U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
– Gdzie poszła Callisto? – zapytałam Billa.
– Nie mam pojęcia. Przenosi się z miejsca na miejsce. Niewiele menad przeżyło utratę swojego boga, a te, którym się udało, wędrują po lasach. Przenoszą się, zanim ich obecność zostanie odkryta. Są przebiegłe, uwielbiają wojnę i jej szaleństwo. Zawsze są gdzieś w pobliżu pola bitwy. Gdyby na Bliskim Wschodzie były lasy, z pewnością by się tam osiedliły.
– Callisto była tu, ponieważ…?
– Po prostu tędy przechodziła. Zatrzymała się tu na dwa miesiące, a teraz ruszyła dalej… kto wie gdzie? Do Everglades [42] albo w górę rzeki do wyżyny Ozark [43].
– Nie mogę zrozumieć, jak Sam mógł, och, kumplować się z nią.
– Tak to nazywasz? To właśnie robimy, kumplujemy się ze sobą?
Wyciągnęłam rękę, chcąc szturchnąć go w ramię; przypominało to szturchanie kawałka drewna.
– Ej! – powiedziałam.
– Może po prostu chciał pokazać swoją dziką naturę powiedział Bill. – To musi być dla Sama trudne, znaleźć kogoś, kto zaakceptuje jego naturę. – Zrobił znaczącą pauzę.
– Cóż, to może być trudne – przyznałam. Przypomniałam sobie Billa wracającego do posiadłości w Dallas po tym, jak pił czyjąś krew, i przełknęłam głośno ślinę. – Ale ciężko rozdzielić ludzi, którzy się kochają.
Pomyślałam o tym, jak się czułam, kiedy widziałam go z Portią i jak zareagowałam, kiedy zobaczyłam go na meczu. Wyciągnęłam rękę i położyłam ją na udzie Billa, lekko je głaszcząc. Uśmiechnął się, cały czas patrząc na drogę. Jego kły nieznacznie się wysunęły.
– Doszliście do porozumienia ze zmiennokształtnymi w Dallas? – zapytałam po chwili.
– Ustaliliśmy wszystko w godzinę; właściwie, Stan ustalił. Obiecał udostępniać im swoje ranczo w czasie pełni przez kilka najbliższych miesięcy.
– Och, to miłe z jego strony.
– Cóż, nic go to nie kosztuje. A biorąc pod uwagę, że sam nie poluje, jelenie i tak potrzebują uboju.
– Och – powiedziałam, a chwilę później, kiedy pojęłam sens jego słów, dodałam: – Oooch.
– Oni polują.
– Tak. Rozumiem.
Kiedy dotarliśmy do mojego domu, już prawie świtało. Doszłam do wniosku, że Eric prawdopodobnie ledwo zdąży do Shreveport. Kiedy Bill brał prysznic, ja zjadłam kanapkę z masłem orzechowym i marmoladą, bo nie miałam nic w ustach od paru dobrych godzin. Potem poszłam umyć zęby. Przynajmniej nie musiałam się spieszyć. Bill przez kilka nocy budował sobie miejsce, w którym mógłby spędzać dnie. Wyciął dno szafy w moim starym pokoju, tym, z którego korzystałam, póki babcia żyła i póki nie zaczęłam używać jej sypialni. Bill zmienił podłogę szafy w klapę, którą może podnieść, wczołgać się do środka, a potem zamknąć ją za sobą; nikt poza mną nie byłby w stanie go znaleźć. Jeśli jeszcze nie spałam, kiedy się tam zamykał, stawiałam w szafie pustą walizkę i parę butów, żeby wyglądało bardziej naturalnie. Bill wyłożył czymś tę przestrzeń do spania, bo było tam wyjątkowo nieprzyjemnie. Nieczęsto tam zostawał, ale od czasu do czasu się przydawało.
– Sookie – zawołał Bill z łazienki. – Chodź, mam jeszcze czas, żeby pomóc ci się wyszorować.
– Ale wtedy będę miała problem z uśnięciem.
– Czemu?
– Bo będę sfrustrowana.
– Sfrustrowana?
– Bo będę czysta, ale… niedokochana.
– Świt się zbliża – przypomniał Bill, wystawiając głowę zza zasłony prysznicowej. – Ale będziemy mieli na to czas jutrzejszej nocy.
– Jeśli Eric znów gdzieś nas nie wyśle – wymamrotałam, kiedy jego głowa znów znalazła się pod bieżącą wodą. Jak zwykle, pewnie zużył większość ciepłej.
Z trudem uwolniłam się z szortów. Postanawiłam wyrzucić je nazajutrz. Zdjęłam bluzkę i wyciągnęłam się na łóżku, żeby zaczekać na Billa. Przynajmniej mój stanik nie odniósł żadnych szkód. Przewróciłam się na bok i zamknęłam oczy, bo raziło mnie światło wydobywające się zza półprzymkniętych drzwi do łazienki.
– Kochanie?
– Wyszedłeś już spod prysznica? – zapytałam sennie.
– Tak, dwanaście godzin temu.
– Co?
Moje oczy natychmiast się otworzyły. Spojrzałam w okno. Noc jeszcze całkiem nie zapadła, ale było już bardzo ciemno.
– Usnęłaś.
Byłam okryta kocem i nadal miałam na sobie stalowoniebieski stanik i majtki. Poczułam się jak spleśniały chleb. Spojrzałam na Billa, który nie miał na sobie nic.
– Poczekaj chwilę – powiedziałam i poszłam do łazienki. Kiedy wróciłam, Bill czekał na mnie na łóżku, wsparty na łokciu.
– Zauważyłeś, że mam na sobie ubranie od ciebie?
Obróciłam się wokół, żeby pokazać mu się z każdej strony.
– Jest śliczne, ale sądzę, że źle się ubrałaś, biorąc pod uwagę okazję.
– Jaka to okazja?
– Najlepszy seks twojego życia.
Poczułam falę pożądania w dole brzucha, ale nie zmieniłam wyrazu twarzy.
– Jesteś pewien, że będzie najlepszy?
– O tak – powiedział aksamitnym głosem, który przypominał szmer wody spływającej po kamieniach. – Jestem pewien. I ty też możesz być pewna.
– Udowodnij to – powiedziałam, uśmiechając się bardzo szeroko.
Nie widziałam jego oczu, ale zauważyłam, że kąciki ust uniosły mu się w podobnym uśmiechu.
– Z przyjemnością.
Jakiś czas później starałam się odzyskać siły, a Bill leżał przy mnie, z ręką na moim brzuchu i nogą splecioną z moją. Moje usta były tak zmęczone, że ledwie dałam radę pocałować go w ramię. Bill delikatnie lizał moje ramię, na którym znajdowały się ślady po ugryzieniu.
– Wiesz, co musimy zrobić? – zapytałam, zbyt rozleniwiona, by się poruszyć.
– Um?
– Musimy przejrzeć gazetę.
Po długiej pauzie Bill powoli się podniósł i podszedł do drzwi wejściowych. Kobieta doręczająca mi prasę zawsze wjeżdża na mój podjazd i rzuca gazetą w kierunku ganku, bo daję jej spore napiwki.
– Spójrz – powiedział Bill, a ja otworzyłam oczy.
Trzymał w ręku tacę owiniętą folią. Gazetę przytrzymywał ramieniem.
Wyszłam z łóżka i automatycznie skierowałam się do kuchni. Założyłam różowy szlafrok, kiedy mijałam Billa. On nadal był nagi, więc mogłam podziwiać widoki.
– Jest wiadomość na automatycznej sekretarce – zauważyłam, parząc sobie kawę.
Najważniejsza czynność wykonana, teraz mogłam odwinąć folę. Okazało się, że pod nią był dwuwarstwowy tort z czekoladową polewą, na której usypano kształt gwiazdek z orzeszków.
– To czekoladowy tort pani Bellefleur – powiedziałam z zachwytem.
– Możesz stwierdzić, kto go upiekł, po prostu patrząc na niego?
– Och, to sławny tort. To legenda. Nic nie jest tak pyszne jak tort pani Bellefleur. Gdyby zgłosiła go do jakiegoś konkursu, z pewnością by wygrała. Piecze go, kiedy ktoś umrze. Jason powiedział, że czyjaś śmierć jest warta tortu pani Bellefleur.
– Cudowny zapach – powiedział Bill, ku mojemu zaskoczeniu. Schylił się i powąchał. Bill nie oddycha, więc nie miałam pojęcia, w jaki sposób może wyczuwać zapachy, ale je wyczuwa. – Gdybyś mogła używać tego jako perfum, zjadłbym cię.
– Już to zrobiłeś.
– Zrobiłbym to ponownie.
– Nie wiem, czy bym to zniosła. – Nalałam sobie kawy, po czym zapatrzyłam się na tort, myśląc. – Nie zdawałam sobie sprawy, że ona wie, gdzie mieszkam.
Bill nacisnął guzik odsłuchiwania wiadomości na mojej automatycznej sekretarce.
[42] Jak podaje Wikipedia: Park Narodowy Everglades (ang. Everglades National Park) – park narodowy położony w południowej części stanu Floryda w Stanach Zjednoczonych. Park został utworzony 6 grudnia 1947 roku. Jego obecna powierzchnia wynosi 6 105 km². Jak wszystkie parki narodowe w Stanach Zjednoczonych zarządzany jest przez National Park Service.
[43] Jak podaje Wikipedia: Wyżyna Ozark (Ozark Plateau), także kulturowo-geograficznie Góry Ozark (The Ozark Mountains) czy Kraina Ozark (The Ozarks) – kraina naturalna w środkowej części USA, otoczona przez rzeki: Missouri, Arkansas i Missisipi i we wschodniej Oklahomie. Stanowi wzniesiony, pochylony łagodnie ku północy, masyw zbudowany ze skał krystalicznych, przykrytych warstwą sfałdowanych skał paleozoicznych. Mocno rozczłonkowana głębokimi dolinami rzek (m.in. Osage, Black, White). W południowej części wznoszą się Góry Boston (wysokość do 823 m n.p.m.).