Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Исторические детективы » KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów

Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:

Podczas przygotowań do koronacji cara Mikołaja II porwany zostaje syn Wielkiego Ksiecia Georgija Aleksandrowicza. Porywacz jako okupu żąda `Orłowa`. Ten bezcenny brylant zdobiący berło jest narodową świętością. Fandorin wie, że zbrodniarz nie zwykł zostawiać swych ofiar przy życiu. Musi więc wygrać wyścig z czasem.
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 104
Перейти на страницу:

Nagle siłacz, ten, który pozostał z nim, przyskoczył do mnie z nieoczekiwaną szybkością i obiema rękoma ścisnął dłonie, w których trzymałem kulę. Ta poruszyła się tak nieznacznie, że piekielna maszyna nie wybuchła, ale brylant wyleciał z wnęki i ze stukiem potoczył się po podłodze. Jubiler złapał go i wsunął do kieszeni.

Nie sposób walczyć z siłaczem, a z tyłu już podszedł czarnobrody woźnica, z którego nieludzką siłą miałem okazję się zapoznać. Boże, wszystko zepsułem!

- A oto niespodzianka numer dwa - szepnął mi na ucho głuchoniemy i jednocześnie zdzielił bandytę pięścią po głowie. Wydało mi się, że nie tak mocno, ale oczy Niemca zawirowały, a on sam rozwarł łapska i usiadł na podłodze.

- Trzymajcie kulę krzepko - rzekł woźnica głosem Fandorina.

Jednym skokiem znalazł się obok jubilera i zacisnął mu usta ręką, do podbródka przystawiając sztylet.

- Taisez-vous! Un mot, et vous etes mort!* [Milcz! Jedno słowo i jesteś trupem! (fr.).] Ziukin, odłączcie guziczek, bomba już nam nie będzie potrzebna.

Wypadki następowały z taką szybkością, że byłem zupełnie oszołomiony. Nieoczekiwana przemiana woźnicy w Fandorina zupełnie mnie nie zdziwiła - nie wiedzieć czemu, bardziej wstrząsnęło mną to, że Erast Piotrowicz zupełnie przestał się jąkać.

Posłusznie uniosłem paznokciami wciśnięty guziczek - z lekkim szczęknięciem wyskoczył.

- Krzyknijcie, że macie kamień i chłopczyka można wypuścić - rzekł cicho Fandorin po francusku.

Jubiler nerwowo zatrzepotał rzęsami - kiwnąć głową nie mógł, bo takim gestem nadziałby się na sztylet.

Fandorin zdjął rękę z jego ust, ale kindżał wciąż trzymał pionowo ostrzem do góry.

Poruszywszy kilkakrotnie cienkimi ustami i zwilżywszy je językiem, jeniec zadarł głowę, jakby zamierzał popatrzeć na sufit, i nagle głośno wrzasnął:

- Alarme! Fuiez-vous!* [Alarm! Uciekajcie! (fr.).]

Chciał krzyknąć coś jeszcze, ale wąskie pasemko stali zagłębiło się między jego podbródkiem a gardłem po samą rękojeść. Tylko zacharczał.

Jęknąłem.

Zabity jeszcze nie upadł na podłogę, gdy z luku wynurzyła się głowa - pewnie tego samego bandyty, który wcześniej zszedł na dół z mademoiselle.

Fandorin skoczył ku dziurze i mocno kopnął go w twarz. Usłyszałem gruchot padającego ciężko ciała, a Erast Piotrowicz, nie tracąc ani sekundy, zeskoczył do skrytki.

- Boże! - wyrwało mi się. - Panie Boże!

Z dołu dochodził łomot, ktoś krzyczał po niemiecku, ktoś po francusku.

Przeżegnałem się złotą kulą i podbiegłem do luku.

W dole ujrzałem stertę ludzkich ciał: ogromny młodzian z uniesionym nożem w ręku przycisnął sobą Fandorina, pod którym leżał nieruchomy ochroniarz. Erast Piotrowicz jedną ręką ściskał nadgarstki przeciwnika, przytrzymując nóż, a drugą wyciągał ku jego gardłu, ale w żaden sposób nie mógł go dosięgnąć. Wydawało się, że byłego radcę stanu trzeba ratować.

Rzuciłem kulę, celując w potylicę olbrzyma, i trafiłem idealnie - usłyszałem mlaszczący dźwięk. Zwykłemu człowiekowi takie uderzenie roztrzaskałoby kości czaszki, a ten tylko zakołysał się w przód. Ale to wystarczyło, by Fandorin sięgnął do jego gardła. Nie widziałem, co dokładnie zrobiły palce Erasta Piotrowicza, usłyszałem tylko makabryczny chrzęst i młodzieniec zwalił się na bok.

Szybko zszedłem do skrytki. Fandorin już się podniósł i rozglądał na boki.

Znajdowaliśmy się w kwadratowym pomieszczeniu z kątami tonącymi w mroku. Pośrodku wznosił się porośnięty mchem nagrobek, na którym płonęła lampa olejowa.

- Gdzie ona? - wystraszyłem się. - Gdzie jego wysokość? Gdzie Lind?

Pod ścianą stała skrzynia z narzuconymi na nią szmatami.

Pomyślałem, że Michała Gieorgijewicza pewnikiem trzymali właśnie tam. Jednak Fandorin rzucił się w przeciwnym kierunku.

Usłyszałem szybki, oddalający się tupot - sądząc po dźwięku, biegło trzech lub czterech ludzi.

Fandorin złapał latarnię, podniósł ją i zobaczyliśmy przejście w ścianie, przesłonięte kratą.

Czerń rozjaśniła się płomieniem wystrzału, w powietrzu świsnęło złowieszczo, huknęło głośne echo.

- Za występ! - krzyknął do mnie Fandorin, odskakując na bok.

- Emilio, żyjesz?! - zawołałem ostatkiem sił.

Ciemność odpowiedziała mi przygłuszonym głosem mademoiselle:

- Ich jest trzech! I Lind tu jest! To...

Głos przeszedł we wrzask. Rzuciłem się na kratę i zacząłem nią potrząsać, lecz była zamknięta na kłódkę.

Erast Piotrowicz mocno szarpnął mnie za rękaw - w samą porę: z podziemnego korytarza znowu wystrzelili. Jeden z żelaznych prętów buchnął snopami iskier i rozpadł się; od uderzenia niewidzialnego pocisku ze ściany posypały się na nas kamienne okruchy.

Z daleka dobiegały męskie głosy, ktoś jęknął cieniutko.

- Lind! - krzyknął głośno po francusku Erast Piotrowicz. - To ja, Fandorin! Mam kamień! Umowa pozostaje w mocy! Zamienię „Orłowa” na kobietę i dziecko!

Wstrzymaliśmy dech w piersi. Cisza - ani głosów, ani kroków. Dosłyszeli czy nie?

Fandorin wysunął rękę, w której nie wiadomo skąd pojawił się mały czarny rewolwer, i wystrzelił w kłódkę - raz, drugi, trzeci.

Posypały się iskry, ale kłódka nie spadła z haków.

16 maja

Siedziałem nad rzeką, tępo patrząc na przepływające obok długie tratwy z burych, chropowatych bierwion, i w żaden sposób nie mogłem pojąć, kto stracił rozum - ja czy też otaczający mnie świat.

Afanasij Ziukin ogłoszony został wyjętym spod prawa? Jest poszukiwany przez policję i żandarmerię?

A może w takim razie Afanasij Ziukin to wcale nie ja, tylko ktoś inny?

No nie, wszystkie siły imperium zostały postawione na nogi właśnie z naszego powodu. Pana Fandorina i mnie uznano za groźnych przestępców. A przyczyną tego nie było żadne straszliwe nieporozumienie, tylko nasze rzeczywiste działanie. Tak, tak, nasze, ponieważ wspólnikiem Fandorina stałem się dobrowolnie. Albo prawie dobrowolnie.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)