Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » U martwych w Dallas
U martwych w Dallas - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

U martwych w Dallas

Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki.
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 62
Перейти на страницу:

Absolutnie mu uwierzyłam.

– W porządku, ale dla mnie to jest okropne. Teraz rozumiem, że to mogło, hm, rozbudzić twoje oczekiwania, ale wiesz, że nie przyjechałam to dziś, żeby uprawiać seks z kimkolwiek. Bill jest moim narzeczonym.

Chociaż słowa Bill i narzeczony w jednym zdaniu brzmiały niedorzecznie, to właśnie „narzeczony” określało funkcję, jaką Bill pełnił w moim świecie.

– Miło mi to słyszeć – powiedział chłodny, znajomy głos. – W innym wypadku ta scena mogłaby mnie zaniepokoić.

Och, po prostu świetnie.

Eric podniósł się ze mnie, a ja szybko zeszłam z maski samochodu i podążyłam w kierunku, z którego dochodził głos Billa.

– Sookie – powiedział, kiedy podeszłam bliżej – wygląda na to, że nie mogę pozwalać ci nigdzie chodzić samej.

O ile mogłam stwierdzić przy tak lichym oświetleniu, nie cieszył się specjalnie, że mnie widzi. Ale nie mogłam go za to winić.

– Popełniłam spory błąd – przyznałam z głębi serca.

Przytuliłam go.

– Pachniesz jak Eric – powiedział z twarzą w moich włosach.

Cholera, według Billa zawsze śmierdziałam innym facetem. Poczułam falę żalu i wstydu; zorientowałam się też, że coś się zaraz wydarzy.

Ale spodziewałam się czegoś innego niż to, co się stało.

Andy Bellefleur wyszedł zza krzaków z pistoletem w ręku. Jego ubrania były podarte i poplamiona. Miał przy sobie wielki pistolet.

– Sookie, odsuń się od wampira – powiedział.

– Nie.

Przylgnęłam do Billa, jak tylko mogłam najbardziej. Nie wiedziałam, czy to ja chcę go ochronić, czy on mnie. Ale jeśli Andy chciał nas rozdzielić, ja chciałam nas połączyć.

Nagle usłyszałam głosy dobiegające z ganku chatki. Ktoś musiał wyglądać przez okno – choć wcześniej podejrzewałam, że to wymysł Erica – bo, choć głosy nie były podniesione, wydawało się jasne, że w środku działo się coś, co przyciągnęło uwagę wszystkich. Kiedy Eric i ja byliśmy w ogrodzie, orgia trwała. Tom Hardaway był nagi, Jan też. Eggs Tallie wyglądał na jeszcze bardziej pijanego.

– Pachniesz jak Eric – powtórzył Bill syczącym głosem.

Odwróciłam się w jego stronę, całkiem zapominając o Andym i jego pistolecie. I straciłam cierpliwość, poniosło mnie. To się zdarza dość rzadko, ale nie aż tak jak dawniej. To było nawet upajające.

– Tak, och-ach, a ja nawet nie mogę powiedzieć, jak ty pachniesz! Z tego, co wiem, byłeś z sześcioma kobietami! Niezbyt sprawiedliwe, co?

Bill patrzył na mnie, oszołomiony. Za moimi plecami Eric się śmiał. Tłum na tarasie umilkł, zafascynowany. Andy uznał, że nie powinniśmy ignorować faceta, który ma broń.

– Stańcie w grupie – zażądał. Musiał sporo wypić.

Eric wzruszył ramionami.

– Miałeś kiedyś do czynienia z wampirami, Bellefleur? – zapytał.

– Nie – odpowiedział Andy. – Ale mogę cię zastrzelić. Mam srebrne naboje.

– To jest… – zaczęłam, ale Bill zatkał moje usta rękę.

Srebrne kule były zabójcze tylko dla wilkołaków, ale wampiry też nie najlepiej reagowały na srebro i, gdyby zostały trafione w punkty witalne, z pewnością by cierpiały.

Eric uniósł brwi i stanął obok uczestników orgii na tarasie. Bill ujął mnie za rękę i też tam podeszliśmy. Po raz pierwszy chciałabym wiedzieć, o czym Bill myśli.

– Które z was to było? A może wszyscy? – krzyknął Andy.

Nikt się nie odezwał. Stałam obok Tary, która trzęsła się w zimna w swojej czerwonej bieliźnie. Była przerażona, co mnie nie dziwiło. Zastanowiłam się, czy poznanie myśli Andy’ego mogłoby w czymś pomóc i skupiłam na nim swoją uwagę.

Nie najlepiej czyta się w myślach pijanych osób, myślą tylko o głupich rzeczach, ich pomysły są nierealne, a wspomnienia niepewne. Andy w tym momencie nie miał zbyt wielu myśli. Nikogo z zebranych nie lubił, nawet siebie, i był zdecydowany wyciągnąć z kogoś prawdę.

– Sookie, chodź tutaj – wrzasnął.

– Nie – powiedział stanowczo Bill.

– Ma tutaj być w ciągu trzydziestu sekund albo ją zastrzelę! – powiedział Andy, celując we mnie.

– Nie przeżyjesz kolejnych trzydziestu sekund, jeśli to zrobisz – oznajmił Bill.

Wierzyłam mu. Najwyraźniej – Andy też.

– Nie obchodzi mnie to – powiedział Andy. – Jej śmierć będzie niewielką stratą dla świata.

Cóż, to mnie znów rozgniewało. Moja złość zaczynała już ustępować, ale to spowodowało, że znów we mnie zawrzało.

Uwolniłam się z uścisku dłoni Billa i zeszłam po schodkach do ogródka. Byłam tak zaślepiona gniewem, że zignorowałam broń; miałam nieopisaną ochotę kopnąć Andy’ego w jaja. Strzeliłby we mnie, ale on też by cierpiał. W każdym razie to była tak samo niszczące jak picie. Czy chwila satysfakcji była tego warta?

– Teraz, Sookie, odczytaj myśli tych wszystkich ludzi i powiedz, które z nich to zrobiło – rozkazał Andy.

Złapał mnie za kark, jakbym była niegrzecznym szczeniakiem, i odwrócił w kierunku ganku.

– A jak, do cholery, myślisz, ty pieprzony idioto, co innego tu robiłam? Myślisz, że tak lubię spędzać czas, z takimi dupkami jak oni?

Andy nadal trzymał moją szyję. Jestem całkiem silna, więc istniała szansa, że się uwolnię i chwycę pistolet, ale nie było to na tyle pewne, żebym chciała ten plan zrealizować. Postanowiłam jeszcze odczekać. Bill starał się przekazać mi coś swoim wyrazem twarzy, ale nie byłam pewna, co takiego. Eric próbował lekceważyć zaloty Tary. Albo Eggsa. Ciężko było stwierdzić.

Na skraju lasu pojawił się pies. Spojrzałam kątem oka w tamtym kierunku, niezdolna obrócić całej głowy. Cóż, świetnie. Po prostu świetnie.

– To mój pies – powiedziałam Andy’emu. – Dean, pamiętasz?

Przydałaby mi się jakaś pomoc pod ludzką postacią, ale Sam pojawił się na scenie jako pies i powinien raczej zostać pod tą postacią, niż ryzykować, że jego sekret się wyda.

– Tak. Co twój pies tutaj robi?

– Nie wiem. Nie zastrzel go, dobra?

– Nigdy nie zastrzeliłbym psa – powiedział nieco zaskoczony.

– Och, psa nie, ale zastrzelenie mnie byłoby w porządku – stwierdziłam gorzko.

Pies podszedł do miejsca, w którym stałam. Zastanawiałam się, co teraz chodzi Samowi po głowie. I na ile ludzko potrafi myśleć, kiedy jest pod postacią zwierzęcia. Powoli przeniosłam spojrzenie na pistolet i oczy Sama/Deana też podążyły w tamtym kierunku, ale nie mogłam stwierdzić, ile w tym spojrzeniu było świadomości.

Owczarek collie zaczął wyć. Odsłonił zęby i zaczął wpatrywać się w pistolet.

– Odejdź stąd, psie – powiedział Andy, poirytowany.

Gdybym była w stanie utrzymać Andy’ego przez chwilę nieruchomo, wampiry by go natychmiast dopadły. Próbowałam sobie przypomnieć wszystkie filmy, które widziałam. Powinnam chwycić pistolet oburącz i skierować w górę. Ale biorąc pod uwagę, że Andy mnie trzymał za kark nie wydawało się to takie łatwe.

– Nie, kochanie – powiedział Bill.

Błyskawicznie na niego spojrzałam. Byłam bardzo zaskoczona. Oczy Billa przesunęły się z mojej twarzy i spoczęły na jakimś punkcie za plecami Andy’ego. Przydałaby mi się jakaś inna podpowiedź.

– Och, któż jest trzymany jak mały szczeniak? – zapytał jakiś głos, gdzieś zza pleców Andy’ego.

Och, po prostu super.

– Ona jest moim posłańcem!

Menada obeszła Andy’ego wokół, po czym stanęła po jego prawej stronie, parę stóp od niego. Nie weszła między Andy’ego i grupę na ganku. Tej nocy była czysta i nie miała nic na sobie. Uznałam, że wraz z Samem byli w lesie, zabawiając się ze sobą, póki nie usłyszeli głosów. Jej czarne włosy opadały splątaną kaskadą aż do bioder. Wydawało się, że nie jest jej zimno. Cała reszta spośród nas (pomijając wampiry) szczękała zębami z zimna. Ubraliśmy się na orgię, nie na przyjęcie na świeżym powietrzu.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)