Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
Za którymś kolejnym razem oparł podbródek o moje ramię i zaczął wpatrywać się w modelkę siedzącą obok z uwodzicielsko skrzyżowanymi nogami, podbródkiem na dłoniach i łokciami na kolanach. O tej porze frędzle już nieco zsunęły się z sutków.
– Tylko spójrz na nią – wyszeptał zachrypniętym głosem, z oczami utkwionymi w dziewczynie, która wyglądała na najmłodszą ze wszystkich. – Patrz, jak naśladuje starsze modelki, podpatruje, jak ruszają biodrami, oczami, patrzy na ich usta i robi dokładnie to samo, bo wie, że to seksowne. Dopiero dorasta do tego ciała, które już ma, nie do końca zdaje sobie sprawę, z tego, co posiada, i uczy się jak pisklę świeżo wyklute ze skorupki. Czy to nie kapitalny widok?
Ooo tak, zdecydowanie kapitalny. Absolutnie wciągający, w rzeczy samej, pomyślałam, ale tylko strząsnęłam go z siebie i oznajmiłam, że zaraz wracam. Prawie upadł na nią, kiedy się z niego wyplątałam, i słyszałam, jak prawi jej komplementy, kiedy szłam w stronę frontowej części klubu.
Elisa leżała na atrakcyjnym mężczyźnie na siedzisku bliżej drzwi, głowę i ramiona opierała na jego piersi, a bose stopy – jeszcze z czerwonymi śladami od sandałów – na kolanach Davide'a. Nie wyglądała na specjalnie przejętą ani nawet świadomą sytuacji z BlackBerry. Nie byłam pewna, czy jest przytomna, ani nawet żywa, dopóki nie podeszłam na tyle blisko, żeby zobaczyć, jak jej wklęsły brzuch podnosi się i opada najlżejszym z możliwych ruchem.
– Bette, kochana, tu jesteś! – wykrzesała z siebie dość energii, żeby było ją słychać mimo muzyki, chociaż z pewnością nie spożyła tego dnia wystarczającej liczby kalorii, żeby utrzymać pozycję stojącą. Postanowiłam wyjaśnić porażkę z Black-Berry przy innej okazji.
– Hej – mruknęłam, demonstrując brak entuzjazmu.
– Podejdź tu, chcę, żebyś poznała najbardziej utalentowanego terapeutę pielęgnacji skóry na Manhattanie. Marco, to jest Bette. Bette, Marco.
– Jestem estetykiem – poprawił natychmiast.
Szłam podziękować Sammy'emu, ale było oczywiste, że muszę spędzić przynajmniej kilka minut przy ich stoliku. Usiadłam i natychmiast nalałam sobie wódkę z tonikiem. – Cześć Marco, miło cię poznać. Skąd znasz Elisę?
– Skąd znam Elisę? Cóż, lubię myśleć, że jestem odpowiedzialny za tę nieskazitelną, jaśniejącą skórę! – Ujął jej głowę wypielęgnowanymi palcami i popchnął w moim kierunku, jakby chodziło o przedmiot. – Popatrz tylko. Czy widzisz tę gładkość? Widzisz całkowity i absolutny brak plam i przebarwień? To osiągnięcie! – Mówił z lekkim hiszpańskim akcentem i z wielką emfazą.
– Uhm, wygląda świetnie. Może mógłbyś i mnie kiedyś pomóc – powiedziałam, bardziej z braku pomysłu, jak wnieść coś do rozmowy, niż kierując się pragnieniem skorzystania z jego usług.
– Uhm – odpowiedział, przedrzeźniając mnie, i przyjrzał się mojej twarzy. – Nie jestem taki pewien.
Potraktowałam to jako pretekst do odejścia, ale Elisa podniosła się do pozycji siedzącej i powiedziała:
– Kochani, zabawcie tu przez parę minut sami, a ja i Davide pójdziemy się przywitać z kilkoma znajomymi.
Podniosłam głowę i zobaczyłam, że Davide pochylił się do przodu tak, by stół zasłaniał jego dłonie. Zręcznie otworzył leżącą na podłodze torebkę Elisy, pikowaną Chanel, zdjął klucz z breloczka, z malutkiej paczuszki wsypał do najdłuższego rowka w kluczu biały proszek i szybko podniósł do nosa. Dłonią zasłaniał cały klucz i dla kogoś, kto nie przyglądał się uważnie, wyglądało to, jakby od niechcenia potarł nos, może z powodu alergii. W sekundę lub dwie napełnił klucz na nowo i podał Elisie, która też zrobiła to tak szybko, że nie byłam nawet pewna, co przemknęło pod jej nosem i kiedy. Po kilku kolejnych sekundach breloczek z kluczami był już na swoim miejscu w torebce, a oni wstali z miejsc, gotowi na obchód sali.
– Mogli nas przynajmniej poczęstować, nie uważasz? – powiedział Marco.
– Taaa, chyba tak – powiedziałam, nie do końca pewna, czy mam ogłosić, że nigdy tego nie próbowałam i chociaż byłam ogromnie ciekawa, strach okazał się silniejszy niż ciekawość.
Marco westchnął znacząco i pociągnął długi łyk ze szklanki.
– Ciężki dzień? – spytałam, znowu nie wiedząc ani jak prowadzić rozmowę, ani jak uciec.
– A żebyś wiedziała, że ciężki jak cholera. Elisa znowu spieprzyła mi cały harmonogram. Dobrze wie, jak bardzo nie lubię, kiedy mi mdleje na fotelu. – Kolejne westchnienie.
– Hm? Zemdlała? Coś jej jest?
Przewrócił oczami, po czym westchnął przeciągle i z wyczerpaniem.
– Popatrz na nią, czy wygląda na zdrową? Oczywiście, jak najbardziej popieram koncepcję, żeby się głodzić, co tu dużo gadać, sam parę razy w życiu musiałem to zrobić, ale trzeba brać odpowiedzialność za swoje czyny! Człowiek wie, kiedy jest na granicy omdlenia! Najpierw pojawiają się drobne błyski.światła przed oczami, a potem zwykle trochę kręci się w głowie. Ciało w ten sposób daje znak, że czas ugryźć kawałek batona energetycznego, który powinno się mieć przy sobie na tego typu okazje. Trzeba uważać na sygnały ostrzegawcze, rozumiesz, i nie spadać z mojego fotela, bo w przeciwnym razie pieprzy mi się cały harmonogram wizyt.
Nie byłam do końca pewna, jak na to wszystko zareagować, więc tylko siedziałam i słuchałam.
– Te dziewczyny myślą, że mogą przyjść po tygodniu wciągania narkotyków przez nos i niejedzenia i tak po prostu odlecieć na moim fotelu, a ja się nimi zajmę. Wiesz, kiedyś nie było z tym problemu, ale teraz mam lepsze rzeczy do roboty. Moim zdaniem to tak samo jak z narkomanami zażywającymi heroinę: nie obchodzi mnie, co zażywasz, tylko nie przedawkuj u mnie w domu, bo wtedy to ja mam problem. Rozumiesz?
Kiwnęłam głową. Szczęśliwy ten świat, że nosi faceta tak wrażliwego jak Marco, pomyślałam.
– Co prawda czasem ludzie mają gorzej niż ja – ciągnął szczerze. – Mój przyjaciel jest wizażystą. Nosi ze sobą walizkę kosmetyków i drugą z batonami i sokami w kartonikach, bo dziewczyny zawsze mu mdleją. Kiedy u mnie mdleją na fotelu, przynajmniej nie muszę zaczynać od nowa. On z reguły robi dziewczyny przed dużymi imprezami, kiedy są najbardziej zagłodzone, bo po supergłodówce, żeby się zmieścić w kiecki. Nie jest lekko, mówię ci. Potem to my musimy wszystko pozbierać.
– Tak, rozumiem. Słuchaj, bardzo miło było cię poznać, ale muszę iść przywitać się ze znajomym. Będziesz tu jeszcze parę minut? – spytałam, zdając sobie sprawę, że jeżeli nie ucieknę zaraz, to pewnie nie uda mi się nigdy.
– Jasne, nie ma sprawy, miło było. Do zobaczenia. – Skinął głową w moim kierunku, po czym pochylił się, żeby przygotować sobie następnego drinka.
Chciałam znaleźć Sammy'ego i podziękować mu za to, co zrobił, może wytłumaczyć, że nie przyszłam tu jako randka ani dziewczyna Philipa, ani nawet z własnej woli, ale zanim prze- brnęłam przez tłum przy drzwiach, który najwyraźniej powiększył się nadzwyczajnie w ciągu minionej godziny, Sammy'ego nie było nigdzie widać.
– Hej, widziałeś Sammy'ego? – spytałam Anthony'ego, starając się mówić nonszalancko.
Wyglądało, że już się uspokoił po ostatniej dyskusji; pokręcił głową, patrząc na swoją kartkę na podkładce.
– Nie, wyszedł wcześniej spotkać się z dziewczyną. Zostawił mnie samego z jedną z największych imprez roku. Z reguły tak nie robi, więc to musiało być coś ważnego. A co, jakiś problem? Spróbuję ci pomóc, tylko muszę najpierw pozbyć się tych ludzi.