Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 123
Перейти на страницу:

– Aż tak źle?

Skinęła głową.

– Żadnej jazdy konno?

Tym razem wtrąciła się matka:

– Ona jeździ na oklep. Po męsku. W sukni do pół łydki. Widać jej całe nogi. Za każdym razem, jak wsiada na swojego konia, robi się zbiegowisko. Przeważnie z młodych parobków. Jest już za duża na takie rzeczy.

Podczas tyrady matki Isanell opuściła głowę i zaczęła pociągać nosem. Aerin przez chwilę toczył ze sobą walkę. Potem przyjrzał się córce, jakby zobaczył ją pierwszy raz w życiu. Istotnie, zbliżały się jej trzynaste urodziny, dorastała. Odchrząknął.

– Obawiam się, że matka ma rację. Jeśli chcesz jeździć konno, musisz używać damskiego siodła, jak wszystkie dobrze wychowane młode panny. I nie rób takiej miny, bo to, co ci przywiozłem, dostanie kuzynka Vionnet...

Od razu przestała chlipać.

– Co mi przywiozłeś?

– A całus?

– Ojcze! Przy ludziach?

– Nikt nie patrzy, chodź.

Podeszła powoli i cmoknęła go w policzek. Spojrzał na nią z wyrzutem.

– To ma być całus? A ja...

W tym momencie Erath wyskoczył z wozu, wywijając nad głową zakrzywionym mieczem.

– Ejaa! Haa! Issaram yphir!

Ojciec złapał go za rękę, ratując najprawdopodobniej przed przypadkową dekapitacją.

– Erath. To nie jest zabawka. – Ostrożnie odebrał mu broń.

Miecz miał głownię długości około trzydziestu cali, zakrzywioną, zwężającą się do ostrego niczym igła szpica. Okrągły jelec i prosta, półtoraręczna rękojeść owinięta czarną skórą i zwieńczona stalową głowicą. Żadnych grawerów na klindze, jelcu czy rękojeści. Broń stworzona do walki, a nie na ozdobę.

– Gdzie pochwa?

– Na wozie.

– Idź po nią. Tylko, na Wielką Matkę, nie grzeb więcej w skrzyniach z bronią.

Aerin spojrzał na żonę i zamarł. Blada, z przerażeniem w oczach, tuliła do siebie córkę, gapiąc się na coś za jego plecami. Niestety, wiedział, co mogło ją tak przestraszyć.

Odwrócił się.

Za nim stała postać w luźnej, sięgającej ziemi szacie w kolorze piaskowca, przewiązanej misterną rzemienną plecionką. Twarz obcego została zasłonięta kilkoma zwojami materiału. Znad jego barków wystawały rękojeści dwóch mieczy, identycznych jak ten, który kupiec właśnie trzymał w ręku.

Nieznajomy skłonił się, przykładając prawą dłoń do serca.

– Witaj, pani tego domu – mówił z koszmarnym akcentem, chociaż miał bardzo miły głos.

Ellanda próbowała wydusić z siebie słowo. Zza zasłony dobiegło westchnienie.

– Nie powiedziałeś jej.

Aerin stęknął.

– Właśnie miałem to zrobić.

– I co teraz?

– Jakoś jej to wytłumaczę.

– Teraz, czy jak już stąd ucieknie?

—— • ——

Zaśmiała się na to wspomnienie.

– Myślałam, że matka mnie udusi. Sama też byłam przerażona. Issar. Wojownik Piekieł. Zamaskowany Demon. Niania często opowiadała nam straszne historie o ludziach z gór, którzy przychodzą i porywają małe dziewczynki.

– I chłopców – dodał śmiertelnie poważnym tonem.

– Chłopców nie. Chłopcom obcinają uszy, nos i zakopują ich głową w ziemi.

– Ach, to dlatego Erath o mało nie pogubił spodni, uciekając z wozu.

– Ja nie mogłam się ruszyć z miejsca. Dopiero matka odciągnęła mnie kilka kroków. I zaczęła się awantura...

– Wiem, pamiętam.

—— • ——

Stał obok wozu, patrząc, jak jasnowłosa kobieta odciąga w tył córkę. Aerin rzucił mu przepraszające spojrzenie i ruszył za nią, wciąż z mieczem w ręku.

Czuł się nieswojo. Ludzie z karawany przyjęli jego towarzystwo raczej chłodno, ale po potyczce sprzed kilku dni zaczęli go traktować z czymś w rodzaju szacunku. On ich też. Razem walczyli, razem przelali krew nieprzyjaciół. Co prawda to za mało, by traktować ich jak al’fedri – przyjaciół; ale dość, by zostali laagha – towarzyszami podróży.

Teraz jednak okazało się, że ta trzydziestka to zaledwie ułamek obcych, z którymi będzie musiał się spotykać. W afraagrze Aerina mieszkało trzy albo i cztery razy więcej osób.

Na dodatek niemal każda z nich gapiła się teraz na niego, pokazywała palcami. Ich szepty nie brzmiały przyjaźnie. Niektórzy robili znaki odpędzające demony. Inni, w większości młodzi mężczyźni, demonstracyjnie obnosili się z bronią. Uśmiechnął się pod nosem, tylko dwóch lub trzech robiło to w ten specyficzny, pełen swobody sposób, nakazujący szacunek. Reszta starała się po prostu ukryć strach. Nie miałby z nimi żadnych problemów.

Przymknął oczy, recytując w myślach yillę – modlitwę pokuty. Za grzech pychy.

Potem zaczął się przysłuchiwać rozmowie, a raczej kłótni kupca z żoną.

– Ależ Ell...

– Żadne Ell, żadne Ell – kobieta mówiła wysokim, piskliwym głosem. Na granicy paniki. Jakakolwiek próba przemówienia jej do rozsądku była z góry skazana na niepowodzenie.

– A jeśli ktoś zobaczy jego twarz?! Jeśli ją zobaczy? A dzieci? Są takie ciekawskie. Jeśli Erath zakradnie się i zobaczy jego twarz?!

Aerin spojrzał w stronę rezydencji, w której zniknął jego syn. Westchnął.

– Erath jest rozsądnym chłopcem. Poza tym Yatech dostanie osobną komnatę. Naprawdę nie ma powodu do niepokoju. Issar nie odsłania twarzy przypadkowo.

– Tak. Tylko wtedy, gdy zamierza kogoś zabić.

– Niezupełnie. Widziałem, jak zabijał i wcale nie odsłaniał przy tym twarzy.

To chyba nie był najlepszy argument.

– Wi... widziałeś jak zabijał?! I przywiozłeś go do naszego domu?!

– Przecież ci mówiłem, że napadli nas bandyci. Naprawdę byłem wdzięczny losowi, że Yatech dołączył do karawany.

Przez chwilę milczała.

– Ja... jak właściwie go spotkałeś?

– Seyraen, naczelnik plemienia, zaproponował mi jego usługi.

– Usługi?

– To wojownik. A czasy robią się niespokojne. Przyda nam się w domu taka straż. Sama jego obecność wystarczy, żeby zniechęcić większość nieproszonych gości. U księcia kea-Wetonr jest ich aż sześciu.

– Książę podobno trzyma też młodego urawyra i oswojoną maresthę. Ale to nie znaczy, że i ty musisz.

– Och Ell, zrozum, wyświadczam Seyraenowi przysługę. Wielu młodych Issarów schodzi z gór, żeby poznać życie ludzi równin. A ja handluję z jego plemieniem od lat. Wszyscy na tym zyskamy.

Pokręciła głową.

– Nie. Nie zgadzam się. On musi odejść. Niech gdzie indziej poznaje nasze życie. Albo on zniknie, albo ja wracam do miasta. Z dziećmi.

—— • ——

– Wydawało się, że będziesz musiał odejść.

– Tak. Ten argument, albo to, albo ja odchodzę, jest starszy niż sam świat.

– U was też?

– O tak. – Uśmiechnął się w mrok. – Powinnaś posłuchać, jak mówi to moja ciotka.

– Byłam pewna, że już cię więcej nie zobaczę.

– Taaak – westchnął. – Ja też zacząłem się już zastanawiać, jak wrócę w góry. To daleka droga dla pieszego wędrowca.

Przytuliła się mocniej.

– Potem był napad. Wiesz, to prawie tak jak w opowieściach niani.

– Co?

– Wszystko. Kiedy już wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna, Eyfra tak splata losy bohaterów, że wszystko kończy się szczęśliwie.

– Nie mieszałbym Pani Przeznaczenia do tego – zganił ją tylko na wpół żartobliwie. – Ani też nie nazywałbym napaści pół setki bandytów szczęśliwym zakończeniem.

– Nie bądź taki poważny. – Ugryzła go w ramię.

– Użesz ty!

Przeturlał się tak, że znalazła się pod nim.

– Noo – wymruczała. – A już myślałam, że masz zamiar przegadać całą noc.

—— • ——

Wiał lekki, ciepły wiatr z południa. Księżyc w pełni oświetlał dziedziniec srebrnym światłem. Cienie kładły się plamami czerni tam, gdzie nie docierała nocna poświata. Było cicho. Konie wyprzęgnięto, oporządzono i zaprowadzono do stajni. Wozy nie zostały rozładowane, za dwa dni i tak czekała je droga do miasta. Stały teraz obok stajni, ustawione w karnym dwuszeregu. Niemal wszyscy spali, tylko przed bramą sennym krokiem przechadzało się dwóch strażników uzbrojonych w miecze i włócznie.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)