Portier Nosi Garnitur Od Gabbany
- Автор: Weisberger Lauren
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Portier Nosi Garnitur Od Gabbany». Краткое содержание книги:
– Eliso, naprawdę…
– Bette, kochanie, nie chcę się powoływać na pozycję w firmie, ale ryzykujesz posadą. Pomogę, na ile się da, ale musisz tu być. Przyślę samochód do Four Seasons, za pół godziny. Wsiądź do niego.
Rozmowa była zakończona, a Penelope zarzuciła mi ramiona na szyję.
– Genialny plan! – powiedziała, biorąc mnie za rękę i prowadząc do stołu. Usłyszałam pana Wainwrighta, jak głośno opowiada dość przygaszonej, godnie wyglądającej kobiecie o procesie, który nadzoruje, i zaczęłam się zastanawiać, czy Penelope nie zechce uratować babci ze szponów przyszłego teścia.
– Plan?
– Tak, Michael mi powiedział o spotkaniu w Black Door. Świetna okazja! Wieki całe tego nie robiliśmy i – rozejrzała się-będę musiała solidnie się po tym napić. Nie masz pojęcia, co zrobiła dziś matka Avery'ego. Odwołała mnie i mamę na bok, po czym z dumą sprezentowała mi egzemplarz Pewna impreza! Największy poradnik kreatywnej rozrywki i całą serię książek kucharskich Barefoot Contessa. Ale czekaj, będzie jeszcze lepsze: nie tylko popodkreślała wszystkie swoje sugestie co do możliwych wieczornych przyjęć, ale porobiła też notatki przy wszystkich ulubionych potrawach Avery'ego, żebym mogła należycie dopilnować kucharki. I szczególnie dobitnie zaznaczyła, że generalnie nie lubi żadnego jedzenia, które powinno się jeść pałeczkami. Jej własne słowa.
– Pałeczkami?
– Chińskimi pałeczkami. Stwierdziła, że „wprawiają go w zmieszanie”.
– Fantastyczne. Zdaje się, że to rozkoszna osoba.
– Tak jest. A moja matka po prostu tam stała, potakując. Udało jej się pocieszyć mamę Avery'ego, przypominając, jak łatwo będzie nam znaleźć pomoc domową w Kalifornii z tymi hordami meksykańskich imigrantów. To „ziemia obiecana taniej siły roboczej”, chyba dokładnie takich słów użyła.
– Po prostu pamiętajmy, że nasi rodzice nigdy więcej nie mogą znaleźć się w jednym pomieszczeniu, dobrze? – powiedziałam. – Raz już mieli tę wyjątkową przyjemność. Pamiętasz, cóż to była za klęska ostatnim razem?
– Żartujesz? Jak mogłabym zapomnieć?
Byłyśmy dość przewidujące, żeby nie dopuścić do znalezienia się naszych rodziców w tym samym miejscu przez cztery lata college'u, ale podczas wręczania dyplomów okazało się to niemożliwe. Rodzice byli ciekawi siebie nawzajem i po licznych zaczepkach ze strony obu matek, Penelope i ja niechętnie zgodziłyśmy się umówić wszystkich na kolację w sobotni wieczór. Stres zaczął się już przy wyborze restauracji: moi rodzice domagali się wypróbowania baru z organiczną surową żywnością, który wydał szereg sławnych książek kucharskich, podczas gdy rodzice Penelope nalegali na wybór miejsca, w którym zwykle jadali podczas swoich wizyt – Domu Steków Ruth Cliris. Osiągnęłyśmy kompromis za pomocą jakiejś wyrafinowanej panazjatyckiej sieciowej restauracji, która rozczarowała wszystkich zainteresowanych i od tamtego momentu wszystko szło coraz gorzej. W restauracji nie podawano herbaty, którą piła moja matka, ani ulubionego caberneta ojca Penelope. Jeśli chodzi o tematy rozmowy, polityka, kariera i przyszłe plany abiturientek odpadały, ponieważ nie podzielali ani jednego przekonania czy koncepcji. Skończyło się na tym, że mój ojciec przez większość posiłku rozmawiał z Averym (a później sobie z niego żartował), ja z moją mamą, Penelope ze swoją, a jej ojciec i brat od czasu do czasu wymieniali zdanie czy dwa pomiędzy wielkimi haustami czerwonego wina z trzech butelek, które razem osuszyli. Skończyło się równie niezręcznie, jak się zaczęło, wszyscy podejrzliwie mierzyli się wzrokiem i zastanawiali, co też ich córki w sobie widzą. Penelope i ja odstawiłyśmy ich do właściwych hoteli i natychmiast ruszyłyśmy na obchód barów, gdzie po pijaku ich przedrzeźniałyśmy, cały czas przysięgając sobie, że nigdy nie powtórzymy tego wieczoru.
– Chodź tu, porozmawiaj, proszę, z moim ojcem, dobrze? Minęło kilkadziesiąt lat, odkąd brał udział w życiu towarzyskim poza biurem i wygląda na to, że nie wie, co robić. – Wydawało mi się, że ma w miarę dobry humor i zastanawiałam się, jak mam jej powiedzieć, że mogę zostać tylko na drinka, ponieważ muszę iść na przyjęcie z tym rozkosznie niegrzecznym chłopcem, z którym rzekomo się spotykam.
– Pen, bardzo mi przykro, że to robię, i mam świadomość, że to najbardziej gówniane, najbardziej samolubne zagranie na świecie, ale właśnie dzwoniono z pracy i absolutnie nie mam wyboru, muszę wyjść, ponieważ jestem odpowiedzialna za ten konkretny projekt, a ludzie z nim związani są spoza miasta i moja szefowa właśnie się nimi zajmuje. Nalega, że muszę się z nimi spotkać i chociaż powiedziałam, że mam coś naprawdę bardzo ważnego, zagroziła, że mnie zwolni – oczywiście przekazała to przez osobę trzecią – jeżeli nie przyjadę do centrum w czasie poniżej godziny. Kłóciłam się i kłóciłam, ale była nieugięta, więc mam zamiar tam pojechać i wrócić najszybciej jak to możliwe i oczywiście nadal chcę się spotkać w Black Door, jeżeli zgodzicie się na mnie poczekać. – Koniec. Głęboki wdech. Zignorować martwe spojrzenie Penelope. – Strasznie mi przykro! -jęknęłam tak głośno, że kilku kelnerów spojrzało w naszą stronę. Jakimś cudem udało mi się zignorować ssanie w żołądku, zdziwione spojrzenie Michaela, który stał kilka kroków dalej i pełen wyrzutu wzrok Penelope, że robię zamieszanie.
– Kiedy musisz wyjść? – zapytała spokojnie, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
– Za pół godziny. Przysyłają samochód.
Bezmyślnie przekręciła diamentowy kolczyk-sztyft w prawym uchu i spojrzała na mnie.
– Zrób to, co musisz, Bette. Rozumiem.
– Naprawdę? – zapytałam, nie do końca jej wierząc, ale nie słysząc w jej głosie złości.
– Oczywiście. Wiem, że chcesz tu być i jasne, jestem rozczarowana, ale wiem, że nie wychodziłabyś, gdyby to nie było naprawdę ważne.
– Przepraszam, Pen. Obiecuję, że ci to wynagrodzę.
– Nie przejmuj się. Chodź, usiądź obok tego uroczego samotnego przyjaciela Avery'ego i przynajmniej baw się dobrze, póki tu jesteś. – Mówiła to, co należało powiedzieć, ale ściągnięcie ust sprawiło, że wszystko zabrzmiało wymuszenie.
Zdecydowanie nie uroczy samotny przyjaciel Avery'ego natychmiast zaczął wspominać szalone wyskoki z czasów studenckiego życia w Michigan, a ja tymczasem pospiesznie wychyliłam drinki numer dwa i trzy. Jedna z koleżanek Penelope z banku, dziewczyna, której nie znałam, kiedy tam pracowałam, ale która teraz wydawała się nie opuszczać Pen ani na krok, wygłosiła zaimprowizowany toast, uroczy, zabawny i stosowny. Usiłowałam zdusić uczucie goryczy, gdy Penelope ją objęła, i powtarzałam sobie nieustannie, że to odzywa się moja paranoja i nikt się na mnie nie gapi, uważając, że jestem okropną przyjaciółką. Pół godziny minęło w mgnieniu oka. Uznałam, że lepiej będzie się wymknąć, zamiast urządzać przedstawienie i wszystkim się tłumaczyć, więc usiłowałam porozumieć się wzrokiem z Penelope, a potem po prostu wstałam i wyszłam, bo uznałam, że celowo unika mojego spojrzenia.
Na chodniku zaproponowałam jakiemuś dobrze ubranemu mężczyźnie dolara za papierosa, ale odmówił i podrzucił mi jednego za darmo, dodając litościwe kiwanie głową. W zasięgu wzroku nie było żadnego samochodu i pomyślałam, że może wejdę z powrotem na parę minut, ale w tym momencie do krawężnika podjechała znajomo wyglądająca limonkowozielona vespa.
– Hej, kochanie, załatwmy to – powiedział Philip, podnosząc osłonę kasku i wyjmując mi z palców papierosa, żeby się zaciągnąć. Gwałtownie pocałował mnie w usta, które przypadkowo były otwarte z powodu szoku, i zsiadł, żeby wyjąć spod siedzenia drugi kask.
– Co ty tu robisz? – zapytałam, dla wzmocnienia zaciągając się papierosem.