KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
Podeszliśmy do ściany. Lejtnant wszedł mi na ramiona i długo krzyczał do okienka dźwięcznym głosem, lecz na ulicy najwidoczniej nas nie słyszano. Potem zaczęliśmy walić w drzwi. Od wewnątrz były obite wojłokiem, i uderzenia brzmiały głucho. A z zewnątrz nie dochodził ani jeden dźwięk.
Po drugie - deprymowała mnie absurdalność naszego położenia. Wczoraj mademoiselle Declique powinna była ustalić miejsce pobytu Linda. Dziś Fandorin poprowadzi operację uwolnienia Michała Gieorgijewicza. A tymczasem ja siedzę tutaj jak mysz w pułapce, i to z własnej głupoty.
No, a po trzecie - bardzo mi się chciało jeść. Przecież wczoraj nawet nie jedliśmy kolacji.
Mimo woli westchnąłem.
- Z was, Ziukin, niezły zuch - powiedział trochę już zachrypnięty od krzyków Endlung. - O takich jak wy zawsze mówiłem, że to cicha woda... Koneser piękności, świetny kompan i nie beksa. Po cholerę tracicie życie na służbie? Przejdźcie lepiej do nas, na „Retwizana”, na szefa kompanii. Nasi przyjmą was z otwartymi rękoma, jak by zresztą inaczej mieli powitać wielkoksiążęcego sługę? Wszystkim innym okrętom utrzemy nosa! Porzućcie służbę i zostaniecie urzędnikiem morskim, to da się zrobić. Będziecie równi oficerom na okręcie. W końcu jak długo można lać kawę do cudzych filiżanek! Popływamy sobie, że aż miło! Pamiętam doskonale, jak świetnie znosiliście kołysanie. Ech, Ziukin, nie byłeś jeszcze w Aleksandrii! - Lejtnant przewrócił oczyma. - Himmeldonnerwetter, jakie burdele! Na pewno będziecie zadowoleni - z waszym upodobaniem do petitek! Trafiają się takie, że można na udzie posadzić, a przy tym foremne jak trzeba. Możecie mi wierzyć, talia cieniusieńka, a tu wszystko, o, tak i tak. - Pokazał okrągłymi gestami. - Ja to zawsze wolałem kobiety o pełnych kształtach, ale rozumiem was - takie petity też mają swój urok. Opowiedzcie mi o Snieżniewskiej jak druh druhowi. - Endlung położył mi rękę na ramieniu i zajrzał w oczy. - Czym ta Polka tak wszystkich podbiła? Czy to prawda, że w chwilach namiętności wydaje osobliwe dźwięki, od których mężczyźni szaleją jak towarzysze Odyseusza od śpiewu syren? No, mówcie! - Pchnął mnie łokciem i mrugnął. - Pauli powiedział, że podczas ich jedynego spotkania żadnych specjalnych śpiewów nie słyszał, ale on jest jeszcze zupełnym szczeniakiem i wątpliwe, żeby potrafił w naszej Polce rozpalić prawdziwą namiętność, a z was mężczyzna doświadczony. Opowiedzcie, co wam szkodzi? I tak żywi stąd nie wyjdziemy. Ciekawe byłoby się dowiedzieć, co to za dźwięki. - I lejtnant zaśpiewał: - „Słyszę, słyszę dźwięki Polki, dźwięki nieziemskiej Polki”.
O żadnych namiętnych dźwiękach, jakoby wydawanych przez Izabellę Felicjanownę, rzecz jasna, nie było mi wiadomo, a gdyby nawet, to i tak nigdy nie zacząłbym się zwierzać na podobne tematy, co i starałem się dać do zrozumienia odpowiednim wyrazem twarzy.
Endlung z rozgoryczeniem powiedział:
- To znaczy kłamią? Albo zachowujecie wszystko w sekrecie? No dobrze, nie chcecie mówić, to nie, chociaż to nie po koleżeńsku. Wśród marynarzy takich sekretów nie ma. Wiecie, kiedy miesiącami nie widać brzegu, dobrze jest posiedzieć w kajucie, w doborowym towarzystwie, opowiadając sobie różne historyjki...
Z daleka, jakby z głębi ziemi, doszedł potężny dźwięk dzwonów.
- Wpół do dziesiątej - przerwałem nerwowo lejtnantowi. - Rozpoczęło się!
- Nieszczęśliwy ze mnie człowiek - poskarżył się gorzko Endlung. - Znowu nie zobaczę koronacji, chociaż jestem kamerjunkrem. Podczas poprzedniej koronacji byłem jeszcze w korpusie. A do następnej już nie dożyję - car jest młodszy ode mnie. Tak chciałem zobaczyć! Nawet dobre miejsce załatwiłem. Dokładnie naprzeciw Czerwonego Ganku. Teraz chyba już wychodzą z Uspieńskiego?
- Nie - odparłem. - Do Uspieńskiego jeszcze daleko. Znam doskonale obrzęd. Chcecie, to wam opowiem.
- No jasne! - wykrzyknął lejtnant i podciągnął nogi, siadając po turecku.
- Powinno być tak... - zacząłem, przypominając sobie artykuły dekretu koronacyjnego. - Teraz z przedproża soboru Uspieńskiego zwraca się do cesarza metropolita moskiewski Siergiej i obwieszcza o ciężkim brzemieniu carskich obowiązków, a także o wielkiej tajemnicy sakramentu namaszczenia. Chyba już zakończył. Na najbardziej honorowym miejscu, u ikonostasu, pośród tkanych złotem mundurów dworzan i haftowanych perłową nicią sukien, bieleją proste męskie koszule i czerwienią się skromne kokoszniki - to przywiezieni z kostromskiej guberni potomkowie bohaterskiego Iwana Susanina, wybawcy dynastii Romanowów. Oto najjaśniejszy pan i cesarzowa idą po czerwonym chodniku ku tronom wzniesionym naprzeciw ołtarza, a trzeba wiedzieć, że oddzielny tron postawiono też dla jej wysokości cesarzowej wdowy. Cesarz jest teraz w mundurze pułku prieobrażeńskiego, z czerwoną wstęgą przez ramię. Cesarzowa w srebrno-białym brokacie i naszyjniku z różowych pereł, tren niosą czterej kamerpaziowie. Cesarski tron został wykonany przez snycerzy jeszcze dla Aleksieja Michajłowicza i nazywa się Diamentowym, ponieważ inkrustowano go ośmiuset siedemdziesięcioma diamentami, a dodatkowo użyto jeszcze rubinów i pereł. Najważniejsze osoby w cesarstwie trzymają na aksamitnych poduszkach regalia państwowe: miecz, koronę, tarczę i berło zwieńczone osławionym brylantem „Orłów”. - Westchnąłem, zmrużyłem oczy i jak na jawie ujrzałem przed sobą święty kamień. - Jest najczystszy, bardziej przejrzysty od łez, o słabym zielononiebieskim połysku, jak morska woda na słońcu. Ma prawie dwieście karatów, a kształtem przypomina połówkę jajka, tylko jest znacznie większy. Piękniejszego brylantu nie znajdzie się na całym wielkim świecie
Endlung słuchał jak zaczarowany. Ja, muszę przyznać, też dałem się ponieść i jeszcze długo opisywałem wdzięcznemu słuchaczowi przebieg ceremonii, starając się trzymać chronologii i nie wybiegać naprzód. I kiedy powiedziałem: „No a teraz najjaśniejsi państwo weszli na Czerwony Ganek i przed całą zgromadzoną publicznością składają trzykrotny pokłon do samej ziemi; za chwilę zostanie oddany salut artyleryjski” - z oddali rzeczywiście usłyszeliśmy kilkuminutowy grom, zgodnie bowiem z ceremoniałem armaty powinny wystrzelić sto jeden razy.
- Jak wspaniale wszystko opisaliście - rzekł z uczuciem Endlung. - Jakbym widział to własnymi oczyma, nawet lepiej. Nie zrozumiałem tylko tego o łąkowej skrzynce i człowieku, który kręci korbką.