Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 123
Перейти на страницу:

– Andan!

Dziesiętnik przytruchtał, pobrzękując pancerzem.

– Przyjrzałeś się wiosce, jak kazałem?

– Oczywiście, panie poruczniku. W siedemnastu chałupach nie widać dymu nad kominami. W oknach ciemno, żadnego ruchu. Jeszcze nie ma nocy, ale dzieciaków nie uświadczysz na zewnątrz. Cisza i spokój. Zajrzeliśmy na kilka podwórek, niby szukając wody. Nie znaleźliśmy żadnego.

– Wszystkie gospodarstwa wyglądają tak jak u starszego?

– Tak. Pusty podwórzec, na środku chałupa na kilkunastu palach, najczęściej jakieś pięć stóp nad ziemią, całość wysypana otoczakami. Z trzech stron płot, otwierający się na jezioro, nic poza tym.

– Dobrze. Jak szybko ten czarny góral z synami powędrował do domu?

– Prawie biegiem, tylko głową skinął i już go nie było. Mieszka w chałupie zaraz obok.

Przez chwilę maszerowali w milczeniu. Kenneth rzucił okiem na dziesiętnika, dłonie podoficera spoczywały na rękojeściach broni.

– Boją się, prawda?

– Tak bym powiedział, panie poruczniku. Kupią się razem, dzieci nie wypuszczają z domów, niektóre okna mają już założone i zamknięte okiennice, jakby zima była. Boją się, i to bardzo. Co powiedział starszy?

Kenneth w kilku zdaniach streścił mu, co usłyszeli.

– Niby głupi żart? Powinni wymyślić coś lepszego. Zresztą, nawet jakby, to i tak psów się nie okłamie.

Porucznik sam zwrócił na to uwagę. Odkąd weszli do wioski, psy chodziły na sztywnych łapach, bez przerwy węszyły, sierść jeżyła im się na grzbiecie. Czuły krew i śmierć, i to bynajmniej nie rybią.

– Dojdziemy tam, gdzie nam wskazano, i rozejrzymy się. Dziś podwójne warty, Andan. Nie chcę, żeby nam ktoś nocą gardła popodrzynał.

– Tak jest, panie poruczniku.

—— • ——

Gdy oddział opuszczał wioskę, Anderell odetchnął z ulgą. Starszy był mądry, wysłał ich tam, gdzie nikomu nie będą przeszkadzać. Przez chwilę rozważał, gdzie wysłałby jego drużynę, gdyby wiedział o ich obecności. Pewnie na dno jeziora, z kamieniem uwiązanym do stóp w charakterze prezentu pożegnalnego.

Czekali już czwarty dzień, aż zabójca ujawni się ponownie. Od czasu morderstwa, którego świadkiem był kupiec, zginęło jeszcze dziesięciu mieszkańców. Tyle Genderc-aes-Furon zdołał wyczytać z powietrza, skał i wody. Szesnaście dusz zostało brutalnie wyrwanych z ciał i wyprawionych do Domu Snu. To, że kupiec do nich nie dołączył, zawdzięczał tylko chaosowi, jaki zapanował po pierwszych morderstwach, i tempie, w jakim opuścił wioskę.

Ten pierwszy mord był jak kamień wrzucony do spokojnego stawu. Poruszył aspektowane źródła, zmienił ich ton, wypaczył. Lecz tu, na Północy, w pobliżu ziem zamieszkanych przez aherów i ich szamanów, miały miejsce już nie takie rzeczy. Jednak tak się złożyło, że jego drużyna akurat była w pobliżu i obaj magowie od razu wyczuli, że pojawiło się coś bardzo dziwnego. Takich rzeczy nie zostawia się niewyjaśnionych, więc teraz czekali na zabójcę. Mieli go schwytać lub zabić, bo jego rosnąca Moc odbijała się coraz szerzej wśród aspektowanych źródeł. Pokrywka twierdził, że to jakby kątem oka widzieć cień w nocy albo chmurę sunącą po rozgwieżdżonym niebie. Da się coś wyczuć, bo nagle część otoczenia znika, rozmywa się, jakby usunięto z niego jakieś dźwięki, barwy czy zapachy. Typowy magiczny bełkot.

Nie zmieniało to jednak faktu, że czarownicy wydawali się coraz bardziej podekscytowani. Ten zabójca był niezwykły, obaj magowie stwierdzili, że posługuje się jakimś rodzajem Mocy, która z pewnością nie ma żadnego znanego aspektu. Nie były to też szamańskie czary aherów, nie wykryli żadnego śladu służebnych duchów. Ta Moc była całkiem obca i jednocześnie potężna. Anderell uważał, że mieli szczęście, że wioska leżała na uboczu, bo inaczej z pewnością ściągnęłaby już na siebie uwagę kilku gildii magicznych i większości świątyń. Zrobiłby się tłok, pomyślał kwaśno. Teraz musieli jeszcze poczekać, aż Górska Straż opuści okolicę, i liczyć na łut szczęścia.

—— • ——

Poruszanie się po tym terenie nie było żadnym problemem. Kamienie, skały, skupiska głazów naniesionych przez lodowiec, w czasach, gdy miewał jeszcze dość sił, by przesadzić jezioro. Lubił takie miejsca, przypominały mu rodzinne strony. W swoim szaroburym ubraniu, z kapturem narzuconym na głowę, mógł przykucnąć, znieruchomieć, a człowiek przeszedłby krok od niego, nieświadomy zagrożenia. Duchy cicho śpiewały o krwi i walce.

Zbliżał się do wioski od południa, gdy wyczuł czary. Ludzkie, śmierdzące aspektem Nocnego Cienia. Uśmiechnął się pod nosem, to było oczywiste, że nie tylko on wyczuł, że coś się pojawiło. Trzysta kroków przed nim, na skraju wioski, pomiędzy kilkoma wielkimi kamieniami powietrze lekko drżało, jak w czasie upału. Niezbyt dobrzy, skoro wyczuł ich z takiej odległości. Wewnątrz mogło ukrywać się najwyżej kilku ludzi. Odnalazł czarownika głównie dlatego, że prowadził do niego łańcuch utkany z cienia, na końcu którego wił się czarny stwór. To nie była aspektowana magia, ktoś się tu bawił w wywoływanie demonów. Moc zawsze kusi głupców, nawet jeśli może to naruszyć ludzkie kodeksy.

I wtedy go wyczuł. W krainę duchów, w świat nałożony na świat, w aspektowane źródła, nawet w sam Mrok, wbito lodową kolumnę. Natychmiast skupił się tylko na niej. Ten czarownik musiał być mierny, jeśli jej nie odkrył. Zlokalizował jej źródło milę od wioski.

—— • ——

Kotlina była dokładnie taka, jakiej Kenneth się spodziewał. Niemal okrągły płaski teren, otoczony ze wszystkich stron wysokimi skałami, jedno wąskie wejście.

– Dobre miejsce, prawda?

– Tak, panie poruczniku. – Andan wszedł do środka, rozejrzał się wokół, bez żenady splunął na ziemię. – Dwudziestu łuczników na tych skałkach powyżej i w pół minuty nie będzie po nas śladu.

Velergorf zajrzał do środka i wyszczerzył się szeroko.

– Tak. I nawet dali nam drewno, żebyśmy rozpalili sobie ogień. Łatwiej byłoby celować.

– Może... – Kenneth wzruszył ramionami. – Ale pamiętaj, że oni boją się nocy. Ktokolwiek by tu po nas przyszedł, nie sądzę, żeby to byli rybacy. Znajdźmy lepsze miejsce.

Skierował się w lewo, na łyse jak jajo wzgórze, gdzie wiatry szalały bez przeszkód, lecz skąd mieli widok na wszystkie strony.

Okolica była naprawdę paskudna, ani drzewa, krzaczka, mchu nawet. Jak okiem sięgnąć goła skała i kamienie. Zgromadzeni wokół dowódcy żołnierze owijali się w płaszcze i próbowali znaleźć jakieś wygodne miejsce. Nie wyglądało na to, by ci, którym przypadła pierwsza warta, im zazdrościli. Oczywiście nie było mowy o tym, żeby rozpalić ogień.

Jak ktokolwiek mógł chcieć tu zamieszkać, pomyślał porucznik, sadowiąc się przy leżącym obok kamieniu. Choć, z drugiej strony, widywał wioski i osady położone w znacznie bardziej niegościnnych miejscach. Tak zazwyczaj bywało w górach, wielu zostawało tam, gdzie rzucił ich los, pech lub przypadek. Natura wessyrskich górali zabraniała im poddawać się, rezygnować, nakazywała wczepić pazurami w każdy kawałek ziemi i trwać. Ten upór, ta zajadłość przekazywana z pokolenia na pokolenie, wychowały twardy i zawzięty lud, który wżył się w te góry, wrósł w nie, nosił w kościach i sercach, jak powiadano. Więc najpewniej i to trzymało tutaj miejscowych rybaków. Upór.

I ten upór mógł być dla Straży największą przeszkodą. Jeśli starszy wioski nadal będzie twierdził, że to tylko głupi dowcip spowodował całe zamieszanie, a reszta mieszkańców go poprze, to Szósta Kompania wróci do Belenden z niczym. Minęło zbyt wiele czasu od mordu, a nadspodziewana gościnność, zachowanie mieszkańców i nerwowość psów to za mało, żeby przewrócić wioskę do góry nogami.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)