnej kontuzji, poniesionej przez Fandorina, a nie przez jakiegoś chłopinę ze stepów, który z takim szacunkiem rozmawiał z panem policjantem miejskim.

Machnąłem tylko ręką:

- Cała wasza psychologia psu na budę w tych okolicznościach. Nikogo nie możemy uratować. Lepiej, żeby nas samych ktoś wybawił. Nasze rysopisy są znane policji. Lepiej pójść i samemu oddać się w jej ręce. Wyjaśnimy, co i jak - wybaczą.

Fandorin z oburzającą lekkomyślnością wzruszył ramionami.

- Co tam rysopisy! Zmienimy wygląd. Przefarbujemy się na b-blondynów, ubierzemy jak urzędnicy, wąsy z bakenbardami zgolimy...

- Za nic w świecie! - krzyknąłem. - Noszę je już ponad dwadzieścia lat!

- Jak chcecie, ale z tymi, jak to określił Lind, favoris de chien, rzeczywiście łatwo można was rozpoznać. W ten sposób skazujecie się na siedzenie w czterech ścianach, podczas gdy ja będę poruszał się po mieście zupełnie swobodnie.

Ta groźba zupełnie mnie nie wystraszyła. Już myślałem o czymś innym.

- Ich wysokości nijak nie mogą sobie wytłumaczyć mojego nagłego zniknięcia - wymamrotałem ponuro.

- Wręcz przeciwnie - poprawił mnie Fandorin. - Na oko sytuacja wydaje się całkiem jednoznaczna. Rzecz jasna, wszyscy przyjęli, że dogadaliśmy się z Lindem, a może nawet, że współdziałaliśmy z nim od samego początku. Albo że sami zdecydowaliśmy się skorzystać z okazji i p-przywłaszczyć sobie „Orłowa”. Właśnie dlatego policja tak się nami interesuje.

Jęknąłem. Rzeczywiście, właśnie tak wygląda nasze postępowanie!

Nachmurzył się i Fandorin. Widocznie i do niego w końcu dotarło, w jakie położenie wpędziła nas jego żądza do przygód. Ale nie, jak się okazało, zasmuciło go coś całkiem innego.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)