Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 123
Перейти на страницу:

– A z kim bym na niego poszedł? – Wielkie dłonie rybaka zacisnęły się w pięści. Czarnobrody zaczął wyrzucać z siebie pojedyncze zdania, jakby strzelał nimi w powietrze. – Z tymi zza płotu? Rodziny trzymają się po dwie, po trzy, a tu musieliby wszyscy się zebrać! Większość z nich moja śmierć by ucieszyła, bo byłoby mniej głów do podziału. A tu z roku na rok... Brzeg nie jest już ten sam, co kiedyś. Chcesz opowieści o naszym sparszywieniu? Masz. Trzy miesiące temu utonął jeden gospodarz, fala wywróciła łódź, a tu woda zimna jak lód. Zostawił żonę i dwójkę dzieci. Ta rodzina zawsze trzymała się na uboczu, nie miała przyjaciół, i szybko za to zapłaciła. W dwa dni sąsiedzi rozkradli ich, bo w chałupie zabrakło mężczyzny. Po miesiącu, gdy wynieśli im już wszystko i przegonili z ich kawałka brzegu, kobieta powiesiła się na poddaszu. Tam, w tej trzeciej chacie z lewej. Gdyby starszy nie zakazał, to dzieciaki pewnie ktoś by utopił, ale wziął je do siebie na służbę, i dobrze, bo w rodzinnej wiosce z głodu by zdechły. Zresztą, to już nie wioska, tylko gromada wściekłych psów, uwiązanych każdy do swojego kawałka jeziora. Ci, co mieli dość, odeszli, reszta podzieliła się na cztery czy pięć grup, co to się trzymają razem, jak ja ze starszym, Ovrynem i młodym Lawem.

– A te dzieci, co je straszy przygarnął? Gdzie są?

– Nie wiem, jakiś czas temu znikły. Kiedy zaczęły się kłopoty, nikt nie miał głowy, żeby ich pilnować, więc pewnie uciekły. Miały więcej rozumu niż my wszyscy.

—— • ——

Obserwował go przez większość dnia. Patrzył jak śpi, mamrocze, pije wodę, kuli się w dziurze w ziemi, znów śpi.

Połączyłeś się, prawda? Szukałeś pana, drugiej części, dopełnienia. Nie ma na świecie umysłu, który mógłby cię kontrolować, lecz w jakiś sposób przeniosłeś swoją tęsknotę na jego pragnienie. Znalazłeś duszę wystarczająco samotną i przerażoną, żeby poddała się i połączyła. Teraz nie szukasz przejścia ani sposobu na powrót do domu. Pragnienie nowego pana stało się sensem twojego istnienia. Ile pamiętasz? Pamiętasz wodę zamykającą się nad głową i lód zaciskający wokół? Czy dlatego unikasz jeziora? Śpisz daleko od brzegu i nie chcesz zbliżyć się do wody. Lecz i tak co noc odwiedzasz wioskę.

Zabijasz potwora.

—— • ——

Czekali. Noc się zbliżała coraz szybciej, a kompania Straży szykowała się najwyraźniej do pozostania w wiosce. Ktokolwiek nimi dowodził, postanowił, że dzisiaj nikt nie zginie.

Anderell obserwował, jak żołnierze robią w osadzie porządki, a słowa, jakie szeptał pod nosem, zawstydziłyby wszystkie markietanki w północnych prowincjach. Na jego oczach szlag trafiał całą pułapkę i właśnie okazywało się, że na próżno od kilku dni wylegują się na zimnych kamieniach. Zabijający rybaków stwór na pewno nie będzie tak głupi, żeby pokazać się dziś w nocy.

Najpierw strażnicy kazali opróżnić wszystkie domostwa na wschodniej stronie wioski, a mieszkańców zapędzili do reszty budynków. Na początku szło opornie, ale wybór był prosty. Albo wynosisz się z chałupy, albo pakujesz się na łódkę i opuszczasz okolicę. Zdecydowane gesty dziesiętników nie pozostawiały żadnych wątpliwości. W dwóch przypadkach opór złamano, wywlekając ludzi siłą oraz rozbijając drzwi i okiennice w drobny mak. Nikt nie odważyłby się nocować w chacie otwartej na przestrzał. Poza tym, jak dało się zauważyć, większość rybaków przyjmowała polecenia żołnierzy z wyraźną ulgą. Zabierali swój majątek, jakieś toboły, kufry i skrzynie, i wprowadzali się do dziesięciu chat od zachodniej strony osady. Tyle żołnierze pozwolili zająć, bo okazało się, że miejscowych jest niespełna półtorej setki. Teraz strażnicy co kilkanaście kroków rozkładali przed płotem stosy drewna, pilnowali umacniania drzwi i okien, przewracali płoty, które oddzielały zajęte domostwa.

Najwyraźniej zamierzali zostać na noc i bronić mieszkańców.

Zebrali się już całą drużyną, nie było sensu pilnować opustoszałego końca wioski.

Obaj czarownicy mamrotali coś do siebie, Pokrywce wyraźnie nie podobało się coś u Genderca. Najważniejsze, żeby w czasie nadchodzącej nocy żaden nie skrewił.

Anderell podczołgał się do Ueli i dotknął jej ramienia.

– Widzisz? – Wskazał rudowłosego strażnika w płaszczu obszytym czerwoną lamówką. – Nocą powinien przydarzyć mu się mały wypadek. Ale nie śmiertelny, nie uśmiechaj się tak, to w końcu oficer naszej armii. Jeśli jednak jego ludzie stracą dowódcę, to sprawa przerośnie ich i wrócą do koszar. Będziemy mieli kilka dni.

– Sama pójdę? – Skrytobójczyni nadal się szczerzyła, patrząc wyzywająco na Bygrona. Fakt, że dowódca powierzył zadanie jej, a nie wojownikowi, najwyraźniej uważała za zdobycie kolejnego punktu w ich grze.

– Dołączymy ja, Jowel i Manwu. Reszta będzie nas chronić. We trójkę poradzicie sobie z jednym żołnierzem, ja będę tylko obserwował, żeby nie było żadnej zabawy – zastrzegł.

—— • ——

Zebranie wszystkich mieszkańców w jednej części wioski przebiegło szybciej, niż się spodziewał. Tylko kilku protestowało naprawdę zawzięcie, reszta podporządkowała się żołnierzom niemal z ulgą. Przy rozlokowywaniu ludzi Kenneth zdał się na dyskretne porady Lywensa Awecsa. Pewne rodziny nie powinny nocować razem. Dzięki temu była nadzieja, że rankiem nie zastanie jakiejś chałupy wypełnionej trupami.

Czarnobrody awansował na nieoficjalnego następcę naczelnika wioski i okazało się, że wielu ludzi chętnie go słucha. Narada z dziesiętnikami była krótka. Kenneth zdecydował, że zostaną w wiosce na jeszcze jedną noc i spróbują jeśli nie zabić lub schwytać potwora, to przynajmniej nie dopuścić do kolejnego morderstwa. A jutro postanowią, co dalej. Prawdę powiedziawszy miał coraz mniejszą ochotę nadstawiać za nich karku, ale obowiązek to obowiązek. Postanowił, że będą patrolować teren czwórkami, każda z psem, i pozostawało mieć nadzieję, że czterech uzbrojonych mężczyzn okaże się dla zabójcy zbyt trudną przeszkodą.

Zmierzch zapadał, jak to w górach, malując szkarłatem śniegi na najwyższych szczytach, kładąc długie cienie na wschodnich zboczach i z minuty na minutę obniżając temperaturę powietrza. Gdy tylko słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, od jeziora powiało chłodem. Zanosiło się na zimną noc.

Podszedł do naradzającego się z dwoma tropicielami Velergorfa.

– Wszyscy zebrani w jednym miejscu?

– Tak jest, panie poruczniku. Dwie rodziny zdecydowały się odpłynąć. Nie zatrzymywaliśmy.

– Dobrze. Znaleźliście coś jeszcze? Wilk? Azger? Coś, co ucieszy waszego dowódcę?

Najstarszy ze zwiadowców, Azger Laweghz, pokręcił głową, aż kilka warkoczyków, w które zaplótł włosy, zatrzepotało.

– Nic nowego. To trudny teren, panie poruczniku, zwłaszcza że blisko wody każda kolejna fala zmywa wszystkie ślady. Pozostaje czekać.

– Dobrze. Varhenn, ludzie po wczorajszej nocy są niewyspani, więc zmiany przy ogniskach co dwie godziny. Tak jak mówiłem, żadnego stania, mają być w ruchu i widzieć się nawzajem.

– Za mało nas jest, panie poruczniku, tylko trzy patrole za płotem...

– Też chciałbym mieć pełną kompanię. I nie, nadal nie zgodzę się, żeby miejscowi dostali broń do rąk. Ile czasu minie, zanim któryś z nas oberwie bełtem czy strzałą? I tak mają w chałupach tyle noży i siekier, że nie chciałbym szturmować żadnej z nich. Coś jeszcze?

Wytatuowana twarz dziesiętnika pokryła się zmarszczkami, gdy uśmiechnął się szeroko.

– Jakaś modlitwa?

– Nigdy jeszcze nie widziałem, żebyś się modlił, Varhenn. No, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)