Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
- Автор: Браун Эрик, Иган Грег
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo „Solaris”
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:
Braleyowi przyszła nagle do głowy zuchwała myśclass="underline" Wyglądamy jak stado prymitywnych czcicieli bożków, które zamierza złożyć dziecko w ofierze! Uśmiechnął się. Chińczycy nalegali, żeby inicjacji SI dokonało dziecko. Było to dla nich bardzo ważne, z powodów, których Braley nie był w stanie zrozumieć. Ale przecież nie musiał wszystkiego rozumieć.
— Uśmiecha się pan — zauważył Brazylijczyk stając obok niego. — Ma pan rację, doktorze Braley. To okazja do radości.
— Pewnie — odparł Braley i to także był prywatny żart. Pewność była jedną z rzeczy, jakich fizyka kwantowa, a także SI, nie były w stanie zapewnić. Radość… To być może. Ale nie pewność.
Przewodniczący Sojuszu Chińsko-Amerykańskiego wspiął się na niską scenę i zaczął wygłaszać mowę. Braley nie słuchał, w żadnym z języków oferowanych przez wtyczkę, jaką miał w uchu.
Przemówienie było przewidywalne: nowa era dla ludzkości, owoc pokoju i dzielenia się wiedzą między narodami, w służbie całej rasy, zbawiciel od naszej własnej izolacji na planecie i tak dalej, aż nadszedł moment inicjacji.
Dziewczynka podeszła bliżej, idealna, miniaturowa laleczka. Przewodniczący włożył pada do malutkiej rączki. Posłała mu uśmiech tak olśniewający, że byłby zdolny zaćmić słońce.
Chiny może i były biokonserwatywne, pomyślał Braley, ale jeśli to dziecko nie jest genomodyfikowane, to ja jestem trylobitem.
Na scenie zamigotały wyświetlacze holograficzne. Monitorowały podstawowe funkcje komputera, co właściwie było ciekawe tylko dla inżynierów. Jedyny wyświedacz, który był istotny, połyskiwał w powietrzu z prawej strony obelisku; był to nieprzypisany wyświedacz, którego SI mogła użyć w dowolny sposób. W tej chwili wyświetlacz pokazywał tylko stylizowane pole kropek, poruszających się w rytm spowolnionych ruchów Browna. To, co stworzy tam SI, wraz z głosem, będzie pierwszym kontaktem między ludzkością a obcym gatunkiem.
Na przekór sobie Braley poczuł, jak oddech mu nieco przyspiesza.
Śliczna dziewczynka nacisnęła pad w miejscu wskazanym przez przewodniczącego.
— Witam — powiedział nowy głos po chińsku; brzmiał dość zwyczajnie, a mimo to ciarki przeszły po plecach wszystkim zebranym, którzy wypuścili z płuc wstrzymywane oddechy, jak wiatr szemrzący w gaju świętych drzew. — Jestem T’ien hsia.
T’ien hsia: „stworzona pod niebem”. Braley nie wybrał tego imienia, ale spodobało mu się. Można je było przetłumaczyć także jako „cały świat”, co podobało mu się jeszcze bardziej. Dzięki SpanLink T’ien hsia istniała teraz na całym świecie, ba, sama była nowym światem. Holograficzny wyświetlacz z czarnymi kropkami zmienił się w kulę ziemską, Ziemię widzianą z satelitów SpanLink i wybór takiego logo również się Braleyowi spodobał.
— Witaj — zaszczebiotało dobrze wytresowane dziecko. — Witaj pośród nas!
— Rozumiem — odparła SI. — Żegnajcie.
Holograficzny obraz znikł. Pozostałe wyświetlacze funkcyjne też zgasły.
Przez długą chwilę tłum cierpliwie czekał, co dalej zrobi SI. Nic się nie stało. Czas płynął, a ludzie zaczęli spoglądać po sobie. Inżynierowie i naukowcy zaczęli zawzięcie stukać na swoich padach. Na żadnym wyświetlaczu nic się nie pojawiło. Wszyscy milczeli.
W końcu odezwała się dziecięcym trelem dziewczynka:
— Dokąd poszła T’ien hsia?
I zaczęły się gorączkowe poszukiwania.
To Braley zaproponował, żeby przejrzeć zarejestrowany materiał z uroczystości w znacznie zwolnionym tempie. Naukowcy wyprosili gości z pomieszczenia i spędzili dwie godziny na poszukiwaniach SI w sieci SpanLink. Ani śladu. Nigdzie.
— Nie można jej usunąć — rzekł szef projektu, Liu Huang Te, może po raz dwudziesty. — To nie jest program.
— Ale właśnie została usunięta! — oponował opryskliwy brazylijski inżynier, którego do tego czasu już wszyscy zdążyli znienawidzić. — Nie ma jej!
— Cząstki tam są! Mają spin!
Była to z całą pewnością prawda. Komputer kwantowy przedstawiał kombinacje kubitów danych za pomocą spinu cząstek. Mieszane stany spinu reprezentowały równoległe obliczenia. Kolaps stanów mieszanych reprezentował odpowiedzi SI. Cząstki tam były i miały spin. T’ien hsia jednak znikła.
Komputerowy głos — konwencjonalnego komputera, nieobdarzonego świadomością — co dziesięć minut zdawał relację ze stanu mieszanego na zewnątrz pomieszczenia.
— Prezydent Japonii wydał oświadczenie, w którym wykpił projekt SI. Zamieszki wywołane przez protestujących przeciwko „kradzieży” T’ien hsia w Nowym Jorku zostały opanowane przez Drugi Zrobotyzowany Oddział Policji za pomocą broni pętającej. W Szanghaju zamieszki przybierają na sile; dołączają do nich tysiące wyrzutków żyjących poza granicami miasta, którzy przebili się przez oddziały zrobotyzowanej policji i właśnie atakują most Shih-Yu. W Sao Paulo…
Braley przestał słuchać. Nigdzie nie ostał się ślad krótkiego działania wewnętrznego SI. (Jak tego dokonano? Kto to zrobił? I po co?). Ale były przecież nagrania.
— Zwolnij do jednej dziesiątej prędkości — polecił Braley komputerowi.
Holograficzny obraz Ziemi przekształcił się w pole czarnych kropek imitujących ruchy Browna.
— Zwolnij do jednej setnej prędkości. Holograficzny obraz Ziemi przekształcił się w pole czarnych kropek imitujących ruchy Browna.
— Zwolnij do jednej tysięcznej prędkości.
Holograficzny obraz Ziemi przekształcił się w pole czarnych kropek imitujących ruchy Browna.
Coś zamrugało między kulą ziemską a czarnymi kropkami, za szybko, by oko mogło to zarejestrować.
Za Braleyem odezwał się ktoś ze skrywaną satysfakcją, mówiący po chińsku z kiepskim akcentem:
— Są skończeni. Taki wstyd i takie straty. Korporacja Wei Wu Wei tego nie przetrwa. Nic ich nie uratuje.
Coś między kulą ziemską a kropkami zamigotało mocniej, ale nie na tyle mocno, żeby Braley poznał, co to jest.
— Zwolnij do jednej stutysięcznej prędkości.
Głos z kiepskim akcentem, nadal ociekający złośliwą satysfakcją, zacytował Laozi:
— „Ci, którzy sądzą, że mogą podbić świat robiąc z nim coś, przybędą w smutku”.
Braley skrzywił się dziko na dźwięk tej hipokryzji. Ale po chwili już o tym zapomniał i skupił się na tym, co zobaczył na holowyświetlaczu.
Kula ziemska znikła. Na jej miejscu pojawił się nieco nieregularny jajowaty kształt, otoczony kwiatami polnymi i drzewami. Braley zatrzymał obraz.
— Co to jest? — krzyknął ktoś.
Braley wiedział. Nie musiał jednak nic mówić; uzyskano natychmiast dostęp do tych danych za pośrednictwem sieci SpanLink i zostały przerzucone na holowyświetlacz na środku pomieszczenia. Wiele głosów zaczęło się spierać i kłócić.
Braley dalej gapił się na obiekt z dalekiego kosmosu, nadal tkwiący w północnej Minnesocie prawie trzysta lat po lądowaniu.
SI miała 250 wirujących cząstek w stanie superpozycji. Mogła wykonywać 1,8 x 10^75 obliczeń równocześnie, więcej niż liczba atomów wodoru we wszechświecie. Ile obliczeń zajęło T’ien hsia dojście do wniosku, że nie powinna wiązać swoich losów z ludzkością?
— Rozumiem — rzekła SI. — Żegnajcie.