Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 71
Перейти на страницу:

Ryknęła syrena alarmu bojowego. Leonid i Osima wzywali nas do sterówki.

20

Po ogłoszeniu alarmu bojowego informacje o sytuacji wokół statku, w normalnych warunkach docierające jedynie do sterówki, przekazuje się wszystkim członkom załogi, a MUK nieustannie sumuje i uogólnia ich opinie. W takich chwilach dowódcą staje się zespół ludzki i nominalny dowódca dysponuje władzą jedynie w takim zakresie, jaki niezbędny jest do realizacji kolektywnej woli załogi, w której jego osobista wola spełnia rolę ważną, lecz nie decydującą.

Leonid był ponury, ale spokojny. Osima wyglądał na zdenerwowanego. Zajęliśmy swoje miejsca i Osima powiedział:

— Szliśmy z prędkością stu dziesięciu jednostek. Rozkazałem automatom zmniejszyć prędkość o dwadzieścia procent. Po wyhamowaniu okazało się, że szybkość wynosi nie osiemdziesiąt dziewięć, lecz dziewięćdziesiąt sześć jednostek. Wokół nas samorzutnie znika przestrzeń w tempie około siedmiu jednostek świetlnych.

Olga zamyśliła się. Tajemnicze niknięcie przestrzeni mogło mieć związek z odebranym przez nas groźnym ostrzeżeniem. Ale czemu ktoś przyspiesza nasz lot, skoro i tak idziemy w obszarze nadświetlnym?

— Musimy zdecydować — powiedziała wreszcie co teraz robić. Zagłębiać się nadal w skupisko gwiezdne, czy też wycofać się, jak radzą nieznani przyjaciele?

— Lub wrogowie — zaoponował Leonid. — Nie jestem przekonany, że depesza pochodzi od przyjaciół. Proponuję kontynuować rejs.

MUK zawiadomił, że załoga popiera Leonida. Przykro było po długiej podróży uciekać przed nie wiadomo czym. Na Ziemi nie zrozumiano by zresztą takiego postępowania. Nawet nowy telegram naszych zagadkowych korespondentów: „Macie jeszcze czas na ratunek! Wracajcie, bo mkniecie ku zgubie!” nie zmienił naszej decyzji. Nadałem tylko naszą odpowiedź: „Kontynuuję rejs. Na czym polega niebezpieczeństwo?”

— Póki będą się zastanawiać, sami postaramy się zrozumieć, co się dzieje — powiedziała Olga. — Trzeba będzie zmieniać prędkości. Na początek dodamy ze trzydzieści jednostek.

Po wykonaniu przez automaty rozkazu mieliśmy sto dwadzieścia jednostek. Nie zaobserwowaliśmy dodatkowej anihilacji przestrzeni. Jeśli poprzednio ktoś starał się przyspieszyć nasz lot, to obecna prędkość mu odpowiadała.

— Zwolnijmy teraz o te same trzydzieści jednostek, ale etapami — rozkazała Olga.

Na rubieży stokrotnej prędkości światła pojawiły się oznaki zewnętrznej ingerencji. W miarę hamowania ta ingerencja nasilała się. Szybkość własna statku zmniejszyła się do sześćdziesięciu jednostek, natomiast prędkość sumaryczna wynosiła siedemdziesiąt pięć jednostek świetlnych, a więc ktoś dodawał nam piętnaście jednostek. Przez jakiś czas lecieliśmy z tą prędkością, nie zmniejszaliśmy własnej i nie dodawano nam zewnętrznej. Wrogowie ścieśniają świat — przypomniałem sobie komunikat przekazany przez Spychalskiego na Ziemię. Oto ich ścieśnianie świata, myślałem. Wygrzebują własną przestrzeń gwiezdną, aby podprowadzić nas na dystans ciosu grawitacyjnego. Ryzykują równowagę kosmiczną swojego światka, aby tylko zniszczyć przeciwnika.

— Anihilatory napędowe stop! — powiedziała Olga. — Wyhamować lot swobodny!

Wkrótce nie wydatkowywaliśmy na ruch ani jednego alberta, a gwiazdolot pędził naprzód z prędkością dwudziestu pięciu jednostek świetlnych. Ktoś intensywnie pochłaniał leżącą na naszej drodze przestrzeń.

Odbiorniki pochwyciły nowy komunikat. Tym razem trudno go było rozszyfrować. Pojawiły się zakłócenia, jedna fala nakładała się na drugą. „Wpadliście do stożka ścieśnienia… anihilacja do trzydziestu dwóch świetlnych… jeszcze czas… peryferie… uciekajcie pełną mocą… okrutni… niestety bezsilni… wracajcie…”

— Jasne — powiedziała Olga. — Radzą uciekać, póki mamy jeszcze czas i starcza nam mocy.

— Wróg przyciągający nas do siebie zakłóca transmisję, aby rady przyjaciół do nas nie dotarły — dodałem. — Sądzę, że trzeba postępować odwrotnie, niż tego sobie życzy wróg — kontynuowała Olga. — W tej sytuacji należałoby chyba jednak wycofać się na razie ze skupiska. Wrócić tu zawsze zdążymy.

— Nie rozumiem, czego się boisz? — powiedział.

Leonid ze złością. — W depeszy powiedziano, że maksymalne ścieśnienie przestrzeni wynosi trzydzieści dwie jednostki świetlne, my zaś rozwijamy pięć tysięcy jednostek! Jeśli zajdzie potrzeba, przebijemy się przez ich osłonę jak nosorożec przez ściankę namiotu! Nalegam na kontynuowanie wyprawy, gdyż na razie żadne z jej zadań nie zostało wykonane!

Leonid łatwo wpada we wściekłość, kiedy ktoś mu się opiera. Jego czarna skóra szarzeje, oczy robią się całkiem białe, spod uchylonych warg ukazują się zęby. Zawsze też wybiera spośród wielu możliwości tę, która daje najwięcej szans na bójkę. W starożytności byłby zapewne wodzem bitnego plemienia. Ale póki do walki nie doszło, jego rady trzeba traktować z wielką ostrożnością. Zresztą w tym wypadku stałem po jego stronie.

Olga zwróciła się do mnie: — Eli, a fale przestrzenne?

Wiedziałem, co ją niepokoi. Jeśli zginiemy, razem z nami przepadnie nasze odkrycie, tak potrzebne ludzkości. Ile czasu minie, zanim inni na nie natrafią? Czy wobec tego mamy prawo poddawać szalonemu ryzyku jej dobro? Ale któż dowiódł, że nasze ryzyko jest szaleńcze?

— Jestem za kontynuowaniem wyprawy. Na razie nie widzę powodów do paniki.

— Niechaj więc znów MUK się wypowie — powiedziała Olga.

MUK oświadczył, że jedynie dowódca nalega na powrót, wszyscy zaś pozostali członkowie załogi żądają kontynuowania rejsu.

— Muszę się więc podporządkować większości powiedziała Olga z troską w głosie.

Leonid uruchomił anihilatory.

21

Doskonale pamiętam swoje odczucia, kiedy wtargnęliśmy w gęstwę ogromnego zbiorowiska gwiezdnego. Nie przypuszczałem wtedy nawet, że nasz ryzykowny wypad omal nie zakończy się tragicznie dla gwiazdolotu, a ja sam na wiele miesięcy stanę się inwalidą. Byłem jednak wówczas w kiepskim nastroju. Spoglądałem na płonącą gwiezdną sferę i wszystko mi w duszy aż drżało z niepokoju. Świetnie ten stan pamiętam.

Siedziałem na zewnętrznym fotelu, obok Leonid, za nim Olga i Osima. Prędkość statku wzrastała i wszystko dokoła nieuchwytnie się zmieniało. Gwiazdy były już nie punkcikami, lecz ziarenkami grochu błyszczącymi jak malutkie księżyce. Szczególnie jasne gwiazdy otoczone były koronami. Gęstość gwiazd setki, jeśli nie tysiące razy przewyższała tę, do jakiej przywykliśmy w okolicach Układu Słonecznego. Ale cały ten majestat był groźny, emanowało zeń tajemnicze niebezpieczeństwo.

Z zadumy wyrwał mnie głos Osimy:

— Trajektoria statku wiedzie ku gwieździe widocznej obecnie pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Wskazał mi ciało niebieskie połyskujące w bok od kursu. Dzieliło nas od niego kilka lat świetlnych, lecz jego jasność absolutna była wyższa od wszystkich znanych mi dotychczas gwiazd. Był to typowy czerwony superolbrzym. W pobliżu świeciły inne, słabsze gwiazdki.

— Komputerowi coś się pomyliło — odezwał się Leonid. — Nie zamierzałem wcale lecieć kursem ku tej gwieździe. Czerwony gigant pozostanie z boku.

Oglądałem gwiazdę przez lunetę mnożnika. Okrążały ją trzy planety. Wszystkie trzy wydawały mi się dziwne, gdyż zbyt silnie błyszczały. Analizatory określiły ich skład. Planety były metalowe.

W przestrzeni działy się niezwykłe rzeczy. Ktoś nieustannie nadawał fale, ktoś inny natychmiast je gasił. Deszyfratory nie potrafiły sobie poradzić z plątaniną informacji i zakłóceń. Z niewyobrażalnego chaosu udało się jedynie wydobyć wielokrotnie powtarzane słowa: „Nie wolno!”

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)