U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
– Twój przyjaciel jest duży – powiedział.
– Większy od Lafayette’a – szepnęłam, a jego spojrzenie przeniosło się na mnie. – Uznałam, że będzie tu mile widziany.
– Jasne – powiedział Eggs, nie odnosząc się do mojego stwierdzenia. – Tak, Eric jest… bardzo duży. Trochę różnorodności to fajna sprawa.
– To największe urozmaicenie, jakie Bon Temps może zaoferować – stwierdziłam, starając się brzmieć radośnie.
Postanowiłam zajrzeć do umysłu Eggsa, który dalej męczył się z moim guzikiem. To był duży błąd. Eggs właśnie myślał o tyłku Erica. I o innych częściach jego ciała.
W tym momencie Eric znalazł się za mną i objął mnie ramionami, przyciągając do siebie i ratując z niezdarnych rąk Eggsa. Oparłam się o Erica, zadowolona, że tam był. Zorientowałam się, że to dlatego, że spodziewałam się, że Eric będzie się źle zachowywać. Ale oglądanie ludzi, których znało się całe życie, kiedy tak się zachowują – to było obrzydliwe. Nie byłam pewna, czy dam radę ukryć odrazę, która malowała się na mojej twarzy, więc poruszyłam się nieco, co najwyraźniej sprawiło Ericowi przyjemność, a potem odwróciłam się twarzą w jego stronę. Oplotłam rękoma jego szyję i uniosłam głowę. Zgodził się na moją milczącą sugestię. Z tak ukrytą twarzą, mogłam się skupić się na odbieraniu myśli od ludzi w tym pokoju, kiedy Eric otworzył moje usta swoim językiem, przez co czułam się dość bezbronna. W pokoju było kilka mocnych „nadajników” i nie czułam się już dłużej sobą, bardziej przypominałam rurociąg, przez który przepływały myśli innych.
Czułam smak myśli Eggsa. Wspominał Lafayette’a, szczupłe, brązowe ciało, zręczne palce i mocno umalowane oczy. Wspominał szept Lafayette’a. Potem te wspomnienia zostały wyparte przez mniej przyjemne: Lafayette gwałtownie, przeraźliwie protestujący…
– Sookie – Eric szepnął do mojego ucha tak niskim głosem, że nikt inny nie byłby w stanie go usłyszeć. – Zrelaksuj się, Sookie. Jestem przy tobie.
Zaczęłam drażnić jego kark dłonią. Okazało się, że ktoś za nim stoi, najwyraźniej się o niego ocierając. Nagle ręka Jan okrążyła Erica i znalazła się na moim tyłku. Przez to, że mnie dotknęła, jej myśli stały się całkiem jasne; była doskonałym „nadajnikiem”. Przejrzałam jej umysł jak otwartą księgę, ale nie zauważyłam niczego interesującego. Myślała o anatomii Erica i martwiła się swoją fascynacją klatką piersiową Cleo. Nic, co mogłoby mi pomóc.
Spróbowałam szukać innych myśli, tym razem w głowie Mike’a Spencera, ale znalazłam tylko kolejne wspomnienia, tak nieprzyjemne, jak się spodziewałam. Kiedy dotykał piersi Cleo, przypomniało mu się inne ciemnoskóre ciało, bezwładne i martwe. Jego własne ciało ożywiało się na samo wspomnienie. W jego wspomnieniach widziałam też Jan śpiącą na zniszczonej kanapie, groźbę Lafayette’a, że jeśli nie przestaną go krzywdzić, to powie wszystkim, co robił i z kim, a potem były tylko pięści Mike’a, Tom Hardaway klęczący na chudej, ciemnej klatce piersiowej…
Musiałam się stąd wydostać. Nie mogłabym tego znieść, nawet gdybym właśnie nie odkryła tego, po co tu przyszłam. Nie wiedziałam, jak Portia była w stanie tu wytrzymać, zwłaszcza, że żeby się czegoś dowiedzieć, będzie musiała tu zostać, bo nie ma takiego „daru” jak ja.
Czułam rękę Jan masującą mój tyłek. To był najbardziej pozbawiony radości pretekst, żeby uprawiać seks – seks sam w sobie, oddzielony od rozumu i ducha, od miłości i fascynacji. Nawet od zwykłego lubienia. Z tego, co mówiła moja czterokrotnie zamężna przyjaciółka, Arlene, wiedziałam, że mężczyźni nie mieli z tym problemów. Najwyraźniej niektóre kobiety też nie.
– Muszę stąd wyjść – szepnęłam prosto w usta Erica. Wiedziałam, że może mnie usłyszeć.
– Chodź ze mną – odpowiedział tak cicho, jakbym słyszała go tylko w swojej głowie.
Podniósł mnie i przewiesił sobie przez ramię. Moje włosy zwisały w dół, sięgały prawie do połowy jego uda.
– Idziemy na chwilę na zewnątrz – wyjaśnił Jan, po czym usłyszałam głośne cmoknięcie. Musiał ją pocałować.
– Też mogę pójść? – zapytała na bezdechu, starając się imitować głos Marleny Dietrich. Całe szczęście, że nie mogła widzieć wyrazu mojej twarzy.
– Daj nam minutkę. Sookie nadal się trochę wstydzi – powiedział Eric głosem tak obiecującym, jak tubka lodów o nowym smaku.
– Rozgrzej ją porządnie – powiedział Mike Spencer stłumionym głosem. – Wszyscy chcemy zobaczyć naszą Sookie rozpaloną.
– Będzie rozpalona – obiecał Eric.
– Cholernie rozpalona – domagał się Tom Hardaway spomiędzy nóg Tary.
Potem, chwała Ericowi za to, znaleźliśmy się na zewnątrz i położył mnie na masce corvetty. Sam położył się na mnie, ale większość swojego ciężaru przerzucił na ręce, które znajdowały się po obu stronach moich ramion.
Patrzył na mnie, a jego twarz spoważniała. Wystawił kły. Jego oczy się rozszerzyły -białka były tak jasne, że mogłam je widzieć nawet w takiej ciemności. Było jednak zbyt ciemno, żebym mogła zobaczyć błękit jego oczu, nawet gdybym chciała.
Nie chciałam.
– To było… – zaczęłam, ale musiałam przerwać. Wzięłam głęboki wdech. – Możesz mnie nazywać słodką idiotką, jeśli chcesz, i nie będę cię za to winić, w końcu to był mój pomysł. Ale wiesz, co myślę? Myślę, że to okropne. Mężczyźni naprawdę tak robią? I kobiety też, tak na dobrą sprawę? To takie zabawne, uprawiać seks z kimś, kogo się nawet nie lubi?
– Lubisz mnie, Sookie? – zapytał Eric. Oparł się o mnie bardziej i poruszył nieznacznie.
Ojejku, nie jest dobrze.
– Eric, pamiętasz, czemu tu jesteśmy?
– Patrzą na nas.
– Nawet jeśli, pamiętasz?
– Tak, pamiętam.
– Więc musimy już jechać.
– Masz jakieś dowody? Wiesz wszystko, czego chciałaś się dowiedzieć?
– Nie mam więcej dowodów, niż miałam przed dzisiejszą nocą. Nie dowody, które można przedstawić w sądzie. – Zmusiłam się, żeby opleść rękoma jego żebra. – Ale wiem, kto to zrobił. Mike, Tom i być może Cleo.
– To interesujące – powiedział Eric, ale jego głos był daleki od szczerości.
Jego język wślizgnął się do mojego ucha. Bardzo to lubię i nie mogłam opanować przyspieszonego oddechu. Może nie byłam tak odporna na seks bez zobowiązań, jak sądziłam, że jestem. Ale z drugiej strony: lubiłam Erica, kiedy akurat się go nie bałam.
– Nie, nie podoba mi się to – powiedziałam, dochodząc do innego wniosku. – Ani trochę mi się nie podoba. – Spróbowałam odepchnąć Erica, ale bezskutecznie. – Eric, słuchaj, co mówię. Zrobiłam wszystko, co mogłam, dla Lafayette’a i Andy’ego Bellefleura, choć to raczej niewiele. Będzie musiał po prostu zrobić coś z tym, co tu odkryłam. Jest policjantem. Może znaleźć dowody. Nie jestem na tyle altruistyczna, by ciągnąć to dalej.
– Sookie – powiedział Eric. Myślę, że nie słyszał ani słowa. – Ulegnij mi.
Cóż, to było całkiem bezpośrednie.
– Nie – powiedziałam najbardziej stanowczym głosem, na jaki mogłam się zdobyć. – Nie.
– Ochronię cię przed Billem.
– To tobie będzie potrzebna ochrona!
Kiedy pomyślałam o tym, co powiedziałam, od razu tego pożałowałam.
– Myślisz, że Bill jest silniejszy ode mnie?
– Nie chcę ciągnąć tej rozmowy. – Ale i tak ją kontynuowałam. – Eric, doceniam, że chciałeś mi pomóc i przyjechałeś ze mną do tego okropnego miejsca.
– Uwierz mi, Sookie, to małe zbiorowisko śmieci jest niczym w porównaniu do miejsc, w których bywałem.