Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » U martwych w Dallas
U martwych w Dallas - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

U martwych w Dallas

Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:

Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki.
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62
Перейти на страницу:

– Myślę, że Eric i ja damy sobie radę. Możesz zabrać tego chudzielca?

– Eggsa? Zobaczymy.

Tara cmoknęła mnie w policzek i ruszyła w kierunku swojego auta.

– Zostawiłam w nim kluczyki – zawołała.

– Co z twoją torebką?

Policja na pewno będzie się zastanawiała, co torebka Tary robi w chatce pełnej zwłok.

– Och… Została tam.

Spojrzałam na Billa w milczeniu, a on wszedł do chatki. Po chwili wyszedł z torbą wystarczająco dużą, żeby zmieściły się w niej nie tylko kosmetyczka i przedmioty codziennego użytku, ale i ubrania na zmianę.

– To twoja?

– Tak, dziękuję – powiedziała Tara, odbierając torebkę w taki sposób, by mieć pewność, że jej skóra nie dotknie skóry Billa. Wcześniej nie miała oporów przed dotykaniem innych, jak zauważyłam.

Eric zaniósł Eggsa do samochodu Tary.

– Nie będzie z tego nic pamiętał – poinformował ją, kiedy Sam otwierał tylne drzwi camaro, żeby Eric mógł położyć Eggsa w środku.

– Chciałabym powiedzieć to samo o sobie. – Jej twarz zdawała się zapadać, eksponując kości; wypadki tej nocy najwyraźniej się na niej odcisnęły. – Żałuję, widziałam to coś, niezależnie od tego, czym ona była. Żałuję, że to w ogóle przyszłam, nienawidziłam tego. Myślałam, że Eggs jest tego warty. – Spojrzała na tylne siedzenie samochodu. – Ale nie jest. Nikt nie jest.

– Mogę usunąć i twoje wspomnienia – zaoferował swobodnym tonem Eric.

– Nie – odpowiedziała. – Muszę pamiętać część z tego, co się stało i to jest warte pamiętania także i reszty.

Tara brzmiała, jakby postarzała się o dwadzieścia lat. Czasami ludzie dorastają w jednej chwili; ja dorosłam w wieku siedmiu lat, kiedy umarli moi rodzice. Tara dorosła tej nocy.

– Wszyscy poza mną, Eggsem i Andym nie żyją – dodała. – Nie boicie się, że coś powiemy? Będziecie nas ścigać?

Eric i Bill wymienili spojrzenia. Poten Eric podszedł nieco bliżej do Tary.

– To nie tak, Tara – zaczął bardzo racjonalnym tonem, a ona popełniła błąd i popatrzyła mu w oczy.

Kiedy ich spojrzenia już się spotkały, Eric zaczął wymazywać z jej głowy wspomnienie tej nocy. Byłam zbyt zmęczona, by protestować, co i tak na nic by się nie zdało. Skoro Tara zadała tamto pytanie, nie powinno się jej obarczać taką wiedzą. Miałam tylko nadzieję, że nie powtórzy swoich błędów, nawet, jeśli nie będzie posiadała tej wiedzy, którą nabyła niedawno; ale nie można było pozwolić na to, by opowiadała o tym wieczorze.

Tara i Eggs zostali odwiezieni przez Sama (który pożyczył spodnie Eggsa), a Bill zaczął przygotowywać wszystko, co było potrzebne, żeby podpalić chatkę tak, aby pożar wyglądał na wypadek. Eric najwyraźniej liczył kości pozostałe na tarasie, żeby upewnić się, że ciała są na tyle kompletne, by śledczy nie mieli wątpliwości. Potem przeszedł przez ogród, żeby sprawdzić, co z Andym.

– Czemu Bill nie znosi Bellefeurów? – zapytałam go ponownie.

– Och, to długa historia – odpowiedział Eric. – Jeszcze sprzed przemiany Billa.

Wydawało się, że jest zadowolony ze stanu, w jakim był Andy, i wrócił do przerwanej pracy.

Usłyszałam nadjeżdżający samochód, a Bill i Eric natychmiast zjawili się w ogrodzie. Spodziewałam się cichego trzasku zamykanych drzwiczek.

– Nie możemy podłożyć ognia w więcej niż jednym miejscu – powiedział Bill do Erica. – Nie znoszę tego postępu w kryminalistyce.

– Gdybyśmy się nie ujawniali, wina spadłaby na któreś z nich – odpowiedział Eric. – Ale skoro jesteśmy tak świetnymi kozłami ofiarnymi… To irytujące, kiedy pomyśli się, o ile silniejsi jesteśmy.

– Ej, nie jestem Marsjanką, jestem człowiekiem i świetnie was słyszę – powiedziałam.

Gapiłam się na nich; wyglądali na mniej więcej w jednej piętnastej zakłopotanych, kiedy Portia Bellefleur wysiadła z samochodu i podbiegła do brata.

– Co zrobiliście Andy’emu? – jej głos był ostry i skrzekliwy. – Cholerne wampiry.

Obejrzała szyję Andy’ego w poszukiwaniu śladów po ugryzieniu.

– Uratowali jego życie – powiedziałam jej.

Eric przez dłuższą chwilę przyglądał się Portii, oceniając ją, a potem zaczął przeszukiwać samochody martwych uczestników orgii. Wolałam nie wnikać, skąd ma ich kluczyki.

Bill podszedł do Andy’ego i głosem tak cichym, że praktycznie niesłyszalnym dla kogoś stojącego kilka stóp dalej, nakazał mu się obudzić. Andy zamrugał. Spojrzał na mnie, najwyraźniej zdziwiony, że już mnie nie trzyma. Zauważywszy Billa tak blisko siebie, wzdrygnął się, oczekując odwetu. Zauważył też, że Portia była obok niego. A potem spojrzał na chatkę.

– Pali się – powiedział wolno.

– Tak – potwierdził Bill. – Wszyscy są martwi, za wyjątkiem pary, która wróciła do miasta. Nic nie wiedzieli.

– Czyli… ci ludzie zabili Lafayette’a?

– Tak – powiedziałam. – Mike, Hardawayowie i, być może, Jan o tym wiedziała.

– Ale nie mam żadnych dowodów.

– Och, nie wydaje mi się – stwierdził głośno Eric.

Badał właśnie zawartość bagażnika lincolna należącego do Mike’a Spencera. Wszyscy podeszliśmy do samochodu, żeby się przyjrzeć. Wampirzy wzrok Billa i Erica pozwalał im łatwo stwierdzić, że na dnie bagażnika była krew. Krew, zaplamione ubrania i portfel. Eric sięgnął po niego i delikatnie otworzył.

– Możesz przeczytać, do kogo należał? – zapytał Andy.

– Lafayette Reynold – odpowiedział Eric.

– Zatem jeśli zostawimy te samochody ot tak i odjedziemy, policja znajdzie to wszystko w bagażniku i cały ten koszmar się skończy. Będę oczyszczony z zarzutów.

– Och, dzięki Bogu! – wykrzyknęła Portia, wydając z siebie westchnienie zbliżone do szlochu. Jej blada twarz i orzechowe włosy wyglądały inaczej w świetle księżyca. – Andy, wracajmy do domu.

– Portia – zaczął Bill – spójrz na mnie.

Zerknęła na niego, a potem odwróciła spojrzenie.

– Przepraszam, że tak z tobą pogrywałam – powiedziała ostro. Czuła się zawstydzona, że musi przepraszać wampira, to było jasne. – Chciałam, żeby ktoś z tych ludzi mnie tutaj zaprosił, żebym mogła na własne oczy przekonać się, co się tu dzieje.

– Sookie cię wyręczyła – powiedział łagodnie Bill.

Spojrzenie Portii skupiło się teraz na mnie.

– Mam nadzieję, że to nie było zbyt okropne, Sookie – powiedziała, ku mojemu zaskoczeniu.

– Było tragicznie – odpowiedziałam. Portia się skuliła. – Ale już po wszystkim.

– Dziękuję, że pomogłaś Andy’emu – dodała odważnie.

– Nie pomagałam Andy’emu. Pomagałam Lafayette’owi – wyjaśniłam.

Wzięła głęboki oddech.

– Oczywiście – powiedziała z godnością. – Był twoim współpracownikiem.

– Był moim przyjacielem – poprawiłam.

Wyprostowała się.

– Twoim przyjacielem – powtórzyła.

Ogień coraz bardziej się rozprzestrzeniał i niedługo powinna się tu zjawić policja i straż pożarna. Najwyższy czas się stąd wynosić.

Zauważyłam, że ani Eric, ani Bill nie zaoferowali, że usuną wspomnienia Andy’ego.

– Wracaj do domu – powiedziałam do Andy’ego. – Wracajcie z Portią do domu i powiedzcie babci, żeby przysięgała na wszystko, że w ogóle nie wychodziliście.

Bez słowa rodzeństwo wsiadło do audi Portii i odjechało. Eric wsiadł do swojej corvetty, żeby odjechać do Shreveport, a ja i Bill ruszyliśmy przez las do samochodu Billa, zaparkowanego kawałek dalej. Bill mnie niósł, co lubił robić. Muszę przyznać, że czasami też to lubiłam.

Teraz było właśnie jedno z tych „czasami”.

Do świtu pozostało niewiele czasu. Jedna z najdłuższych nocy mojego życia zbliżała się właśnie do końca. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu pasażera, okropnie zmęczona.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)