Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #1
- Год: 1972
- Язык: польский
- Год: Iskry
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:
3. Ziemia
1
— Eli! — dźwięczał mi w uszach głos. — Eli! Eli! Chciałem się odezwać, chciałem powiedzieć, że słyszę, że żyję. „Zdaje się, że oślepłem, ale wszystko pozostałe jest w porządku! — chciałem odkrzyknąć temu głosowi. — Zaraz wstanę, nie wołaj mnie tak rozpaczliwie, nic się nie stało. Zostaw mnie na chwilę w spokoju!”
Wydawało mi się wówczas, że myślę sprawnie i precyzyjnie. Dzisiaj, przeglądając zapisy pracy mózgu, widzę, że moja świadomość ledwie się tliła. na pograniczu jawy i gorączkowych majaków. Dziesięć razy umierałem i dziesięć razy przywracano mnie do życia, zanim sam nie zacząłem o to życie walczyć.
— Eli! — wołano. — Eli! Eli!
Głos nie pozostawiał mnie w spokoju. W ciemnym zewnętrznym świecie nie było nic prócz niego, cały świat był tym głosem. Ciasny, krzyczący, niespokojny świat. Nareszcie zdecydowałem się spełnić prośbę głosu. Otworzyłem oczy.
Koło łóżka siedzieli Olga i Osima. Wpatrywali się we mnie.
— Odzyskuje przytomność! — powiedziała Olga szeptem.
Powieki znów mi opadły. Ciążyły mi tak bardzo, tak wiele wysiłku kosztowało mnie ich dźwiganie, że musiałem trochę odpocząć. Nie mogłem jednak, bo znów wypełnił mnie głos krzyczący: „Eli! Eli!” Jęknąłem.
— Przestań! — wyszeptałem i znów otworzyłem oczy.
Olga płakała. Osima również wycierał łzy.
— Przyjaciele! — powiedziałem i spróbowałem się podnieść.
— Leż! — rozkazała Olga. — Nie wolno ci się ruszać.
Ogarnęło mnie przerażenie. Przypomniałem sobie krwawą czerwień Groźnej. Musiałem się przekonać, iż oddalamy się od straszliwego skupiska Chi w Perseuszu…
— Leż! — powtarzała Olga gładząc mi ręce. — Nic nie zobaczysz. Jesteśmy bardzo daleko od tego miejsca. — A więc gdzie jesteśmy? — zapytałem. — Ile czasu upłynęło od bitwy?
Zdążyłem usłyszeć, że od Perseusza dzieli nas trzy tysiące lat świetlnych i znów straciłem przytomność.
W ten sposób rozpoczęła się moja rekonwalescencja.
2
Uczyłem się być żywym: otwierać oczy, słuchać, odpowiadać na pytania, jeść. Potem doszła do tego nauka wielkiej sztuki chodzenia. To była trudna nauka. Upłynęło wiele miesięcy, zanim znów stałem się podobny do innych ludzi.
Miałem pecha: ucierpiałem więcej od innych. Trzecia fala przeciążeń narobiła wiele szkód, ale tylko mnie porozrywała tkanki i zmiażdżyła kości. Osiem osób, a wśród nich Leonid, straciło na krótko przytomność i ocknęło się, gdy gwiazdolot wyrwał się na otwartą przestrzeń.
— Ja również zemdlałam — mówiła Olga. — Stało się to wtedy, kiedy zobaczyłam, w jakim stanie ty… Przypomniałam sobie, jak bardzo prosiłeś, abym natychmiast zniszczyła krążowniki wroga…
Byliśmy w parku. Siedziałem w wózku-awionetce, a Olga stała obok mnie. W parku rozkwitły bzy, trzecie wiosenne bzy w czasie naszej wyprawy. Pachniała ziemia. Olga wychudła, była blada i nieśmiała. Przekonałem się, że potrafi płakać. Wzruszało mnie to, ale jednocześnie irytowało. Chciałem widzieć przy sobie nie roztrzęsioną, wspominającą straszliwe przeżycia, lecz dawną rozsądną i beznamiętną, spokojną Olgę, a jeszcze chętniej taką, jaka była w Perseuszu: odważną i przewidującą…
Zażartowałem: — W każdym razie postąpiliśmy ze Zływrogami nader zływrogo. Myślę, że całe to wstrętne skupisko gwiezdne drży na myśl o tym, że moglibyśmy powrócić.
— Dlaczego nazywasz to skupisko wstrętnym? Czyżbyś nie zachwycał się dawniej jego pięknością? Zresztą nie wszyscy jego mieszkańcy myślą ze strachem o naszym powrocie. Mamy tam przyjaciół.
— Mówisz o Galaktach?
— Właśnie o nich. Pamiętasz nieaktywne gwiazdy, od których Zływrogi odrzucały nas tak energicznie?
— A więc Galaktowie zamieszkują układy tych gwiazd? To jest pewne?
— Sam się o tym przekonasz, kiedy zapoznasz się z danymi przetworzonymi przez komputer. Przyjaznych gwiazd jest w skupiskach Perseusza więcej niż zasiedlonych przez Zływrogów. Nie dotyczy to przestrzeni międzygwiezdnych, którymi oni całkowicie władają. Niestety nasze odbiorniki są zbyt słabe, aby utrzymywać dalekosiężną łączność na falach przestrzeni.
Przypomniałem jej bitwę ze Złotą Planetą.
— Wrogowie do końca nie wiedzieli, do czego jesteśmy zdolni. Inaczej unikaliby zbliżenia z naszym gwiazdolotem.
Olga przez chwilę myślała, a potem zapytała ostrożnie:
— Czemu o tym wspominasz?
— Nie wiem, tak jakoś samo przyszło na myśl…
— Sądzisz, że Andre jeszcze żyje? Niczego się o nim nie dowiedzieliśmy i nie zdołaliśmy pomóc… Przecież ty sam w Perseuszu głosowałeś za powrotem…
— Wówczas nie mogliśmy pomóc, trzeba więc było wracać.
— Uważasz, że sytuacja się zmieniła?
Udałem, że rozmowa mnie zmęczyła. Nie chciałem ujawniać tego, co mnie niepokoiło. Zanim nie przybędziemy na Ziemię, nie można być niczego pewnym.
3
Któregoś dnia, kiedy jak zwykle usiłowałem spacerować po parku, Leonid powiedział, że chce ze mną porozmawiać.
Domyśliłem się, jaki będzie temat tej rozmowy.
— Chcesz tutaj, czy wolisz pójść do mojej kabiny?
— Lepiej do ciebie, aby nikt nie przeszkadzał.
W kajucie wisiał na ścianie wykres powrotu: świecąca linia i pełznący po niej czerwony punkcik — nasza droga na Ziemię i statek. Czerwony punkcik zbliżał się do końca linii. Od gwiezdnych skupisk Perseusza dzieliło nas bez mała pięć tysięcy lat świetlnych. Przez dwie trzecie przebytej drogi byłem nieprzytomny.
— Za miesiąc Ora, za trzy miesiące Ziemia — powiedziałem wskazując na wykres.
— Tak. Ora za miesiąc, Ziemia za trzy. Ale dla mnie nie mało żadnego znaczenia.
— Skąd ta obojętność?
— Doskonale wiesz o co chodzi, Eli.
— Naturalnie. Chodzi o Olgę. Co mi chcesz o niej powiedzieć?
Leonidowi zszarzała twarz. Mój zimny ton przyprawił go o wściekłość, ale postanowił za wszelką cenę zachować spokój.
— Wiesz doskonale, jak ona się do ciebie odnosi. Kiedy chorowałeś, zaniedbywała statek, całymi dniami i nocami siedziała przy twoim łóżku…
— I jakie wnioski z tego wyciągasz? — zapytałem. Źrenice mu się rozszerzyły. Ledwie nad sobą panował.
— Czemu się z nią nie ożenisz?
— Dziwią mnie takie rady słyszane od ciebie.
— Nie! — krzyknął. — Nie ma w tym nic dziwnego! Jeżeli nie masz serca… Nie wolno ci się nad nią tak znęcać! Dlaczego milczysz? Czemu nie odpowiadasz?