Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
- Автор: Браун Эрик, Иган Грег
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo „Solaris”
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:
„Wytrwać lecz nie posiadać; działać, lecz nie wysuwać żądań; wykonywać pracę i zapominać o niej”.
Pod krzywizną jaja rozprzestrzeniała się czerwonobrązowa plama.
Leila podeszła, ostrożnie, by zanadto się nie zbliżyć i przykucnęła na trawie, by się jej lepiej przyjrzeć. Tak, to był wykwit. Replikatory, bezmyślne, rozprzestrzeniały się we wszystkich kierunkach. Leila poświeciła latarką pod krzywizną jaja. Tak, dotarły do miejsca, gdzie zakrzywiona powierzchnia jaja stykała się z gruntem.
Czy zewnętrzna tarcza jaja, której natury nie udało się zgłębić przez 257 lat, była zbudowana z czegoś, co dało się rozłożyć na cząsteczki składowe? A jeśli tak, co na to jajo?
Leila szybko uniosła do ust komunikator w nadgarstku.
— Kod niebo do ochrony i wszystkich nanozespołów. Opóźnić EMP. Powtarzam, opóźnić EMP! Wykwit atakuje jajo… przybywajcie natychmiast!
Ostrożnie położyła się na trawie i skierowała latarkę pod jajo. Ta pozycja zwiększała prawdopodobieństwo kontaktu z jakimś zabłąkanym replikatorem, ale chciała obejrzeć jak największą powierzchnię między jajem a ziemią.
Przepełniła ją nagła nadzieja. Kosmiczne jajo może uratować KimWorks, uratować stanowisko Samuela Wanga i pokrzyżować plany ich branżowego rywala. Na pewno obce istoty, które je stworzyły, wbudowały jakąś możliwość niszczenia wszystkiego, co zagrozi bezpieczeństwu jaja. Przecież wszystko, co istniało w kosmosie, dysponowało jakimiś mechanizmami obronnymi, nawet jeśli był to tylko krzyk noworodka w celu wezwania pomocy.
Czy właśnie coś takiego miało się stać? Krzyk, który miał wezwać pomoc z gwiazd?
Leila była ledwo świadoma tego, że zaczynają otaczać ją inni, pokrzykując, przyklękając. Przynieśli lepsze oświetlenie, wygłaszali gorączkowe teorie. Leżała płasko na trawie, obserwując wykwit malutkich mechanicznych stworzeń, które sama stworzyła, pełznących niezmordowanie w jej stronę, rozkładając wszystkie cząsteczki na ich drodze. Rozprzestrzeniały się w jej stronę, rozprzestrzeniały się na boki…
Ale nie rozprzestrzeniały się w górę jaja. Pozostało gładkie i nieskalane. Więc tarcza była polem siłowym o niewiarygodnej twardości, a nie substancją. Rozwiązanie starej zagadki nie poruszyło Leili ani trochę. Była też rozczarowana. Powtarzała sobie w duchu, że jej rozczarowanie jest irracjonalne, ale to ani trochę nie pomogło. Miała wrażenie, jakby coś ważnego, coś, co utrzymywało w całości niewidzialną część świata, w którą zawsze wierzyła tak samo, jak w widzialną, zawiodło. Rozwiało się, zabierając ze sobą iluzje, które uważała za tak rzeczywiste, jak kości, krew i mózg.
Odczekali jeszcze godzinę, aż nie mogli już dłużej czekać. Jajo niczego nie ocaliło. Ochrona KimWork uruchomiła EMP w kopule i cała placówka zamarła. Sprzęt o wartości miliardów kredytów można było tylko wyrzucić na śmietnik. Ból głowy u Leili ustał dopiero po kilku godzinach, mimo leków otrzymanych od lekarza. Kiedy pozwolono jej opuścić placówkę, pojechała do domu i spała przez czternaście godzin, budząc się nie z bólem głowy, ale w klatce piersiowej, jakby rozcięto ją i usunięto jej jakiś ważny organ.
Dwa tygodnie później pierwszy wykwit pojawił się w pobliżu Duluth, w odległości sześćdziesięciu mil. Zauważono go w pobliżu siedziby konkurencji — wiadomo było, że tam ktoś go zidentyfikuje. Tak się też stało, zanim jednak do tego doszło, nadepnęły na niego i umarły dwie osoby.
Leila poleciała do Duluth. Tam spotkali się z nią agenci Odnowionego Rządu Stanów Zjednoczonych i Sojuszu Chińsko-Amerykańskiego, a wszyscy chcieli wiedzieć, co się u licha dzieje. Byli zbulwersowani tym, czego się dowiedzieli. Dlaczego nie poinformowano o tym Biura Nadzoru Techniki? Czy ona zdaje sobie sprawę z tego, jakie to może mieć implikacje? Czy wie, jakie kary za to grożą?
Tak, odparła Leila. Wiedziała.
Wkrótce pojawiły się żądania polityczne wysunięte przez międzynarodową grupę terrorystyczną, z której olbrzymich możliwości technicznych już zdawano sobie sprawę. W tych niepewnych czasach istniało wiele takich grup. W przypadku tej jednej na szczęście nastąpiło coś wyjątkowego: Odnowiony Rząd Stanów Zjednoczonych, w ramach tajnego porozumienia z kilkoma innymi rządami, rozpracowywał ją od ponad dwóch lat. Wysiłki zintensyfikowano tak, że w ciągu trzech dni przywódcy terrorystów zostali aresztowani i wszystkie ważne ogniwa się rozpadły.
Poddani działaniu serum alfa rewolucjoniści — nie uznano za istotne, do jakiej rewolucji mieli ich zdaniem doprowadzić — potwierdzili, że zdrajczyni June Juana Selkirk była niedawno zrekrutowanym bojownikiem za sprawę. Nie było możliwe zidentyfikowanie jej przez KimWorks na tyle szybko, by uniemożliwić jej przeszmuglowanie replikatorów pod kopułę. Nie miało to jednak znaczenia dla nikogo, nawet dla byłego szefa ochrony Samuela Wanga, który nie pamiętał Selkirk, wykwitu ani dlaczego nie ma już pracy.
Drugi wykwit znaleziono, gdy niebezpiecznie rozprzestrzeniał się na terenach rolniczych w pobliżu Red Lake, pożerając genomodyfikowaną kukurydzę, roboty rolnicze, owady, urządzenia zabezpieczające i króliki. Najwyraźniej umieszczono go tam zanim aresztowano przywódców terrorystów. Nie udało się ustalić za pomocą serum alfa, ile wykwitów rozrzucono, bo nikt nie wiedział. Operację wykonano w oparciu o obliczenia kwantowe i prędzej słońce by zgasło, niż udałoby się je rozszyfrować. Odnowiony Rząd Stanów Zjednoczonych i Sojusz Chińsko-Amerykański mógł być pewien tylko tego, że nic nie opuściło północnej Minnesoty.
Umieszczono na bardzo niskiej orbicie broń zdolną do wytworzenia ukierunkowanej wiązki, wprowadzono odpowiednie ustawienia i wypalono pół stanu za pomocą potężnego impulsu elektromagnetycznego. Wszystkie urządzenia elektroniczne przestały działać. Piętnastu obywateli, przeważnie upartych staruszków, którzy odmówili ewakuacji, zmarło z powodu udaru mózgu. Podniesienie się ze strat materialnych i finansowych, jakie poniósł stan Minnesota, zajęło całe pokolenie.
Mimo to rozpowszechniał się dziwaczny przesąd, wręcz wstydliwy w społeczeństwie technologicznym: że straszne replikatory czają się lasach i dolinach na północy, by pożreć każdego, kto się tam uda. W wersji dla dzieci replikatory miały czerwone pyski, z których miała ciec brązowa papka. Ze statystycznego punktu widzenia północna Minnesota stała się wyludniona, ale dla kraju, który szczycił się tak wielką powierzchnią oczyszczonych terenów rolniczych i najwyższymi plonami genomodyfikowanych roślin z hektara na świecie, mało kto tęsknił za północną Minnesotą.
Doktor Leila Jian-fen Kim, której prace okryto hańbą, wróciła do Chin. Nie osiadła w Szanghaju, który został oczyszczony tak skutecznie, że był jednym z najszybciej rozwijających się miast w kraju, lecz w Harbinie, biedniejszym mieście na północy. W końcu Leila zrezygnowała z zajmowania się fizyką i wstąpiła do taoistycznego klasztoru. Ku jej zaskoczeniu, choć celem jej mnisiego stanu było poszukiwanie pokuty, nie spełnienia, poczuła się tam szczęśliwa.
Placówka KimWorks w stanie Minnesota została opuszczona. Budynki, ściany i ścieżki rozpadały się wolno, zbudowane z odpornych i nierdzewnych stopów. Ale oczyszczona puszcza szybko wzięła je we władanie. W ciągu dwudziestu lat kosmiczne jajo zostało prawie całkowicie ukryte wśród młodych drzew: dęby, brzozy, świerki wydarte zarazie Kellera dzięki inżynierii genetycznej, szybko rozrastające się pospolite topole, których żadne modyfikacje genetyczne nie były w stanie wyeliminować. Jajo oczywiście nie zaginęło; sieć SpanLink znała jego współrzędne, jak i historię.
Niewielu ludzi je jednak odwiedzało. Świat się zmieniał — choć przyznawano, że nierównomiernie — w kierunku stworzonej przez nanotechnologię obfitości. Oczywiście użycie nanotechnologii było poważnie ograniczone, do rodzajów nieprogramowalnych. Technika dokonała wielkiego skoku, a biotechnologia utrzymywała w dobrym zdrowiu coraz większy odsetek populacji, zarówno naturalnej, jak i sklonowanej.