Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 146
Перейти на страницу:

Paul ześlizgnął się do dołu, oświetlając sobie drogę latarką czołówką. Biały kombinezon przyklejał się do mokrej ziemi. Ze swojej perspektywy nie mógł określić, co to były za kości — tyle tylko, że to były kości, na wpół zagrzebane w ziemi. Z jego perspektywy tylko to się liczyło. Materiał by miękki, nie skamieniały; musiał uważać.

Zajęło mu to prawie siedem godzin. Zrobił dwa tuziny zdjęć, uważając, żeby zachować kolejność próbek pobieranych z okazów. Kimkolwiek byli, byli mali. Pochował próbki DNA do niewielkich, sterylnych pojemników.

Kiedy wyszedł, była już noc.

Gavin podszedł do niego w świetle ogniska.

— Skończyłeś?

— Na dziś. Mam sześć różnych próbek od co najmniej dwóch osobników. To nie powinno potrwać dłużej, niż kilka dni.

McMaster podał mu butelkę whiskey.

— Nie jest trochę za wcześnie, żeby świętować?

— Świętować? Przez całą noc pracowałeś w grobie. Czy w Ameryce nie pije się po pogrzebach?

* * *

Tej nocy przy ognisku obozowym Paul słuchał dźwięków dżungli i głosów naukowców, czując jak wokół niego zastyga historia.

— Załóżmy, że nie jest — mówił Jack. Jack był Amerykaninem, był chudy i bardzo pijany. — Załóżmy, że nie jest z tej samej linii, co my, więc co by to mogło oznaczać?

Rudobrody herpetolog jęknął. Miał na imię James.

— Nie więcej, niż ta bzdurna doktryna o pochodzeniu — powiedział.

— W takim razie co? — dołączył się ktoś.

Podawali sobie butelkę, od czasu do czasu spoglądając na Paula, jakby był księdzem przybyłym, by udzielić rozgrzeszenia — z zestawem do pobierania próbek jako symbolem swojej profesji. Kiedy butelka do niego dotarła, pociągnął łyk. Dawno temu skończyli whiskey; teraz pili lokalny napitek przywieziony przez robotników, wydestylowany z ryżu. Paul dołożył do ognia.

— To jest prawda — mówił żółtowłosy mężczyzna, ale Paulowi umknęła część rozmowy i po raz pierwszy uświadomił sobie, jak bardzo wszyscy byli pijani; i James śmiejący się z czegoś, i kobieta w białej koszuli, która odwróciła się i powiedziała: — Jacyś ludzie nazwali to hobbitami.

— Co?

— Człowiek z Flores — hobbit. Mali ludzie, wysocy na trzy stopy.

— Tolkien byłby dumny — odezwał się głos.

— Żuchwa, prawie kompletna czaszka, części prawej nogi i lewej kości miedniczej.

— Ale co to jest?

— Hej, zostajesz tutaj?

Pytanie przez chwilę wisiało w powietrzu, zanim do Paula dotarło, że było skierowane do niego. Oczy kobiety były brązowe i wpatrywały się w niego poprzez ogień.

— Tak — odpowiedział. — Kilka dni.

— Ale co to jest? — znów rozległ się głos.

Paul pociągnął kolejny łyk — próbując zdusić głos paniki w głowie.

* * *

W ciągu następnych kilku dni Paul dowiedział się czegoś o dziewczynie w białej koszuli. Miała na imię Margaret. Miała dwadzieścia osiem lat. Australijka. Ze strony matki pochodzenie aborygeńskie, ale to było widać tylko po jej ustach. Na resztę jej pochodzenia mogli się złożyć Duńczycy, czy Anglicy. Ale te pełne usta: zęby jak u dzieci z Ruteng, zęby, o których dentysta może pomarzyć. Brązowe włosy związywała, żeby nie opadały jej na oczy, kiedy pracowała w dziurze. To były jej szóste wykopaliska, jak mu powiedziała.

— To jest coś — oświadczyła.

Siedziała na stołku, z wyciągniętym palcem wskazującym, na którym nabrzmiewała czerwona perła mająca zdradzić jej tajemnice.

— Większość archeologów przez całe życie nie znajduje niczego ważnego — powiedziała. — Może tobie się uda. Pewnie nie. Ale w tym konkretnym mam swój udział.

— A co z Leakeyami? — spytał Paul, opatrując jej palec.

— Uch — machnęła ręką, zdegustowana. — Mają fart. Cholerni Kennedy archeologii.

Wbrew sobie Paul się roześmiał.

* * *

To prowadzi nas do tak zwanej doktryny wspólnego pochodzenia, zgodnie z którą każdy gatunek jest uznawany za wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju kreację. Dlatego wszyscy ludzie, żyjący i zmarli, wywodzą się ze wspólnego, jednorazowego aktu kreacji. Jeśli coś wywodzi się spoza tej linii, nieważne, jak wydaje się podobne, to jest to coś odmiennego od Człowieka.

— Magazyn Dziedziczności

* * *

Tego wieczoru Paul pomagał Gavinowi zapakować jeepa na podróż powrotną do Ruteng.

— Odwożę moich robotników — powiedział mu Gavin. — Jeden tydzień pracują, jeden mają wolny. Mam zabrać twoje próbki?

Paul potrząsnął głową.

— Nie możesz. Jeśli chodzi o ich przekazywanie, to są co do tego rygorystyczne protokoły postępowania.

— Gdzie są teraz?

Paul poklepał kieszeń na udzie.

— Więc kiedy je odwieziesz, co się z nimi stanie?

— Przekażę je zespołowi oceniającemu.

— Nie zbadasz ich sam?

— Będę asystował, ale obowiązują tu sztywne zasady. Cały czas badam DNA zwierząt, a przyrządy do tego są dokładnie takie same. Jednak genom Homo wymaga licencji i nadzoru.

— W porządku, kolego, wobec tego będę tu po ciebie jutro wieczorem — Gavin podszedł do jeepa i podał Paulowi telefon satelitarny. — Na wypadek, gdyby coś się wydarzyło pod moją nieobecność.

— A myślisz, że się wydarzy?

— Nie — odparł Gavin. — Nie wiem.

Paul wziął do ręki telefon, kostkę ciemnego plastiku wielkości buta.

— Czym się martwisz?

— Szczerze mówiąc, sprowadzenie cię tutaj przyciągnęło uwagę, czego jeszcze nie chcemy. Odebrałem dziś niepokojący telefon. Jak dotąd udawało nam się zachować tajemnicę, ale teraz… zapuszczamy się w niebezpieczne rejony i ludzie chcą wiedzieć, dlaczego.

— Jacy ludzie?

— Ważni. Rząd Indonezji nagle bardzo się zainteresował.

— Martwisz się, że zamkną wykopaliska?

— Studiowałeś teologię? — uśmiechnął się Gavin.

— Dlaczego?

— Długo fascynowała mnie postać Abrahama. Wiesz, o kogo chodzi?

— Oczywiście — odpowiedział Paul, niepewny, dokąd zmierza rozmowa.

— Od tego owczarza wywodzi się cała historia naturalna monoteizmu. Jest u samych podstaw trzech abrahamowych wiar — judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Kiedy Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie padają na kolana przed Jedynym Bogiem Prawdziwym, to modlą się do Boga Abrahama. — Gavin zamknął oczy. — A nadal trwają na tym tle walki.

— Co to ma do kopania?

— Słowo prophet — prorok — pochodzi od greckiego prophetes. W hebrajskim to nabi. Sądzę, że Abraham Heschel ujął to najlepiej, kiedy napisał „prorok to człowiek, który potężnie czuje”. Jak uważasz, Paul? Czy prorocy potężnie czują?

* * *

— Na wyspach dzieją się dziwne rzeczy — biała koszula Margaret zniknęła. Siedziała w kombinezonie, z gołymi ramionami. Jej skóra lśniła. Światło ognia odpychało noc, zapalając świece w jej oczach. Była prawie północ, a badacze siedzieli w kręgu, słuchając trzaskania ogniska. Słuchając dżungli.

— Jak na Galapagos — powiedziała. — Zięby.

— Och, dajże spokój — odezwał się James. — Znalezione czaszki są małe, na mózgi chomików. Wyspiarskie, skarłowaciałe homo; do tego zmierzasz? Jakaś miejscowa adaptacja na przestrzeni ostatnich pięciu tysięcy lat?

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)