Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 146
Перейти на страницу:

— Umiecie pływać?

— Teraz nas o to pytasz?

— Na waszym miejscu odpiąłbym pasy.

Jeep uderzył w następny kamień, metal zazgrzytał o skałę, potem niebo zamieniło się miejscami z wodą i wszystko pociemniało.

* * *

Wydostali się z wody kilka mil w dół rzeki, gdzie brzegi spinał most. Brudną drogą doszli do wioski o nazwie Rea. Tam wsiedli w autobus. Margaret miała pieniądze.

Nie rozmawiali o tym, co się wydarzyło, dopóki nie dotarli do Bajawa.

— Myślicie, że nic im się nie stało? — zapytała Margaret.

— Myślę, że zrobienie krzywdy kopaczom nie służyłoby ich celom. Chcieli tylko kości.

— Strzelali do nas.

— Bo podejrzewali, że mamy coś, czego chcieli. Strzelali w opony.

— Nie — powiedziała. — Nieprawda.

Spędzili trzy noce w pokoju hotelowym, a James nie mógł nigdzie wychodzić — z tymi włosami jak płonąca świeca był nie do przeoczenia. Niektórzy miejscowi nigdy w życiu nie widzieli rudych włosów, więc opis Jamesa leciałby po wyspie jak na skrzydłach. Paul jednak mógł wmieszać się w tłum — kolejne z grubsza azjatyckie rysy twarzy w tłumie, nawet jeśli był o głowę wyższy od tutejszych ludzi.

* * *

Tej nocy, leżąc w jednym z podwójnych łóżek i gapiąc się w sufit, James podjął temat.

— Jeśli te kości nie są nasze… to ciekawe, jacy oni byli.

— Mieli ogień i kamienne narzędzia — powiedział Paul. — Przypuszczalnie bardzo nas przypominali.

— Zachowujemy się, jakbyśmy byli wybranymi, wiecie? Ale co, jeśli tak nie jest?

— Nie myślcie o tym — powiedziała Margaret.

— Co, jeśli Bóg miał na początku te wszystkie możliwości… te wszystkie ścieżki, wszystkie opcje, a my po prostu jesteśmy tymi, którzy wybili pozostałych?

— Zamknij się — powiedziała.

— Co, jeśli nie było tylko jednego Adama, ale setki Adamów?

— Kurwa, James, zamknij się.

Zapadła długa cisza. Przez cienkie ściany sączyły się dźwięki z ulicy.

— Paul — powiedział James. — Jeśli zawieziesz te próbki do swojego laboratorium, będziesz mógł powiedzieć, prawda?

Paul milczał. Myślał o zespole oceniającym i zastanawiał się.

— Historię piszą zwycięzcy — znów odezwał się James. — Może to także zwycięzcy piszą biblie. Zastanawiam się, jaka religia umarła wraz z nimi.

* * *

Następnego dnia Paul poszedł kupić jedzenie. Kiedy wrócił, Margaret nie było.

— Gdzie ona jest?

— Poszła poszukać telefonu. Powiedziała, że zaraz wraca.

— Dlaczego jej nie zatrzymałeś?

— Nie mogłem.

Dzień zbliżał się do końca. Do zmroku obaj wiedzieli, że Margaret nie wróci.

— Jak się dostaniemy do domu? — spytał James.

— Nie wiem.

— No i twoje próbki. Nawet jeśli dotrzemy na lotnisko, nigdy nie wpuszczą cię z nimi do samolotu. Przeszukają cię i znajdą je.

— Znajdziemy jakiś sposób. Wszystko się ułoży.

— Nigdy się nie układa.

— Nieprawda.

— Nie, nadal tego nie łapiesz. Kiedy cała twoja kultura głosi jakąś teorię, nie może sobie pozwolić, żeby ktoś udowodnił, że się myli.

* * *

Wyrwany z głębokiego snu Paul coś usłyszał.

Wiedział, że to się zbliża, choć aż do tej chwili nie był świadomy, że wie. Skrzypnięcie drewna, delikatny powiew otwieranych drzwi. Szok i strach byłyby lepsze — wdarcie się żołnierzy, jakiś areszt, deportacja, system prawny. Cichy człowiek w ciemności oznacza wiele rzeczy. Żadnej dobrej. W jego umyśle pojawiło się słowo zabójca.

Paul odetchnął. Miał w sobie zimno — jakaś jego część była martwa, ta część nie bała się niczego. Tę część umieścił tam jego ojciec. Paul przeszukiwał wzrokiem cienie i znalazł miejsce, w którym się poruszyły, powiew, który przemknął przez pokój. Jeśli był tylko jeden, to miał szansę.

Przemknęła mu przez głowę myśl, żeby ruszyć biegiem do drzwi, zostawiając próbki i to całe miejsce; ale powstrzymał go śpiący James. Podjął decyzję.

Wystrzelił z łóżka, ciągnąc za sobą koc, owijając tę część ciemności; kształt się poruszył, ciemność jak cętki pantery, czerń w czerni — dlatego ich nie widać. A Paul wiedział, że ją zaskoczył, tę ciemność i wiedział, znikąd, że to nie wystarczy. Uderzenie sprawiło, że stracił równowagę i wpadł na ścianę. Roztrzaskało się lustro, jego odłamki pokryły podłogę.

— Co, do kurwy nędzy?

James zapalił światło i nagle świat wrócił do życia — zabójca był Indonezyjczykiem. Nadnaturalna cisza okrywała go jak powietrze drgające w upale. Miał przy sobie broń, nicość o długim ostrzu. To była zniewaga. Szokująca, pierdolona zniewaga, stała tam na ugiętych nogach, błyszczące ostrze w dłoni — krew na stali. Wtedy Paul poczuł ból. Dopiero wtedy dotarło do niego, że oberwał.

A Indonezyjczyk poruszał się szybko. Poruszał się tak szybko. Poruszał się szybciej, niż Paul był w stanie śledzić wzrokiem, przemieszczając się jak myśl przez pokój, w kierunku Jamesa, który miał tylko tyle czasu, żeby drgnąć kiedy dostał. Profesjonalnie, oczy Jamesa rozszerzyły się ze zdumienia. Paul zadziałał tym, co miał, rozmiarem, siłą, impetem. Uderzył zabójcę jak futbolista, chwytając go ramionami, waląc nim o ścianę. Poczuł, jak w piersi intruza coś trzasnęło, gałązka, konar — i rozdzielili się, Indonezyjczyk robił coś rękami; zgrzyt metalu o kość, nowa ciemność, i Paul uchylił się przed podmuchem, czując, jak z jego oka cofa się stal.

Nie było gniewu. To było najdziwniejsze. Toczyć walkę życia i nie być złym. Zabójca znów na niego ruszył i tylko masa Paula go uratowała. Złapał go za ramię i wykręcił je, sprowadzając walkę do parteru. Skupił swoją wolę na trzech calach kwadratowych gardła Indonezyjczyka, zgniótł je jak aluminiową puszkę, ale wciąż ściskał, dopóki z czarnych oczu nie zniknęło światło.

— Przepraszam — powiedział. — Przepraszam.

Sturlał się z zabójcy i opadł na podłogę. Poczołgał się w stronę Jamesa. Nie było kałuży krwi. To było bagno, materac był nią przesiąknięty. James leżał na łóżku, wciąż przytomny.

— Stary, nie wykrwawiaj się na mnie — powiedział. — Zdumiewające, co wy, Amerykanie, wleczecie za sobą. Nie chciałbym tego tłumaczyć mojej dziewczynie.

Paul uśmiechnął się do umierającego człowieka, płacząc i krwawiąc nad nim, poszewką na poduszkę ocierając jego brodę z krwi. Trzymał Jamesa za rękę, dopóki ten nie przestał oddychać.

* * *

Oko Paula otwarło się na biel. Zamrugał. Przy szpitalnym łóżku siedział mężczyzna w garniturze. Przy drzwiach stał człowiek w policyjnym mundurze.

— Gdzie jestem? — zapytał Paul. Nie rozpoznał własnego głosu. To był głos starego człowieka, który najadł się szkła.

— W Maumere — powiedział ten w garniturze. Był biały, miał trzydzieści kilka lat i słowo „prawnik” wypisane na czole.

— Jak długo?

— Jeden dzień.

Paul dotknął bandaża na twarzy.

— Czy moje oko…

— Przykro mi.

Paul przyjął nowinę do wiadomości.

— Jak się tu znalazłem?

— Znaleziona pana nagiego na ulicy. W pańskim pokoju było dwóch martwych ludzi.

— Więc co teraz?

— Cóż, to zależy od pana — mężczyzna w garniturze uśmiechnął się. — Jestem tu na polecenie pewnych frakcji zainteresowanych wyciszeniem sprawy.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)