Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 71
Перейти на страницу:

Po raz trzeci zbliżaliśmy się do tej gwiazdy. Jakieś gigantyczne mechanizmy tasowały metrykę kosmosu, kierując nas wprost w otwartą paszczę. Olga pokornie wiodła statek po narzuconej drodze, nawet nie usiłując skręcić w bok. Wiedzieliśmy oczywiście, że stara się w ten sposób zmylić wroga, ale każdemu było ciężko na duszy, gdy widział, jak nieubłaganie olbrzymieje złowieszczy glob Groźnej, którą teraz mieliśmy bezpośrednio na kursie.

Bezwładny lot statku trwał do chwili, kiedy zakrzywienie przestrzeni ustąpiło, a zaczęło się unicestwianie samej przestrzeni. Znów z układu planetarnego Groźnej trysnął stożek anihilowanej pustki, który zaczął nas wsysać. Gwiazdolot jakby ocknął się i skoczył do tyłu. Natychmiast chwycono nas w kleszcze geometrii nieeuklidesowej. Za każdym razem wróg działał pewniej, a nasz opór słabł.

Wreszcie nastała chwila, kiedy statkowi zabrakło mocy na wyrwanie się ze stożka wciągającej go pustki. Z generowanych przez wrogów trzydziestu jednostek świetlnych neutralizowaliśmy początkowo ruchem wstecznym dwadzieścia cztery jednostki, później dwadzieścia, piętnaście, dziesięć… Walczyliśmy, beznadziejnie walczyliśmy, starając się odwlec zgubę — takie to powinno sprawiać wrażenie na obserwatorze… Wkrótce nie mieliśmy już szybkości własnej, niepodzielnie rządziła nami obca wola. Groźna coraz bardziej odchylała się od osi lotu: przyciągano nas do Złotej Planety, bazy krążowników przeciwnika, wystawiano nas pod salwę jej mechanizmów grawitacyjnych.

Jeśli można było mówić w owych ciężkich chwilach o uldze, to coś podobnego do ulgi odczułem. Na Złotej, poza Niszczycielami, ze względu na panującą tam wysoką grawitację nie mogły bytować żadne istoty żywe, nie było więc tam z pewnością więźniów zagarniętych do niewoli. Walka wobec tego będzie uczciwa, wróg przeciw wrogowi.

Olga oderwała mnie od lornety mnożnika.

— Co tam widać, Eli? — zapytała. Kierując pracą wszystkich urządzeń statku nie miała czasu na obserwacje. — Nadal te same krążowniki.

— Nie lecą nam naprzeciw?

— Nie, obszar nadświetłny jest pusty.

— Wkrótce ruszą. Złota zmniejsza anihilację. Zływrogi doszły widocznie do wniosku, że nie muszą się spieszyć, bo i tak im się nie wymkniemy. Za kilka minut przekonają się, jak bardzo się pomylili.

Te minuty ciągnęły się bardzo długo, a kiedy upłynęły, zaczęło się to, na co tak czekaliśmy i czego tak bardzo się lękaliśmy. Olga uruchomiła anihilatory i Gwiezdny Pług runął wprost na Złotą Planetę. Wszystkie rekordy ustalone poprzednio przez Leonida zostały pobite. Olga w ciągu niewielu sekund rozpędziła statek do siedmiu tysięcy jednostek świetlnych i przy tej szybkości zaatakowała!

Wtedy spostrzegliśmy, że Niszczyciele pojęli wreszcie swój błąd. W obszarze nadświetlnym pojawiło się dziesięć mknących naprzeciw nam punkcików. Obserwowałem dwa różne obrazy. Lorneta mnożnika pokazywała jeszcze okręty przeciwnika krążące czujnie wokół planety, ale rzeczywistość była inna. Przestrzeń optyczna z jej wolno biegnącym światłem dawała wizerunek przeszłości, a w teraźniejszości dziesięć krążowników, niczym sfora psów, pochłaniało dzielącą nas pustkę. Nasze generatory fal przestrzennych wykryły to bez trudu.

Zdumiała mnie odwaga naszych wrogów. Nie, nie przestałem ich nienawidzić! Skoncentrowali w sobie całe zło kosmosu. Zła nie można akceptować, tolerować i szanować. Jedyne, na co zasługuje, to pogarda, nienawiść i unicestwienie. Ale Niszczyciele byli odważni, to trzeba im przyznać. Mogli przecież uciec od skazanej na zgubę planety. Załogi krążowników miały dosyć czasu i wystarczającą szybkość, aby uratować własne skóry. Nie zrobiły tego, lecz wybrały śmierć, starając się ocalić pobratymców na planecie.

Wspominając teraz przebieg wydarzeń, nie przestaję się dziwić, że ich szaleńczy plan się nie powiódł. Byli wszak o krok od jego urzeczywistnienia, co mówię, zaledwie tysięczne ułamki sekundy dzieliły ich od sukcesu.

Na widok tych pędzących ku nam punkcików ogarnęła mnie panika.

— Olgo, atakuj! — krzyknąłem.

— Za wcześnie! — odparła. — Za wcześnie, Eli! — Atakuj! — błagałem pełen strachu. — Zrozum, że oni wyprzedzają własne salwy grawitacyjne. Każda chwila zwłoki oznacza nowe fale przeciążeń, które spadną na nas później!

— Grawitatory je zamortyzują! Nie mogę zbyt wcześnie atakować, bo zboczę z bezpośredniego kursu na planetę. Pamiętaj, że to właśnie Złota zagradza nam drogę ku wolności!

Nasza prędkość sumowała się z prędkością krążowników i punkciki widoczne w obszarze nadświetlnym błyskawicznie powiększały się, zamieniały w kule. Wtedy Leonidowi z kolei nerwy odmówiły posłuszeństwa.

— Dłużej nie wolno czekać, Olgo! — krzyknął ochryple. — Doprowadzisz nas do zguby!

— Za wcześnie! — powiedziała.

Leonid stracił zupełnie opanowanie. Chwycił Olgę za ramiona i zaczął potrząsać.

— Jestem takim samym dowódcą jak i ty! Słyszysz? Nie pozwolę nas zgubić!

Wyrwała mu się i powiedziała ostrym tonem:

— Rozkazuję zachować spokój i milczenie! Nie wolno mi przeszkadzać, tu chodzi o życie nas wszystkich!

Znów przez parę chwil panowała pełna napięcia cisza, wypełniona ciężkim pulsowaniem krwi w żyłach. Krążowniki galaktyczne przeciwnika były już wyraźnie widoczne. Znajdowały się od nas o godziny biegu światła i sekundy zaledwie naszego piorunującego pędu. Wtedy Olga włączyła anihilatory bojowe. Ciała widoczne na ekranach lokatorów fal przestrzennych momentalnie rozpadły się, zamieniły w połyskliwą plamę. Przemknęliśmy przez to, co niegdyś było okrętami, i dostrzegliśmy w urządzeniach optycznych dziesięć jaskrawych rozbłysków. Flota wroga przestała istnieć, przestała nam zagrażać. Zapomniałem w owej chwili o wystrzelonych przez wrogów salwach grawitacyjnych. Krążowniki Niszczycieli pędząc ku nam wyprzedziły bowiem znacznie własne ciosy.

Teraz widzieliśmy w przestrzeni optycznej jedynie wolno rosnącą, skazaną na zagładę Złotą Planetę, gorączkowo wysyłającą, jak wykazały potem rejestratory, ochronne pola grawitacyjne. Później znaleźliśmy się w strefie salwy unicestwionych okrętów i okazało się, że nasze grawitatory nie potrafią całkowicie jej zneutralizować. Potężna siła zmiażdżyła mi klatkę piersiową, jęknąłem z bólu. Obok jęczał Osima, a Leonid klął. Ta fala przeciążeń była najsłabsza, krążowniki wyemitowały ją tuż przed zniszczeniem i najwidoczniej ich działa nie miały już wtedy pełnej mocy. Jestem przekonany, że oni sami wiedzieli o wyczerpaniu zasobów energii grawitacyjnej i starali się po prostu nas staranować, unicestwić nas i siebie w zderzeniu czołowym.

Druga fala przeciążeń była za to tak potężna, że zabrakło mi powietrza w płucach nawet na jęk. Leonid stracił przytomność, z jego ust wydobywał się przedśmiertny, jak mi się wydawało, charkot. Jedynie Olga, wczepiwszy się w poręcze fotela, potrafiła ustrzec się przed omdleniem. Wiedziała, że musi być przytomna i zachowała przytomność.

— Olgo! — wychrypiałem starając się unieść. Olgo, trzeciego uderzenia…

— Trzymaj się, Eli! — krzyknęła tracąc oddech. Trzymajcie się, przyjaciele. Zaraz ich zniszczymy!

Trzecia fala przeciążeń runęła na nas w chwili, kiedy rozpadła się przeklęta planeta. Ogromna tarcza rozjarzyła się w obszarze nadświetlnym i natychmiast rozprysnęła na strzępy, by po chwili zamienić się w mgławicę. W przestrzeni optycznej zobaczyliśmy gigantyczną eksplozję, gejzer płomieni tryskający z wnętrza planety. Olga precyzyjnie obliczyła salwę i wystrzeliła ją w odpowiedniej chwili. Wszystko skończyło się w ułamku sekundy. Okropna planeta, zagradzająca nam swymi gigantycznymi mechanizmami grawitacyjnymi wyjście ze skupiska gwiezdnego, przestała istnieć. Na jej miejscu rozwarła się nowa jama w pustce, dziura w przestrzeni kosmicznej. Ostatnią rzeczą, jaką ujrzałem, zanim straciłem przytomność od trzeciego ciosu grawitacyjnego, który spadł zbyt późno, aby uratować Niszczycieli, był obraz odrzuconej daleko w bok, zamienionej w czerwony punkcik Groźnej na tle czystego nieba, połyskującego dalekimi gwiazdami. Dostrzegłem jeszcze wspanialszą Drogę Mleczną. Zrozumiałem, że uciekliśmy z gwiezdnego więzienia, które omal nie stało się naszym grobem.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)