Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #1
- Год: 1972
- Язык: польский
- Год: Iskry
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:
Rozwścieczony Leonid uderzył pięścią w oparcie fotela.
— Oni są silniejsi! — wrzasnął. — Są silniejsi od nas!
Olga chwyciła go za ramię. Do owej chwili nawet nie przypuszczałem, że potrafi się zdenerwować.
— Wstydź się! Natychmiast przestań histeryzować! Oni nie są silniejsi od nas, lecz my jesteśmy szaleni!
23
Jej okrzyk otrzeźwił nie tylko Leonida. Prawie wszyscy straciliśmy głowy: jeszcze nigdy dotąd nie forsowaliśmy tak anihilatorów, a i to nie pomogło. Nawet nie fatygowano się nas odrzucić, po prostu zmieniono kurs!
— Proszę o całkowity spokój! — powiedziała stanowczo Olga. Komputer przekazał jej słowa wszystkim członkom załogi. — Sytuacja skomplikowała się, ale nie jest beznadziejna. To, co nie udało się koło Groźnej, może udać się w innym rejonie. Pozostała nam jeszcze jedna możliwość: przebijać się w walce!
Gwiazdolot, okrążywszy Groźną, powtórnie mknął ku gromadce Niedobrej, skąd pospiesznie uciekaliśmy. Olga skierowała statek w prawo od tej grupki słońc. Między Groźną a Niedobrą płonęły gęsto rozsiane gwiazdy.
Wkrótce okazało się, że nie wszystkie gwiazdy nas przyciągały. Z niektórych tryskał stożek anihilowanej przestrzeni i te aktywne ciała skwapliwie omijaliśmy. Obawa przed nimi zamieniła się w prawdziwy lęk, kiedy wokół jednej z gwiazd odkryliśmy układ takich samych metalowych planet, jak i dokoła Groźnej, a na planetach krążowniki przeciwnika. Nie ulegało wątpliwości, że chciano nas przyciągnąć, aby z bezpośredniej odległości zadać cios grawitacyjny.
Ale były też i inne słońca, które nie emitowały stożków pustki. Gwiazdy te również miały układy planetarne, lecz planety przypominały nasze słoneczne i nie miały nic wspólnego ze złotymi globami Zływrogów. Wydawało mi się nawet, że na jednej z nich dostrzegłem miasta, ale równie dobrze mogło to być złudzenie optyczne.
— Musimy się przebijać w rejonie jednej z gwiazd nieaktywnych — zdecydowała Olga. — Postarają się nam w tym przeszkodzić, trzeba więc będzie działać możliwie sprytnie.
Nowy plan ucieczki wyglądał następująco: najpierw wymacywanie zapór na małych szybkościach, a potem przebijanie bariery z pełną mocą napędu. Wokół gwiazd nieaktywnych trudniej jest zakrzywić przestrzeń niż w rejonie planet zamieszkanych przez Zływrogów, mówiła Olga, wobec czego będziemy starać się przerwać ich zapory w najsłabszym miejscu.
Wrogowie doskonale orientowali się, co chcemy osiągnąć. Chwycili nas w gwiezdną pułapkę i nie zamierzali z niej wypuszczać. Zmieniali metrykę przestrzeni z niezwykłą łatwością i energią. Nawet nie pozwolili nam zbliżyć się do nieaktywnych gwiazd, po prostu przegrodzili wszystkie wiodące tam drogi. Raz za razem próbowaliśmy się przebić i zawsze na naszym kursie wyrastała złowieszcza aktywna planeta, otoczona wianuszkiem metalowych okrętów zacumowanych na jej powierzchni.
Po szeregu nieudanych prób przebicia się Olga powiedziała:
— Oni nader zdecydowanie przegradzają nam drogę ku nieaktywnym gwiazdom, a więc najwidoczniej istnieje realna szansa przebicia się w tym rejonie. Do gwiazd aktywnych przyciągają nas teraz bez szczególnej energii. Czekają pewnie, póki nie zużyjemy wszystkich zapasów substancji aktywnej. Musimy skorzystać z tego i obrócić ich plan na swoją korzyść.
— Co zamierzasz zrobić? — spytałem.
— Wkrótce ci powiem, Eli. Jeszcze nie przemyślałam wszystkich szczegółów.
Odbiorniki nadal wychwytywały strzępki informacji, niesionych przez fale przestrzenne. Jedną z transmisji udało się nam częściowo rozszyfrować: „Kontynuujcie… Zapory… ograniczoną trwałość… jedyny…” Tę depeszę odebraliśmy w czasie atakowania krzywizny w rejonie jednej z nieaktywnych gwiazd. Nasi przyjaciele nie wiedzieli, że musimy oszczędzać paliwo.
Oddaliwszy się od gromadki Niedobrej, zaatakowaliśmy serię nieaktywnych gwiazd położonych w pobliżu. Ataki były coraz słabsze. Przeraziłem się, że istotnie zapasy substancji aktywnej już się kończą, ale Olga mnie uspokoiła.
— Niechaj wrogowie odniosą takie samo wrażenie jak i ty. Chciałabym, aby nabrali przekonania, że jesteśmy bezsilni.
Po pewnym czasie gwiazdolot zaczął zmniejszać szybkość. Jeśli poprzednio krzywizny przestrzeni atakowaliśmy przy pięciu lub sześciu tysiącach jednostek świetlnych, a wewnątrz skupiska rozwijaliśmy kilkaset jednostek, to obecnie nasza prędkość była wyższa od szybkości światła zaledwie kilkadziesiąt razy. Wtedy Olga ujawniła nam swój plan: Zływrogi zakrzywiają przestrzeń, kiedy staramy się przemknąć obok gwiazd aktywnych, ale nie przeszkadzają w zbliżaniu się ku nim. Trzeba więc lecieć w stożek unicestwianej przestrzeni, tryskający z metalowej planety, a następnie, już z najmniejszej odległości, ostrzelać ją z anihilatorów bojowych. To ostateczność, lecz nie pozostało nam nic innego, jak tylko zamienić ciało niebieskie w jamę pustej przestrzeni i przez tę wyrwę przedrzeć się na zewnątrz.
Wiedziałem, że Olga ma ukiś śmiały pomysł, przypuszczałem jednak, że ograniczy się do wydania bitwy krążownikom wroga. W tym mieliśmy już pewne doświadczenie. Allan i Leonid zniszczyli cztery okręty przeciwnika, potrafimy więc w razie konieczności unicestwić całą flotyllę. Ale zanihilować planetę!… Ludzkość potrafiła tworzyć planety z „niczego”, trwało to jednak długo i kosztowało wiele wysiłku. Budowa niewielkiej Ory zajęła dwa pokolenia. Teraz mieliśmy w ułamku sekundy zniszczyć metalowy glob o średnicy pięciokrotnie i masie tysiąckrotnie większej od Ziemi. Zniszczyć ciało niebieskie wyposażone we własne mechanizmy obronne i strzeżone przez całą flotę okrętów bojowych!
Olga spokojnie odparowała sypiące się ze wszystkich stron wątpliwości. Plan jest całkowicie realny. Zapasów substancji aktywnej wystarczy na zburzenie dowolnej planety bez względu na jej masę. Trzeba jedynie maksymalnie zbliżyć się do celu. Ale o to już zatroszczą się sami wrogowie.
— Powtarzam, nie mamy innej szansy przebicia się na zewnątrz! — powiedziała Olga. — Jeszcze z dziesięć okrążeń skupiska gwiezdnego, jeszcze kilka ciosów w zapory przestrzenne i zupełnie bezbronni staniemy się łatwą zdobyczą bandytów.
Olga jednogłośnie otrzymała żądane pełnomocnictwa na czas bitwy kosmicznej. Wtedy powiedziała:
— Sama będę dowodzić statkiem w czasie szturmu. Nie chcę obrażać mężczyzn, ale nie potraficie skutecznie walczyć. Jesteście na to zbyt niezrównoważeni i gorącokrwiści. Odpocznijcie, czeka was ciężka próba. Niechaj każdy spełni swój obowiązek, jak mawiali przodkowie.
Odniosłem wrażenie, iż Leonid z radością przyjął wiadomość, że nie on będzie dowodził statkiem w czasie bitwy. Po nieudanym ataku na rejon Groźnej stracił nieco pewność siebie.
24
Każdy z nas w myśli starał się przyspieszyć starcie z wrogiem, lecz Olga ciągle zmniejszała prędkość. Już nie mknęliśmy, zmiatając przestrzeń na swej drodze, lecz wlekliśmy się na samej granicy obszaru nadświetlnego. Wystarczyło lekko zahamować, a znaleźlibyśmy się po drugiej stronie bariery. Pomyślałem nawet, że Olga chce wyjść w przestrzeń optyczną, przekształcić statek w zwykłe materialne ciało, podlegające prawom mechaniki elementarnej. Myliłem się.
Dla obserwatora z zewnątrz nasz gwiazdolot stanowił teraz grudkę zmaterializowanej rozpaczy, pustą skorupę miotaną bezwolnie we wszystkie strony. W tej chaotycznej pozornie miotaninie był jednak narzucony z zewnątrz system: krzywizna przestrzeni sama kierowała nas ku Groźnej.