Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 146
Перейти на страницу:

— To najlepsze, co mamy.

— Te kości za bardzo się różnią. Nie są z naszej linii.

— Ale są młodsze niż inne znaleziska. To nie tak, jak erectus, gałąź odcięta u zarania czasu. Te stworzenia przetrwały tutaj przez długi czas. Te kości nawet nie są skamieniałe.

— To bez znaczenia, wciąż to nie jesteśmy my. Albo mają wspólne pochodzenie z człowiekiem, albo byli odrębną kreacją na początku. Nie ma nic pomiędzy. I nie zapominaj, że mieli tylko metr wzrostu.

— To tylko ocena szacunkowa.

— Dobra ocena.

— Achondroplazja…

— Te czaszki są tak achondroplastyczne, jak nie przymierzając, ja. Powiedziałbym, że ta nachylona kość czołowa jest anty-achondroplastyczna.

— Pewnie niedobory hormonu wzrostu mogłyby…

— Nie — Paul odezwał się po raz pierwszy. Wszyscy na niego spojrzeli.

— Co nie?

— Pigmeje mają normalny poziom hormonu wzrostu — powiedział. — Każda badana populacja: Negritos, Andaman, Congolese. Wszędzie był normalny.

Twarze zastygły.

— Odróżniają je okresowe zmiany w receptorach — ciągnął Paul. — Pigmeje są Pigmejami ze względu na receptory GH, a nie hormon wzrostu sam w sobie. Jeśli podasz pigmejskiemu dziecku hormon wzrostu, nadal będzie Pigmejem.

— Nadal jednak nie widzę, jak to się ma to tego, czy te kości mają wspólne z nami pochodzenie, czy nie — powiedziała Margaret.

James odwrócił się do zebranych.

— No to są z naszej linii? Z naszej, czy z innej?

— Z innej.

— Z innej.

— Z innej.

— Ale mieli kamienne narzędzia — dziewczyna wyszeptała ostrożnie, z niedowierzaniem.

Spojrzenia wróciły do Paula, ale on tylko patrzył w ogień i milczał.

* * *

Następnego ranka zerwała się ulewa. Kopacze siedzieli w namiotach albo pod wiatą w sąsiedztwie paleniska. Tylko James wyszedł na deszcz i zniknął w dżungli. Wrócił po godzinie, uśmiechnięty od ucha do ucha.

— Rzuć na to okiem — powiedział podsuwając coś Paulowi.

— Co to takiego?

— Częściowo zjedzony monitor. Występuje tylko tutaj.

Teraz Paul poznał, że James trzyma szponiastą stopę.

— To naprawdę duża jaszczurka.

— Nie, nie. Ta była młoda. Matka natura po tej stronie Linii Wallacea jest dziwaczna. Nie tylko dlatego, że większość tutejszych gatunków to endemity. Wiele z nich nie jest nawet daleko spokrewniona z jakimikolwiek innymi. To jakby Bóg zaczął od brudnopisu.

— Jak to się stało, że zainteresowałeś się herpetologią? — spytał Paul.

— Poznajemy Boga przez jego stworzenia.

— McMaster wspomniał coś o karłowatym słoniu.

— No, stegadon. Jednak już dawno wymarły.

— Co je zabiło?

— To samo, co zabiło wielu innych przedstawicieli fauny na tej wyspie. Klasyczna katastrofa, wybuch wulkanu. Tuż nad najmłodszymi kośćmi znaleźliśmy warstwę popiołu.

* * *

Kiedyś, leżąc w łóżku z kobietą, Paul przez okno wpatrywał się w księżyc. Kobieta wodziła palcem po jego bliznach.

— Twój ojciec był brutalny.

— Nie — odparł Paul. — Był złamany, to wszystko.

— To jakaś różnica?

— Mhm.

— Jaka?

— Potem zawsze było mu przykro.

— To miało znaczenie?

— Za każdym razem.

* * *

A: Oczywiście występują przypadki lokalnych adaptacji. Ludzie przez cały czas adaptują się do zmieniających się warunków.

Q: W jaki sposób?

A: Zróżnicowany sukces reprodukcyjny. Przy zmienności genetycznej to niemal nieuniknione.To tylko matematyka i geny. Pięć tysięcy dziewięćset lat to dużo czasu.

Q: Może pan podać przykład?

A: Większość psów mieści się w tej kategorii, są hodowane przez ludzi pod kątem ludzkich potrzeb. Chociaż fizycznie różnią się od siebie, to kiedy zbada się ich geny okazuje się, że są jednym gatunkiem — pomimo tego, że umyślnie podzielono je na różne grupy.

Q: Mówi pan więc, że Bóg stworzył oryginalnego psa, ale człowiek jego różne odmiany?

A: To pani użyła określenia Bóg, nie ja. A na potrzeby protokółu powiem, kochanie, że Bóg stworzył szarego wilka. Psy stworzył człowiek.

— fragment z procesu genetyka Michaela Poorea.

* * *

To nadeszło następnego ranka, w przebraniu akcji policyjnej. Nadjechało nowymi, błyszczącymi daihatsu na terenowych oponach. Przybyło, trzymając broń. To zazwyczaj ma broń.

Paul usłyszał ich, zanim zobaczył, ludzi krzyczących w języku, którego nie rozumiał. Był wraz z Jamesem przy wejściu do jaskini. Kiedy dostrzegł pierwszego napastnika z karabinem, pognał do namiotu. Wepchnął pojemniki z próbkami DNA do saszetki u pasa i wybrał numer na telefonie. Gavin odebrał po drugim sygnale.

— Jest tu policja — poinformował Paul.

— Dobry Boże, właśnie rozmawiałem dziś z oficjelami — powiedział Gavin. Poza namiotem słychać było gniewne krzyki. — Zapewnili mnie, że do niczego takiego nie dojdzie.

— Kłamali.

— Niedobrze. Bardzo niedobrze — powiedział James zza jego pleców.

— Gdzie jesteś? — spytał Paul.

— Nadal w Ruteng — odparł Gavin.

— No to zanim tu dotrzesz będzie po wszystkim.

— Paul, nie jesteś tam bezpiecz…

Paul się rozłączył. Powiedz mi coś, czego nie wiem.

Wyciągnął nóż i rozciął tylną ścianę namiotu. Wymknęli się przez powstały otwór. Paul zauważył Margaret stojącą niezdecydowanie na skraju dżungli. Ich oczy się spotkały i Paul wskazał na jeepy; we trzech pobiegli do nich.

Zapakowali się do samochodu i zamknęli drzwi. Żołnierze — Paul już miał pewność, że to żołnierze — nie zauważyli ich, dopóki nie uruchomił silnika. Malajskie twarze przesuwały się dookoła, z ustami otwartymi we wściekłych krzykach.

— Lepiej zapnijcie pasy — powiedział. Potem ruszył ostro, podrywając fontannę błota.

* * *

— Nie strzelajcie — wyszeptał James na tylnym siedzeniu, z oczami zamkniętymi w modlitwie.

— Co? — powiedział Paul.

— Jeśli strzelą, to nie są z policji.

Pocisk przebił boczną szybę i uderzył o przednią, powodując, że pokryła ją pajęczyna pęknięć.

— Cholera! — wrzasnęła Margaret.

Szybki rzut oka do tyłu i Paul zobaczył żołnierzy wdrapujących się na jednego z daihatsu. Skręcił ostro w prawo.

— Nie tędy! — krzyknęła Margaret. Paul ją zignorował i wdepnął gaz do dechy.

Obok przemykała dżungla, można było jej dotknąć. Koleiny na dziurawej drodze groziły wywrotką. Za nimi pokazał się daihatsu. Zaterkotały strzały, jak petardy, zadzwonił metal. Gnali jak szaleni, przed nimi pojawiła się rzeka — wielka i głęboka jak niebo. Paul wyduszał z silnika wszystkie siły.

— Nie przejedziemy przez nią! — krzyknął James.

— Wystarczy do połowy.

O kufer jeepa uderzyła kolejna kula.

Wpadli do rzeki jakby w zwolnionym tempie. Przez powybijane okna wlewała się woda. Zapach błota nagle stał się bardziej intensywny.

Paul postawił stopę na podłodze.

Jeep krztusił się, szarpał, szorował po żwirze. Byli w połowie rzeki, kiedy Paul ostro szarpnął kierownicą w lewo. Świat zaczął się przesuwać. Prawy przedni błotnik się uniósł, walcząc z nurtem. Silnik zgasł. Unosili się na powierzchni wody.

Paul się obejrzał. Goniący ich pojazd zahamował gwałtownie na brzegu. Wyskoczyli z niego ludzie. Jeep się uniósł, jedno koło zaczepiło o zanurzony kamień.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)