U martwych w Dallas
- Автор: Харрис Шарлин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «U martwych w Dallas». Краткое содержание книги:
Pewnego dnia Sookie znajduje na parkingu ciało zamordowanego kucharza z baru, w którym pracuje. Jakby tego było mało, zostaje śmiertelnie poraniona i otruta przez tajemnicza postać z mitów greckich. Na szczęście, pewne przyjacielsko usposobione wampiry wysysają jej zatrutą krew. Kiedy proszą ja o przysługę, Sookie wdzięczna za uratowanie życia nie odmawia. Wkrótce wykorzystuje swoje telepatyczne zdolności aby znaleźć wskazówkę co do zaginięcia pewnego wampira. Wkrótce, jednak Sookie zaczyna żałować swej decyzji…
– Co się stało piątkowej nocy? – zapytał Eric.
Byłam tak zaskoczona, że prawie podskoczyłam. Kiedy poczułam, że moje serce jednak nie chce wyskoczyć z mojej klatki piersiowej, podniosłam się z łóżka i podeszłam do niego, formując dłonie w pięści.
– Masz wystarczająco dużo lat, żeby wiedzieć, że nie wchodzi się do cudzego domu bez pukania i zaproszenia do środka. Poza tym, czy ja cię kiedykolwiek zaprosiłam do środka?
Musiałam go zaprosić, inaczej nie mógłby przekroczyć progu tego domu.
– Kiedy wpadłem zobaczyć się z Billem miesiąc temu. I pukałem. – Starał się wyglądać, jakby moje słowa go zraniły. – Nie odpowiadałaś, a wydawało mi się, że słyszałem głosy, więc wszedłem. Próbowałem nawet cię wołać.
– Możliwe, że wyszeptałeś moje imię, ale zachowałeś się źle i o tym wiesz!
Nadal byłam wściekła.
– Co zamierzasz założyć na imprezę? – zapytał Eric, efektownie zmieniając temat. – Jeśli to ma być orgia, w co może się ubrać taka grzeczna dziewczyna jak ty?
– Nie wiem – powiedziałam, nieco przygnębiona tą perspektywą. – Jestem pewna, że powinnam wyglądać jak dziewczyna, która bywa na orgiach, ale nigdy na żadnej nie byłam i nie mam pojęcia, od czego zacząć, ale mam dość jasną wizję, jak powinnam ostatecznie wyglądać.
– Ja bywałem na orgiach.
– Czemu mnie to nie dziwi? Więc w co się ubrałeś?
– Ostatnio wymagana była zwierzęca skóra, ale tym razem zdecydowałem się na to.
Eric miał na sobie długi płaszcz w wojskowym stylu. Teraz zdjął go teatralnym gestem, a ja mogłam tylko stać i się gapić. Normalnie Eric był typem faceta noszącego dżinsy i T-shirt. Teraz miał na sobie różowy tank top [38] i lycrowe legginsy. Nie mam pojęcia, gdzie je kupił; nie znałam ani jednej firmy produkujące lycrowe legginsy w męskim rozmiarze XL. Były różowo-błękitne, jak zawijasy na drzwiach auta Jasona.
– Wow – powiedziałam, nie mogąc wykrztusić z siebie nic innego. – Wow. To się nazywa strój…
Kiedy patrzy się na faceta w lycrze, wyobraźnia nie ma wielkiego pola do popisu. Oparłam się pokusie poproszenia Erica, żeby się obrócił.
– Nie sądzę, że byłbym przekonujący jako drag queen [39] – powiedział Eric – ale zdecydowałem, że to powinno być odpowiednie na taką okazję.
Zatrzepotał rzęsami, najwyraźniej świetnie się bawiąc.
– Och, tak – powiedziałam, starając się patrzeć w innym kierunku.
– Czy chcesz, żebym poszukał w twojej szafie czegoś odpowiedniego? – zapytał.
Zdążył już otworzyć górną szufladę szafki z moją bielizną, zanim krzyknęłam:
– Nie, nie! Zaraz coś znajdę!
Ale nie mogłam znaleźć nic bardziej seksownego niż koszulka i szorty. W każdym razie szorty były jeszcze z czasów liceum i zakrywały mnie tak samo, jak „gąsienica ściskająca motyla”, jak poetycko ujął Eric.
– Wyglądam raczej jak Kaczka Daisy – wymamrotałam, zastanawiając się, czy pasek dołu od bikini odciśnie się na moim tyłku na zawsze.
Miałam na sobie stalowoniebieski stanik i wydekoltowany podkoszulek, który eksponował większość ozdób na biustonoszu. To był jeden z moich zapasowych staników i miałam nadzieję, że nic mu się nie stanie, bo Bill go jeszcze nie widział. Moja opalenizna jeszcze nie zeszła. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
– Patrz, nasze włosy mają ten sam kolor – powiedziałam, patrząc na nas w lustrze.
– Jasne – wyszczerzył się do mnie. – Ale czy jesteś blondynką wszędzie?
– Chciałbyś wiedzieć, co?
– Tak – przyznał po prostu.
– Cóż, możesz się tylko domyślać.
– Bo ja tak – powiedział. – Całkiem blond.
– Domyśliłam się po torsie.
Podniósł moją rękę, żeby obejrzeć pachę.
– Kobieca głupota, golić się – stwierdził, puszczając moją rękę.
Już chciałam powiedzieć coś na ten temat, ale zorientowałam się, że to nie doprowadzi do niczego dobrego, więc zamiast tego stwierdziłam:
– Musimy jechać.
– Nie masz zamiaru się poperfumować? – Zaczął wąchać wszystkie buteleczki, które stały na mojej toaletce. – Wybierz te! – Rzucił we mnie jedną z buteleczek. Złapałam ją bez namysłu. Uniósł brwi. – Wypiłaś więcej wampirzej krwi, niż sądziłem, Sookie.
– „Obsesja” – przeczytałam na buteleczce. – Och, w porządku.
Przezornie nie skomentowałam jego obserwacji, tylko skropiłam się perfumami między piersiami i za kolanami. Czułam, że zapach otacza mnie od stóp do głów.
– Jaka jest nasza misja, Sookie? – zapytał Eric, przyglądając się moim czynnościom z zainteresowaniem.
– Idziemy na tę głupią niby-seks-imprezę i staramy się jak najmniej rzucać w oczy. Będę zbierać informacje z umysłów ludzi tam zebranych.
– Informacje dotyczące…?
– Dotyczące śmierci Lafayette’a Reynolda, kucharza w barze Merlotte’s.
– A dlaczego to robimy?
– Bo lubiłam Lafayette’a. I żeby oczyścić Andy’ego Bellefleura z zarzutu zabójstwa Lafayette’a.
– Bill wie, że pomagasz Bellefleurowi?
– Czemu o to pytasz?
– Wiesz, że Bill nienawidzi Bellefleurów.
Eric powiedział to takim tonem, jakby był to najlepiej znany fakt w całej Luizjanie.
– Nie – odpowiedziałam. – Nie, nie wiedziałam o tym. – Usiadłam na krześle przy łóżku i skupiłam wzrok na jego twarzy. – Dlaczego?
– Musisz go sama zapytać, Sookie. I to jedyny powód, dla którego tam idziemy? Nie używasz tego jako sprytnej wymówki, żeby się ze mną poobściskiwać?
– Nie jestem na tyle sprytna, Eric.
– Myślę, że się oszukujesz, Sookie – stwierdził z szerokim uśmiechem.
Przypomniało mi się, że według tego, co mówił Bill, Eric mógł teraz wyczuwać moje nastroje. Ciekawe, co takiego wiedział o mnie, czego nie wiedziałam nawet ja sama.
– Posłuchaj, Eric… – zaczęłam, kiedy wyszliśmy z domu i przeszliśmy przez ganek. Potem zatrzymałam się i zaczęłam zastanawiać, jak ująć to, co chcę powiedzieć.
Zaczekał. Wieczór był pochmurny, a od lasu bił chłód. Wiedziałam, że noc po prostu wydaje mi się groźna, bo wybieram się na imprezę, która budzi mój niesmak. Będę szukać informacji, przed którymi całe życie chroniłam swój umysł – taka sytuacja wydawała mi się wręcz idiotyczna, ale czułam jakiś wewnętrzny obowiązek, musiałam pomóc Andy’emu Bellefleurowi odkryć prawdę; do tego, w dziwny sposób, szanowałam Portię za to, że chciała skazać się na coś nieprzyjemnego, żeby tylko pomóc bratu. Fakt, że Portia odczuwała prawdziwy wstręt do Billa, był dla mnie niepojęty, ale jeśli Bill mówił, że się go bała, to najwyraźniej tak było. Mnie przerażał ten nadchodzący wieczór, w czasie którego miałam poznać prawdziwe twarze ludzi, których znałam od zawsze.
– Nie pozwól, żeby coś mi się stało, dobrze? – powiedziałam Ericowi. – Nie chcę się zbliżać do nikogo z tych ludzi. Chyba boję się, że coś się stanie, ktoś posunie się za daleko. Nawet dla odkrycia, kto zamordował Lafayette’a, nie mam zamiaru uprawiać z nikim seksu.
Tego się właśnie bałam najbardziej: że coś pójdzie nie tak, jakiś środek bezpieczeństwa zawiedzie i stanę się ofiarą. Kiedy byłam dzieckiem, coś mi się przytrafiło; coś, czemu nie mogłam zapobiec ani przeciwdziałać, coś niezwykle złego. Wolałabym raczej umrzeć, niż przeżyć coś takiego jeszcze raz. To właśnie dlatego tak desperacko walczyłam z Gabe’em i dlatego tak mi ulżyło, kiedy Godfrey go zabił.
– Ufasz mi? – Eric wydawał się być zaskoczony.
– Tak.
– To… szaleństwo, Sookie.
– Nie sądzę.
Nie miałam pojęcia, skąd przyszła ta pewność, ale tak, byłam pewna. Założyłam długi, ciepły sweter, który zabrałam ze sobą.
[38] Bluzka bez rękawów, opcjonalnie półgolf, też bez rękawów.
[39] Cyt. za Wikipedią: Drag queen – mężczyzna upodabniający się strojem i makijażem do kobiety, występujący na estradach klubowych. Makijaż, strój i choreografia drag queens jest zwykle przesadny i odróżnia ich od "zwyczajnych" kobiet. Elementem występu jest często także upodobnienie się do znanych kobiet estrady, czasem ich zabawna parodia.