Pan Lodowego Ogrodu. Tom I
- Автор: Гжендович Ярослав
- Серия: Pan Lodowego Ogrodu #1
- Год: 2005
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Pan Lodowego Ogrodu. Tom I». Краткое содержание книги:
Oprócz tego pracuje jako dziennikarz „wolny strzelec”, prowadzi stałą rubrykę naukowo-cywilizacyjną w Gazecie Polskiej i tłumaczy komiksy, głównie z serii Usagi Yojimbo i Batman.
W Fabryce Słów ukazała się Księga jesiennych demonów, jego pierwszy autorski zbiór opowiadań grozy.
Pan Lodowego Ogrodu to pierwsza powieść Jarosława Grzędowicza, w mistrzowski sposób łącząca elementy science fiction i fantasy.
— Przysyła nas fadira Aiina — powiedziała ta o ciemnych włosach, świetlistych jak wieczorne niebo. — Jesteśmy twoimi nowymi pokojowymi. Mamy sprawić, żebyś mógł odpocząć po trudach dnia i miał rano siły i chęć do zajmowania się swoim szlachetnym trudem. Ja jestem Fyalla, ta o czerwonych włosach nazywa się Tahela, a białowłosa to Irissa. Irissa pięknie śpiewa i gra na cintarze. Wszystkie to umiemy, ale ona jest niezrównana. Jej głosu można słuchać godzinami, zapomniawszy o całym świecie. Ja zaś potrafię tańczyć, i choć to nic takiego, twój ojciec, władca Tygrysiego Tronu był łaskaw zażartować, obserwując moje niezgrabne popisy, że zachciało mu się rzucić wszystko i uciec ze mną na kraniec świata. Tahela potrafi zaś opowiadać tak, jakby jej słowa rzucały czar na słuchającego, i zna więcej historii niż gwiazd na niebie. Są zabawne i bohaterskie, i zadziwiające albo rzewne. Wszystkie jesteśmy też mistrzyniami sztuki miłości i potrafimy sprawić, że zapomnisz o całym świecie, a rano wstaniesz jako zupełnie nowy człowiek. Pogodny i rześki. Znamy jeszcze wiele sztuk. Umiemy masować i zmienić obolałe ciało zmęczonego mężczyzny w sprężyste i rześkie jak młodego ogiera. Możemy też milczeć albo być niewidzialne, jeśli zechcesz. Umiemy też znaleźć radę na smutki i ukoić ból. Co tylko zechcesz.
— Zostawcie to wino i idźcie sobie — powiedziałem drewnianym głosem. — Mam już pokojowego i nic więcej mi nie trzeba. Zupełnie nie jestem w nastroju do rozrywek, tańca i historyjek. Co zaś do miłości, to sam zdecyduję, czy jeszcze kiedykolwiek zechcę to robić i z kim. Jesteście rzeczywiście piękne, więc przekażcie fadirze Aiinie moje podziękowanie i moją wdzięczność. A teraz zostawcie mnie.
— Zrobimy, jak każesz, szlachetny książę — powiedziała Fyalla, pochylając się jeszcze głębiej. — Fadira Aiina przewidziała, że tak może być, i będzie wiedziała, co z nami zrobić w takiej sytuacji.
— Co?!
— Jeżeli nie zdołamy wyleczyć cię, panie, ze smutku. Będzie to oznaczało, że jesteśmy nic niewarte, i zostaniemy przekazane do wojskowego domu uciech w forcie w Sauragarze, by zabawiać żołnierzy.
— Kpisz, Fyallo?
— Nie, panie. Odjedziemy z transportem i rekrutami za trzy dni. Fadira Aiina sporządziła list w tej sprawie.
— Dobrze więc — rzuciłem ze złością. — Fadira Aiina jak zwykle postawi na swoim. Możecie zostać moimi pokojowymi. A teraz nalejcie mi wina i idźcie do swoich komnat.
Spojrzałem na nie jeszcze raz i zmieniłem chwilowo zdanie.
— Zresztą, właściwie potrzebuję kobiety. Zostaniesz, Fyallo.
— Wybacz mi, panie, ale zbyt długo byłeś pogrążony w smutku.
— Co to ma znaczyć?!
— Jesteś aż chory ze zgryzoty, panie. Jedna dziewczyna nie pokona takiego bólu. Dziś potrzebujesz nas trzech i będziemy dawać z siebie wszystko. Pozwól nam się zająć tobą i nie myśl o niczym, a obiecuję, że rano zbudzisz się uśmiechnięty.
Rano okazało się, że Aiina po raz kolejny miała rację.
Nadal czułem stratę i tęskniłem do mojej nauczycielki, ale dziewczęta umiały sprawić, że z każdym dniem ból malał. Czułem się jak woskowa tabliczka. Ich ręce, usta, języki i łona usuwały ze mnie stopniowo Aiinę i zapisywały siebie. Jednak tak jak przewidziała, ani jedno, ani drugie nie było miłością. Mądra Aiina wiedziała, że była dla mnie mentorką i mistrzynią. Powierniczką. Kimś, kogo łatwo mogłem uznać za równego sobie, i pokochać całym sercem. Oddać jej nie tylko pożądanie, ale i szacunek, czułość, troskę i przyjaźń. Podzielić każdy sekret i posłuchać każdej rady. Wiedziała o tym, dlatego pilnowała, żeby nie okazać mi ani odrobiny czułości.
Moje dziewczyny były słodkie i czułe. Zasypywały mnie najwymyślniejszymi pieszczotami i przybiegały na każde skinienie. Spełniały najgłupsze zachcianki. Czegokolwiek zapragnąłem, nieodmiennie aż płonęły z namiętności i zapału. Moje komnaty były wciąż pełne chichotów, jakbym trzymał w nich stado śpiewających ptaków. Pozostawały jednak służącymi i okazywały to na każdym kroku. Ja byłem księciem. Przyszłym imperatorem. One pokojowymi. I tak miało zostać.
Nie wychodziłem wtedy do miasta.
Sytuacja była cały czas taka sama. Transporty zapewniały minimum podstawowych potrzeb, pod murami płonęły stosy, patrole utrzymywały jaki taki porządek w głównych miastach. Co rano zbierano z ulic kilka wozów trupów. Wydawało się, że pozostaje jedynie czekać na deszcz.
Ale deszcz nie chciał padać, zupełnie jakby niebo zapomniało, jak to się robi.
W pałacu mówiono bez przerwy o starym pomyśle, który już od dawna miano zrealizować. O doprowadzeniu do miast czystej wody z górskich rzek i lodowców, która popłynęłaby kamiennymi korytami stojącymi na filarach. Słupy te miałyby być stopniowo coraz mniejsze i woda, dzięki pochyłości, sama dotarłaby do miast. Koryta ciągnęłyby się czasem setkami staj. Kiedyś już mój dziad próbował zbudować coś takiego, ale przyszło trzęsienie ziemi o niespotykanej sile i budowa legła w gruzach. Prócz tego, należało zbudować we wszystkich miastach cysterny na deszczową wodę tak jak w osadach pustynnych. Jednak dopóki trwała susza, o rozpoczęciu jakichkolwiek prac nie było co marzyć.
— Ostatni deszcz spadł wczesną wiosną — powiedział Rzemień, układając na stole zwoje meldunków i raportów. — To będzie już szósty miesiąc. Równo dziesięć dni po tamtym deszczu z serca Nahel Zym nadeszła Ogień Pustyni. Nahel Ifrija.
— I wtedy się zaczęło — odparłem. — Nadal twierdzę, że to rzeczywiście gniew bogów.
— Takie myślenie nic nie daje. Zwłaszcza, że prorokini chce, żebyś tak myślał.
— Kto ją spotkał pierwszy?
— Wojsko. Dziesiątka piechoty z trzynastego tymenu zwanego „Słonecznym” z Kamirsaru. To był posterunek przy studni na szlaku handlowym przed kiszłakiem Szyłgyryz. Łucznicy i rydwan pustynny. Powiedziała im: „Przychodzę spod ziemi i przychodzę z pustyni. Przynoszę wam słowo gniewu. Bowiem porzuciliście prawo Podziemnej Matki i rozdarliście świat. Zakaziliście święte łono ziemi egoizmem, gwałtem i chciwością. Teraz pójdźcie za mną albo zgorzejcie, bowiem ja jestem Nahel Ifrija, Ogień Pustyni, i niosę święty płomień gniewu. Ogień, który oczyści świat i odda go Matce. Tak, by wszystko stało się jednym”.
— Co się stało z tymi żołnierzami?
— Ocalał dowódca. Dlatego o tym wiemy. Niestety, ten człowiek potem oszalał i powiesił się. Byli tam też kupcy, którzy przyszli do studni. Niektórzy są dziś jej wyznawcami, niektórzy uciekli, a reszta zginęła, podobno w burzy piaskowej, która przybyła na jej gniewne wezwanie. Wiry rozpalonego piasku, które obdarły ich z ciała i pozostawiły tylko kości. Ale najpierw wzięli ją za obłąkaną. Jak ktoś przychodzi ze wschodu na Nahel Zym i to samotnie, jest jasne, że może mieć udar słoneczny. Chcieli dać jej wody, ale zaczęła ich lżyć, aż w końcu dowódca poszczuł ją swoimi leopardami. To podobno są te zwierzęta, które jej stale towarzyszą, tylko teraz mają dziwne, złote oczy. Jedni twierdzą, że są ślepe, a inni, że widzą znacznie więcej. To jest bez znaczenia, Młody Tygrysie. Nie wiem, czym jest ta kobieta, ale wszystko, co wiemy, jest wymieszane z bajkami. Zresztą część z nich sama rozpuszcza. Myślę, że jest po prostu Czyniącą. Prawdziwą Czyniącą, taką, jak z dawnych opowieści. Taką, która być może znalazła zaginione imiona bogów. Powinna zostać zabita choćby tylko z tego powodu. Jest groźna jak wściekły pies i tak samo nieobliczalna.
— Czyniący są podobno przywiązani do uroczysk — zauważyłem. — A ona wydaje się chodzić, gdzie chce.
— Bywali Czyniący, których odmieniły uroczyska i sprawiły, że mogli nieść część mocy w sobie. Znowu powtarzam stare bajki. Sam nigdy nic takiego nie widziałem. Widziałem natomiast, co się dzieje, kiedy ktoś zaczyna czynić. Pojawiają się widziadła i potwory rodem z koszmarów i potem żyją przez jakiś czas, jakby były rzeczywiste. Zdarzają się cuda. Kwitną kamienie, rzeczy zmieniają kształt i naturę. W chory, szalony sposób. To samo zdarza się ludziom, którzy są w otoczeniu Czyniącego. Umierają, zmieniają naturę i chorują w dziwaczny, potworny sposób. Wszystko się kończy, kiedy to trafia samego Czyniącego. Z reguły szybko. Niestety, wszyscy Czyniący, których spotkałem, byli obłąkani. Twój dziad chciał wykorzystać ich moc w wojsku, ale to była zupełna klęska. Nie potrafili zrobić nigdy najprostszej rzeczy dwa razy tak samo. Raz im wychodziło, a raz nie albo działało na odwrót. Ponosiliśmy od tego więcej strat niż wrogowie. Jednak tu mamy do czynienia z czymś innym. Najwyraźniej Nahel Ifrija robi, co chce, i udaje się jej.