KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
- Szybciej, szybciej - poganiał mnie zdecydowany kamer-junkier, wbiegając po stromych i niezbyt czystych schodach. - Dokąd by tu najlepiej? A choćby do przebieralni Zizi. Za pięć dziewiąta, zaraz będzie antrakt.
W pustej garderobie czuł się jak gospodarz. Zasiadł przed zwierciadłami, krytycznie popatrzył na swoją twarz i z westchnieniem powiedział:
- Wąsy trzeba będzie zgolić do szczętu. Takiej straty rosyjska flota nie poniosła od dnia zatopienia eskadry Floty Czarnomorskiej. No, angielskie pedzie, odpowiecie mi za to...
Pewną ręką wziął ze stolika nożyczki i obciął najpierw jeden wąs, potem drugi. To samopoświęcenie jeszcze raz mi udowodniło, że nie doceniałem lejtnanta Endlunga, za to Gieorgij Aleksandrowicz właściwie go oszacował.
Kiedy śmiały marynarz namydlił resztki szczeciny i otworzył brzytwę, do garderoby weszły dwie ładne, choć straszliwie wymalowane panienki w sukienkach z cekinami i nadmiernie głębokim dekoltem.
- Filja! - krzyknęła jedna, jasnowłosa, szczuplutka, i rzuciła się na Endlunga, głośno całując go w policzek. - Co za niespodzianka!
- Filjusza! - nie mniej radośnie zapiszczała druga, pulchniutka brunetka, i ucałowała namydlonego lejtnanta w drugi policzek.
- Zizi, Lola, ciszej! - uspokoił dziewczyny. - Potnę się.
Później rozpruł się wór z pytaniami i komentarzami, tak że nie mogłem już zgadnąć, która z dziewcząt co mówiła:
- Po co golisz wąsy? Bez nich będziesz wyglądał jak istny potwór! Ach, ty, stępisz swoją szczeciną mojego solingena! Pojedziemy gdzieś po spektaklu? A gdzie Pauli? Kogo tu nam sprowadziłeś? Fe, jaki nadęty i niesympatyczny!
- Kto niesympatyczny, Afanasij? - Endlung wystąpił w mojej obronie. - Gdybyście wiedziały... Nie mam się z nim co równać. Wąsy? Idzie o zakład. Wybieramy się z Afanasijem na maskaradę. No, dziewczynki, zróbcie ze mnie ciotę, a z niego kogoś bardziej poważnego. Co to?
Z haczyka na ścianie zdjął gęstą rudą brodę i sam sobie odpowiedział:
- Ach, z Nerona. Lola w tej roli to po prostu diamencik. Odwróćcie się no, tutaj, bracie Ziukin...
Aktorki, nie milknąc ani na chwilę, wesoło wzięły się do pracy. Pięć minut później gapił się na mnie z lustra bardzo nieprzyjemny mężczyzna z rozłożystą ryżą brodą, takiej samej barwy kosmatymi brwiami, gęstymi włosami obciętymi „pod garnek”, a do tego jeszcze z monoklem.
Przeobrażenie Endlunga zajęło więcej czasu, za to zmieniło go nie do poznania. Poprawiając obszerną suknię, obficie obszytą falbankami, lejtnant włożył półmaskę, rozciągnął w uśmiechu wymalowane mocno usta i nagle dzielny wilk morski przeistoczył się w ładną, rozpustną panienkę. Po raz pierwszy w jego różowych policzkach zauważyłem kokieteryjne dołeczki.
- Szyk! - zaakceptował Endlung. - Dziewczynki, pierwszej klasy z was kociaki. Zakład z pewnością wygramy. Naprzód, Afanasij, czas ucieka!
* * *
Podchodząc do zalanego elektrycznym światłem podjazdu, też włożyłem półmaskę. Bardzo się bałem, że nas nie wpuszczą do klubu, ale najwidoczniej wyglądaliśmy comme il faut - szwajcar z uniżonym pokłonem otworzył przed nami drzwi.
Weszliśmy do bogato udekorowanego przedpokoju, gdzie Endlung zdjął płaszcz, narzucony na półprzeźroczystą suknię.
Na górę prowadziły szerokie białe schody, wychodzące na ogromne zwierciadło w brązowej oprawie. Stały przed nim dwie pary, podobne do naszej, i poprawiały swą prezencję.
Chciałem przejść obok, ale Endlung pchnął mnie łokciem i zdałem sobie sprawę, że wyglądałoby to podejrzanie. Dla pozorów zatrzymaliśmy się więc przed lustrem, lecz specjalnie zezowałem w bok, żeby nie widzieć karykaturalnej postaci, stworzonej zgrabnymi rękoma Loli i Zizi. Za to lejtnant patrzył na swoje odbicie z widocznym zadowoleniem: poprawił loczki, obrócił się kilkakrotnie, dotknął podłogi czubkiem pantofelka. Dzięki Bogu, że suknię miał bez dekoltu i z zasłoniętymi plecami.
Rozległa sala była umeblowana z przepychem i smakiem w najnowszym wiedeńskim stylu - ze złotymi i srebrnymi malunkami na ścianach, z wygodnymi zakątkami i niewielkimi grotami, utworzonymi w wyniku odpowiedniego ustawienia tropikalnych roślin w donicach. W rogu urządzono bufet z winami i zakąskami, a na niewielkim podwyższeniu stał jaskrawoniebieski fortepian - nigdy wcześniej takiego nie widziałem. Zewsząd rozbrzmiewał gwar rozmów, śmiech, pachniało perfumami i drogim tytoniem.
Na pierwszy rzut oka wszystko to wyglądało jak najzwyklejszy wieczorek w towarzystwie, jednak jeśli się lepiej przyjrzeć, zwracał uwagę zbyt mocny róż policzków i czerń brwi niektórych kawalerów, a damy wyglądały już całkiem dziwacznie: barczyste, z szyjami o sterczących grdykach, jedna nawet z cieniutkim wąsikiem. Endlung też zwrócił na nią uwagę i po jego ożywionej twarzy przemknął cień - niepotrzebnie poświęcił wąsy. Zresztą trafiały się i takie, że w żaden sposób nie można było się domyślić, iż to mężczyzna. Na przykład jedna, która wydała mi się znajoma, w stroju Kolombiny, smukłością stanu i gibkością ruchów mogłaby rywalizować z samą panienką Zizi.
Przeszliśmy się z Endlungiem pod rękę między palmami, wypatrując Banville’a i Carra. Prawie natychmiast podszedł do nas jakiś pan z kokardą wodzireja na piersi i wyśpiewał z wyrzutem:
- Naruszenie, naruszenie statutu! Ci, którzy przyszli razem, zabawiają się oddzielnie. Zdążycie się jeszcze sobą nacieszyć, gołąbki.
Mrugnął do mnie po chamsku, a Endlunga lekko uszczypnął w policzek, za co natychmiast dostał od lejtnanta wachlarzem po ręce.
- Kozica - rzekł miłośnie wodzirej do kamerjunkra. - Pozwól, że cię zapoznam z hrabią Monte Christo.
I podprowadził do Endlunga staruszka o czerwonych ustach, w czarnej plecionej peruce.
- A ty, rudzielcu, zaznasz rozkoszy w towarzystwie czarującej nimfy.
Założyłem, że w tym kręgu przyjęto zwracać się na „ty” do nieznajomych, i odrzekłem w tymże tonie:
- Dziękuję ci, mój opiekuńczy duchu, ale wolałbym...
Jednak już na moim łokciu zawisła rozwiązła nimfa w greckiej tunice, z pozłacaną harfą pod pachą.
Od razu zaczęła wygadywać jakieś niestworzone brednie, a wszystko to przesadnym falsetem i jeszcze od czasu do czasu układając usta w serduszko.