Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
- Автор: Браун Эрик, Иган Грег
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo „Solaris”
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:
— Co ty zrobiłeś? — w głosie Johna był zachwyt. Paul przemycił go na stryszek, a teraz złapał za ogon Berthę, żeby pokazać ją przyjacielowi. Była pokryta złocistymi prążkami, jej długie wąsiki drgały.
— To najnowsze pokolenie, F4.
— Co to znaczy?
— Jest spokrewniona sama ze sobą — uśmiechnął się Paul.
— Duża ta mysz.
— Jak dotąd największa. Pięćdziesiąt dziewięć gramów, zważona, kiedy miała sto dni. Przeciętna waga to około czterdziestu.
Paul położył mysz na dłoni Johna.
— Czym ty ją karmisz? — spytał John.
— Tym samym, co inne. Popatrz na to.
Paul pokazał mu wykresy, które sporządził, jak te pana Finley, delikatnie wznosząca się elipsa między osiami X i Y — powoli rosnący wskaźnik masy ciała, od jednego pokolenia do następnego.
— Jeden z moich F2 miał czterdzieści pięć gramów, więc skojarzyłem go z największymi samicami i było z tego przeszło pięćdziesięcioro młodych. W setnym dniu życia wszystkie zważyłem i oddzieliłem cztery największe. Sparzyłem je i zrobiłem to samo w następnym pokoleniu, wybierając najcięższe studniowe. Uzyskałem ten sam efekt, tylko krzywa Gaussa wychyliła się lekko na prawo. Bertha jest największa z nich wszystkich.
John popatrzył z przerażeniem na Paula.
— To działa?
— Oczywiście, że działa. Przez ostatnich pięć tysięcy lat ludzie robią to samo ze zwierzętami domowymi.
— Ale to nie zajęło ci tysięcy lat.
— Nie. W sumie mnie zaskoczyło, że to tak dobrze działa. To nawet nie jest subtelne. To znaczy, popatrz na nią, a to dopiero F4. Wyobraź sobie, jak mogłoby wyglądać F10.
— To brzmi jak ewolucjonizm.
— Nie bądź głupi. To tylko kierowana selekcja. Przy wystarczająco zróżnicowanej populacji to zdumiewające, co można osiągnąć bardzo niewielkim wysiłkiem. Zobacz, kiedy się o tym pomyśli, obciąłem 95 % z dołu wykresu gaussowskiego do pięciu pokoleń pod rząd. Oczywiście, że myszy stały się większe. Przypuszczalnie mógłbym pójść też w drugą stronę, gdybym chciał, sprawić, żeby były mniejsze. Jest jednak jedna rzecz, która mnie zaskoczyła, coś, co niedawno zauważyłem.
— Co?
— Kiedy zaczynałem, przynajmniej połowa myszy była albinotyczna. Teraz najwyżej jedna na dziesięć.
— Okay.
— Nie miałem zamiaru z tym walczyć.
— I co z tego?
— No, kiedy zacząłem dobór… kiedy zdecydowałem, które rozmnażać, czasami waga była zbliżona i po prostu wybierałem. Wydaje mi się, że po prostu wybierałem jeden rodzaj częściej, niż inne.
— Więc w czym rzecz?
— Więc co, jeśli w naturze odbywa się to w taki sposób?
— Co masz na myśli?
— To jak dinozaury. Albo mamuty, albo ludzie jaskiniowi. Kiedyś tu byli; wiemy o tym, bo znajdujemy ich kości. Ale teraz ich nie ma. Bóg stworzył wszystkie żywe istoty jakieś sześć tysięcy lat temu, tak?
— Tak.
— Ale niektórych już nie ma. Niektóre po drodze wymarły.
To się zdarzyło w weekend. Bertha była w ciąży, wyraźnej, monstrualnej. Paul odizolował ją w jednym z akwariów, miała je całe dla siebie. W rogu jej małej szklanej klatki było pudełko chusteczek, a Bertha z ich strzępów przygotowała wygodne gniazdo, w którym na świat przyszło kolejne pokolenie ogromnych myszy.
Paul słyszał, jak do garażu wtacza się samochód ojca. Wcześniej wrócił do domu. Paul rozważył zgaszenie światła na strychu, ale wiedział, że w ten sposób jedynie wzbudzi w ojcu podejrzliwość. Zamiast tego czekał i miał nadzieję. Garaż był dziwnie cichy — słychać było tylko szum silnika. Paul poczuł skurcz żołądka, kiedy usłyszał, jak pod ciężarem ojca zaskrzypiała drabina.
Nastąpił wtedy moment paniki — jedna okropna chwila, kiedy Paul rozglądał się gorączkowo za miejscem, w którym można by schować klatki. To było śmieszne; nie było dokąd uciekać.
— Co to za zapach? — zapytał ojciec, kiedy wystawił głowę przez otwór w podłodze stryszku. Zatrzymał się i rozejrzał.
— Och.
I to było wszystko, co początkowo powiedział. To było wszystko, co powiedział wspinając się wyżej. Stał tam jak gigant, przyswajając to, co zobaczył. Pojedyncza goła żarówka pogrążała jego oczy w cieniu.
— Co to jest? — powiedział wreszcie. Jego martwy głos sprawił, że żołądek Paula zamienił się w bryłę lodu.
— Co to jest? — odezwał się ojciec głośniej i coś się zmieniło w jego mrocznych oczach. Podszedł do Paula i stanął nad nim.
— Co to jest? — teraz słowa były bardziej jak skrzek, z jego ust prysła ślina.
— Ja, ja pomyślałem…
Wielka dłoń wystrzeliła i uderzyła Paula w pierś, chwytając w pięść jego koszulkę, unosząc go w górę.
— Co to jest, do kurwy nędzy? Czy nie zabroniłem ci trzymać zwierząt? — jasne światło rodziny, słynny człowiek.
— To nie są zwierzęta, to jest…
— Boże, jak tu kurewsko cuchnie. Przyniosłeś to do domu? Przyniosłeś te szkodniki do domu? Do mojego domu!
Ramię się napięło, ciskając Paulem w stronę klatek, uderzył o jedną — drewno i gwoździe rozleciały się po podłodze, słychać było pisk myszy i zawiasów, całe miesiące pracy.
Jego ojciec zobaczył akwarium Berthy i złapał je. Uniósł je wysoko nad głowę — i przez moment Paul wyobraził sobie, że prawie może je zobaczyć, prawie może zobaczyć w środku Berthę, i młode w jej wnętrzu, niezliczone pokolenia, które nigdy się nie narodzą. Potem ręka jego ojca opadła jak żywioł, jak kataklizm. Paul zacisnął oczy w obronie przed pękającym szkłem, a wszystko, o czym myślał, to było: to tak się dzieje. To właśnie tak się dzieje.
Ojciec Paula zmarł dwa tygodnie po jego dziewiętnastych urodzinach, latem przed drugim rokiem Paula w Stanford.
W Stanford wybrał podwójną specjalizację, z genetyki i antropologii, decydując się na osiemnaście dodatkowych godzin zajęć w semestrze. Badał zwoje znad Morza Martwego i apokryfy; zaliczył zajęcia z interpretacji porównawczej i filozofii biblij — nej. Zajmował się muszkami owocówkami i lancetnikami; a pomimo tego, że jeszcze nie skończył studiów, dostał się na prestiżowe letnie praktyki u sławnego genetyka Michaela Poore.
Paul studiował także teksty zakazane. Czytał HardyWeinburga; ale w nocy, przemierzając mroczne korytarze własnego umysłu uznał zasadę „coś za coś” za najbardziej fascynującą. Paul był młodym człowiekiem, który rozumiał tę zasadę.
Uczył się o niedawno odkrytym genie Alzheimera, APOE4 — genie wspólnym dla większości ludzi; i uczył się o teoriach, które tłumaczyły, w jaki sposób szkodliwy gen stał się tak częsty. Dowiedział się, że chociaż APOE4 powoduje Alzheimera, chroni jednocześnie przed zaburzeniami poznawczymi, będącymi konsekwencją niedożywienia we wczesnym dzieciństwie. Gen, który człowiekowi siedemdziesięcioletniemu niszczy umysł, ratuje go, gdy ma siedem miesięcy. Dowiedział się, że ludzie z anemią sierpowatą są odporni na malarię; że heterozygoty mukowiscydozy są mniej wrażliwe na cholerę; że ludziom z grupą krwi A częściej, niż tym z inną udaje się przetrwać zarazy, zawsze zmieniając, w jednym pokoleniu, częstotliwość występowania grup krwi w Europie. Niektórzy mówili, że proces ten powtarza się teraz powoli za pomocą genu CKR5 i HIV.
Podczas kursów antropologii Paul dowiedział się, że wszyscy ludzie żyjący współcześnie mogą prześledzić swoje pochodzenie do czasów zamieszkiwania przez ich przodków Afryki, do czasów niemal sześć tysięcy lat temu, kiedy cała ludzka różnorodność skupiała się w jednej, małej populacji. A, jak mówili jego profesorowie, były co najmniej dwa wyjścia z Afryki, jeśli nie więcej — genetyczne wąskie gardło ze wsparciem teorii Potopu. Jednak każda kultura ma własne wierzenia. Muzułmanie nazywają je Allahem, Żydzi Jahwe. Magazyny naukowe starały się więcej nie nazywać tego Bogiem; ale mówią o inteligentnym projektancie — o architekcie. Jednak w głębi serca Paul uważał, że wszystko to odnosi się do jednej rzeczy.