KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
- Ja sam niezbyt dobrze to zrozumiałem - przyznałem się - ale czytałem w „Dworcowych Wiedomostiach” ogłoszenie, że koronacja zostanie uwieczniona najnowszym kinematograficznym aparatem, do czego najęto specjalnego manipulatora - on będzie kręcić korbką i wyjdzie z tego coś w rodzaju żywych obrazków.
- Czego to ludzie nie wymyślą!... - Lejtnant popatrzył tęsknie na szare okienko. - No, już przestali strzelać i teraz słychać, jak burczy mi w brzuchu.
Z opanowaniem dodałem:
- Rzeczywiście, i mnie bardzo chce się jeść. Czyżbyśmy umierali z głodu?
- No co wy, Ziukin? - Mój partner machnął ręką. - Z głodu nie umrzemy. Już prędzej z pragnienia. Bez jedzenia człowiek może przeżyć dwa albo nawet trzy tygodnie. Bez wody nie przetrwamy trzech dni.
W gardle miałem sucho, a w naszej celi robiło się duszno. Endlung dawno już zdjął kobiecą suknię, pozostając w samych kalesonach i obcisłym podkoszulku w niebiesko-białe paski, tak zwanej matrosce. Teraz ściągnął i ją, i na jego krzepkim ramieniu dostrzegłem tatuaż - bardzo naturalistyczne wyobrażenie męskiego narządu płciowego z różnokolorowymi skrzydełkami jak u ważki.
- To mi zrobili w singapurskim burdelu - wyjaśnił lejtnant, zauważając moje zawstydzone spojrzenie. - Byłem jeszcze miczmanem i tak się wygłupiłem. Dla zakładu, dla kurażu. Teraz z porządną panienką ożenić się nie mogę. Widać umrę kawalerem.
Ostatnie zdanie, wypowiedział zresztą bez najmniejszego żalu.
* * *
Całe popołudnie chodziłem nerwowo po celi, coraz bardziej cierpiąc z głodu, pragnienia i bezczynności. Od czasu do czasu krzyczałem w kierunku okienka albo waliłem w drzwi - bez rezultatu.
A Endlung, rewanżując się za opis koronacji, zajmował mnie niekończącymi się historyjkami o morskich katastrofach i bezludnych wyspach, gdzie marynarze różnych narodowości umierali w mękach bez pokarmu i wody.
Już dawno ściemniało, kiedy rozpoczął rozdzierającą opowieść o francuskim oficerze, który musiał zjeść towarzysza w nieszczęściu, okrętowego szefa kompanii.
- I co myślicie? - przemówił z ożywieniem na wpół goły kamerjunkier. - Potem lejtnant Du Belle zeznał w sądzie, że mięso szefa kompanii było nadzwyczaj delikatne, z warstewkami tłuszczyku, a w smaku przypominało mięso prosięcia. Sąd oczywiście lejtnanta uniewinnił, biorąc pod uwagę nadzwyczajne okoliczności, a także i to, że Du Belle był jedynym synem matki staruszki.
W tym miejscu pouczająca historia się urwała, ponieważ nagle drzwi celi otworzyły się bezszelestnie i obaj zmrużyliśmy oczy, porażeni jaskrawym światłem latarni.
Rozmyty cień, który stanął w przejściu, rzekł głosem Fomy Anikiejewicza:
- Proszę o wybaczenie, Afanasiju Stiepanowiczu. Wczoraj od razu was rozpoznałem pod tą ryżą brodą, ale nie przyszło mi do głowy, że sprawa może się zakończyć tak okropnie. Dopiero teraz, na przyjęciu w Sali Granitowej, usłyszałem przypadkiem, jak dwóch tutejszych bywalców szepcze i śmieje się, wspominając jakąś zemstę, której dokonali na dwóch „strażnikach”. Pomyślałem sobie: czy to czasem nie o was mowa? - Wszedł do ciemnicy i ze współczuciem spytał: - Jak wy tu wytrwaliście, panowie, bez wody, jedzenia i światła?
- Źle! Bardzo źle! - zakrzyczał Endlung i rzucił się naszemu wybawcy na szyję. Przypuszczam, że taka porywczość, okazana przez krzepkiego mężczyznę w samych kalesonach, Fomie Anikiejewiczowi raczej nie przypadła do smaku.
- To kamerjunkier naszego dworu, Filip Nikołajewicz Endlung - przedstawiłem. - A to Foma Anikiejewicz Sawostjanow, sługa jego wysokości moskiewskiego generała-gubernatora. - I, uczyniwszy zadość koniecznym formalnościom, szybko spytałem o najważniejsze: - Co z Michałem Gieorgijewiczem? Uwolniony?
Foma Anikiejewicz rozłożył ręce.
- Nic na ten temat nie wiem. Mamy własne nieszczęście. Książę Gliński się zastrzelił.
- Jak to się zastrzelił?! - wykrzyknąłem. - Czyżby nie strzelał się z lordem Banville’em?
- Powiedziano: zastrzelił się. Został odnaleziony w parku Piotrowsko-Razumowskim, z raną od kuli w sercu.
- Znaczy się, kornecik nie miał szczęścia. - Endlung zaczął wkładać suknię. - Anglik nie chybił. Szkoda. Dobry był chłopak, chociaż pedzio.
15 maja
- ...i w dodatku pomocnik bufetowego stłukł półmisek do dziczyzny z sewrskiego serwisu. Na razie wyznaczyłem dla niego karę w wysokości połowy miesięcznej wypłaty, a reszta - wedle waszej opinii. Teraz o pokojowej jej wysokości, Pietriszczewej. Lokaj Kriuczkow doniósł, że widziano ją w krzakach z kamerdynerem pana Fandorina w niedwuznacznej sytuacji. Nie uczyniłem jeszcze nic w tej sprawie, ponieważ nie wiem, jak u was w takich wypadkach przyjęto postępować.
- Za pierwszym razem - nagana - wyjaśniłem Somowowi, odrywając się od talerza. - Na drugi raz - na zbity pysk. Jeśli brzemienna - odprawa pieniężna. U nas surowo na to patrzą.
Za oknami świtało, a w kuchni płonął ogień. Z wielkim apetytem zjadłem podgrzaną zupę i wziąłem się do kotletów a la Rohan. Od ponad doby nic w ustach nie miałem - to nie żarty!
Kiedy Foma Anikiejewicz wywlókł nas z lochów, rozstałem się z lejtnantem. On poszedł do „Varietes”, żeby się przebrać. Zapraszał i mnie, mówił, że dziewczynki nocują w pokojach przy teatrze, więc nakarmią, napoją, utulą.
Ale ja miałem na głowie poważniejsze sprawy. I wcale do nich nie zaliczałem obowiązków gospodarskich, toteż pomocnika słuchałem ze stosunkowo niewielką uwagą.
- Jak się udała koronacja? - spytałem, zastanawiając się, czy Somow może coś wiedzieć o wczorajszej akcji. W zasadzie nie powinien, ale, jak się wydaje, człek z niego przenikliwy i niegłupi. W każdym razie nie próbował ze mnie wydobyć przyczyn mojej nieobecności. Jak by tu delikatnie zapytać, czy nie przywieźli czasem z Ilińska Michała Gieorgijewicza?
- Wspaniale. Nadzwyczaj. Ale - Somow zniżył głos - wśród naszych mówią, że były złe wróżby, znaki...
Zaniepokoiłem się. Złe wróżby w taki dzień - to nie byle co. Koronacja jest wydarzeniem wyjątkowym, tutaj każdy drobiazg ma swoje znaczenie. Pośród nas, sług dworu, są tacy wróżowie, którzy przebieg ceremonii analizują godzina po godzinie, żeby określić, jak będzie wyglądało panowanie i kiedy należy oczekiwać wstrząsów. Możliwe, że to przesąd, ale zdarzają się znaki, których nie sposób lekceważyć. Na przykład na wieczornym przyjęciu po koronacji Aleksandra Wyzwoliciela ni z tego, ni z owego pękła na stole butelka z szampanem, jakby wybuchła bomba. Wtedy, w 1856 roku, o terrorystach jeszcze nawet nie słyszano, dlatego nikt nie wiedział, jak wyjaśnić taki casus. Dopiero po upływie ćwierci wieku znak stał się zrozumiały. A w czasie minionej koronacji najjaśniejszy pan przedwcześnie włożył koronę na czoło i nasi zaszeptali, że panowanie będzie niedługie. Tak też się stało.