Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 123
Перейти на страницу:

– Powiedziałem, żebyś się nie odzywał, straszy! – warknął, widząc, że siwowłosy znów otwiera usta. – Mówisz, Wilk, że to nie jest niemożliwe dla człowieka, ale...

Tropiciel skinął głową.

– Bo i nie. Znam kilku takich, którzy mogliby tę sztuczkę zrobić. Ale potem – ukląkł przy ciele – to coś zabiło go jednym uderzeniem i nie chodzi o rozharatane gardło, bo on umarł, zanim jeszcze upadł. Zabójca uderzył go w szyję z taką siłą, że zmiażdżył krtań i przerwał kręgi, a później, ech... No, tu mam mały problem, bo najpewniej odbił się od stojącego jeszcze trupa i skoczył w kierunku płotu, a to już prawie trzydzieści stóp. W każdym razie nie widzę, żeby gdziekolwiek dotknął ziemi, więc jeśli nie latał, to musiał tak właśnie zrobić.

Wilk ruszył do ściany z desek i po chwili dotknął jej szczytu.

– Tu wylądował. Wczepił się w płot rękami i podciągnął w górę. Niech pan patrzy.

Kenneth podszedł do płotu. Na jego szczycie, niemal niewidoczne na tle pociemniałego drewna, widniało kilka czarnych plam.

– Cztery palce u góry, kciuk tutaj. – Cawe wskazywał po kolei. – Prawa ręka. Sądząc po wielkości, dorosły mężczyzna. Lewa dłoń nie była ubrudzona krwią. Lądując, stopami uderzył niżej. Stąd to wgniecenie w drewnie.

Ślady na deskach były niemal niewidoczne.

– Mówisz, prawa ręka ubrudzona krwią. To znaczy, że co? Zabił go uderzeniem gołej dłoni?

– Gołej albo w jakiejś rękawicy, gardło jest rozerwane, nie przecięte.

– A co potem?

– Nie widać, żeby w tym miejscu zszedł na ziemię. Moim zdaniem wspiął się na płot i górą poszedł w stronę lądu. Tam na końcu jest ślad, jakby coś ciężkiego odbiło się z ostatnich desek i skoczyło daleko w przód. Ale w tym świetle nie mogę odszukać reszty tropów. Musimy poczekać, aż słońce wzejdzie wyżej.

Kenneth przez chwilę trawił te informacje.

– Ale dlaczego skakał, Cawe, co? Jak sądzisz, dlaczego, gdy go zabił, bawił się w akrobatę?

Wilk uśmiechnął się półgębkiem.

– Może wyjdę na głupka, panie poruczniku, ale on – wskazał na trupa – ma wilgotne całe buty, łącznie z czubkami, lecz resztę ciała zamoczył tylko na plecach, tak jak upadł. Sądzę, że na podwórzu było wtedy ze trzy cale wody, pewnie zalała je fala, którą słyszeliśmy, i on zaraz potem wyszedł na zewnątrz. Myślę, że zabójca, kimkolwiek był, bardzo nie chciał się zamoczyć. Nie wiem tylko, jaki demon zabija gołymi rękami, skacząc po kilkadziesiąt stóp i unikając wody. Lepiej się stąd zbierajmy i wróćmy w towarzystwie jakiegoś maga.

– Magowie. Ech, Cawe, dlaczego mam wrażenie, że to oni są przyczyną większości naszych problemów? Wzywanie ich to trochę tak, jakby sikać do rzeki, żeby zatrzymać powódź. – Kenneth uśmiechnął się kwaśno i spojrzał na rybaków. – No, ale nie jest to taki zły pomysł, jeśli dobrze się zastanowić. Szósty Pułk ma co prawda tylko dwóch czarowników, ale myślę, że jak sobie nie poradzą, to ta czy inna gildia zainteresuje się tym stworem. Bo jego skoki śmierdzą magią na milę. Ilu ludzi już zabił? Co, starszy? Ilu już wrzuciliście do jeziora z kamieniami u nóg? I dlaczego go chronicie?

Starszy pochylił tylko głowę, zacisnął pięści. Dyszał wściekle, ale było jasne, że nic nie powie, przynajmniej dopóki nie poczuje smrodu przypalanych własnych pięt.

– Dobrze. Wy – oficer wskazał na rybaków – wracacie do siebie i nikt, powtarzam, nikt nie ma prawa wyjść z chałup. Spuścimy psy i nie odpowiadam za to, jeżeli kogoś pogryzą. Rozejrzymy się po okolicy, a potem zadam ci, starszy, jako najważniejszej osobie w wiosce, kilka pytań. Rozumiesz?

Odpowiedzią było ponure skinienie głową i coś, co mogło być ledwo skrywanym uśmiechem. Kenneth dostrzegł to i powiedział:

– A żeby nikomu nie przyszło do głowy uciec jeziorem, kilku moich ludzi weźmie łodzie i będzie sobie pływać wzdłuż wsi. – Wskazał na pierwszą z brzegu broń. – Taka kusza niesie na trzysta jardów, więc nie radzę próbować. Zresztą, jak zobaczymy jedną łódkę, to każę przedziurawić dna wszystkich pozostałych. Bez wyjątku. Rozumiesz?

Uśmiech zgasł.

– A teraz zabieraj się stąd i lepiej, żeby następna bajeczka, którą mi opowiesz, była naprawdę dobra.

—— • ——

Już widząc zbliżający się do wioski oddział, Anderell wiedział, że sprawy się skomplikowały. Gdyby jeszcze nie te psy, które bezbłędnie, jak po sznurku, zaprowadziły żołnierzy do chaty, w której zginął rybak. Ale nie, jak już nadchodzą problemy, to na całego.

Obserwowali strażników, którzy po odesłaniu starszego do domostwa rozpoczęli dokładne, szczegółowe sprawdzanie okolicy. Kilku z nich przechadzało się wzdłuż długiego zewnętrznego płotu, kilku następnych wsiadło do łodzi i wypłynęło na jezioro, lecz większość oddziału zaczęła węszyć. Niemal dosłownie, zważywszy na psy, które pod okiem przewodników szukały w okolicy jakichś tropów. Zgrzytał zębami, gdy kilka razy taka grupka zbliżyła się do ich kryjówki. Żałował teraz, że podzielił drużynę, w razie wykrycia i starcia w ośmioro mieliby większe szanse. Na szczęście za każdym razem psy obchodziły kryjówkę niewielkim łukiem. Czar działał bez zarzutu.

W niecałe dwie godziny oddział przeszukał teren wokół wioski. Anderell musiał przyznać, że oficer dowodzący Szóstą Kompanią znał się na robocie. Wszyscy jego ludzie mieli zajęcie, nikt nie tracił czasu, jedni pilnowali wioski, inni przeczesywali okolicę, a jednocześnie zawsze co najmniej dziesięciu żołnierzy z bronią w ręku stało w pobliżu dowódcy, gotowych do walki. Każda z mniejszych grup, składających się najczęściej z psa i dwóch, trzech żołnierzy, była nieustannie w zasięgu wzroku przynajmniej dwóch innych. Nawet on ze swoimi ludźmi nie zaryzykowałby próby skrytego ataku na tę kompanię. Górska Straż nie zdobyła swojej sławy dzięki opłacaniu lokalnych muzyków w karczmach.

Po dwóch godzinach żołnierze wracali, składali krótkie meldunki i zajmowali pozycje wokół dowódcy. Znów, bez żadnych zbędnych ruchów. Byli dobrzy, naprawdę dobrzy.

—— • ——

Znalazł. Dziura w ziemi, ukryta między dwoma głazami, w sam raz żeby wcisnąć się, skulić i przespać. Można było przejść tuż obok i nie zauważyć. Obserwował obcego od momentu, kiedy ten opuścił wioskę. Gdy zabijał, skakał, walczył, był jak poruszający się po świecie kłąb Mroku. Przestrzeń wyginała się wokół niego, miejscowe duchy pryskały na boki. Ci ukrywający się czarownicy, wyszczerzył czerwone kły, nie znaleźliby go, dopóki nie stanąłby im za plecami i nie huknął. Kim byli? Z jakiejś gildii? Lecz gildia wysłałaby mistrza, nie podrzędnego adepta. Miał podejrzenie, które powoli przeradzało się w pewność. Później się nimi zajmie.

Zbliżając się do nory, w której skulił się obcy, uwolnił większość duchów. Zaplotły wokół niego Moc, bicze gotowe chłostać lodem lub ogniem i kruszyć skały. Kilka najsilniejszych szczerzyło widmowe zęby, rwąc się do walki. Pora to skończyć.

Gdy stanął nad szczeliną, zabójca uniósł głowę. Jego olbrzymie łapy otwarły się i zacisnęły w pięści.

Potem uniósł drugą głowę i uśmiechnął się.

—— • ——

Działali szybko i sprawnie. Meldunki były niemal identyczne – żadnych śladów. Ale psy zachowywały się dziwnie, czasem łapały trop, by po chwili go stracić, gdzie indziej stawały w miejscu jak wryte i nie chciały ruszyć naprzód lub warczały, najwyraźniej szykując się do walki, choć na sto kroków wokół nie było żywego ducha. Już to wystarczyło, żeby ludziom udzieliła się ich nerwowość.

Najwięcej dowiedzieli się od Wilka.

– Znalazłem miejsce, gdzie zeskoczył z płotu, panie poruczniku – zameldował krótko.

– No i?

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)