Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 123
Перейти на страницу:

Niby mógł z czystym sumieniem, a przynajmniej z jego pozorami, wrócić do koszar, w końcu starszy wioski zaprzeczył wszystkiemu i przedstawił świadków, ale...

No właśnie, ale puste chałupy, ryglowane drzwi i okna. Rybacy się bali, i to tak, że część zamieszkała u sąsiadów lub w ogóle opuściła wioskę. Nie wypuszczali dzieci z domów, o zmierzchu zamykali się na wszystkie spusty. A to znaczyło, że boją się nocy. Kenneth omiótł wzrokiem szybko ciemniejące niebo. Nie, zabójca lub zabójcy – jeśli w ogóle przebywali w okolicy – nie uderzyli na wioskę wprost. A to znaczyło, że nie porwą się na czterdziestu żołnierzy. Chyba, uśmiechnął się w myślach. Z drugiej strony teraz nie mogli zrobić nic więcej, jak tylko przeczekać tę noc i wrócić do wioski, aby porozmawiać jeszcze z kilkoma mieszkańcami. Inaczej miałby poczucie, że całą tę drogę przebyli na darmo.

—— • ——

To zdumiewające, jakie wrażenie może zrobić krzyk rozlegający się w nocy. Zwłaszcza taki, który wybucha w powietrzu za plecami, w miejscu, gdzie nikogo nie powinno być.

Słyszeli go już zeszłej nocy, i poprzedniej też, ale nigdy z tak bliska. Tylko wieloletnie szkolenie powstrzymało go od zerwania się na równe nogi i wycelowania broni za siebie. Maskujący czar przestałby działać. Genderc również nie zmienił pozycji, Uela ledwo drgnęła, a Bygron leżał jak głaz. Anderell uśmiechnął się w ciemności. To była dobra drużyna, najlepsza, z jaką służył.

Na migi, powolnymi ruchami, wskazał skrytobójcom i magowi, że mają nie spuszczać oka z wioski i unikając gwałtowniejszych ruchów, przetoczył się na plecy. Przeklęte zaklęcie, pomyślał i uśmiechnął się jeszcze szerzej z gry słów. Wrzask wypełnił przestrzeń ponownie. Wydawało się niemożliwe, żeby mogło wydobyć się z ludzkiego gardła. Lekko uniósł głowę, wpatrując się w ciemność. Był tam, niekształtna plama, ledwo kilkanaście kroków za nimi, sugestia cienia w ciemności. Teraz zrozumiał, co Pokrywka miał na myśli. Gdyby nie ten krzyk, nigdy nie domyśliłby się, że to coś to nie skała lub głaz. Wrzask był... tak pełen rozpaczy, że przeszły go dreszcze. Nie było w nim wyzwania, gniewu czy wściekłości, tylko ból i cierpienie.

Anderell powoli podniósł kuszę, mierząc w niewyraźny kształt. Bełt leżący w rowku miał drzewce pokryte znakami, które dla kogoś obdarzonego talentem musiały świecić w ciemności, a większość kapłanów na ich widok dostałaby szału. Wielki Kodeks Wielkim Kodeksem, ale pewnych rzeczy po prostu nie można nie wykorzystać. Grot pocisku umoczono w mieszaninie trzech najsilniejszych trucizn, o jakich słyszał – awedrze, czerwonym mii i wyciągu z gruczołów pewnego morskiego ślimaka, który nawet nie miał własnej nazwy. Gdyby przypadkiem dotknął go gołą ręką, zostałyby mu minuty życia.

Anderell uważał się za mądrego i rozważnego, zresztą dlatego jeszcze żył. Rozkazy mówiły – schwytać lub zabić, co w jego prywatnym języku znaczyło zastrzelić, otruć, rozrąbać i utopić, a resztki zapakować w worki i dostarczyć do zbadania. Nie miał zamiaru ryzykować starcia w nocy z czymś, co rozrywało dorosłych mężczyzn na strzępy. Przytulił policzek do łoża kuszy.

Stwór odbił się nagle i skoczył przed siebie. Ręka drgnęła mu na spuście i bełt pomknął w mrok, ale w tym samym czasie tajemniczy zabójca wykonał olbrzymi, nieprawdopodobny, przynajmniej trzydziestojardowy skok, który przeniósł go nad ich kryjówką. Ciemny kształt mignął na tle nieba, nic więcej niż smuga cienia przesłaniająca gwiazdy, i wylądował między łowcami a wioską. Dwie kusze szczęknęły jednocześnie, Anderell nie zdążył się jeszcze obrócić, nie widział, co się stało, lecz stłumione, pełne wściekłości warknięcie Ueli powiedziało mu wszystko. Spudłowali oboje, skrytobójca i najlepszy wojownik, jakiego znał, nie trafili w cel wielkości człowieka z odległości mniejszej niż kilkanaście kroków. Zanim przewrócił się na brzuch, intruza już nie było.

—— • ——

Ten wrzask dobiegł gdzieś od strony wioski. Odruchowo uwolnił kilka duchów, pojawiły się wokół, formując Moc w ochronne sznury. Wycofał je, zanim uplotły je w sieć. Obcy krzyczał dobre ćwierć mili od niego. Czuł go wyraźnie, jak czuje się drzazgę wbitą w ciało, dziura w świecie, mrok na ścieżkach duchów, poruszający się szybciej niż szarżujący niedźwiedź. Lecz w krzyku nie było wściekłości atakującej bestii. Smutek, żal, oczekiwanie. Nawet w tej plamie obcości emocje były wyraźne. Szukasz, prawda? Szukasz swoich, obcy w obcym miejscu, pozbawiony kontaktu z resztą, a rozum, który kiedyś był częścią ciebie, już nie istnieje. Co zrobisz, gdy nie nadejdzie odpowiedź?

Delikatne drgnięcie ziemi przyniosło wieść o kolejnej porcji lodu, która trafiła do jeziora. Po kilku uderzeniach serca usłyszał plusk, potem szum wędrującej fali. Zignorował to.

Jeden ze służebnych duchów wrócił z północnego wschodu. Wtopił się i przekazał obraz. Reszta odpowiedziała wzburzeniem i wściekłym mamrotaniem. Uspokoił je jedną myślą i ruszył przed siebie.

Miejsce, do którego zaprowadził go obraz, było niewielką szczeliną w skale. Właściwie można było dostać się do niej tylko z góry. Kilkanaście stóp długości, dwie szerokości. Trudno powiedzieć, jak była głęboka. Prowadziły do niej liczne tropy małych padlinożerców, przyciąganych zapachem. Widział je na nagiej skale, drobne zadrapania po pazurach, ślady krótkich starć, gdy niektórzy próbowali zagarnąć skarb tylko dla siebie. Usiadł na brzegu szczeliny i wypuścił duchy. Pęknięcie było niemal w całości wypełnione śniegiem, stanowiło naturalną lodownię, a w środku... Ciała. Dwanaście, trzynaście, czternaście. Te na samym dole miały wiele miesięcy, może lat. Głównie młodzi ludzie, dzieci. Połamane kości, zgruchotane czaszki, rany od noży, siekier, szpikulców, ślady po ogniu. Nie mieli łatwej śmierci. Otworzył szerzej umysł, wstąpił na ścieżkę duchów. Nie, wszyscy zdecydowali się odejść, żadna dusza nie uczepiła się ciała. Nic więcej się nie dowie.

Wiatr przyniósł następny wrzask. Drgnął. Ktoś właśnie umarł.

—— • ——

Usłyszeli krzyk, tak jak zapewne wszyscy w promieniu trzech mil. W okolicy nie było drzew ani wysokich skał, dźwięk niósł się daleko i mimo że stłumiony, wgryzał się w dusze. Smutek, samotność, opuszczenie. Kenneth przełknął ślinę i wsunął na wpół wyciągnięty miecz do pochwy. Dźwięk dochodził od strony wioski, z przeszło połowy mili, więc na razie nic im nie groziło. Ciekaw był, jak starszy będzie się tłumaczył rano.

Większość żołnierzy zerwała się już na nogi, lecz podobnie jak on, teraz chowali broń. Byli daleko, zbyt daleko, a ten krzyk nie niósł zapowiedzi niebezpieczeństwa. Porucznik przywołał Bergha.

– Zauważyliście ruch?

– Nie, panie poruczniku. Nawet myszy czy dżdżownic.

– A jak psy?

– Nie śpią. Są niespokojne i nerwowe. Jutro będzie z nimi kłopot.

– Trzymaj je krótko. Skoro świt ruszamy do wioski, starszy będzie musiał mi wytłumaczyć, dlaczego wskazał nam do noclegu miejsce, w którym mieliśmy nie słyszeć tego krzyku. I...

Stłumiony, podobny do grzmotu dźwięk wypełnił powietrze. Po nim rozległ się głośny plusk i szum, narastający coraz szybciej.

– Co to jest?

Kenneth nie dostrzegł, kto zapytał, ale Bergh znał odpowiedź.

– Lodowiec, właśnie odłamał się od niego wielki kawał. Widziałem to, jak byłem tu poprzednim razem. Prawie do połowy jeziora dno jest bardzo płytkie, więc jak idzie od lodowca fala, to rozpędza się na płyciźnie, nabierając wysokości. Przy brzegu bez problemu zwala człowieka z nóg. Czasem potrafi i na czterdzieści, pięćdziesiąt jardów wedrzeć się w głąb lądu. Niech pan słucha.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)