Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 123
Перейти на страницу:

– Zrobił kilka kroków. Powiedziałbym, że ma mniej niż pięć stóp wzrostu i waży nie więcej niż sto, sto dziesięć funtów. Chuchro jakieś. Robi krótkie kroki i utyka na lewą nogę.

– Człowiek? Aher? Ktoś opętany? Czy coś, co przylazło tu zza Mroku?

Cawe pokręcił głową.

– Nie wiem, panie poruczniku. Na początku ruszał się jak człowiek, potem skoczył i wylądował na czworakach. I zaczął tak wędrować. Na dłoniach i stopach, ale nie jak człowiek udający zwierzę. Człowiek idący na czworakach inaczej rozkłada ciężar ciała. Męczy się. A tu... Powiedziałbym, że dla niego ten sposób poruszania się jest naturalny. Sadził susami i myślę, że pędząc tak, mógłby bez problemu dogonić biegnącego mężczyznę. A potem skoczył jeszcze raz i wylądował na tej szerokiej, płaskiej skale za wioską. Tam to nawet ja tropów nie znajdę.

– A psy?

– Sikają pod siebie, jak tylko wskaże się im ślad. Nie chcą iść.

– Dobrze. A teraz chodź, coś ci pokażę.

Kenneth zaprowadził go do chaty, przed którą wciąż leżało ciało, i wskazał stosik rzeczy, które znaleźli w jednej skrzyni. Skrzyni z podwójnym dnem. Szklane wisiorki o dziwnych kształtach, kawałki górskiego kryształu oprawione w złoto, groty strzał i włóczni, inkrustowane w dziwaczny sposób ostrza toporków, krzemienne noże o rękojeściach owiniętych złotym lub srebrnym drutem. Aż dziw, że miejscowi nie zdjęli złota, wyrzucając ostrza. Bransolety i naszyjniki z kutych na zimno samorodków mieszały się z nakładkami zębowymi, używanymi przez co znaczniejszych wojowników Ag’heeri. Znaleźli także sporo ludzkiej biżuterii i broni. Na wpół zmurszała pochwa miecza, wysadzana opalami, i pozłacane umbo z jakiejś tarczy były w najlepszym stanie. Resztę stanowiła kupa odpadków, co do których znalazca najwyraźniej nie mógł się zdecydować, czy są bezużyteczne, czy też mają jednak jakąś wartość. Na pierwszy rzut oka samo zgromadzone tu złoto wystarczyłoby na miesięczny żołd dla ich kompanii.

Wilk wziął do ręki kilka przedmiotów, jeden – mały wisiorek z prymitywnie wykonaną figurką niedźwiedzia – odłożył zaraz na bok, odruchowo wycierając rękę o spodnie.

– Czary – skrzywił się. – Skąd to tutaj?

– Ty mi powiedz.

Tropiciel podniósł resztki skórzanego paska. Powąchał, zacisnął w dłoni.

– Woda wyrzuciła – stwierdził wreszcie.

– Zgadza się. Velergorf!

Siwy dziesiętnik wyłonił się zza drzwi.

– Jestem, panie poruczniku.

– Rozejrzałeś się wokół wioski?

– Tak, panie poruczniku. I jest coś...

– Wiem już. A teraz krótko, widziałeś jakieś wędzarnie? Stojaki do suszenia ryb lub sieci? Zagrody ze zwierzętami?

– Kilka szop z kozami i owcami, wszystkie dokładnie zamknięte. Tutejsza wędzarnia wygląda, jakby miała się zawalić, żadnych stojaków. Tyle, panie poruczniku.

Kenneth pokiwał głową.

– Zabierz swoją dziesiątkę i idźcie do chałupy starszego. Pilnuj go, zanim nie przyjdę.

– Tak jest.

Przyjrzał się jeszcze raz zgromadzonym skarbom. Jeśli Wilk miał rację, jezioro wyrzucało na brzeg pozostałości po jakiejś starożytnej tragedii. Dar od losu – lub przekleństwo. Nic dziwnego, że miejscowi woleli ukrywać to przed światem. Ruszył do chaty starszego.

W drzwiach niemal zderzył się z jednym z żołnierzy Velergorfa.

– Panie porucz... – zaczął strażnik, ale Kenneth przerwał mu w pół słowa. Wiedział już, że nie przesłucha starszego, bo wnętrze całej chałupy śmierdziało krwią. Wszedł do środka.

Naczelnika wioski zastał w tej samej izbie, w której spotkali się po raz pierwszy. Jego żonę też. Leżała pod ścianą, w kałuży krwi. Kilkadziesiąt ciosów nożem, które zadał jej mąż, wystarczyłoby do uśmiercenia dziesięciu ludzi. Nie wyglądało to na zwykłe zabójstwo, raczej na mord w akcie rozpaczy, ale starszy wioski z pewnością nie mógł odpowiedzieć, co nim kierowało. Kołysał się na krótkiej pętli zawieszonej pod powałą, do podłogi brakowało mu ledwo cala. W martwych źrenicach odbijało się, jakby w przedśmiertnym oskarżeniu, ciało żony.

Velergorf stał pod ścianą z rękoma założonymi na piersi.

– Nie lubię samobójców – rzucił krótko.

– A ja morderców. Sprawdzacie resztę domu?

– Tak. Jeśli jednak był mądry, a na takiego wyglądał, dobrze ukrył swoją część znalezionych rzeczy. Może nawet poza chałupą.

– Nie sądzę, Varhenn. W jednym Bergh miał rację, oni tu patrzyli na sąsiadów wilkiem. Każdy strzegł tego, co znalazł, jak oka w głowie, a najbardziej przed tymi zza płotu. Był najważniejszy w wiosce, załóż się, o co chcesz, że znajdziemy tu dwa razy tyle, co w poprzedniej.

– Nie zakładam się z oficerami, panie poruczniku. Przegram, stracę pieniądze, wygram, będę do końca życia na szpicy chodził. Co teraz robimy?

– Idziemy do tego czarnobrodego. Starszy musiał mu ufać, skoro zawsze brał go ze sobą. I wyjmij topór zza pasa.

—— • ——

Czarnobrodego zastali na zewnątrz. Stał przy brzegu i patrzył przed siebie. Wydawało się, że zupełnie mu nie przeszkadza, iż kilkadziesiąt kroków od niego na wodzie kołysze się łódka z dwoma żołnierzami. Gdy wchodzili na podwórze, brał właśnie szeroki zamach. Płasko rzucony kamień pomknął po tafli, zostawiając za sobą rząd rozszerzających się kręgów. Kenneth zatrzymał dziesiętnika w miejscu i sam ruszył do rybaka. Ten obejrzał się przez ramię, uśmiechnął dziwnie.

– Napije się pan, panie poruczniku? – Potrząsnął trzymaną w ręku glinianą flaszką, w której coś zabulgotało. Musiał się spodziewać gości, bo przy pasie miał kilka cynowych kubków.

– Co to?

– Magcheńska pieprzówka, najlepsza na Północy. Org za butelkę.

– Może później, gospodarzu. Jak was zwą, bo zapomniałem?

– Lywens Awecs. Starszy nie mówił?

– Nie zdążyłem zapytać. Nie żyje.

Rybak zmarszczył brwi, jakby próbował przyswoić sobie obce pojęcie.

– Nie żyje... Zabiliście go?

– Nie my, sam się powiesił. Ale najpierw zadźgał nożem żonę.

– He, he, tak jak mówił, każdy płaci za swoje grzechy. No to mu się udało. – Płyn w butelce zachlupotał, czarnobrodemu wyraźnie trzęsły się ręce. – Ale to nic, panie oficerze, to nic, wypijmy za tych, których jezioro zabrało ze sobą.

Przechylił naczynie, pociągnął głęboki łyk, odkaszlnął, wytarł rękawem łzy.

– Mooocne. Uuuuch... Ale skoro pan nie pije i nie przyszedł w gości, to pewnie ma pan jakieś pytania. Słucham.

Kenneth założył ręce na piersi, patrząc, jak Lywens schyla się po kolejny kamień.

– Synowie, jak rozumiem, nie naprawiają sieci – zagaił.

– Nie. He, he, nie ma czego naprawiać, od lat nie wypłynąłem łowić, ojciec i dziad skórę mi złoją, jak ich spotkam w Domu Snu. – Płaski otoczak odbił się kilka razy i z głośnym pluskiem zatonął.

Porucznik kiwnął głową.

– Kiedy się to zaczęło? Kiedy zaczęliście znajdować na brzegu różne rzeczy?

– Od zawsze, odkąd sięgam pamięcią, fale wyrzucały w tym miejscu różne rzeczy. Takie jest tu dno. – Rybak zakreślił ręką łagodny łuk. – Przy lodowcu głębia, a potem coraz płycej i płycej. Gdy do jeziora wpada bryła lodu, a potrafią odrywać się takie jak dziesięć chałup naraz, to fala najpierw wygarnia to, co na dole, a potem idzie coraz szybciej w stronę brzegu, wznosi się i prawie zawsze w tym miejscu wyrzuca, co nazbierała. Jak dwadzieścia lat temu przyszła jakaś zaraza, to brzeg na pięćdziesiąt jardów usłany był tu gnijącymi rybami. Brodziliśmy w nich po kolana. Ale wtedy chałupy stały dobre trzy mile stąd, w miejscu, gdzie woda ledwo pluskała o kamienie, kiedy stary Gwyhren dawał nurka w jezioro.

Lywens pociągnął jeszcze raz z flaszki, tym razem ostrożniej.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)