KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Przygody Erasta Fandorina #8
- Язык: польский
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «KORONACJA,czyli ostatni z Romanowów». Краткое содержание книги:
- Czyżbyście, panie kamerjunkrze, przypuszczali, że jego wysokość moskiewski generał-gubernator może być jakoś zamieszany w porwanie własnego krewniaka?
- Rzecz jasna, nie! - wykrzyknął Paweł Gieorgijewicz. - Ale wokół wuja Sema kręci się tylu różnych łajdaków. Ot, choćby na przykład nasi goście, Carr i Banville. Powiedzmy, że lord słabo, bo słabo, ale jakoś jest nam znany, choć także od niedawna, zaledwie tylko od trzech miesięcy. A kim jest ten cały mister Carr? I z jakiego powodu lord Banville wprosił się papie w gości?
- No jakże, wasza wysokość? Takie wydarzenie... koronacja.
- A jeśli nie w tym rzecz? - Endlung żarliwie machnął fajką, - Jeśli on w ogóle nie jest żadnym lordem? A już szczególnie podejrzany jest ten przylizany Carr. Przypomnijcie sobie, zjawili się w Ermitażu właśnie w dzień porwania. Ciągle tu chodzą, niuchają. Na pewno przynajmniej jeden z nich jest związany z doktorem Lindem!
- Tożsamości Carra nie sposób podawać w wątpliwość - powiedział z przekonaniem wielki książę. - Banville to w każdym razie człowiek z towarzystwa. Takich manier i takiej wymowy nie podrobisz.
- A kto ci powiedział, Pauli, że doktor Lind nie jest człowiekiem z towarzystwa? - sprzeciwił się lejtnant.
Obaj mieli rację, moim zdaniem wszystko to brzmiało całkiem przekonująco. Tego się nie spodziewałem.
- Czemu nie powiedzieć o tych podejrzeniach pułkownikowi Karnowiczowi? - zaproponowałem.
- Nie, nie. - Paweł Gieorgijewicz pokręcił głową. - On i ten bałwan Łasowski znowu tylko wszystko zepsują. Nie mówiąc już o tym, że mają dość spraw na głowie w związku z jutrzejszą koronacją.
- W takim razie panu Fandorinowi? - powiedziałem z bolącym sercem.
Endlung i jego wysokość spojrzeli na siebie.
- Rozumiesz, Afanasij - odrzekł wielki książę - Fandorin to, rzecz jasna, człowiek mądry, ale on, jak mi się wydaje, przygotowuje jakąś chytrą operację. Więc niech ją przygotowuje.
- Poradzimy sobie sami - uciął lejtnant. - I jeszcze zobaczymy, czyja akcja będzie bardziej przebiegła. Ale potrzebny nam pomocnik. Powiedzcie, Ziukin, będziecie z nami czy nie?
Zgodziłem się od razu, bez najmniejszego wahania. Myśl o tym, że znowu będę zajęty prawdziwym śledztwem, i to jeszcze bez udziału pana Fandorina, wręcz mnie uskrzydliła.
- Co należy robić? - spytałem.
- Na początek rozpoczniemy obserwację - oznajmił żywo Endlung. - Obydwu. Pauli tym zająć się nie może; jest zbyt widoczny i w dodatku ma mnóstwo obowiązków. Dzisiaj najjaśniejsza rodzina ma całonocne czuwanie, a jutro koronacja - Pauli cały czas będzie jak mops na smyczy. Dlatego was zaprosiliśmy. Ja wezmę na siebie Carra, a wy, Ziukin, Banville’a.
Zauważyłem, że bardziej obiecującego z podejrzanych przydzielił sobie, ale nie sprzeciwiałem się - w końcu to Endlung wpadł na ten pomysł, a nie ja.
- Ach, jakże wam zazdroszczę! - wykrzyknął żałośnie jego wysokość.
* * *
Zgodnie z planem usadowiłem się z „Moskowskimi Wiedomostiami” na ławeczce obok schodów, skąd widać było drzwi milorda. Endlung zaś zaczął układać pasjans w małej bawialni, ponieważ stamtąd miał oko na pokój mister Carra.
Przewidując, że będę musiał wyjść z domu, zmieniłem liberię na dobry garnitur z ciemnoszarej angielskiej wełny, zeszłoroczny podarek od wielkiej księżnej. Endlung także włożył cywilne ubranie - dwuczęściowy garnitur w krateczkę, w kolorze piasku, i modnisiowate sztyblety z białymi getrami.
Zabijając czas, czytałem ogólnonarodowe uroczyste obwieszczenie o jutrzejszej koronacji:
Najświetniejszy, Potężny, Wielki Najjaśniejszy Pan Cesarz Mikołaj Aleksandrowicz, wstąpiwszy na praojcowski rodowy tron Cesarstwa Rosyjskiego i nierozdzielnego z nim Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Finlandzkiego, kontynuując misję Świątobliwych Cesarzy, swoich przodków, zechciał polecić:
Z pomocą Boga Najwyższego Święta koronacja Jego Cesarskiej Wysokości i pomazanie od Kościoła Świętego mają się odbyć tego maja w czternasty dzień. Do Świętego aktu Jego Cesarska Wysokość rozkazał przyłączyć i małżonkę swoją, Wielką Panią Cesarzową Aleksandrę Fiodorownę. Wszystkim wiernopoddanym poprzez rozkaz ten obwieszcza się o uroczystości, aby w ów określony dzień usilili modły do Króla Królów, prosząc, by swojej wszechmocnej pomocy zechciał udzielić Cesarstwu Jego Wysokości i oby nastał w nim pokój i spokój, na chwałę swoją świętą i dla ustawicznego szczęścia i pomyślności państwa.
Wielkie, nasycone ogromną godnością słowa napełniły moją duszę zaufaniem i spokojem. Czytanie oficjalnych komunikatów zawsze miało na mnie zbawienny wpływ, szczególnie w tych czasach, kiedy nienaruszalność krzepkiego fundamentu rosyjskiej monarchii wydawała się zagrożona.
Z wielką przyjemnością przestudiowałem także skład pocztu honorowego, codziennie odczytującego to posłanie na kremlowskim placu Senackim: „generat-adiutant w randze pełnego generała, dwóch generałów-adiutantów w randze generałów-adiutantów, dwóch koronacyjnych nadmistrzów ceremonii, dwóch heroldów, czterech mistrzów ceremonii, dwóch sekretarzy senackich, dwa dywizjony jazdy - jeden z pułku gwardii kawaleryjskiej Najjaśniejszej Pani Cesarzowej Marii Fiodorowny, drugi z lejbgwardii pułku konnego, z litaurami i pełną obsadą trębaczy przy każdym dywizjonie po dwóch trębaczy z trąbami, ozdobionymi złoconym brokatem, z wyhaftowanymi wizerunkami godła państwowego, i dwanaście pełnokrwistych wierzchowców w bogatej uprzęży”. Jakie piękno! Jaka muzyka dźwięczy w każdym słowie, w nazwie każdej rangi i tytułu!
W ubiegłym roku, z rozkazu nowej cesarzowej, która zechciała stać się bardziej rosyjska niż sami Rosjanie, w nazwach dworskich rang, klas i tytułów omal nie doszło do rewolucji - pojawił się projekt zmiany nazw niemieckich na staromoskiewskie. Oberkamerherów zdecydowano przemianować na lożowych, kamerherów na sypialnianych, obersztalmajstrów na żłobkowych, mundszenków na podczaszych, kamerjunkrów na komnatowych, i tak dalej. Na dworze zawrzało; sytuacja, zdaniem Endlunga, przypominała obraz malarza Briułłowa Ostatni dzień Pompei, jednak, dzięki Bogu, obeszło się bez zmian. Kiedy oberhofmarszałek, najjaśniejszy książę Światopełk Bobrujski Alten-Coburg, dowiedział się, że według nowych (a właściwie starych) porządków będzie nosił tytuł dworzanina, wybuchł wielki skandal i projekt porzucono.