Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:

Bette Robinson pracuje w dziele bankowości inwestycyjnych z pełnym poświęceniem, bo tego oczekuje się od pracowników wielkich korporacji, ale nienawidzi swojego zajęcia, które nie zostawia jej ani chwili na życie towarzyskie. Lubi czytać romanse i z przyjemnością uczestniczy w zebraniach klubu książki, gdzie dziewczyny marzą o wielkiej miłości. W końcu znużona 'wyścigiem szczurów' rezygnuje z posady i zaczyna rozkoszować się pełną wolności. Kurczące się zasoby finansowe zmuszają ja do znalezienia następnej pracy – udaje jej się zatrudnić w modnej agencji public relations. Uczestnictwo w życiu towarzyskim należy tu do obowiązków służbowych.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 102
Перейти на страницу:

– Ja też nie. Pewnie dlatego chce, żeby je dołączyć. – Kiedy nie przestawała przełykać, stwierdziłam, że najlepiej będzie zmierzać do końca. – Więc to tyle. Kontaktowałam się z panem Kronerem, dokładnie wie, co ma podkreślać, a co pomijać podczas rozmów z prasą, i będę cały wieczór na miejscu, żeby dopilnować wszystkiego, co może wyniknąć. W każdym razie spodziewam się, że pójdzie gładko. Och, i rozmawiałam z Philipem. Rozumie, jak sądzę, że jako gospodarz imprezy nie powinien pić wódki butelkami, flirtować z nieletnimi i publicznie, z nadmiernym entuzjazmem zażywać narkotyków. Nie mogę zagwarantować, że zastosuje się do tych zasad, ale zapewniam cię, że przynajmniej został poinformowany o ich istnieniu.

– W końcu mamy się tam wszyscy zabawić, prawda? Więc jestem pewna, że jeśli Philip zechce trochę zabalować, nie będziemy przesadnie protestowali. Po prostu trzymaj go z daleka od prasy. Zrozumiano?

– Oczywiście. Uroczyście pokiwałam głową, zastanawiając się, jakim cudem mam trzymać fotografów i publicystów z dala od dokładnie tej osoby, którą przyszli zobaczyć. Zdecydowałam, że później coś z tym zrobię. – Kelly, strasznie cię przepraszam za ten kawałek w „Nowojorskiej Bombie”. Czuję się, jakbym miała na plecach tarczę strzelniczą, i to tylko dlatego, iż rzekomo spotykam się z Philipem Westonem. Gdybym miała paranoję, uznałabym, że ta cała Ellie się na mnie uwzięła.

Obrzuciła mnie dziwnym spojrzeniem, z wyrazem twarzy przypominającym litość, i pomyślałam, że może te wzmianki przeszkadzają jej bardziej, niż przyznaje. Kelly zbywała wszystkie moje przeprosiny czy napomknienia o internetowej publikacji, zarzekając się, że każde skojarzenie z Philipem Westonem jest dobre i dzięki temu zyskuje obraz firmy – nawet jeśli ja dorobiłam się wrzodów, czekając na każde kolejne wydanie – ale może zmęczyły ją ataki. Cóż, byłoby nas dwie.

– Bette, muszę ci coś powiedzieć – zaczęła wolno. Z lodówki pod biurkiem wyciągnęła nową, plastikową, litrową butelkę coli.

Z tonu jej głosu wywnioskowałam, że to nic dobrego. Stało się, pomyślałam. Teraz zostanę zwolniona za coś, co w ogóle ode mnie nie zależy. Wygląda na taką zmartwioną, że musi to zrobić – w końcu jest bardzo lojalna wobec Willa, ale najwyraźniej nie dałam jej wyboru. W branży, gdzie wszystko kręci się wokół tego, jak co zostanie przedstawione w prasie, fatalnie zawiodłam. W sumie to jej obowiązek, jest zobowiązana, żeby mnie zwolnić – stworzyła tę firmę, a ja się zjawiam i ją degraduję. Jak powiem to Willowi? A rodzicom? Zaczęłam już kalkulować, ile czasu potrwa przerobienie mojego CV i rozpoczęcie starań o nową pracę, kiedy Kelly pociągnęła łyk coli i odchrząknęła.

– Bette, obiecaj mi, że to, co ci powiem, nie wyjdzie poza ten pokój.

Odetchnęłam z ulgą. Nie wyglądało to na początek przemowy na temat zwolnienia mnie z pracy.

– Oczywiście – zapewniłam, wyrzucając z siebie słowa z pospieszną gorliwością. – Jeżeli mi mówisz, że nie mam o tym wspominać, to oczywiście nie wspomnę.

– Przedwczoraj jadłam lunch z kobietą od Polo Ralpha Laurena. Mam wielką nadzieję podpisać z nimi umowę. Byliby naszym największym i najbardziej spektakularnym klientem, przynajmniej na razie.

Skinęłam głową, a Kelly mówiła dalej:

– I dlatego musisz zachować dyskrecję. Jeżeli ta informacja wyjdzie, jeżeli komukolwiek powiesz, będzie wiedziała, że to ja, i nigdy nie dostaniemy tego kontraktu.

– Rozumiem.

– Rzecz dotyczy „Nowojorskiej Bomby”…

– Masz na myśli Wtajemniczoną Ellie?

Kelly na mnie spojrzała.

– Tak. Jak wiesz, to pseudonim. Dokłada wszelkich starań, żeby zachować swoją tożsamość w tajemnicy, żeby móc się swobodnie poruszać wśród ludzi i rozmawiać z niczego nieświadomymi. Nie jestem pewna, czy coś ci to powie, ale tę kolumnę pisze jakaś dziewczyna nazwiskiem Abrams. Abigail Abrams.

Nie wiem skąd, ale ułamek sekundy przed tym, zanim wymówiła to nazwisko, wiedziałam, że to będzie nazwisko Abby. Absolutnie nie zakładałam, że autorem tekstów może być ktoś, kogo wcześniej znałam – czy choćby spotkałam – ale jakimś sposobem, w przebłysku, byłam pewna, że wymieni nazwisko Abby. Świadomość ta nie pomogła mi jednak w żaden sposób się przygotować i nie byłam w stanie nic zrobić. Gapiłam się tylko na Kelly, ręce miałam wetknięte pod uda i czułam taki sam duszący ucisk jak w piątej klasie na lekcji gimnastyki, kiedy czerwona gumowa piłka walnęła mnie w żołądek i pozbawiła tchu. Jak mogłam być taka tępa? Ale skąd miałam wiedzieć? Usiłowałam zaczerpnąć tchu i zrozumieć, co Kelly do mnie mówi. Wszystkie te okropne rzeczy, które zostały napisane – wszystkie przekłamania, ubarwienia, wnioski i zwykłe kłamstwa – wyszły z ust Abby, samozwańczego wiru świata mediów. Dlaczego, u licha, tak mnie nienawidzi? Nie mogłam odpędzić tej irracjonalnej myśli. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Oczywiście nigdy się nie lubiłyśmy, jasne, ale dlaczego zapragnęła zrujnować mi życie? Co takiego zrobiłam?

Kelly najwyraźniej zinterpretowała mój wstrząs jako brak skojarzeń, bo powiedziała:

– Tak, ja też nie rozpoznałam nazwiska. To nikt, co jest sprytnym zagraniem z ich strony. Nie można podejrzewać kogoś, o kim się wcześniej nie słyszało. Ta kobieta od Ralpha Laurena to jej szwagierka i kazała mi przysiąc, że dochowam tajemnicy. Mam wrażenie, że po prostu chciała to komuś powiedzieć. A może sprawdza moją dyskrecję? To bez znaczenia. Nie piśnij ani słowa, ale jeśli natkniesz się na tę dziewczynę, masz szansę przypilnować, żeby dotarł do niej właściwy obraz czy informacje.

Z początku sądziłam, że Kelly zdradza mi tożsamość publicystki, żebym mogła jej starannie unikać, ale wyraźnie nie takie miała intencje.

– Teraz możesz jej podsuwać rozmaite rzeczy. Zachowaj spokój i rozegraj to na zimno, podaj w formie sensacji i będziemy mieli jeszcze lepszą okazję zapewnienia naszym klientom takiej prasy, jakiej potrzebują.

– Brzmi świetnie – wychrypiałam. Nie mogłam się doczekać, kiedy wyjdę z biura i jeszcze raz przeczytam każde słowo napisane przez Abby. Jak uzyskała dostęp do informacji? Z goryczą przypomniałam sobie, jak musiała wyczuć, że natknęła się na złotą żyłę tego pierwszego wieczoru w Bungalowie, kiedy poznałam Philipa. Oczywiście teraz wszystko zaczynało się układać w spójną całość: ostatnio wszędzie bywała, zawsze wyskakiwała jak diabeł z pudełka, mając pod ręką paskudny komentarz albo złośliwe spojrzenie.

– Okej, dość o tym. Nie przejmuj się za bardzo. Skup się po prostu na tym, żeby wszystko dzisiaj zagrało. Będzie wspaniale, nie uważasz?

Mruknęłam kilka razy „wspaniale” i wyszłam z jej biura, powłócząc nogami. Zaczęłam już fantazjować na temat konfrontacji z Abby. Istniały miliony możliwości, każda równie smakowita. Dopiero kiedy dotarłam do okrągłego stołu i wbiłam wzrok w laptopa, zdałam sobie sprawę, że za cholerę niczego nie mogę zrobić. Nie mogłam nikomu powiedzieć, że wiem, a już z pewnością nie Abby.

Spróbowałam się skupić. Wycięłam tekst z Page Six i przy-kleiłam na środku naszego wspólnego okrągłego stołu, a potem zalogowałam się do sieci, żeby sprawdzić, czy samolot, który miał zabrać Jaya-Z z Los Angeles, wystartował o czasie z Nowego Jorku, co znacząco podniosłoby szanse na jego dotarcie, a potem opuszczenie LA zgodnie z rozkładem. Na razie było w porządku. Wyznaczyłam dwóch pracowników, żeby pojechali samochodami na lotnisko i czekali na jego przybycie. Nie było to konieczne, ponieważ hotel Gansevoort posyłał po gości dwie limuzyny, ale chciałam, żeby ktoś na własne oczy potwierdził przylot rapera i przypilnował go przy wsiadaniu do samochodu na wypadek, gdyby coś zatrzymało go po drodze. Szybki telefon do Sammy'ego – milcz, moje serce – potwierdził, że przygotowania szły gładko. Z odznaczonymi wszystkimi pozycjami na liście spraw do załatwienia starałam się wyrzucić z głowy myśli o złośliwości Abby. Było późne popołudnie i nie zostało mi zupełnie nic do zrobienia.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)