Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #1
- Год: 1972
- Язык: польский
- Год: Iskry
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:
Nie będę tu szczegółowo opisywał doświadczeń. Niepowodzenia i sukcesy zostały zanotowane w pamięci komputera i tam odsyłam zainteresowanych. Ważne jest jedno: niezliczone eksperymenty dowiodły, że wahania gęstości przestrzeni podlegają prawom mechaniki falowej. Otrzymywaliśmy fale kuliste, stożkowe i cylindryczne w postaci wąskiego promienia przebijającego przestrzeń. Jedno tylko prawo ruchu drgającego nie sprawdzało się w wypadku fal gęstości przestrzeni, fale te mianowicie rozchodziły się zawsze z prędkością nadświetlną. Samo światło było szczególnym, granicznym rodzajem fal przestrzennych i to tłumaczyło jego zagadkową dotąd stabilność w poruszających się układach. Wkroczyliśmy w niezwykły, nie znany jeszcze na Ziemi świat!
Kiedy odkrycie zostało wszechstronnie zbadane i sprawdzone, zmontowaliśmy zespół nowych maszyn: generatorów fal przestrzennych, odbiorników i deszyfratorów depesz nadawanych na tych falach. Teraz mogliśmy notować dowolne zakłócenia poczynając od przyświetlnych, kiedy fala przestrzenna o niskim poziomie energetycznym była o krok od zamiany na światło, aż do hiperprędkich, rozchodzących się z szybkościami równymi miliardowym wielokrotnościom szybkości światła. Odtąd już Zływrogi nie mogły się do nas niepostrzeżenie podkraść, gdyż mogliśmy ich obserwować w obszarze nadświetlnym na falach przestrzennych. Przestała nam grozić walka na oślep z widzącym przeciwnikiem. I znów wprawiła mnie w zdumienie świetna konstrukcja zagadkowych istot zwanych Zływrogami lub Niszczycielami. Zdjęcia anatomiczne ciał przekonały nas, że ich serce było nie tylko grawitatorem i bronią grawitacyjną, lecz także doskonałym nadajnikiem fal przestrzennych.
Olga marzyła o zorganizowaniu służby dyspozycyjnej żeglugi międzygwiezdnej.
— Obecnie zaraz po starcie statek niknie w obszarze nadświetlnym i nie ma z nim żadnego kontaktu. Wkrótce to się zmieni. Dyspozytor na Orze będzie wiedział wszystko o każdym statku bez względu na to, jaka odległość go od niego dzieli. Wydawać rozkazy gwiazdolotom znajdującym się na przeciwległym krańcu Wszechświata i natychmiast uzyskiwać odpowiedzi! W głowie się kręci… Czyż to nie wspaniałe?
A ja wspominałem Andre tęskniącego za Żanną i nigdy nie widzianym Olegiem. O ile piękniejsze byłoby jego życie, gdyby mógł komunikować się z ukochanymi, gdyby nie czuł się od nich odcięty, zamknięty w obcym świecie. Czyż możliwość natychmiastowego pokonywania niewyobrażalnych przestrzeni nie jest urzeczywistnieniem odwiecznych ludzkich marzeń o wszechobecności?
— Słuchać Ziemi! — powiedziałem. — Widzieć Ziemię! Zawsze być razem z Ziemią!
19
Później nastąpiło to, co już wielokrotnie zdarzało się w trakcie naszej kosmicznej Odysei i co od dawna winno spowszednieć, a mimo to za każdym razem zaskakiwało majestatem i pięknem.
Podwójna gromada gwiezdna Chi i Psi Perseusza, matowa mgiełka od roku nie zmieniająca ani kształtu, ani wielkości, ani jasności, nagle ożyła i zaczęła rosnąć. Skupisko zmieniało się w oczach, pęczniało, rozpełzało się jaskrawymi gwiazdami, ogromniało. Nastała wreszcie chwila, kiedy cała przednia półkula pokryła się słońcami Perseusza i tylko z tyłu zostały gwiazdy z innych gromad. Potem również i one zniknęły. Znaleźliśmy się wewnątrz gwiazdozbioru.
Dyżurujący w owej znamiennej godzinie Osima zaczął zmniejszać prędkość.
Wtargnęliśmy do jednego z największych skupisk gwiezdnych Galaktyki, wyraźnie rozpadającego się na dwa zespoły ciał. Niebo wzdłuż równika sfery gwiezdnej przecinało ciemniejsze pasmo, oddzielające te zespoły od siebie, jednak słońc w tym „ciemnym” paśmie było znacznie więcej niż w najjaśniejszym wycinku ziemskiego nieboskłonu. Niebo obu skupisk płonęło tak jaskrawym światłem, że bez trudu rozróżniałem litery na formularzach obserwacyjnych. W Perseuszu nie ma nigdy naprawdę ciemnych nocy.
Z ostrożności lecieliśmy w równikowej strefie ciemności, nie wychodząc z obszaru nadświetlnego.
Kilka dni minęło bez niespodzianek: żadna gwiazda nie sygnalizowała swojej obecności, my sami też nikogo nie zauważyliśmy. Wokół wielu słońc obracały się planety, lecz znajdowały się one bardzo daleko od nas.
Później odbiorniki fal przestrzennych zarejestrowały słabe impulsy. Okresowo dobiegające do nas zgęszczenia i rozrzedzenia przestrzeni układały się w ciągle to samo zdanie. Założyliśmy, że jest to pytanie: „Kim jesteście?”, gdyż o to właśnie powinni przede wszystkim zapytać nieznani korespondenci. Deszyfratory, wziąwszy za podstawę taki odczyt, sporządziły wstępny kod. Kod niewiele się różnił od dotychczas używanych przez nasze maszyny. Stało się jasne, że zdołamy porozumieć się z nieznanymi istotami wysyłającymi sygnały przestrzenne.
Chciałem już nawiązywać łączność, ale Olga obawiała się, że to może być prowokacja przeciwników, którzy starają się poznać nasze tajemnice. Większość załogi ją poparła.
Miałem inne zdanie i wraz z Leonidem, który się ze mną zgadzał, przekonaliśmy wątpiących. Zływrogi nie będą przed czasem pokazywać, że nas zauważyły — mówiliśmy. Ich broń działa na niewielkie dystanse, postarają się więc, abyśmy się do nich maksymalnie zbliżyli. Nie wiemy, kto szuka z nami kontaktu, ale nie mogą to być wrogowie!
Jako podstawy naszego kodu użyliśmy, podobnie jak nasi poprzednicy przy spotkaniach z istotami rozumnymi, tablicy pierwiastków. W następnych dniach generatory fal przestrzennych nadawały je we wszystkich kierunkach, z jakich docierały do nas sygnały. Byłem przekonany, że po zakończeniu tej transmisji zaczną nadawać obcy.
Nie pomyliłem się. Natychmiast po wyłączeniu naszych nadajników w przestrzeni pojawiły się nowe fale. Niosły one jednak nie wiadomość przeznaczoną dla nas, lecz raczej jakieś rozmowy wewnętrzne. Nieznane istoty pytały i odpowiadały, o czymś się nawzajem przekonywały (tak przynajmniej mi się wydawało, a MUK nie zaprzeczał tej możliwości). Wdzieraliśmy się w głąb skupiska stokrotnie wyprzedzając światło, a dokoła niespokojnie pulsowała przestrzeń, zastanawiając się, kim jesteśmy.
— Skręcamy w lewo — powiedziała któregoś dnia Olga, w czasie naszego wspólnego dyżuru. — Będziemy badać skupisko Chi, które zawiera więcej gwiazd niż skupisko Psi. Czy masz jakieś nowe wiadomości?
— Na razie nie — odparłem. — Tajemnicze rozmowy trwają. Zapisujemy zakłócenia gęstości przestrzeni i po rozszyfrowaniu języka zdołamy odczytać treść transmisji.
Tego dnia Niebianie ponownie zwrócili się bezpośrednio do nas. Zrozumiałem to natychmiast po przejrzeniu zapisu… Nasi korespondenci wyliczali pierwiastki, powtarzając w swoim języku naszą niedawną transmisję. Deszyfratory przekształciły wstępny szkic kodu w precyzyjny słownik. Od tej chwili mieliśmy wspólny język.
Podyktowałem telegram zaaprobowany przez całą załogę: „Lecimy z daleka. W Plejadach zaatakowało nas osiemnaście statków kosmicznych. Widzieliśmy potworne zniszczenia układów planetarnych, gdzie dawniej kwitło życie rozumne”.
Byliśmy wraz z Olgą w laboratorium fal przestrzennych, kiedy nadeszła nowa depesza. Deszyfratory Niebian pracowały nie gorzej od naszych. Korespondenci przekazali lakoniczny tekst: „Zrozumieliśmy. Niezwłocznie zawracajcie. Grozi wam zguba. Uciekajcie pełną mocą silników”.
Spojrzałem wstrząśnięty na pobladłą Olgę. Nie mogłem wydusić z siebie słowa.
— Co to znaczy?… — zacząłem wreszcie, ale nie zdołałem skończyć.