Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pan Lodowego Ogrodu. Tom I
Pan Lodowego Ogrodu. Tom I - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pan Lodowego Ogrodu. Tom I

Электронная книга - «Pan Lodowego Ogrodu. Tom I». Краткое содержание книги:

Jarosław Grzędowicz — urodzony w 1965 roku, debiutował w 1982 na łamach tygodnika „Odgłosy” opowiadaniem Azyl dla starych pilotów. Klub absolutnej karty kredytowej (publikacja w internecie w 1999 r.) otrzymał nominację do Nagrody Elektrybałta, a po publikacji w Wizjach alternatywnych 2002 także nominację do nagrody Sfinksa. W 1990 roku wraz z Andrzejem Łaskim, Krzysztofem Sokołowskim, Dariuszem Zientalakiem i Rafałem Ziemkiewiczem założył magazyn literacki „Fenix”, w którym prowadził dział prozy polskiej, a od 1993 roku był jego redaktorem naczelnym.
Oprócz tego pracuje jako dziennikarz „wolny strzelec”, prowadzi stałą rubrykę naukowo-cywilizacyjną w Gazecie Polskiej i tłumaczy komiksy, głównie z serii Usagi Yojimbo i Batman.
W Fabryce Słów ukazała się Księga jesiennych demonów, jego pierwszy autorski zbiór opowiadań grozy.
Pan Lodowego Ogrodu to pierwsza powieść Jarosława Grzędowicza, w mistrzowski sposób łącząca elementy science fiction i fantasy.
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 98
Перейти на страницу:

Ja jednak uwierzyłem Aiinie i postanowiłem nie dać za wygraną. Mirah była cudowna, ale potrafiłem odwzajemnić każdą z jej pieszczot po wielekroć. Potrafiłem już panować nad sobą i nie spłonąć przedwcześnie. Kiedy poczułem spełnienie, niemal natychmiast mogłem podjąć miłosne zmagania i widziałem zdumienie w jej szmaragdowych oczach. Nie było to łatwe i trwało całymi godzinami, ale wreszcie osiągnąłem swój cel. Usłyszałem gardłowe krzyki, zupełnie inne niż eleganckie, namiętne jęki, które wydawała dotąd, patrzyłem, jak wije się pode mną, zachłannie chwytając wszystko, co daję, na jej dzikie oczy i zmierzwione włosy spadające na twarz. Nie udawała. Aiina nauczyła mnie, jak rozpoznać, kiedy kobieta udaje.

Kiedy wyszła, długo leżałem na wznak, nie mogąc się poruszyć ze zmęczenia. Czułem się pusty i lekki jak obłok, a jednak w jakiś sposób zbrukany i upokorzony. Czułem złość na nauczycielkę.

— Moim zdaniem pozwoliła ci wygrać — powiedziała Aiina. — Ale i tak spisałeś się nieźle.

— Chciałaś mojej porażki — warknąłem.

— Nie — szepnęła bardzo smutno. — Chciałam odzyskać mój chłód. Jestem nauczycielką.

Często potem bywało tak, że spotykaliśmy się wieczorem, oboje smutni i pełni złych przeczuć, mając dość suszy, gróźb, zamieszek i wrzasków zamaskowanych kapłanów na ulicach. Dość map, strategii i ładunków wody i zboża, których już nie było skąd brać.

A potem obejmowaliśmy się i nie było już niczego innego niż nasze ciała, jedwab prześcieradeł, zapach wonnych olejków i kadzideł, i czarna noc przed sypialnią.

Wtedy właśnie ją pokonałem.

Po raz pierwszy i ostatni.

Później leżała zupełnie nieruchomo, zlana potem, z rozrzuconymi nogami, dysząc ciężko. Nie powiedziała nic.

Po długim czasie uklękła na łóżku i ujęła moje ramiona.

— Musiał nadejść ten moment — powiedziała. — To już koniec twojej nauki, Młody Tygrysie. Idź teraz, bogatszy o wiedzę, którą niewielu posiada, i nie zapomnij, czego się nauczyłeś. Niczego więcej już cię nie nauczę, tohimonie.

Pomyśleć, że jeszcze trzy uderzenia serca wcześniej byłem dumny z siebie i szczęśliwy. Teraz czułem się tak, jakbym został sam w czarnej pustce. Jakby wydarto mi serce, zostawiając ziejącą, krwawą ranę. Nagle. Jakbym wpadł pod lód.

Osłupiały, patrzyłem na jej smagłe ciało i nie mogłem uwierzyć, że widzę je po raz ostatni. Odtąd będzie już zawsze tylko nauczycielką. Skłębiona grzywa granatowych włosów dla mnie będzie tylko kunsztownie upiętą fryzurą, pełną szpil i klamer, a piersi i łono z jedwabistym trójkątem mysiego futerka znikną na zawsze pod lśniącymi tkaninami sukni.

Miałem ściśnięte gardło. Odchrząknąłem.

— Aiino... To w końcu trzeba powiedzieć. Ja...

Nie zdążyłem. Zamknęła mi usta dwoma palcami i pogładziła po policzku.

— Nie, tohimonie. Będziesz władcą. Ja — nauczycielką cesarskich dzieci i strategiem. Nauczyłam cię czegoś, żebyś nie został igraszką własnej żądzy. Żeby żadna kobieta nie mogła na tobie grać i uczynić cię niewolnikiem. Nauczyłam cię tańca ciał. Ale czy nie zauważyłeś, mój piękny tygrysku, że nie nauczyłam cię, czym jest miłość? Tylko tego, jak sobie z nią radzić. Był tylko taniec. Soki naszych ciał, pot i namiętność. Jęk, nie miłosne zaklęcia. Nie było czułości. Czy tego nie zauważyłeś? Mirah, którą widziałeś tylko przez jedną noc, dała ci tysiąc razy więcej czułości niż ja przez cały ten czas. Teraz już wiem, że potrafisz mnie okiełznać i pokonać. I zrobiłbyś to jeszcze wiele razy. Odtąd wkradłyby się między nas uczucia, a na to nie można pozwolić. Byłyby pocałunki, rozmowy, łzy i śmiech. Już nie byłoby zmagań, tylko wzajemne hołdy. Zamiast dać ci wolność wyboru, sama bym cię usidliła.

— Aiino, pamiętam, że być może będę kiedyś cesarzem. Za wiele lat. Ojciec jest jeszcze młody i niech Droga pozwoli mu zachować zdrowie. Nie jestem głupi. Ale mogę przecież mieć konkubiny...

Syknęła jakby ze złością.

— Cóż za pokusa. Żyłabym u boku mojego księcia, schowana w cieniu, usidliwszy go od najmłodszych lat. Pierwsza kobieta, która dała mu szczęście. Pierwsza, którą posiadł. Ta, która uczyła go od dziecka. A teraz pierwsza konkubina. A kiedyś, jutro, za rok albo dziesięć lat, stanęłabym w cieniu tronu. Ukryta bezpiecznie, mając władcę na własność w sypialni. Nie, tohimonie. Nie narażę Tygrysiego Tronu na takie niebezpieczeństwo. Masz szesnaście lat, szlachetny książę. Ja zaś jestem stara. Mam przeszło dwa razy tyle lat, co ty. Powinieneś teraz poszukać dziewczyny w odpowiednim dla ciebie wieku. Świeżej, pięknej i delikatnej. Takiej jak Mirah. Zapomnij o moich rzadkich włosach, obwisłych piersiach, zwiotczałej skórze, żylastych dłoniach i stopach.

— Ależ Aiino, jesteś piękna! Mężczyźni płoną, kiedy cię widzą. Jesteś jak dojrzały owoc. Słodki i ciężki od słońca...

— Cśś... Powiedz mi to za dziesięć lat, szlachetny książę. Za dziesięć lat, kiedy wciąż będziesz bardzo młody. Wtedy ci uwierzę. Teraz łasisz się jedynie do wspomnienia ognia, jaki wyrwałam z twoich trzewi.

Milczałem, usiłując zdławić w sobie rozpacz, ale czułem, że ma rację, pomimo że wszystko we mnie się buntowało.

Potem przeżyłem czarne, ponure dni, szukając samotności, siedząc nad kubkiem naparu i patrząc przed siebie szklanym wzrokiem. Aiina zachowywała się tak samo jak zawsze. Spokojnie i naturalnie, zupełnie jak przedtem, zanim dotknąłem ją po raz pierwszy. Wydawało mi się, że zupełnie jej to nie obeszło i wcale nie cierpi tak jak ja i poczułem się jeszcze gorzej. Sam jej widok był dla mnie nie do zniesienia.

Kilka razy, samotny w mojej sypialni, kiedy byłem zupełnie pewien, że nikt nie może mnie zobaczyć, pozwoliłem sobie uwolnić zżerającą mnie rozpacz i zapłakałem gorzko. Łkałem jak dziecko, ale nie przyniosło mi to większej ulgi. Łkałem, ściskając w dłoni tę samą żelazną kulę, którą dostałem od Rzemienia jako dziecko. Moją cudowną kulę życzeń.

Rozpacz dała mi tylko zmęczenie, dzięki któremu zasnąłem.

Upłynął jakiś tydzień i moje ciało się obudziło. Smutek nie przeminął, ale ogień zapłonął na nowo i ten sam nieposkromiony głód znowu zaczął mi doskwierać.

Przedtem wieczorami siedziałem w swojej komnacie albo na tarasie, czytałem przy świetle lamp, grałem na cintarze lub flecie. Potem niemal każdy wieczór należał do Aiiny. Teraz nie umiałem wrócić do własnych zajęć. Kraj rozpadał się od suszy, wszędzie panoszyli się buntownicy i złowrodzy kapłani, do tego straciłem Aiinę. Nie było nic, tylko klęska, plagi, tęsknota i rozpacz. Cały świat wydawał mi się spopielonym pogorzeliskiem i zacząłem marzyć o tym, żeby już umrzeć i odejść do Stworzyciela. Daleko od Ognia Pustyni, suszy i Aiiny.

Takiego właśnie wieczora, dusznego i smutnego, siedziałem na poduszce, patrząc w ogród, nad którym zachodziło słońce. Zapragnąłem, by przyniesiono mi wina palmowego, i uderzyłem w gong.

Drzwi uchyliły się i weszły przez nie trzy dziewczęta, których nigdy jeszcze nie widziałem. Niosły na tacy wino i paterę owoców, jedna trzymała cintar. Każda była inna. Jedna miała granatowofioletowe włosy, druga barwy czerwonej miedzi, a trzecia niemal białe. Były młode — mniej więcej w moim wieku.

— Szlachetny książę, panie, Młody Tygrysie. — Pochyliły się w ukłonie na klęczkach i zamarły tak.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 98
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)