KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
Mówiąc to, podszedł do drewnianej szkatułki, stojącej na stoliku obok okna, i dwiema rękoma wyciągnął z niej gładką, złocistą kulę wielkości małego krymskiego melona.
- Oto wasza gwarancja - rzekł Erast Piotrowicz, kładąc przede mną kulę.
- Co to jest? - spytałem i schyliłem się nad nią. W zwierciadlanej powierzchni odbijała się moja pociesznie rozciągnięta twarz.
- Bomba, Afanasiju Stiepanowiczu. Ogromnej, niszczącej mocy. Wewnątrz znajduje się malutki g-guziczek. Jeśli się go naciśnie, oswobodzi się zapalnik i potem wystarczy jakikolwiek wstrząs - na przykład uderzenie kuli o kamienną podłogę - by nastąpił wybuch, po którym nie będzie ani was, ani Linda z jego ludźmi, ani nawet całego grobowca. „Orłow” ocaleje, ponieważ jest wieczny, a p-później z pewnością znajdziemy go wśród ruin... I to musicie wyjaśnić doktorowi. Powiedzcie, że przy najmniejszym sygnale nieuczciwej gry rzucicie kulę na podłogę. To jedyny argument, który na Linda może podziałać. Taka nasza malutka niespodzianka.
- Ale bomba nie jest prawdziwa? - domyśliłem się.
- Zapewniam was: n-najprawdziwsza z p-prawdziwych. Ładunek tworzy mieszanina wybuchowa, wynaleziona przez chemików Cesarskiego Laboratorium Sapersko-Artyleryjskiego. Komisja Głównego Zarządu Artylerii nie zaakceptowała mieszaniny z powodu jej nadzwyczajnej niestabilności. Jeśli zaczną was obszukiwać p-przy wsiadaniu do karety, powiecie, że ta kula to futerał na „Orłowa”, i otwierać jej w żadnym razie nie pozwolicie. Oznajmicie, że inaczej wyjazd zostaje odwołany. Zresztą jeśli po was przyjedzie ten sam milczący woźnica, dyskusja jest mało prawdopodobna.
Erast Piotrowicz wziął kulę w ręce, paznokciem uniósł ledwie widoczną pokrywkę.
- „Orłow” rzeczywiście będzie w środku, w górnej części kuli. Wyjmując kamień, żeby przekazać go d-do ekspertyzy, naciśnięcie tutaj i tym samym uruchomicie mechanizm. Broń Boże nie róbcie tego w karecie - bo wtedy wstrząsy mogą spowodować wybuch. A po naciśnięciu guzika powiecie Lindowi albo jego ludziom, co to za zabawka.
Zajrzałem do wnętrza kuli. W okrągłym wgłębieniu, pobłyskując łagodnym niebieskawym światłem, leżała bezcenna relikwia domu Romanowów. Z bliska czarodziejski kamień wydał mi się podobny do jednej z rzeźbionych, kryształowych klamek, zdobiących komodę w garderobie wielkiej księżnej. Prawdę mówiąc, znacznie większe wrażenie wywarł na mnie czerwony metalowy guziczek, prawie niezauważalny na tle purpurowego aksamitu.
Otarłem pot z czoła i popatrzyłem na Emilię. Jeśli operacja będzie mieć niepomyślny przebieg albo jeśli popełnię błąd, zginiemy razem i nasze szczątki się zmieszają. Spokojnie skinęła mi głową, jakby mówiąc: to nic, ja wam wierzę i wszystko z pewnością zakończy się dobrze.
- No a co dalej? - spytałem. - Lind nie zechce wylecieć w powietrze, to jasne, i nie naruszy zasad gry. Odda nam Michała Gieorgijewicza, a sam umknie jakimś tajnym przejściem podziemnym. I „Orłow” na zawsze zostanie stracony.
- Do tego nie może dojść w żadnym wypadku! - po raz pierwszy włączył się do rozmowy Karnowicz. - Pamiętajcie, panie Fandorin, za „Orłowa” zagwarantowaliście własną głową.
Jakby nie słysząc pułkownika, Fandorin uśmiechnął się do mnie.
- Na taką ewentualność, Ziukin, przygotowałem dla doktora jeszcze jedną niespodziankę.
Jednak w tej sytuacji uśmiech był zupełnie nie na miejscu i od razu zniknął. Twarz Fandorina wyrażała teraz skrępowanie, a nawet pewne zawstydzenie.
- Emilio, Afanasiju Stiepanowiczu... Ryzyko, które podejmujecie, jest b-bez wątpienia wielkie. Lind to człowiek o umyśle zdolnym do paradoksalnych skojarzeń, jego postępki i reakcje są nieprzewidywalne. Plan planem, lecz zdarzyć się może wszystko. A przecież wy, Emilio, jesteście damą i w dodatku nie macie nawet rosyjskiego obywatelstwa...
- Niech będzie hyzyko, to nieważne. Trzeba hatować malutki książę - rzekła z wielką godnością mademoiselle. - Ale my, ja i monsieur Ziukin, będziemy bahdziej spokojni, jeśli będziemy wiedzieć, jaką jeszcze surprise* [Niespodziankę (fr.).] wymyśliliście.
Fandorin ostrożnie zamknął złotą pokrywkę i niebieskawa poświata, unosząca się nad stołem, zgasła.
- Lepiej, żebyście o tym nie wiedzieli. To powinno być zaskoczeniem i dla was dwojga. Inaczej operacja może się nie powieść.
Dziwna sprawa - kiedy znaleźliśmy się we dwoje w ciemnej, całkowicie odciętej od świata karecie, przez długi czas nie wymówiliśmy ani słowa. Przysłuchiwałem się równemu oddechowi mademoiselle, a po pewnym czasie, kiedy oczy przywykły do mroku, zacząłem dostrzegać jej niewyraźną sylwetkę. Zachciało mi się usłyszeć jej głos, powiedzieć coś krzepiącego, ale, jak zazwyczaj, nie umiałem znaleźć stosownych słów. Na kolanach leżała metalowa kula i chociaż zapalnik nie był jeszcze odblokowany, trzymałem piekielną maszynę obiema rękoma.
Niepotrzebnie się obawiałem, że posłaniec doktora Linda zainteresuje się ciężkim przedmiotem o kulistym kształcie. Pierwszy etap operacji przeszedł gładko - używając gminnego zwrotu: jak po maśle.
Nie czekaliśmy z mademoiselle w świątyni nawet pięciu minut, kiedy jakiś chłopaczek, z wyglądu zwyczajny żebraczyna, jeden z tych, co to wiecznie kręcą się przed wejściem do cerkwi, podsunął mi liścik - jeszcze musiałem dać łobuzowi piątaka z własnych pieniędzy. Zetknąwszy się ramionami, rozwinęliśmy karteczkę (znowu poczułem lekki aromat „Hrabiego Essexa”) i przeczytaliśmy jedno, króciutkie zdanie: L’eglise de Ilya Prorok*. [* Cerkiew Ilji Proroka (fr.).] Nie wiedziałem, gdzie jest ta cerkiew, ale mademoiselle, która zdążyła doskonale poznać wszystkie pobliskie ulice i zaułki, bez wahania mnie tam zaprowadziła.
Po kilku minutach byliśmy już pod malutką cerkiewką, a przy sąsiednim domu czekała na nas czarna karoca z zasłoniętymi oknami, bardzo podobna do tej, którą widziałem tydzień temu, choć nie mógłbym ręczyć, że to ta sama. Z kozła zeskoczył wysoki człowiek w nasuniętym nisko kapeluszu, tak że widać było tylko gęstą czarną brodę. Nie mówiąc ani słowa, otworzył drzwiczki i pchnął mademoiselle do środka.
Pokazując węzełek, wygłosiłem przygotowane wcześniej słowa: