Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #1
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788361187080
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:
Kupiec ukrył uśmiech i skłonił się lekko.
– Chylę głowę przed mądrością ludu Almeandal. I tylko dlatego jestem gotów dać trzy orgi za sztukę.
– Dziesięć orgów za trzy łby i przyprowadzę pod mury jeszcze sto i pięćdziesiąt sztuk takich jak te dwadzieścia pokazowych. Będziesz mógł każdą osobiście dotknąć, Arinoel.
– Kiedy?
– Stoimy pięć mil od miasta. Dziś wieczorem możesz obejrzeć to bydło.
Aerin pokręcił głową.
– Dziś wieczorem jestem zajęty, Harribie. Jutro i pojutrze też. Potem jest święto. Czy mógłbyś przyprowadzić je, hm, powiedzmy za cztery dni?
Koczownik westchnął rozdzierająco.
– To niedobrze, Arinoel, bardzo niedobrze. Myślałem, że sprzedam stado i ruszę do domu, nim słońce spije do reszty całą wodę ze stepów. Jeśli nie możesz kupić bydła, to chyba pójdę do Gararetha albo gildii Besteth...
Aerin nie dał się nabrać, ale wypadało kontynuować przedstawienie.
– Nie, Harribie, tak nie może być – przerwał mu w pół słowa. – Twój ojciec handlował z moim ojcem, a później ze mną. Wiem, że jesteś uczciwy i szlachetny, nie, nie przerywaj, wierzę w twoją uczciwość i dlatego dam ci dziewięć i pół orga za trzy sztuki, jeśli pognacie bydło jeszcze dwadzieścia mil na zachód, do Horest.
Koczownicy spoglądali po sobie niepewnie. Wystarczyło ich tylko lekko popchnąć.
– W Horest mam magazyny i warsztaty płatnerskie. Jest tam sporo broni do kupienia po okazyjnej cenie...
Zawiesił znacząco głos i już wiedział, że trafił.
Harrib powoli skinął głową.
– To uczciwa cena, Arinoel. Jutro poprowadzimy bydło do Horest.
Odpiął od pasa mały bukłak, wylał na rękę trochę mlecznego płynu i chlusnął nim przed siebie.
– Dziewięć i pół od trzech sztuk.
Aerin opróżnił swój puchar w to samo miejsce co koczownik, dziękując bogom, że nie musi go wypijać.
– Dziewięć i pół od trzech.
Od tej pory negocjacje były zakończone. Atmosfera się rozluźniła.
– Dam wam listy i poślę kilku ludzi. Na miejscu załatwicie wszystko z moim zarządcą.
Harrib uśmiechnął się kwaśno.
– Stary Galaf, hę? Pustynny lis. Zedrze z nas skórę, gdy będziemy kupować broń.
– Stepowe wilki z pewnością sobie poradzą, synu Arana. A Galaf nie jest taki straszny, jak mówią...
Koczownik zarechotał.
– A myślisz, że czemu wolałem ustalić cenę z tobą, a nie z nim, Arinoel? Hę? Mój ojciec mawiał, że prędzej wyciśniesz wodę z kamienia niż złamanego miedziaka z tego starego gartafanra.
Kupiec też się uśmiechnął.
– Właśnie dlatego was do niego posyłam, Harribie. Właśnie dlatego.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, potem uśmiechnęli z szacunkiem.
– Niech twe kroki zawsze wiodą do źródła, Arinoel.
– Niech twoje bydło rośnie jak młoda trawa, synu Arana.
Koczownicy skłonili się lekko, kupiec odpowiedział dość uprzejmym skinieniem.
– Jeszcze jedno, Harribie. – Zatrzymał ich w drzwiach. – Co to jest gartan... gafran... coś tam?
Cała trójka wyszczerzyła się radośnie.
– Niech to będzie naszą tajemnicą, Arinoel. Stary Galaf i tak już jest wystarczająco złośliwy.
Poszli za służącym, ciągle rechocząc. Przez chwilę Aerin siedział w bezruchu, potem odwrócił się do zasłaniającego połowę ściany kobierca.
– Możecie już wyjść.
Kobierzec, przedstawiający stado dzikich koni galopujących na tle zachodzącego słońca, poruszył się lekko i wybrzuszył. Jeden koniec oderwał się od ściany i do komnaty wpadły dwie szczupłe postacie.
– Nie pchaj się!
– To ty się pchasz.
– Nieprawda!
– Prawda!
– Ojcze!
Oboje wykrzyknęli to jednocześnie. Kupiec spojrzał na swoje dzieci z udawanym cierpieniem.
– Pozwoliłem wam przysłuchiwać się negocjacjom, ale widzę, że was to nudzi. Erath, może pora, żebyś wrócił do lekcji arytmetyki. Isanell, matka twierdzi, że nie opanowałaś jeszcze zachodniomeekhańskiej dykcji, jak należy.
Dziewczyna, szczupła, jasnowłosa, niebieskooka, zrobiła nadąsaną minę, kręcąc w palcach koniec błękitnej szarfy, oplatającej jej talię. Błękit przepaski gryzł się okropnie z jasnobeżową sukienką podlotka. Pewnie chciała zrobić na złość matce.
– W tej wnęce jest okropnie duszno, a on bez przerwy się wiercił.
– Tak?! – Niższy o pół głowy chłopiec podskoczył zaczepnie. – A ona wylała na siebie tyle pachnideł, że aż mnie zemgliło.
– Zemdliło, głupku – siostra posłała mu lekceważący uśmieszek.
Zaraz jednak, widząc minę ojca, spotulniała.
– Chodź no tu, moja panno.
Zrobiła ostrożny kroczek.
– Bliżej. – Wskazujący palec ojca kiwał nieubłaganie. – Jeszcze trochę. Wystarczy.
Aerin delikatnie pociągnął nosem.
– Olejek różany matki. Sto orgów za uncję. Masz pewnie na sobie ze cztery krowy, co?
Chłopak parsknął śmiechem, policzki siostry zalała purpura.
– Ojcze, ja...
– Spokojnie, Isanell. Cieszę się, że zaczynają interesować cię sprawy dorosłych. Idzie ci na szesnasty rok, skrzynie z posagiem zaczynają się rozsychać.
Spuściła pokornie głowę, załamując ręce. Stosowała ten chwyt, odkąd skończyła trzy lata.
– Syn barona Erskana skończył dwadzieścia lat i szuka żony. Przez prababkę jesteś spokrewniona z księciem kaa-Rodrahe. Myślę, że zaproszę barona do naszej letniej rezydencji na polowanie. Podobno Banish ułożył dwa nowe sokoły. Poznacie się z baronetem, a ja dogadam się z jego ojcem.
Nie wytrzymała, tupnęła nogą jak młoda koza, rzucając mu harde spojrzenie.
Aerin westchnął ciężko.
– Porozmawiam później z matką. A teraz – zatarł ręce – chciałbym się dowiedzieć, czego nauczyliście się, siedząc za kobiercem.
– Że niedomyty dwunastolatek śmierdzi?
– Isanell!
– Przepraszam, ojcze. Kazałeś im tu przyjść prosto z siodła, żeby czuli się brudni, śmierdzący i ubodzy, prawda?
– Tak, ale musisz wiedzieć, że na koczowników działa to w niewielkim stopniu. Erath?
– Sprowi... sprowa... sprawiłeś, że jeden z nich sięgnął po nóż, a potem Yatech ich nastraszył.
– Och, o mało nie umarłam ze strachu.
Chłopak parsknął.
– Tchórz. Yatech pokonałby ich jedną ręką, prawda Yatech?
Zamaskowana postać poruszyła się nieznacznie.
– To nie byłoby potrzebne, on nie zamierzał użyć noża.
– Właśnie, dzieci. Harrib zna i szanuje obyczaje, więc nie było żadnego niebezpieczeństwa. Ale rzeczywiście, trochę mi to pomogło.
– Trochę? Obniżył cenę o jedną piątą.
– Słuszna uwaga, moja droga. A co stało się potem?
Chłopiec podrapał się po głowie.
– Nie... nie wiem. Po co kazałeś mu przyprowadzić jeszcze trzysta krów?
– Głąb. Ojciec chciał sprawdzić, ile przedniego bydła jest w stadzie. Oni byli gotowi przyprowadzić jeszcze półtorej setki, więc na pewno mają tyle pierwszorzędnych sztuk. Reszta będzie gorsza, ale kilka dni na pastwisku i pełny wodopój na pewno poprawi ich wygląd.
Aerin spojrzał na nią zadowolony.
– Świetnie. Wiemy więc, że mają co najmniej dwie setki najlepszego bydła na świecie. A w Horest mamy jeszcze zielone pastwiska i wodopój dla całego stada. Za dziesięć dni sprzedam je po pięć, sześć orgów od łba.
– Dostanę nową suknię?
– Jeśli matka przebaczy ci grzebanie w jej pachnidłach...
– Och ojcze – Isanell skrzywiła się gniewnie.
– Ojcze? – Erath miał jeszcze jedno pytanie.
– Tak?
– Wspomniałeś im o taniej broni i dopiero wtedy się zgodzili. Będą jakieś kłopoty na stepach?