Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 146
Перейти на страницу:

Stałem u wejścia do pieczary. Nieopodal leżał wielki kamień, którym — do chwili, kiedy odciągnięto go na bok — zawalone było wejście. Powinna to być ta sama pieczara, w której zostałem pogrzebany. Wejście do pieczary obstąpili stojący w półkolu ludzie. W większości byli to mieszkańcy Betanii, mojej rodzinnej miejscowości. Ale niektórych z nich widziałem po raz pierwszy. Ludzie patrzyli na mnie, a ja nie mogłem zrozumieć, co wyrażają ich twarze — zachwyt czy lęk Radość widziałem tylko na twarzach mych sióstr, Marty i Marii, które płakały w milczeniu, ocierając płynące po policzkach łzy końcami narzuconych na ramiona chust.

Na czele tłumu, ledwie dwa kroki przede mną, stał niewysoki człowiek z rudawymi, długimi włosami i niewielką bródką, opasującą jego wąską twarz o wydatnych policzkach i długim nosie, na której, niczym maska, zastygł wyraz dumy i samozadowolenia. Obrzuciwszy mnie spojrzeniem, jakim rzeźbiarz spogląda na ukończone dzieło swych rąk, odwrócił się do tych, którzy stali za jego plecami, i, uniósłszy prawą rękę ku niebu, głośno i wyraźnie oznajmił:

— Czyż nie powiedziałem wam, że jeśli uwierzycie, ujrzycie chwałę Bożą?

Ludzie, jeden po drugim, zaczęli padać na twarz.

— Wierzę…! Wierzę…! — ze wszystkich stron dobiegały entuzjastyczne, histeryczne krzyki.

Uniosłem głowę i spojrzałem na niebo. Słońce znajdowało się niemal w zenicie, i ani jeden obłoczek nie rzucał cienia na ziemię. Zadziwiającym było to, że nie czułem ciepła słońca, i jego blask nie drażnił moich oczu. Mogłem patrzeć na słońce szeroko otwartymi oczyma, i nawet łza nie zasnuwała mego spojrzenia.

— Łazarzu…! Łazarzu…!

Biegły ku mnie siostry moje, Marta i Maria.

Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem ku nim swe ramiona, ale o krok ode mnie siostry zatrzymały się. Na ich twarzach pojawił się wyraz niepewności i zakłopotania. Wyglądały, jakby nie poznawały we mnie swego ukochanego brata. A do tego jeszcze usta Marii skaził ledwo zauważalny grymas obrzydzenia. Uniósłszy rękę, w której zaciśnięty był róg chusty, Maria przykryła materiałem dół swej twarzy.

— Co…?

Głos mój zabrzmiał ochryple, ponieważ w gardle mym nie było ani kropli śliny, a język był podobny do suchej, obsypanej piaskiem gąbki.

Zakasłałem, próbując przeczyścić gardło.

— Co się stało? — rzekłem z o wiele już większą pewnością.

— Jemu dziękuj! Jemu! — ze łzami w głosie wykrzyknęła Maria. — To on cię wskrzesił! Chwała ci, Synu Boży!

Rudowłosy odwrócił się i popatrzył na mnie z wyniosłym uśmiechem.

Tak, teraz go poznałem. To był Jezus z Nazaretu. Różne rzeczy o nim mówiono. Jedni nazywali go Panem i Synem Bożym, który jednym słowem potrafił pozyskać sobie ludzi, dotknięciem ręki leczył trędowatych i przywracał ślepcom wzrok. Inni uważali go za kłamcę i chytrego cwaniaka, niezdolnego do dania jasnej, zrozumiałej odpowiedzi choćby na jedno pytanie.

— Byłeś martwy, Łazarzu! — zwróciła się do mnie Marta, która, tak samo jak siostra, zakryła usta i nos skrajem chusty. — Cztery dni przeleżałeś w pieczarze pogrzebowej! I dopiero on, Syn Boży, zmusił cię do wstania z grobu i znów uczynił cię żywym!

— Żywym… — nie wiedząc, co powiedzieć i jak wyjaśnić siostrom i wszystkim pozostałym swój obecny stan, przesunąłem suchym językiem po pokrytych krostami wargach.

— Chwalmy Pana! — gorliwie krzyknęła Marta i, machnąwszy rękoma, padła na twarz w pył u nóg Nazarejczyka.

W ślad za nią padła na ziemię i Maria.

Opuściłem spojrzenie i popatrzyłem na swe ręce. Pokryte były sinymi i fioletowymi plamami, a paznokcie, jak się zdawało, całkiem sczerniały. Czyż tak wyglądają ręce żywego człowieka?

— Powinieneś się umyć, Łazarzu — z uśmiechem zauważył Nazarejczyk. — Panują obecnie upały, a ty, jakkolwiek patrzeć, cztery dni przeleżałeś martwym. Śmierdzisz. Nawet siostry brzydzą się ciebie dotknąć.

Sam nie czułem żadnego zapachu, ale gotów byłem uwierzyć Nazarejczykowi — przez cztery dni zaśmiardnie każdy kawałek mięsa, nawet jeśli wcześniej nazywał się człowiekiem.

Zapewne słowa Nazarejczyka uraziły Martę, gdyż od razu podbiegła do mnie i, schwyciwszy za łokieć, pociągnęła w stronę, w której znajdował się nasz dom.

— Chodźmy, chodźmy, Łazarzu — cicho przygadywała siostra. — Wymyjesz się, przebierzesz w czyste ubranie, i znów wszystko będzie tak, jak dawniej…

W to ostatnie akurat bardzo mocno wątpiłem. Ale w milczeniu podążałem za siostrą, nie decydując się niczemu zaprzeczyć. Cóż zresztą mogłem jej powiedzieć, skoro, w odróżnieniu ode mnie, nie miała pojęcia, czymże jest śmierć?

* * *

Przed wejściem do balii z gorącą wodą, którą przygotowały dla mnie siostry, dokładnie obejrzałem swoje ciało. Całe było pokryte sinymi i fioletowymi trupimi plamami. A na powierzchniach bioder i w dole brzucha — w tych miejscach, gdzie rozpoczął się już proces rozkładu — plamy miały zielonkawy odcień.

Z pewnością moja twarz była pokryta takimi samymi odrażającymi plamami. Na szczęście, miedziane lustro, które zdjąłem z półki, nadawało wszystkiemu, co się w nim odbijało, żółto-brązowe tony. jedyne, co mogłem stwierdzić ujrzawszy siebie w lustrze, to, że wyglądałem na zmizerniałego: oczy zapadnięte, nos zaostrzony, policzki obwisłe.

Gdy wszedłem do balii, nie poczułem na mym ciele dotyku wody. Nie byłem w stanie stwierdzić, jak bardzo gorąca była woda, ponieważ moja skóra w ogóle niczego nie odczuwała. Może wyda się to dziwne, ale wcale nie budził we mnie lęku i nawet nie dziwił brak czucia. Byłem martwy, a martwy nie powinien niczego czuć.

Aby jeszcze raz przekonać się o tym, czy to nie sen, wziąłem szydło i, podniósłszy nad wodę nogę z poczerniałymi paznokciami, wbiłem je w stopę. Ostrze szydła przebiło stopę na wylot, ale nie poczułem przy tym najmniejszego choćby bólu, a z rany nie pociekła nawet kropla krwi.

Uśmiechając się wbiłem szydło w brzeg cebra i zabrałem się za mycie. W końcu, jeśli przyszło mi znów żyć między ludźmi, to i wyglądać powinienem jak człowiek, a nie jak żywy trup.

Jako że nie mogłem czuć wydzielanego przeze mnie zapachu gnicia, starannie tarłem się gąbką, wciąż i wciąż zanurzając się z głową. Podczas jednego z takich zanurzeń z niejakim zdziwieniem zorientowałem się, że mogę znajdować się pod wodą przez dowolnie długi czas, ponieważ, jak każdy nieboszczyk, nie odczuwałem potrzeby oddychania. Musiałem nabrać powietrza w płuca tylko wtedy, gdy zamierzałem coś powiedzieć.

Uznawszy, że już zmyłem z siebie cały trupi odór, spróbowałem zetrzeć plamy na skórze. Starannie tarłem gąbką wielką ciemnosiną plamę na lewym ramieniu do chwili, gdy z ręki nie zaczęła schodzić skóra.

Wybrawszy się z balii wytarłem swoje przerażające ciało, ubrałem w przygotowane czyste ubranie, przewiązałem rękę pasem białego materiału i, rozczesawszy włosy, wyszedłem do sióstr.

Po tym, jak stężały ich twarze i opuściły kąciki ust zrozumiałem, że w dalszym ciągu cuchnę.

— Wyglądasz nadzwyczajnie, Łazarzu — wargi Marii rozpłynęły się w wymuszonym uśmiechu. — Ale…

— Co?

Nie wiem, co ujrzała siostra w moich martwych oczach, tylko jej twarz nagle stała się biała niczym całun. Szarpnąwszy podbródkiem, jakby chciała przełknąć tkwiący w gardle kęs, Maria wbiła wzrok w podłogę.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)