Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 146
Перейти на страницу:

Do Jerozolimy wszedłem już po zapadnięciu ciemności. Do tego czasu mój chiton cały pokrył się pyłem drogi, a miejscami widniały na nim ciemnobrunatne plamy trupiego śluzu, który przesączył się nawet przez bandaże. Z pewnością i smród bił ode mnie odrażający. A obrazu dopełniała stercząca na bok, złamana w kolanie noga, na której opierałem się niczym na kawałku drewna, który przywiązuje do kikuta jednonogi.

Zdając sobie sprawę z tego, że przy takim wyglądzie nie zostanę wpuszczony do żadnej przyzwoitej gospody, skierowałem się do północnej części miasta, gdzie między ruinami domów, które spłonęły w czasie pożaru mającego miejsce z pół roku temu, znajdowali schronienie na noc bezdomni, nędzarze i trędowaci, za dnia zajmujący się żebractwem na ulicach Jerozolimy.

Ale nawet trędowaci, obok których postanowiłem się zatrzymać, ponieważ nie bałem się zarazić ich straszliwą chorobą, przegnali mnie precz, na tyle okropny smród wydzielało moje poddane rozkładowi ciało. A może od razu wyczuli we mnie obcego — człowieka nie z tego świata. Wystarczyło, bym tylko przysiadł pod na wpół rozsypaną ścianą, aby od razu poleciały w moją stronę kamienie i nieczystości, uzupełnione groźbami policzenia się ze mną na poważnie, jeśli w tej chwili nie zabiorę się stamtąd.

Nie było sensu się spierać — nie było już dla mnie miejsca wśród żywych.

Aby podnieść się na nogi, oparłem się ręką o ścianę; straciłem przy tym dwa palce — kciuk i wskazujący. Wydostawszy się z ruin, wspiąłem się na górę śmieci — jedyne miejsce, z którego nikt mnie nie wyganiał. Nie potrzebowałem ani snu, ani odpoczynku, ale wychodząc na ulice Jerozolimy przed świtem ryzykowałem dostanie się w ręce rzymskich żołnierzy, nocną porą pilnujących porządku w mieście. Żydom nie zakazywano wychodzenia nocą na ulice, ale mój widok był na tyle straszny i dziki, że bez wątpienia zwróciłbym na siebie uwagę straży, po czym nastąpiłoby przesłuchanie, kim jestem i co robię w Jerozolimie.

Leżałem na kupie gnijących śmieci, sam podobny do zawiniątka z rozkładającymi się resztkami ludzkiego ciała, i patrzyłem w nocne niebo, obsypane miriadami gwiazd; każda z nich jawiła się być słońcem obcego świata, o których ludziom na Ziemi jak dotąd nic nie było wiadome.

Wiedziałem o wszystkim, co działo się teraz z Nazarejczykiem, jakbym, niewidzialny, znajdował się obok niego. Już twardo zdecydował, że powinien poddać się próbie śmierci i dłużej nie zamierzał tego odkładać. Mimo to okropnie się bał. Z pewnością dlatego właśnie w trakcie wieczerzy, którą wyprawili jego uczniowie na brzegu Cedronu, Nazarejczyk wyczyniał Bóg wie co. Wszystko zaczęło się od tego, że zabrał się do mycia nóg swoim uczniom, a potem namawiał ich, żeby jeszcze raz umyli nogi sobie nawzajem. Potem zaczął sypać przepowiedniami o swej rychłej śmierci i nadchodzącym zmartwychwstaniu. Uczniowie patrzyli na niego szeroko otwartymi ze zdziwienia oczyma. Nawet oni, znający Nazarejczyka lepiej od innych i widzący go w różnych sytuacjach, nigdy wcześniej nie widzieli go tak podekscytowanego i zdenerwowanego.

W końcu, nie wytrzymawszy męczącego wyczekiwania, Nazarejczyk zawezwał do siebie Judasza Iskariotę, jakoby w tym celu, aby ugościć go jakimś niezwykłym sosem, i cicho, aby inni nie słyszeli, polecił mu udać się do najwyższego kapłana Kajfasza i przyprowadzić oddział żołnierzy do ogrodu położonego na drugim brzegu Cedronu. Na pełne zdziwienia pytanie Judasza, po co to potrzebne, odpowiedział, nerwowo szarpiąc podbródkiem:

— Rób, co ci kazano, i to szybko!

Biedny Judasz, nie wiedząc o tym, jaki los został zgotowany jemu samemu, wyruszył wykonać polecenie.

A Nazarejczyk, ze strachu całkowicie straciwszy głowę, zaczął pleść bzdury, a to obwiniając swoich uczniów o zdradę, a to obiecując im wieczne życie. Przy tym dużo pił, co w ogóle nie było do niego podobne. Po kolejnym kubku czerwonego wina obwieścił nagle uczniom, że wcale nie piją wina, lecz krew jego. A potem, zmusiwszy uczniów do przełknięcia po kawałku chleba, Nazarejczyk oznajmił im, że dopiero co zjedli jego ciało.

Uczniowie nie wiedzieli już, co o tym myśleć. W milczeniu wymieniając się spojrzeniami, nie zdecydowali się sprzeciwić Nauczycielowi, ale przy tym jawnie zaczęli podejrzewać, że nie wszystko było z nim w porządku.

Zapewne w końcu i sam Nazarejczyk poczuł, że tym razem przesadził. Duszkiem dopiwszy kolejny kubek wina, podniósł się zdecydowanie na nogi i, nic nie mówiąc pozostałym uczestnikom wieczerzy, ruszył w stronę Ogrójca. Uczniowie, jak jeden mąż, rzucili się za nim, nie podejrzewając, jakaż to niespodzianka ich czeka.

Judasz już przyprowadził w wyznaczone miejsce oddział żołnierzy, którym towarzyszyli słudzy najwyższych kapłanów, oświetlający drogę pochodniami. Wyszedłszy im naprzeciw, Nazarejczyk zapytał:

— Kogo szukacie?

— Jezusa z Nazaretu — odpowiedział mu jeden z żołnierzy. Nazarejczyk z trudem ułożył drżące wargi w coś na podobieństwo uśmiechu.

— Ja jestem.

Żołnierze spojrzeli po sobie ze zdziwieniem.

— To on? — spytał jeden z nich Judasza.

Judasz skinął głową w milczeniu.

Co ciekawe, tylko jeden z uczniów Nazarejczyka ruszył mu na pomoc, gdy żołnierze zaczęli krępować mu ręce. A i tak zaatakował nie uzbrojonych żołnierzy, lecz sługę, który trzymał w ręku tylko pochodnię. W wyniku tego krótkiego starcia sługa stracił prawe ucho, a Piotr, ujrzawszy skierowane ku sobie włócznie, rzucił miecz na ziemię i podniósł ręce.

Z jakiegoś powodu Nazarejczyka zaprowadzono najpierw do domu Annasza, który był teściem najwyższego kapłana Kajfasza. Annasz polecił odstawić go do domu Kajfasza, co niezwłocznie uczyniono. A już od Kajfasza Nazarejczyka zaprowadzono do domu prokuratora rzymskiego, Poncjusza Piłata.

W czasie, gdy miały miejsce te wszystkie całkowicie bezsensowne przemieszczenia aresztowanego z jednego domu do drugiego, nastał ranek. Moi sąsiedzi, trędowaci i profesjonalni żebracy, zebrawszy swe nędzne manatki, ruszyli do miasta, aby zarobić na chleb powszedni. Ja natomiast skierowałem się do domu prokuratora, ponieważ tam właśnie powinny zajść dalsze wydarzenia.

W obawie przed uszkodzeniem drugiej nogi poruszałem się bardzo ostrożnie, i dlatego dotarłem na miejsce akurat w chwili, gdy prokurator Poncjusz Piłat wyszedł na balkon, aby obwieścić zebranym na placu izraelitom, który ze skazanych na śmierć zostanie wypuszczony na wolność z okazji święta Paschy. W ślad za nim dwóch centurionów wyprowadziło na balkon Nazarejczyka ze związanymi za plecami rękoma.

Wydarzenia te obserwowałem ukryty za niewysokim ogrodzeniem na skraju placu. Stojący najbliżej ludzie znajdowali się w odległości około dziesięciu kroków od mojego schronienia, mimo to jednak, gdy wiatr wiał w ich stronę, z obrzydzeniem marszczyli nosy i z niezrozumieniem rozglądali się wokoło, próbując pojąć, skąd dobiega tak paskudny zapach.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)