U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
– Witaj, posłańcu – powiedziała do mnie menada. – Poprzednim razem zapomniałam się przedstawić, o czym przypomniał mi mój psi przyjaciel. Jestem Callisto.
– Panno Callisto… – powiedziałam, nie wiedząc, jak inaczej się o niej zwrócić. Skinęłabym głową, gdyby Andy nie trzymał mojej szyi. To zaczynało boleć.
– Kim jest ten silny, odważny osobnik, który cię trzyma? – Callisto podeszła nieco bliżej.
Nie miałam pojęcia, jak Andy na to zareagował, ale wszyscy na ganku byli zafascynowani i przerażeni – jedyne wyjątki stanowili Eric i Bill, którzy stali z boku, z dala od ludzi. To nie zwiastowało niczego dobrego.
– To Andy Bellefleur – wykrztusiłam. – Ma pewien problem.
Po reakcji mojej skóry mogłam stwierdzić, że menada przybliżyła się nieznacznie.
– Nigdy nie widziałeś niczego takiego jak ja, prawda? – zapytała Andy’ego.
– Nie – przyznał. Wyglądał na skołowanego.
– Czy jestem piękna?
– Tak – odparł bez wahania.
– Czy zasługuję na ofiarę?
– Tak – potwierdził.
– Uwielbiam pijaństwo, a ty jesteś bardzo pijany – stwierdziła radośnie Callisto. – Uwielbiam cielesne przyjemności, a to są ludzie przepełnieni żądzą. Podoba mi się to miejsce.
– Och, wspaniale – powiedział niepewnie Andy. – Ale ktoś z tych ludzi jest mordercą. I muszę wiedzieć kto.
– Nie tylko jeden – wymamrotałam.
Andy potrząsnął mną, gdy tylko sobie przypomniał, że nadal trzyma mój kark. Zaczynało mnie to irytować.
Menada podeszła na tyle blisko, że mogła mnie dotknąć. Delikatnie pogłaskała mnie po twarzy. Mogłam poczuć zapach ziemi i wina na jej dłoni.
– Nie jesteś pijana – zauważyła.
– Nie.
– I nie odczułaś żadnych cielesnych przyjemności tego wieczoru.
Zaśmiała się. Miała wysoki, przypominający kaszel śmiech, który trwał i trwał.
Chwyt Andy’ego osłabł, gdy menada się do niego zbliżyła. Nie miałam pojęcia, jak ludzie na tarasie zinterpretowali to, co widzą, ale Andy wiedział, że ma przed sobą stworzenie nocy. Dość niespodziewanie mnie puścił.
– Podejdź tu, nowa dziewczyno – zawołał Mike Spencer. – Chcemy ci się przyjrzeć.
Upadłam na ziemię, tuż obok Deana, który z entuzjazmem zaczął lizać moją twarz. Z tego punktu widzenia dostrzegłam rękę menady oplatającą talię Andy’ego. Andy przełożył pistolet do lewej ręki, żeby móc odwzajemnić ten gest.
– Zatem czego chciałeś się dowiedzieć? – zapytała Andy’ego. Jej głos był spokojny i rzeczowy. Bezmyślnie machała różdżką z kiścią na końcu. Było to thyrsis [40]; sprawdziłam hasło „menada” w encyklopedii. Teraz mogę zginąć dedukowana.
– Ktoś z tych ludzi zabił faceta imieniem Lafayette i chcę wiedzieć kto – powiedział Andy wojowniczym tonem, charakterystycznym dla kogoś pijanego.
– Oczywiście, że chcesz, kochanie – powiedziała śpiewnie menada. – Mam to dla ciebie odkryć?
– Tak – błagał.
– W porządku.
Zaczęła przyglądać się wszystkim po kolei i skinęła palcem w kierunku Eggsa. Tara złapała go za ramię, chcąc, żeby się zatrzymał, ale Eggs szybko podszedł do menady, do tego przez cały czas uśmiechał się głupkowato.
– Jesteś dziewczyną? – zapytał.
– Nie taką, którą jesteś w stanie sobie choćby wyobrazić – powiedziała Callisto. – Wypiłeś sporo wina.
Dotknęła go thyrsis.
– O, tak – przyznał. Już się nie uśmiechał. Patrzył w oczy Callisto i trząsł się na całym ciele. Jej oczy lśniły.
Spojrzałam na Billa i zauważyłam, że jego wzrok jest wbity w ziemię. Eric wpatrywał się w maskę swojego samochodu.
Niezauważona przez nikogo, zaczęłam czołgać się w stronę Billa.
Ładna mi historia!
Pies cały czas trzymał się blisko mnie, poganiając mnie nerwowo. Czułam, że chce, żebym poruszała się szybciej. W końcu dotarłam do nóg Billa i chwyciłam się ich kurczowo. Poczułam na włosach jego dłoń, ale bałam się wykonać nagły ruch i wstać.
Callisto objęła Eggsa ramionami i zaczęła do niego szeptać. On zaś kiwał głową i odszeptywał. Potem go pocałowała, a on zesztywniał. Kiedy go zostawiła i ruszyła w kierunku ganku, pozostał sztywny i patrzył tępo w las. Menada zatrzymała się przy Ericu, który stał bliżej ganka niż ja i Bill. Przyjrzała mu się dokładnie od stóp do głów i uśmiechnęła się przerażająco. Eric patrzył w jej klatkę piersiową, uważając, żeby nie podnieść wzroku na jej twarz.
– Uroczo – powiedziała. – Po prostu uroczo. Ale nie dla mnie, ty piękny kawałku martwego mięsa.
A potem podeszła do ludzi na ganku. Wzięła głęboki wdech, chcąc nasycić się wonią pijaństwa i seksu. Węszyła, jakby złapała jakiś trop, a potem odwróciła twarz w stronę Mike’a Spencera. Nie wyglądał zbyt korzystnie, ale Callisto wydawała się zachwycona jego widokiem.
– Och – powiedziała tak radośnie, jakby właśnie dostała prezent. – Jesteś taki dumny! Jesteś królem? Jesteś dzielnym żołnierzem?
– Nie – odpowiedział Mike. – Jestem właścicielem domu pogrzebowego. – Jego głos nie był zbyt stanowczy. – Czym pani jest?
– Widziałeś kiedykolwiek coś, co by mnie przypominało?
– Nie – powiedział, a wszyscy inni pokręcili przecząco głowami.
– Nie pamietasz mojej pierwszej wizyty?
– Nie, psze pani.
– Ale złożyłeś mi wtedy ofiarę.
– Złożyłem? Ofiarę?
– O tak, kiedy zabiliście tego Murzyna. Tego ładnego. Zachowywał się jak moje dziecię i był odpowiednią ofiarą dla mnie. Dziękuję, że zostawiłeś go przed barem; uwielbiam bary. Nie mogłeś mnie znaleźć w lesie?
– Nic pani nie ofiarowaliśmy – powiedział Tom Hardaway, całkiem pokryty gęsią skórką.
– Widziałam cię – powiedziała.
Nagle wszystko ucichło. Las wokół jeziora, zawsze pełen cichych dźwięków i nieznacznych ruchów, zamarł. Ostrożnie wstałam.
– Uwielbiam brutalność seksu, uwielbiam zapach alkoholu – powiedziała rozmarzonym głosem. – Mogę biec przez całe mile, żeby znaleźć się w takim miejscu.
Przerażenie wypełniające głowy wszystkich na ganku, zaczęło udzielać się i mnie. Ukryłam twarz w dłoniach. Starałam się bronić przed ich myślami najlepiej jak umiałam, ale nie mogłam zlekceważyć tak silnych uczuć. Moje plecy się wygięły i z całych sił zacisnęłam usta, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Poczułam, że Bill obrócił się w moją stronę, a chwilę potem zjawił się przy nas Eric i teraz byłam miażdżona miedzy dwoma wampirami – nie było w tym nic przyjemnego. Fakt, że chcieli, żebym milczała, tylko zwiększał mój strach; w końcu co może przestraszyć wampiry?
Pies wcisnął się miedzy nasze nogi, jakby też chciał mnie ochraniać.
– Uderzyłeś go, kiedy uprawialiście seks. – Maneda zwróciła się do Toma. – Uderzyłeś go, bo jesteś dumny, a jego uległość cię brzydziła i podniecała. – Wyciągnęła kościstą ręką, żeby dotknąć twarzy Toma. Mogłam zobaczyć białka jego oczu. – A ty… – Wolną ręką wskazała Mike’a. – Ty też go uderzyłeś, bo byłeś owładnięty szaleństwem. A potem on zaczął grozić, że powie.
Jej lewa dłoń przeniosła się z twarzy Toma i dotknęła jego żonę, Cleo. Cleo zdążyła narzucić na siebie sweter, zanim wyszła, ale nie był zapięty.
Tara, korzystając z tego, że nie została zauważona, próbowała się wymknąć. Jako jedyna nie była sparaliżowana strachem. Czułam w niej trochę nadziei, chęć przeżycia. Wczołgała się pod metalowy stolik w kącie tarasu, zwinęła się w kulkę i zacisnęła oczy. Składała Bogu mnóstwo obietnic odnośnie poprawy swojego zachowania, jeśli pozwoli jej to przeżyć. To też dostało się do mojego umysłu. Smród strachu pozostałych stał się jeszcze bardziej uciążliwy i miałam wrażenie, że moje ciało nie odbiera niczego innego, jakby wszystkie osłony zostały złamane. Byłam tylko ich strachem. Eric i Bill jeszcze się przybliżyli, unieruchamiając mnie między swoimi ramionami.
[40] Cyt. za Wikipedią: Według greckiej mitologii thyrsus (thyrsos) to różdżka z wielkiego kopru (Ferula communis) pokrytego bluszczem i liśćmi, a czasem także innymi roślinami. Zwieńczeniem różdżki zawsze była sosnowa szyszka. Thyrsus wiązało się z wiarą w boga Dionizosa. Eurypides napisał, że miód kapał z thyrsus noszonych przez bachantki (menady). W czasie religijnych rytuałów i uczt thyrsus było uznane za święte.