Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 146
Перейти на страницу:

— Byłeś martwy przez cztery dni, Łazarzu — powiedziała cicho.

— I nadal jestem martwy — spokojnie odpowiedziałem siostrze.

Mój głos skrzypiał i zgrzytał, niczym młyńskie żarna, przecierające gruby rzeczny piasek.

— Nie-nie — szybko potrząsnęła głową Maria. — Jezus wskrzesił cię do życia.

— On zmusił mojego ducha do powrotu z Nicości — nie zgodziłem się z siostrą. — Ale wciąż jestem martwy — rozchyliłem z lekka ręce. — I nie rozumiem, po co on to zrobił.

— Dokonał wielkiego cudu, rozsławiającego Boga, którego Synem się jawi — odpowiedziała na moje pytanie Marta.

Jej spojrzenie jaśniało przy tym tak, jakby odbijał się w nim ten sam Świat Boży, o którym tak wiele mówi Nazarejczyk.

— Być może — postanowiłem nie spierać się z siostrami. — Ale wcale nie jest mi lżej z tego powodu.

— Jezus powiedział, że będziesz potrzebował trochę czasu, by wrócić do zwykłego życia — oznajmiła mi Maria.

— A czy przypadkiem nie powiedział, kiedy przestanę cuchnąć? — zainteresowałem się z uśmiechem.

— Jezus powiedział, że powinniśmy wierzyć — pokornie skłoniła głowę Maria.

— Wierzyć? — znów nie mogłem powstrzymać uśmiechu. — Czyżby liczył na to, że jeśli będę wierzyć, to moje ciało przestanie gnić?

— Znów jesteś żyw, Łazarzu…

— Wciąż jestem martwy, siostro. Czyżbyś nie czuła, jak ode mnie śmierdzi?

— Po prostu będziesz musiał jeszcze raz porządnie się umyć — powiedziała. — A na razie pomoże ci to — siostra podała mi dzbanuszek z wonnościami.

— Skąd to masz? — zdziwiłem się. — Wonności kosztują niemało pieniędzy. Czy też przez te cztery dni, gdy byłem martwy, życie się zmieniło?

— Te wonności polecił przekazać ci Jezus — powiedziała siostra. — Wiedział, że na początku możesz mieć problemy.

— On zawsze i o wszystkich przejawia troskę — od razu dodała Maria.

Nie spierałem się z siostrami. Po prostu zsunąłem chiton z ramion i opuściłem go do pasa, pozwalając im namaścić me rozkładające się ciało wonnościami.

Po tym, jak zapachy lawendy, szafranu i mirry zagłuszyły woń gnijącego ciała, znów założyłem chiton i siadłem do stołu.

— Z pewnością jesteś strasznie głodny — z matczynym uśmiechem popatrzyła na mnie Marta. — Przecież nie jadłeś cztery dni.

Jeśli o to chodzi myliła się. Spoglądając na potrawy, które w naszej rodzinie były podawane na stół chyba tylko z okazji Paschy, do której pozostało jeszcze sześć dni, nie odczuwałem najmniejszej choćby potrzeby zjedzenia czegokolwiek. Martwi nie potrzebują jedzenia.

Aby nie urazić sióstr, przełknąłem kilka maleńkich kawałków marynowanej ryby i plasterek gotowanego mięsa. Jedzenie nie dawało mi przyjemności, ponieważ nie czułem jego smaku.

Mając nadzieję pozbyć się suchości w gardle, wypiłem dużą czarę wody z sokiem cytrynowym. A raczej nie wypiłem, lecz, odchyliwszy głowę, wlałem sobie wodę do gardła.

Wilgoć w ustach utrzymywała się ledwie parę minut. Zaraz potem język mój znów przemienił się w suchą gąbkę, a wypita woda zaczęła rozpierać żołądek z taką siłą, że musiałem wyjść na dwór.

Wybiegłszy za róg, objąłem brzuch rękoma i zgiąłem się wpół, niemal dotknąwszy głową ziemi. Woda wyciekła ze mnie przez usta i nos. Razem z nią wypadły również połknięte przeze mnie kawałki jedzenia.

Opróżniwszy żołądek, wróciłem do sióstr.

— Wszystko w porządku? — spytała Maria. Uśmiechnąłem się i usiadłem za stołem. Ale więcej nie jadłem i nie piłem.

— Dziś mieszkańcy Betanii wyprawiają wieczerzę na cześć Jezusa — powiedziała Maria. — On chciałby, żebyś i ty w niej uczestniczył.

— Nigdzie nie pójdę — pokręciłem głową.

— Wieczerza urządzana jest z okazji twojego wskrzeszenia — z wyrzutem popatrzyła na mnie siostra. — Jeśli się na niej nie pojawisz, jak potem będziemy mogli spojrzeć ludziom w oczy?

Co do tego Maria miała rację. Dopóki byłem martwy, nie interesowało mnie zupełnie, co zaczną myśleć i mówić o mnie ludzie. A siostrom przyjdzie żyć między nimi, jak Bóg pozwoli, jeszcze niejeden rok.

— Dobrze, przyjdę na wieczerzę.

* * *

Przed wyjściem z domu siostry jeszcze raz wysmarowały mnie wonnościami. Stojąc przed nimi obnażony do pasa, zwróciłem uwagę na to, że trupie plamy na mym ciele zrobiły się większe i bardziej wybarwione. Oznaczało to, że wkrótce żadnymi wonnościami nie uda się stłumić ohydnego smrodu, wydzielanego przez rozkładające się ciało. Siostrom jednak nic nie powiedziałem. Niech na razie łudzą się nadzieją, że ich zmarły brat powrócił do nich.

Wieczerza została przygotowana za osadą w sadzie, w którym rosły figowce i drzewa cytrusowe. Gdy z siostrami podeszliśmy do polany, wszyscy zaproszeni byli już na miejscu. Dla zwykłych gości rozłożono na trawie wyszywane narzuty. Dla Nazarejczyka i jego uczniów rozłożono dywany. Wokół polany tłoczyli się prości ludzie, nie zaproszeni do stołu. Wśród nich byli zarówno mieszkańcy mojej wsi, jak i przybysze z sąsiednich osad, którzy, usłyszawszy o cudzie, dokonanym przez Nazarejczyka w Betanii, pospieszyli tutaj, by na własne oczy ujrzeć powstałego z martwych.

Ujrzawszy nas, Nazarejczyk uniósł się na łokciu i przyzywająco machnął ręką:

— Chodź tutaj, Łazarzu! Zostawiono tu dla ciebie miejsce!

— Idź — szepnęła do mnie Maria. — Syn Boży cię wzywa.

I znów nie zacząłem kłócić się z siostrami. Zostawiwszy je, podszedłem do miejsca, gdzie na dywanie leżał Nazarejczyk. Podkurczywszy nogi zrobił mi miejsce, abym mógł przysiąść.

— No, Łazarzu, jak się czujesz? — zapytał cicho z uśmiechem.

— Tak, jak powinien czuć się nieboszczyk — odpowiedziałem tak samo cicho.

Nazarejczyk uśmiechnął się i przysunął do ust puchar napełniony czerwonym winem.

— Po co to zrobiłeś? — spytałem.

— Dla Bożej chwały — odpowiedział Nazarejczyk, odstawiwszy puchar na ziemię, tuż obok siebie. — Jestem zmartwychwstaniem i życiem. Wierzący we mnie, nawet jeśli umrze, ożyje.

— Ale ja w ciebie nie wierzę — powiedziałem.

Nazarejczyk nawet okiem nie mrugnął.

— Spójrz, ilu ludzi zebrało się tutaj, by popatrzeć na ciebie — nachyliwszy się do mnie, rzekł konspiracyjnym półszeptem. — I wszyscy oni teraz uwierzą w Syna Bożego.

— I co z tego?

— Wiara ocali ludzi.

— Ludzie potrzebują nie wiary, ale chleba.

Nazarejczyk chciał coś mi odpowiedzieć, ale zauważywszy, że w naszą stronę zmierza siostra moja Maria, zwrócił się do niej:

— Czego pragniesz ty, kobieto?

Maria w milczeniu opadła na kolana i z trzymanego w rękach dzbana wylała na nogi Nazarejczyka przynajmniej funt drogocennego olejku, po czym, pochyliwszy się do samej ziemi, otarła nogi jego swymi gęstymi, czarnymi włosami.

W powietrzu popłynęły fale aromatów, i wśród ludu, zgromadzonego wokół polany, na której odbywała się wieczerza, rozległ się jęk zachwytu.

— Ten olejek wart jest przynajmniej trzysta denarów! — zerwawszy się na nogi, z oburzeniem krzyknął na Marię jeden z uczniów Nazarejczyka, imieniem Judasz Iskariota. — Czemu to nie sprzedano tego olejku i nie rozdano denarów ubogim!

— Zostaw ją! — polecił Judaszowi Nazarejczyk. — Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie.

Z wyrazem niezadowolenia na twarzy Judasz usiadł na swoim miejscu.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)